29 listopada 2012

Już, już, Ewka. Pojutrze!

Słodko-gorzki ten dzień. Nie mógł się zdecydować, czy troszkę mi dokopać, czy pogłaskać mnie po głowie. Ostatecznie skończyło się... Jak zawsze!



Czyli dobrze :) Ewa usnęła na kanapie, wcześniej odstawiając przed nami iście dantejskie sceny. Tramal ułożył się obok. Nieco urażony, że zostało dla niego tak mało miejsca. M. wyskoczył na zakupy, a ja kończę kalendarz adwentowy... Codziennie  Ewa znajdzie w nim inne zadanie, czasem trafi na karteczkę z prezentem i rozpakuje wtedy z szarego papieru nową książkę, czasem w szufladce będzie karteluszek oznaczający ponadprogramowe słodkości. Taki ten nasz kalendarz będzie :)
- Gludzień jest! Mogę otwierać szufladki? - mówi Ewa codziennie. Już, już, Ewka. Pojutrze!