25 marca 2013

A jak alfabet

E jak Ewa, G jak gofry, L jak lody, M jak mama, R jak rower (choć właściwie JI jak jioweij ;))... Nauka literek to nasza codzienna rozrywka. Nie mogę w to uwierzyć... Jak to? Już? :)



Najpierw wyjęłam pudło ze zdjęciami i możecie się tylko domyślać, że naprawdę miałyśmy z czego wybierać :) Otworzyłam Osobisty Alfabet Twojego Dziecka, rozłożyłam karty z literami i zaczęłam pytać: - Które zdjęcie bardziej ci się podoba? P jak piłka czy P jak papryka? Wolisz: U jak urodziny czy U jak ubranka? A ona stała, oczy jej się świeciły, a decyzje podejmowała szybko. - Ubijanka! Papijka! Jioweij! - krzyczała i podawała mi zdjęcia. Bo ona bardzo, ale to bardzo lubi oglądać zdjęcia! A już szczególną atencją obdarza te, na których widać jej pyzatą buzię :) Zdjęcia z czasów zanim w naszym życiu nastąpiła Ewo-lucja ogląda pospiesznie, zawsze zadając to samo pytanie: - A gdzie JA wtedy byłam?



Ale wracając do literek... Zdjęcia wybrałyśmy, każde umieściłam w kieszonce obok odpowiedniej litery i zaczęła się zabawa :) Nie ma dnia, bez odświeżenia alfabetu! Myślicie, że ile jej zajęło załapanie tych wszystkich związków między obrazkiem a literą? Nie pamiętam dokładnie, ale... Trzy? Cztery? I teraz pytanie - nauczyła się ich bezmyślnie na pamięć? Może i tak, ale wtedy nie przestawałaby jeść obiadu, by wykrzyknąć: - Mama, JI jak jisz (R jak ryż)! Nie rzucałaby zabawek, by oznajmić mi: - C jak cukinia, mama, C jak cukinia! Żebyście widzieli, jaką ma wtedy zaskoczoną minę :) Odkrywca mały...



A najgenialniejsze w tym alfabecie jest to, że można cały czas go zmieniać :) Opatrzą nam się te zdjęcia? Wyjmiemy pudło i znajdziemy nowe! Jak znudzą nam się nasze zdjęcia, wytniemy jakieś z gazet :) A już na pewno, za jakiś czas, poproszę Ewę o rysunki, które przytnę do odpowiednich wymiarów. Nie mogę się doczekać jej małych dzieł! :) Można też znaleźć bazę zdjęć na stronie producenta - firmy Canca (linki na końcu!), pobrać je i wydrukować... Możliwości jest wiele i bardzo mi się to podoba.



Cieszy nas również to, że same tabliczki doskonale nadają się nie tylko do nauki literek, ale i w ogóle DO ZABAWY. Canca podpowiada, jak można się bawić, ale uwierzcie mi, że na początek można po prostu zostawić dziecko z tabliczkami i zobaczyć, co się stanie :) U nas powstała tęcza, a później bardzo kolorowa droga. I tace na jedzonko! I most! :)
Przy okazji zabaw z literkami wydało się, jakie błędy popełniałam wcześniej. Na przykład, gdy pytała o literkę zamiast mówić, że to Ky jak korale, tłumaczyłam, że to Ka. Stąd na filmiku pojawia się Ewki zmieszanie przy nieszczęsnym Z :) Na Zet przyjdzie pora, teraz jednak skupimy się na Zy... To co? Mały seans? :) Mógłby być dużo dłuższy, ale naprawdę nie chciałam Was zanudzić :) Jesteście gotowi na: Ty jak tataaaaaaaaaaaaaaaa? ;) Na potrzeby nagrania Ewa urządziła sobie zawody w w przeciąąąąąganiuuuu niektórych liter :)



PS W zestawie jest dodatkowo 26 kart do nauki czytania! Na razie ich nie pokazałam Ewce, wszystko w swoim czasie, Wam też pewnie pokażę... :)