16 października 2012

43 Olga czyta. Zamiast piec! (Ciasta, ciastka i takie tam, Dwie Siostry)


Jesteście sentymentalni? Ja raczej tak :) I pewnie dobrze się stało, że spółdzielnia zarządziła sprzątanie strychów, przed wymianą dachu, w kamienicy u moich rodziców, bo stawałam się odrobinę nudna marudząc: - Aleee gdzie jest Zielony Zeszyt? Na strychu? W którym kartonie? Kiedy go poszukamy?
Tajemniczy Zielony Zeszyt to właściwie okładka - po brzegi wypełniona kulinarnymi recepturami. - Ale po co ci? Przecież tam takie stare przepisy, teraz się tak nie piecze! - dziwiła się moja mama, a ja wiedziałam swoje: - Chcę Zielony Zeszyt!
Te przepisy może i się postarzały, może nawet z nich nie skorzystam. Ale miałabym porzucić wycinki z gazet, które zbierała babcia Janka - babcia, której nie poznałam? I takie kreślone ręką mamy, w gładkim zeszyciku? Czy te, które spisał mój tata, gdzieś na karteluszku z kalendarza? I na koniec - te, które przepisywałam ja, pismem koślawym, robiąc (ku pamięci) haniebne błędy ortograficzne?
Ja musiałam mieć Zielony Zeszyt!
Musiałam mieć też książkę, która bardzo z Zielonym Zeszytem mi się kojarzy - Ciasta, ciastka i takie tam (tekst i ilustracje: Agata Królak, Wydawnictwo Dwie Siostry).



Opis znaleziony na stronie wydawnictwa cudownie oddaje magię tej książki:
71 sprawdzonych przepisów (surowych)
drugie tyle rozbrajających ilustracji
urok starej maszyny do pisania
2 tuziny smakowitych rodzinnych fotografii
szczypta pozytywnego wariactwa
Wszystko połączyć z wyczuciem i fantazją, nie szczędzić ciepła (aż będzie purkotać). Mieszać i doprawiać do skutku. Testować na amatorach słodkości i pięknych książek. Jeśli leci im ślinka - gotowe!
I wiecie? Wszystko się zaczęło, kiedy autorka znalazła na śmietniku siedem książek kucharskich... Przepisy na łakocie (oraz zdjęcia) z Ciasta, ciastka... nie pochodzą jednak ze znalezionych tomiszczy - to dary od rodziny, przyjaciół i znajomych. Agata Królak wszystkich deserów próbowała i - jak zapewnia we wstępie - są naprawdę pyszne :)
A cóż ja mogę powiedzieć? Mogę być szczera... To książka kucharska, którą mam od prawie roku i jeszcze nic z niej nie upiekłam! I nie dlatego, że uważam, że przepisy są słabe :) Po prostu za każdym razem, kiedy ją otwieram, to nie mogę się oderwać od dokładnego jej oglądania. Wciąż widzę formę, lepiej niż treść. Oj, podoba mi się ta książka! Ale wierzę, wierzę, że niebawem upiekę coś z jej pomocą i opowiem Wam o tym :)
Tymczasem zostawiam Was z kilkoma ilustracjami z Ciasta, ciastka..., a potem uraczę Was fragmentami Zielonego Zeszytu :) Uczciwie ostrzegam - sporo tego! :)








I Zielony Zeszyt pełen skarbów :) Przekładając te - niekiedy rozlatujące się - karteluszki, przypomniałam sobie bardzo ciekawą rozmowę o papierze zamieszczoną niedawno w "Wysokich Obcasach", polecam! KLIK 








No tak, dość wcześnie zaczęłam interesować winem :D

PS Autorkę  Ciasta, ciastka i takie kojarzycie, prawda? To ta sama, co popełniła m. in. Różnimisie :)


Dla chętnych - Olgugla, czyli zamiast wyszukiwarki ;)

Wydawnictwo Dwie Siostry KLIK,o Ciasta, ciastka i takie tam KLIK
Agata Królak, WWW KLIK

43 komentarze:

  1. Fantastyczny ten Twój dzisiejszy wpis. Książkę znam, ale niestety jeszcze nie mamy w swojej kolekcji (wydawnictwo uwielbiam), natomiast zdjęcia przepisów są obłędne :D ha ha.
    zazdroszczę Ci bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pod choinką była, rok temu, wyprosiłam od Mikołaja ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam takie tematy...chce chce chce:)
    Ja tworze sama taki "zielony"zeszyt...dla przyszlych pokolen.

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nadzieję, ze kiedyś w spadku dostanie mi się zeszyt z zapisakmi kuchennymi mojej mamy... takimklimatyczny zwłaszcza w czasach internetu i dostepu do wszstkich przepisów wirtualnie... ale to nie to samo!

    a książka mnie zaciekawiła, nie słyszałam jeszcze o niej
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z (już mojego) Zielonego Zeszytu mama nie korzystała od jakiegoś czasu... no to go zaklepałam i porwałam :)

      Usuń
  4. Jaka cudowna książka, a kompletnie mnie nieznana:) niesamowicie skrojona, zachwycam się i jeszcze długo będę, najlepiej własną:) muszę się zebrać i w końcu napisać list do tego świętego w czerwieni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to mnie cieszy najbardziej - jak ktoś mi tu pisze, że nie znał, ale mu się podoba :)) taki komentarz daje mi motywację :)

      Usuń
  5. Mialam wlasnie pytać, czy to Różnimisie:D
    Olg, alez ta książka do Ciebie/Was pasuje! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tę książkę, a Ty świetnie, że o niej napisałaś. I te przepisy własne- super!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo, widzialam i macałam w Endo.. i sama nie wiem co mnie powstrzymało że nie kupiłam.. Super jest! I takie stare przepisy tam sa, z tego co pamietam na kogel mogel np ;)) A co do zeszytu zielonego- mama ma identyczny, poprostu taki sam, ten sam papier, scinki ze starych gazet. Od lat mowi, ze musi to przepisac, ladnie do porzadnego zeszytu zeby sie nie walalo.. Ale po co? Mysle ze tak jest lepiej.. Pozdrawiam cieplo!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne, że tak jest lepiej! nie przepisywać! chronić! zachować! :)

      Usuń
  8. Jaka cudna książka! Akurat uro cioci się zbliżają (akurat będziemy w PL) - znalazłam już prezent, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja Mama ma taki zeszyt:) Zeszyt jest pusty, poza tym, że napisałam tytuł w podstawówce chyba, to nic w nim nie ma, a okładka jest cała wytarmoszona bo trzyma wszystkie karteluszki;) w tym najcudowniejszy i najłatwiejszy przepis na jabłecznik od Pani K.;)
    Książka fantastiko:) wina chętnie bym się napiła:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no dziś to ja też chętnie wina bym chlapnęła, ale raczej nie ma szans :)

      Usuń
  10. Znamy tą Panią...:)))Ale tej książki nie znam...ale poznam..już wiem co chcę pod choinkę:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja Mama ma z czarną okładką! ;p Niektóre przepisy wyblakłe, część kartek faluje :D a na końcu...na końcu odrysowana moja dłoń z mnóstwem pierścionków, książę i inne malunki...oraz moje koślawe "Ola ma kota" ;)
    Z czasem i Kasia miała kota...nawet dwa! Hahaha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D u mnie na niektórych kartkach tłuste plamy wyżarły kawałki przepisów :))

      Usuń
  12. MY - największe łasuchy Rzeczpospolitej- musimy "Ciasta..." mieć! genialne ilustracje i zdjęcia, no genialne! moja Mama ma też oczywiście ma taki zeszycior, są w nim wycinki ze starych zdzieranych kalendarzy i gazet, mam go dostać, nie odpuszczę;)czasem mi z niego dyktuje jakieś tajemne receptury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a w książce jest przepis na... pietruszkę z miodem. pieczoną! :)

      Usuń
  13. Uwielbiam takie zeszyty znalezione na strychu!!!!
    I tez gdzieś tam się walają przepisy pisane przeze mnie ...
    To jak? Kiedy z Ewką robicie "Pączki Wandy" ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehehehe, no tak się składa, że nie jestem fanką pączków :D

      Usuń
  14. uwielbiam książki kucharskie i zeszyty z zapiskami... niesamowicie wyglada ta książeczka, chcę taką:)

    OdpowiedzUsuń
  15. weszłam, by sprawdzić i widzę, że u Ciebie to samo - chyba na blogach liczniki wysiadły!!! Z moich kilkunastu tys. mam teraz 18 wejść... hmmmm... Ty też tak widzisz u siebie?

    OdpowiedzUsuń
  16. ha takie stare zeszyty z przepisami, to prawdziwe perełki, w mojej mamy najstarszym są też szkice sukienek do uszycia :) no i moje baźgrołki oczywista! A najlepsze są przepisy wypisywane przez nas z błędami :))))

    OdpowiedzUsuń
  17. Olga, ale boski post :DDD uśmiałam się z Pączków Wandy i nie tylko. Cudowne!
    A książkę Agaty K. miałam w ręku w Concordii, bo spodobała mi się okładka i nie zdążyłam jej otworzyć - Nina odwróciła moją uwagę.
    Pewnie miałabym tak samo, jak Ty, tzn. przeglądałabym i przeglądała, zachwycała się, a korzystała... niekoniecznie. Ale kto wie. Mamy czasami takie "deserowe fazy".

    Szkoda, że się nie spotkałyśmy. Zdrówka dla Ewci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki! i szkoda :( ale wiesz, co się odwlecze... :)

      Usuń
  18. Ja i moje dziaiaki jesteśmy zakochani w książkach o gotowaniu, pieczeniu, o kuchni. Tej książki nie mamy w swojej kolekcji, to dobrze, bo już mam pomysł na prezent mikołajkowy :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie słyszałam o tej książce - muszę ją gdzieś dorwać! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja mama tez ma taki zeszyt choć więcej tam luźnych kartek i wycinków z gazet. Są i u nas przepisy wykaligrafowane przeze mnie czy moja siostrę. Ten zeszyt to kawał historii- są tam m.in. przepisy ś.p. cioci.
    Jest kilka przepisow na sernik : sernik cioci Jasi, cioci Hani, sernik pani Ani itp...
    Zawsze bardzo lubiłam przeglądać ten zeszyt, porządkować, przepisywać...
    Zeszyt ten pachnie magicznie bo od zawsze byl przechowywany w tej samej szufladzie co aromaty do ciast.
    Ja tez mam taki zeszyt, choc mój jest jeszcze chudziutki.I własnie Twoj wpis przypomniał mi, że powinnam zrobić w nim porządek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś częściej, mam wrażenie, ciasta zapisywano wraz z imieniem, dzieliło się przepisami, dawało karteluszki i spisywało... dziś wysyłamy link i wsio! :/

      Usuń
  21. Zamowilam sobie te ksiazke!!! Jest cudowna!!!!
    Ja zawsze jak przegladam swoje przepisy zastanawiam sie jak te moje dzieci sie nimi kiedys podziela:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie, całe szczęście, starsi bracia w ogóle się nie upominali o ten zeszyt, ufff :)

      Usuń
  22. oj teraz jeszcze bardziej chcę mieć tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  23. haha ":D leję z tego wina na obrazku :D no super :D hahaha boskie! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)