20 lutego 2013

Jeden dzień - LATO*


Całkiem możliwe, że to ostatnie takie lato. Być może nigdy już nie będę miała tyle czasu tylko dla niej - korzystamy z tego luksusu najlepiej, jak tylko możemy. Wakacjujemy się. Czasem stoję przy garach; codziennie wieczorem uprawiam bieg ze skłonami, kiedy sprzątam zabałaganione po całym dniu mieszkanie; czasem długie godziny ślęczę nad jakimś zleceniem, przestępuję z nogi na nogę przy żelazku; mam wrażenie, że bez przerwy szykuję lub pakuję jakieś jedzenie; wciskam tony ubrań do pralki, rozwieszam, przypinam klamerkami lub nie, wnoszę do domu i wynoszę, sprawdzam, kiedy będzie burza. Ta szarzyzna ostatecznie umyka w słonecznych kadrach. Ja stoję za aparatem, ona piszczy z radości przed obiektywem. Ja usuwam się w cień, a ona w pełnym słońcu zmienia ubrudzone lodem lub kompletnie przemoczone sukienki (ile ich było tego dnia? 3? 4?). Obawiam się, że to miał być dzień z życia z podtytułem macierzyństwo, a wyszło bardziej - dzieciństwo. Szczęśliwe dzieciństwo. (Taką mam nadzieję...)

29 lipca 2012, Poznań

















* To nie jest nowy wpis, jak można się domyślić - zdjęcia również nie ;) W lipcu przygotowałam go na prośbę Agaty z Oh Antek! Patrzę na te zdjęcia... Zmieniła się pora roku, Ewka, jej kącik i nasze wspólne cztery kąty, ona, ja... Prawie wszystko!
Ale co to ja miałam... A tak! Ten stary wpis pojawia się dziś u mnie z dwóch powodów - po pierwsze chcę go mieć w swoim archiwum, a po drugie dziś lub jutro opublikuję relację z podobnego, lecz zupełnie innego dnia. Zimowego :)