29 października 2012

Złotowłosa


To było tak... Dawno, dawno temu myślałam, że jeśli urodzę córkę, ta będzie miała brązowe, dość ciemne i proste włosy. Po mamusi. Sprawdziło się to, że jestem mamą małej dziewczynki. Sprawa włosów wygląda natomiast... Inaczej :) 


Ewa najpierw bardzo długo dumnie prezentowała łysinę, potem szyku zadawała meszkiem, który stopniowo zaczął przekształcać się najpierw w lekkie fale, a teraz w loki. Śliczne, lśniące blond loki.


Loki Ewy bywają sensacją. Do tego stopnia, że zdarzają mi się pogawędki z obcymi ludźmi, którzy bez ogródek wyznają na ulicy czy placu zabaw, że dziwne te jasne loki, skoro rodzice mają ciemne i proste włosy :] Wstyd się przyznać, ale często zaczynam im się tłumaczyć! Jakby to ich sprawa była!
Ewa nie jest kobietką podkradającą puder, wzdychającą na widok szminki... Blondyna czuje się najlepiej, gdy włos skołtuniony, a ona nago biegnie po mieszkaniu krzycząc: - Gooollllaaaassss! :) Biegnie do kuchni, by przejrzeć się w lustrzanej powierzchni piekarnika, potem - słusznie - zauważa, że jest piękna i biegnie dalej. Bose dziecko, nagie dziecko, rozczochrane dziecko - moja Ewa.



Jakiś czas temu, gdy te jej loki osiągnęły jakąś długość, chciałam ją uczesać. Nic skomplikowanego. Kucyk, warkoczyk, podpięta grzywka, cokolwiek? Tyle teorii, w praktyce - jeśli czesałam ją oficjalnie, pokazując gumkę, dzierżąc w dłoni grzebień - ozdoba wytrzymywała na jej lokach około 3 sekund (słownie: trzech). Jeśli cichaczem założyłam jej spineczkę - miała okazję pozostać na głowie przez około 2 do 3 minut (słownie dwóch do trzech). :)
A mycie głowy? Oooo to jest dopiero wyzwanie! Myślę, że cała dzielnica słyszy, że Ewa ma myte włosy... Ja tam się nie zdziwię, jak policja zapuka zapytać, dlaczego to dziecko tak wyje. A bo to dziecko ma myte włosy. I BARDZO tego nie lubi :)



Nie poddaję się. Grzywkę ciacham, żeby jej w oko nie właziła, a w domu gromadzę urocze akcesoria do włosów. Kolorowe, dziewczęce, choć równocześnie proste i nie za duże. Takie zdecydowanie w naszym stylu. Gromadzę je i się bawimy. W salon fryzjerski na przykład... Albo w sesję zdjęciową...



Markę Momilio znalazłam na FB KLIK*. Szukałam ozdób, które są dziewczęce, ale które mogę też zestawiać z luzackim stylem podwórkowo-przedszkolnym. Udało się. Mamy teraz pudełeczko pełne skarbów. I nie ma tam ogromnych kwiatów, diamencików, kapiącego złota czy brokatowej fali. Są kolory, kropki, jakiś deseń, kwiatek. Podoba nam się. Polecamy :)





* raczej nie każdy jest fanem serwisów społecznościowych, dlatego wyszperałam na profilu Momilio jeszcze dwa adresy :) ozdoby można pooglądać na Allegro KLIK lub znaleźć je w Decobaazarze KLIK uczciwie uprzedzam mamy dziewczynek - przeglądanie i wybieranie tych ozdób wciąga ;) na dodatek niedawno "rzucili" świąteczne akcesoria aaaaaa! :D