9 stycznia 2013

Ewa czyta o myszkach (Mysi domek - Sam i Julia, Media Rodzina)


Dla Ewki to po prostu ładna książka o myszkach, Samie i Julii. Z chęcią słucha o ich przyjaźni, podgląda ich życie, zagląda do malutkich, przytulnych pokoików. Polubiła ich jeszcze bardziej, kiedy dotarłyśmy do rozdziału o wyprawie do cukiernika. Te pokruszone ciastka, które kupili za 10 centów... Cała torebka! Ślinka cieknie :)



Mysie tajemnice, szkatułka i miejsce, w której ją ukryli. Smażenie naleśników (z przygodami!) i zajadanie się nimi, zakończone śniegiem z cukru pudru. Odwiedziny u maleńkich mysich trojaczków czy akcja z pralką - to tylko niektóre z przygód Sama i Julii, które znajdziecie w książce Mysi domek - Sam i Julia. W trakcie lektury znajdzie się też pretekst do rozmowy o szabacie i pokazanie, jak wygląda mała myszka, kiedy choruje na ospę :) Bardzo ludzkie te maleńkie myszki są. A dziadek Sama to ma nawet tatuaż na plecach ;)





Jak już mówiłam - dla Ewki to po prostu ładna książka o myszkach, Samie i Julii. A ja? Ja ślęczę nad każdą stroną i wpatruję się w detale. Nie, to nie tylko godziny pracy grafika. Nie magia programów do obróbki zdjęć... Na okładce czytamy:

Mysi domek jest projektem Kariny Schaapman, która zbudowała go jako tło dla tej książeczki. Mysi domek powstał z kartonowych pudeł i papieru mâché. Do wykonania wnętrz Karina wykorzystała autentyczne tkaniny z lat 50., 60, i 70. XX wieku oraz przeróżne materiały.
Mysi Domek można oglądać od frontu, tyłu i z boku, a liczy on przeszło setkę pokoików, przejść, zakamarków wyposażonych w mnóstwo potrzebnych sprzętów. Myszy, które go zamieszkują, zostały zaprojektowane i wykonane przez Karinę. W trakcie budowy poszczególnych pokoików w głowie Kariny powstawały historyjki do tej książki, z Samem i Julią w rolach głównych.

Historyjki są proste - trochę opisów, kilka dialogów. No szału nie ma ;) Można zachować chronologię przy czytaniu tych 17 krótkich rozdziałów, ale nie trzeba. My czasem czytamy kilka rozdziałów pod rząd, innym razem tylko przeglądamy ilustracje. Ewa wskazuje Sama i Julię i opowiada, co akurat robią, ja - bez zmian - jestem oniemiała, że taki projekt powstał, że został sfotografowany, że wydano książkę...




Koniecznie zobaczcie (na blogu autorki projektu), jak wygląda cały Mysi Domek, nie książka, ale ten prawdziwy wielopiętrowy dom - KLIK. Mistrzostwo, dawno nic - związanego z powstaniem książki - mnie tak nie zaskoczyło i zauroczyło... Mowę mi odjęło, uwierzycie? ;)

Mysi domek - Sam i Julia, tekst i projekt: Karina Schaapman, zdjęcia: Ton Bouwer
tłumaczenie: Jadwiga Jędryas, Wydawnictwo Media Rodzina KLIK

I muszę, muszę jeszcze coś dopisać. Jakiś czas temu wygrałam w konkursie wydawnictwa nagrodę pocieszenia - plakat z Mysim Domkiem. Cieszyłam się bardzo i nawet zastanawiałam się, jakie znaleźć dla niego miejsce. Dopóki nie przyszła przesyłka... To plakat składany (naiwnie myślałam, że będzie to rulon), który - według mnie - jest koszmarnej jakości. Cała książka wydana jest naprawdę świetnie, jej format, jakość druku - pozwalają w pełni cieszyć się tymi niesamowitymi ilustracjami, ale plakat? Papier słaby, składany, druk kiepski. Jak tania podróba... Szkoda.

PS O książce pierwszy raz usłyszałam od jednej z moich Czytelniczek - Małgosi, której serdecznie dziękuję :)