13 listopada 2012

39 O tym, że... jak to się zaczęło


W kuchni znajdujemy moje książki z biblioteki. Kolorowe strzępy, które po nich zostały. Winowajczyni nie okazuje skruchy, merda ogonem na nasz widok. Płaczę pół dnia, a drugie pół zbieram się na odwagę i walczę z wstydem. Pies zjadł mi książki. Kto mi uwierzy? Zabieram strzępy (i mamę!) i idę. W bibliotece za zniszczenie książek musimy wykupić cegiełki na zakup nowych. Wykupujmy, a ja wracam do domu z nowymi tytułami. Nigdy już nie zostawiam książek w pomieszczeniu, w którym śpi młody pies ;)

Cisza. Stoję przed biurkiem. Bibliotekarka w skupieniu wertuje kartoniki z nazwiskami wypożyczających. Jest. Z każdej, wybranej przeze mnie książki, wyciąga kartę. Stempluje datownikiem kartę, stempluje karteczkę przyczepioną z tyłu książki. - Książki wypożyczamy na miesiąc - mówi. Ja wciąż stoję, zapatrzona. Wtedy bardzo chciałam tam pracować, wertować te kartoniki, okładać książki w szary papier lub grubą folię. I czytać. Siedzieć w tej ciszy i czytać :) (później chciałam pracować w punkcie Totolotka i kleić banderolę do kuponów ;))

Pierwsze drzwi w prawo - biblioteka dla dzieci, a za długim korytarzem przeszklone drzwi do części dla dorosłych. Jak ja chciałam już chodzić do biblioteki dla dorosłych! Wyobrażałam sobie, że skoro literatura dla najmłodszych jest taka fascynująca, to co dopiero dzieje się za tamtymi tajemniczymi drzwiami... Tymczasem nawet bałam się tam zajrzeć. Po latach przestąpiłam ten próg jeden raz, drugi, trzeci, kolejny... Zawsze zostawałam długo i powoli chodziłam między regałami. Taki wybór! Z całego świata! :) Dziś tej biblioteki już nie ma, w tamtym miejscu był później sklep ze sprzętem AGD, teraz jest nieźle zaopatrzony lumpeks. Chodzę tam czasem, gdy jestem w rodzinnym mieście. Nie ma już korytarza i przeszklonych drzwi.


Zgubiłam kiedyś klucze. Mała dość byłam. To były czasy, gdy dziecko po prostu szło na podwórko. W mieście. Powłóczyć się tu i ówdzie, zrobić "widoczek" z denka od butelki i kilku sreberek po cukierkach, pograć w podchody. Zgubiłam te klucze i przeżywałam to dość długo. Rodzice dorobili nowe, a ja w końcu znalazłam stare. W książce z biblioteki. Zakładką moją były. Do dziś pamiętam, że był to tytuł: Jakubek i brzoskwinia olbrzymka (Roald Dahl).


Była też książka, którą zapamiętałam bynajmniej nie przez jej urodę. Pampuszek w Dolinie Zbiegów (Marta Tomaszewska, ilustracje: Ewa Satalecka) po prostu mnie... straszył! :) I nie pamiętam - czy ze względu na treść, czy przez ilustracje... Pewnie dziś inaczej spojrzałabym na ten tytuł, tyle że nigdzie nie mogę go znaleźć! Dobrze zapamiętałam jedynie format - kwadratowy, dość spory.

2001 roku studiowałam filologię polską. W przerwach międzysemestralnych, przed świętami i w każdą sobotę pracowałam w księgarni w moim rodzinnym mieście. Kupiłam sobie wtedy Nie Kończącą Się Historię (Michael Ende, Siedmioróg), która zachwyciła mnie - prócz zawartości, dużo lepszej od filmu - dwukolorową czcionką. Jak niewiele potrzebowałam wtedy, by zachwycić się książką! ;)

W moim domu zawsze były i będą książki. To tylko wycinek z masy moich książkowych wspomnień. Bo dziś chciałam coś o mnie. Dwa lata temu grzecznie dygnęłam w blogosferze*. Blog O tym, że... na początku wyglądał nieco inaczej - musiałam trochę poszukać najwygodniejszego miejsca, uklepać dobrze poduchę.
Dobrze mi z tym, że aktualnie najwięcej miejsca poświęcam książkom. Dobrze mi, że czasem wrzucę dla Was stadko zdjęć. Dobrze, że pojawiły się moje i ewkowe zabawy plastyczne, jakieś jej zabawki, pomysły na zabawę. Żałuję, że nie mam więcej czasu - na dopieszczenie zdjęć, na milion korekt tekstów. No ale nie mam, cóż poradzić...
Powtarzam zatem: - Dobrze jest! Dmucham dwie świeczki i uśmiecham się do Was. Stąd się uśmiecham.


* wcześniej przez kilka lat zamieszczałam kadry za pośrednictwem Fotologa, masa ludzi przyszła tu za mną? ze mną? do mnie? właśnie stamtąd :) dziękuję!

PS Pierwsze trzy akapity tego wpisu to moje biblioteczne wspomnienia, które jakiś czas temu wysłałam na konkurs organizowany przez wortal Ryms KLIK  Zdobyłam jedną z nagród wtedy :) Książkę, oczywiście! :)

(wszystkie zdjęcia z mojego archiwum)

39 komentarzy:

  1. :) Jak miło zobaczyć twoje miejsce pracy, często wpuszczasz nas do swojego mieszkania ( poprzez upubliczniane zdjęcia) Dzięki i pisz dalej bo chyba wszyscy uwielbiamy cię czytać :)
    ...A ja chciałam zostać w dziale książek da dzieci

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wyobrażam sobie blogosfery bez Twojego bloga, nie zawsze komentuję, ale staram się zaglądać tak często jak to jest możliwe:)
    Życzę kolejnych udanych lat i pięknych książek do czytania:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie się Ciebie czyta...fajnie ogląda zdjęcia...dobrze ze nie masz czasu na dopieszczanie...bo teraz jest tak prawdziwie...nie wymuszone nic:))))
    Ja takich barwnych wspomnień nie mam...ale będąc dzieckiem prowadziłam zeszyt...każda strona poswiecona jednej przeczytanej książce: ulubiony fragment, ilustracja zrysowana z książki...oczywiście tytuł i autor...rok wydania...kurcze...żałuję bardzo że gdzieś mi się zapodział i znaleźć nie potrafię:(((

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz Ty co? Fajnie, że jesteś, bardzo fajnie :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię takie sentymentalne podróże wstecz. Książki, jak dobrze mieć pragnienie, by nieustannie je czytać,odkrywać. Widać,że są Twoją pasją, a córa podąża śladami mamy:)
    Tez swego czasu przeżywałam fascynacje zawodem bibliotekarki;)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Magiczna historia i te klucze tak wymownie schowane miedzy słowami. Czytałam z zapartym tchem i słowa "Wyobrażałam sobie, że skoro literatura dla najmłodszych jest taka fascynująca, to co dopiero dzieje się za tamtymi tajemniczymi drzwiami..." - cudne.
    A w 2001 też studiowałam filologię polską:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. A więc stąd piszesz te wszystkie maile, które blokują mi skrzynkę, bym mogła odpisać i zablokować Twoją?!:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz cudowne biblioteczne wspomnienia!!!
    Super, ze zaraziłaś Ewulczitę książkami! I nie tylko Ewulczitę!
    Życzę Ci samych pięknych wpisów!!!!
    Cieszę się, że tu trafiłam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O dziękuję za część o mnie ;)) Masz piękne miejsce do pisania, jakie poukładane, ach! ;) Mam identyczne wspomnienia z biblioteki mojego miasta, hmm, i też oszklone drzwi, i też jej już nie ma w tym miejscu, chyba nawet też lumpeks tam... A spędzałam tam głównie wakacje, wtedy czytałam najwięcej.. Sciskam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję! A książki ważne są, bardzo! Łączę się w sympatii i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. dziekuje, teraz lepiej Cię poznałam, pomagam zdmuchnąć świeczki, wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
  12. No to kolejnych tak pięknych lat :) Dużo o książkach i nie tylko :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Te historie o czytaniu przywołują różne wspomnienia. Pamiętam jak licytowałam się z siostrą o zgodę na nocne czytanie, ba nawet sprawdzian z chemii zawaliłam, bo się w Jeżycjadzie zaczytywałam do rana. Dzięki Olga za przypomnienie o tym, że... warto oderwać się od rzeczywistości i poczytać stare i nowe kawałki...

    OdpowiedzUsuń
  14. ZAPRASZAM SERDECZNIE NA KONKURS! MOŻNA WYGRAĆ BUTY!
    http://pannamiijejzabawki.blogspot.com/2012/11/renee-me.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję, że piszesz :)
    Jestem mamą 2,5 letniego Antosia, często znajduję u Ciebie fajne tytuły do zapożyczenia i czytania później razem z moim synem.

    W moich stronach te widoczki nazywaliśmy "sekretami" ...Biblioteka też była podzielona na dwie części :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  16. Calusy Olga - pisz, pisz - jak ja lubie Ciebie czytac!*

    OdpowiedzUsuń
  17. Bunia ....
    i z tego wszystkiego poszłam na Filologie Polską ...... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny wpis...taki optymistyczny, mądry, a nawet wzruszający. Pisz więcej o sobie, bo czyta się to jednym tchem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. bardzo klimatyczny wpis i na dodatek pozwoliłaś odkryć malutką cząstkę siebie w taki fajny sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Klucz na szyi, widoczki...to były czasy!
    Nie Kończąca Się Historia i mnie zachwyciła:)
    Najbardziej jednak zapadła mi w pamięci Lessi Wróć.
    Nie odważyłabym się przeczytać jej ponownie.
    Tyle łez wylałam nad tą książką;)

    Wielu kolejnych lat, ciekawych i pięknych książek,
    inspirujących zdarzeń i spełnienia marzeń!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja boję się czytać "Wacek i jego pies" zawsze szloch mnie zatrzymywał i nie mogłam skończyć czytać!

      Usuń
  21. Miejsce pracy masz świetne. Mnie się marzy biureczko...
    A wspomnienia biblioteczne też noszę w sobie takie oniryczne jakieś, jakby z innego wymiaru, romantyczne. Brakuje mi dziś takich bibliotek, takiego zwyczaju. J.J. będzie miał na to miejsce wspomnienia empikowe.

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetnie się to czytało, dziękuję za wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
  23. obyś blogowała i pisała jak najdłużej, magiczne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Olga, boska fota! wiesz, że ja mam z dzieciństwa zdjęcie jak bawię się w księgarnie? poza chodzeniem do biblioteki jako dziecko-bawiłam się też często w bibliotekę, miałam oryginalne biblioteczne karty przyniesione do domu ukradkiem przez Moją Mamę nauczycielkę:) nie wyobrażam sobie życia bez czytania!

    Dla mnie każdy Twój wpis o książkach mówi więcej o Was niż cokolwiek innego:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Lubię zaglądać do Was! Nie odzywam się za bardzo ale dziś urzekło mnie coś i postanowiłam że się odezwę.
    Jak Ty kochasz te książki!! Niesamowite! I piękne zarazem! I te wszystkie pomysły! Nowe, świeże i takie oryginalne!
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Dwa lata? W takim razie chapeau bas... Bo ja nie dotrwałam ;)
    Ale, ale - na dwa lata dwa tytuły - również biblioteczne (chociaż potem obydwa nabyłam!): Zbigniew Batko "Z powrotem, czyli Fatalne skutki niewłaściwych lektur" - jedna z moich najważniejszych lektur; Christoph Heine "Dziki koń spod kaflowego pieca" - uwielbiałam!

    OK, no to tyle :) Ściskam mocno i czekam na kolejne książkowe wpisy!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomacam oczyskami te tytuły, dzięki Maggie! :)

      Usuń
  27. Ja też uwielbiałam pomagać w bibliotece. Szczególnie uzupełniać karty! :)
    Później był okres, w którym bałam się wejść do niej. Teraz się sobie dziwię, ale to był naprawdę długi czas. Przerażał mnie ogrom tego miejsca. Z wiekiem mi przeszło :D

    Lubię takie wpisy i domagam się ich przynajmniej raz na miesiąc! :D

    OdpowiedzUsuń
  28. ja też jestem książkoholiekiem, czytaczomaniakiem.
    lubię tu zaglądać i lubię te cienkopisy, których kolekcję masz w koszyku :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Kleić kupony lotka :D:D dobre! A ja miałam podobną historię z psem i co dziwne też z biblioteką!!! Miałam może 11-12 lat, wróciłam ze szkoły wypakowałam plecak i pędem do biblioteki na drugi koniec miasta. W bibliotece wybieram sobie książki i nagle mam taki przebłysk* - zeszyt z matematyki! - pędem do domu... a tam co? Ano drzwi otwarte na samej górze sterty książek i zeszytów zeszyt z matmy - pogryziony przez mojego psa - Reksia;)

    A ja często i gęsto do Was zaglądam, choć czasem śladu po sobie nie zostawiam:) Dobrze mi u Was:)
    *to przebłysk z rodzaju "czy wyłączyłam żelazko?" miewam to dość często;)

    OdpowiedzUsuń
  30. dziękuję za przemiłe słowa! bez Was zaglądających tutaj, nie byłoby tak samo!

    OdpowiedzUsuń
  31. boziu jakie czyste biurko! chyba do zdjecia co?! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, że nie? :) w papierach (na biurku) i szafach - mam porządek :D nie mam za to porządku w kuchni... :)))

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)