27 marca 2013

47 Przedszkole - tu i tam - Anglia

Zapraszam do lektury pierwszego odcinka cyklu Przedszkole - tu i tam - oczami mam! O tym, jakie przedszkolne doświadczenia ma mama mieszkająca w Anglii, opowie nam Patrycja, mama Tymka i Szymka, autorka bloga Mama Bliźniacza. Cały tekst oraz wszystkie zdjęcia* są jej autorstwa. Patrycjo, bardzo Ci dziękuję za Twoją opowieść! :)


Nasze przedszkole okazało się strzałem w dziesiątkę! Tytułem wstępu  mieszkamy w północnej Anglii. Moje bliźniaki mają obecnie cztery latka, do przedszkola chodzą od roku.

W Anglii każdemu dziecku przysługuje 15 godzin tygodniowo w przedszkolu. Nie jest ważne, czy wybierzemy te 15 godzin w przedszkolu państwowym czy prywatnym –  nic za to nie zapłacimy. Możemy zapisać dziecko na więcej godzin, ale tylko w przedszkolu prywatnym  –  takim, które działa w systemie całodniowym (wtedy państwo płaci za te 15 godzin, a my dopłacamy resztę). Nasze przedszkole działa tylko dla dzieci powyżej trzech lat, którym przysługuje te 15 godzin tygodniowo. Mamy do wyboru dwie sesje  albo zapiszemy dziecko na ranek (8.45-11.45), albo na popołudnie (12.30-15.30). Przedszkola działające przy szkołach mają ten plus, że są prowadzone przez nauczycielki pracujące również w reception class (zerówka) i zajęcia są bardzo podobne do tych, z którymi dziecko spotka się na kolejnym etapie edukacji. W takim przedszkolu, działającym przy szkole, nie ma możliwości dokupienia godzin. Dziecko zostaje tylko na jedną sesję.
Nasze przedszkole jest przedszkolem państwowym z elementami Montessori. W grupie chłopców jest obecnie 18 dzieci na trzy nauczycielki. Przedszkole znajduje się zaraz przy budynku szkoły podstawowej, do której mam nadzieję, moje dzieci będą chodzić od września. W Anglii nie ma ani obowiązku przedszkolnego od trzech lat, ani obowiązku szkolnego od lat czterech. Obowiązek szkolny jest od semestru, w którym dziecko skończy pięć lat. Jednak jest pewien problem   jeśli nie poślę moich czteroipółletnich dzieci we wrześniu do szkoły, to za rok kiedy będą miały 5,5 roku nie mogę posłać ich do zerówki (reception class), tylko dzieci od razu pójdą do pierwszej klasy. Niestety nie można przeczekać roku w przedszkolu i na skończone pięć lat posłać dziecka do zerówki, musi iść do pierwszej klasy od razu.




W środku przedszkola nie ma typowych zabawek. Nie ma wózków czy domków dla lalek, nie ma też tony samochodów dla chłopców. Całe pomieszczenie podzielone jest na kąciki. Mamy kącik matematyczny, kącik do malowania i pisania, kącik do zabawy z wodą, do zabawy z piaskiem, kącik do czytania czy do odgrywania ról. Mamy też specjalne miejsce, gdzie czeka na dzieci mleko i owoce/warzywa. Dzieci same podchodzą do tego stolika i same jedzą, kiedy chcą i ile chcą lub nie jedzą wcale. Rodzice nie płacą za te przekąski.



Co tydzień dzieci mają zmienianą tematykę przedmiotów w przedszkolu i wymieniane pomoce, np. raz na sensorycznym stole mieści się drewniane miasteczko, a raz stół przemienia się w plażę czy las.
Codziennie chłopcy zostają w przedszkolu na trzy godziny. Ten czas to: czytanie książki, wybrana przez siebie zabawa indywidualna, zabawa na zewnątrz (o ile dziecko chce wyjść, bo jest możliwość pozostania w przedszkolu – nikt dzieci nie zmusza do wyjścia). W przedszkolu maluchy mają też organizowane inne zajęcia, w zależności od danego dnia tygodnia. I tak w poniedziałki dzieciaki ćwiczą liczenie/cyferki/literki. We wtorek mają zajęcia przyrodnicze. Środa to wielka sala – muzyka i taniec. Czwartek – dzień pieczenia. W piątek jest biblioteka i każdy pożycza sobie książeczkę.



Najważniejsze według mnie jest to – jak są traktowane dzieci. Byliśmy bardzo mile przywitani w przedszkolu (moje dzieci są jedynymi dziećmi w przedszkolu, dla których angielski nie jest wiodącym językiem). Panie, z własnej inicjatywy, zaprosiły do współpracy osobę zajmującą się pracą z dziećmi dwujęzycznymi, która obserwowała chłopaków przez tydzień, rozmawiała ze mną, radziła nauczycielkom, jak mają wspierać rozwój językowy chłopaków. Panie poświęcają chłopakom mnóstwo czasu, organizują dla nich specjalne zajęcia. Zauważyły, że dzieciaki dobrze radzą sobie z cyferkami, więc robią z nimi trochę więcej, niż mają przewidziane w programie. Podoba mi się nastawienie na indywidualność. Program dopasowany jest do dziecka – a nie dziecko do programu. Podoba mi się też to, że jeśli dziecko nie chce brać udziału w jakiś zajęciach – nie musi. Do niczego nikt nie jest tam zmuszany. Moje dzieci, dla których rozpoczęcie przedszkola było bardzo trudnym przeżyciem, teraz maszerują tam z uśmiechem od ucha do ucha. Dostaliśmy ogromne wsparcie na samym początku. Chłopaki bardzo przeżyły rozstanie ze mną. Niczego nie przyspieszaliśmy, szliśmy ich tempem. Nie zostawiałam ich, aby się wypłakali. Wspólnie z nauczycielkami poszliśmy metodą małych kroczków. Zostawałam z nimi tyle, ile potrzebowali i powoli, powoli wydłużaliśmy ten czas, kiedy zostawali sami. Podobało mi się to, że zarówno moje potrzeby, jak i potrzeby moich dzieci, zostały zauważone i zaspokojone. Myślę, że dzięki temu moje dzieci teraz tak wesoło spędzają tam czas.



Jest wspólna strona WWW szkoły i przedszkola. Strona ta jest stale aktualizowana i można np. zobaczyć zdjęcia swoich dzieci podczas zajęć. Można też dostać kod dostępu i oglądać swoje dziecko przez kamerę z pracy czy z domu (ja jednak nie prosiłam o taki kod, bo chyba bym cały czas przed monitorem siedziała ;)).



* Zdjęcia to miks kadrów z bloga, niestety zdjęcia z wnętrza przedszkola, zamieszczone na WWW, były zbyt małe, żeby było coś widać. A tak na jednym z tych kadrów jest chociaż... droga do przedszkola ;)

47 komentarzy:

  1. ciekawa jestem czy w Polsce istnieją 'takie' przedszkola.. bo nie jestem obyta w temacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są przedszkola Montessori, ale ciekawa jestem, czy działają, jak powinny :) Najczęściej są też dosyć drogie...

      Usuń
    2. niestety i w UK typowe prywatne przedszkola Montessori są bardzo drogie.
      Tak jak piszesz Gosiu czasem coś ma nazwę Montessori a w ogóle to jest bardzo dalekie od samej idei i pedagogiki Marii Montessori.
      Myślę, że trzeba dobrze trafić z kadrą nauczycielską

      Usuń
  2. Przeczytałam cały wpis od deski do deski i zazdroszczę Wam Pati przedszkola. Czemu u nas takiego nie ma ??? Albo ja niestety nie znalazłam. Do dziś mam w uszach jak Krzyś mi płakał jak go zostawiałam pierwszego dnia. I przykro mi jak zmuszają go do zajęć na które nie ma ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe jak wyglada standardowe angielskie przedszkole... bo jednak Montessori to zupelnie cos innego... I jak jest ze szkola pozniej? Slyszalam opinie ze po przedszkolu Montessori dzieci w zwyklej szkole moga miec troche problemow, ze najlepiej zeby kontynuowaly edukacje w tym samym kierunku. Ale moze sie myle? W kazdym razie swietny program, swietne podejscie do dziecka! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie nasze przedszkole to w sumie takie standardowe jest. Jedynie to, że mają elementy Montessori (nawet nie mają pink tower ani brown stairs)bardziej tak ideowo są zbliżeni do Montessori. Szkoła to same nie strikte Montessori a z jej elementami i to mi w zupełności wystarcza i odpowiada. Myślę, że po prostu trafiliśmy na dobrą kadrę nauczycielską:)

      Usuń
    2. Fajny pomysl- elementy Montessori, bo czasami moze co za duzo to tez niezdrowo ;) Pozdrawiam, swietny wpis! ;)

      Usuń
    3. Nasze przedszkole nie ma elementów Montessori, a przynajmniej nie reklamuje się przy używaniu tych haseł. Za to wygląda dokładnie tak, jak to opisane w artykule. Myślę, że większość przedszkoli korzysta z zasobów Montessori, bo tak wynika z opowiadań moich przyjaciół rozsianych po całej Anglii.
      Właściwie wszystko przebiega tak samo- brak typowych zabawek, ale mnóstwo ciekawych kącików rozwijających kreatywność i ciekawość świata, poszczególne dni poświęcane są innym zagadnieniom, plan tygodniowy przesyłany jest wcześniej do rodziców, wyznaczane sa także zadania dla rodziców np. porozmawiać z dzieckiem na dany temat, przeczytać coś lub zrobić coś wspólnie. Przymusu nie ma w robieniu czegokolwiek. Moja córeczka chodzi dopiero od 2 miesięcy i nie znała wcześniej języka angielskiego, bo poszła do przedszkola zaraz po naszej przeprowadzce do UK. Pierwszy tydzień był dla nas trudny, ale teraz jest bardzo zadowolona, uwielbia swoje przedszkole i bardzo szybko uczy się języka. Jedna z pań jest mocno zaangażowana w pomoc językową córce (choć sama mówi tylko po angielsku) i efekty już widać.

      Usuń
  4. 18 osób na 3 nauczycielki - super sprawa! No i te 15 godz. też mi się podoba, bo to nie za dużo, nie za mało ;) Podoba mi się też ten kącik z jedzeniem i ogólnie indywidualne podejście do dzieci - z uwzględnieniem ich aktualnych potrzeb, zainteresować :) ciekawa sprawa i myślę, że wiele naszych polskich przedszkoli jest w tyle... My się na żadne nie zdecydowaliśmy i na szczęście teraz widzę, że dobrze zrobiliśmy :) Patrycjo, fajne te Twoje chłopaki! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem jest więcej nauczycielek zależy od zajęć ale 3 to minimum.
      Spodobał mi się pomysł jednej z nauczycielek żeby moje dzieci przyniosły gry planszowe z domu i razem z innymi dziećmi grały w przedszkolu. Dzięki temu mogły poznać trochę inne dzieci mimo bariery językowej która na początku była niestety ogromna. Po roku w przedszkolu moje dzieciaki rozumieją już wszystko po angielsku i dogadują się nieźle choć i tak jeszcze przed nimi długa droga.
      Dzięki Małgosiu :* również pozdrawiamy

      Usuń
    2. "Wiele naszych przedszkoli jest w tyle" - ponieważ w polskich przedszkolach się oszczędza. Nigdy nasz rzad nie zgodzi się na 3 nauczycielki w grupie na 18 dzieci :( U nas jest to 30 dzieci w najmłodszej grupie na jedną nauczycielkę. Marzy mi ie takie przedszkole, jak to opisane powyżej.Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Zazdroszczę takiego przedszkola! Szczególnie jeśli chodzi o podejście do dzieci :)
    Znam trochę temat i na szczęście są u nas przedszkola państwowe które np. mają kąciki tematyczne zamiast tony plastikowych zabawek.
    U nas w PL za dużo jest biurokracji i papierologii, są nauczycielki, które mają milion pomysłów, ale wrzucenie tego w ramy "programu" nie zawsze jest łatwe...
    Mnie za rok też czeka wybór przedszkola...Ech... nie będzie łatwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i minimum 3 nauczycielki na 18 dzieci! - rewelacja!

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niby fajnie, ale...
    Problem to terminy przedszkolnych sesji. W zaden sposob niedostosowane do pracujacych rodzicow. Coz bowiem ma uczynic rodzic, ktory pracuje od osmej do siedemnastej? Jak ma odstawic dziecko na 8:45 lub 12:30. Stad tez na Wyspach instytucja childminder, osoby, ktora opiekuje sie grupa dzieci w swoim wlasnym domu (jest zarejestrowana, musi spelniac konkretne warunki, podlega kontrolom, etc.). U takiej opiekunki mozna rowniez zostawic dziecko przed praca, szkola, przedszkolem, i ona dziecko dostarczy i odbierze. Im blizej Londynu koszty takiej opieki rosna niebotycznie. Miejscowi wykorzystuja babcie, dziadkow i ciocie, ci, ktorzy rodziny nie maja na miejscu, albo nie pracuja, musza wydawac dodatkowe pieniadze na opiekunki. A z opiekunkami to tez osobna historia. To sa zwykle kobiety po niedzielnych kursach, ktorych jedynym atutem jest fakt, ze odchowaly same wlasne dzieci. Nie ma bowiem wymogu, aby opiekunka miala dyplomowane przygotowanie pedagogiczne. Metody wychowawcze niejednokrotnie trzeba z opiekunkami prostowac, wyjasniac, tlumaczyc, powolywac sie na zrodla pisane. A wezcie prosze pod uwage, ze bywa niejdnokrotnie, ze dziatwa odpekuje cztery lata u takiej opiekunki ze zwyklej rodzicielskiej wygody.

    Zaleta systemu jest tez istnienie tzw. childcare vouchers, ktorymi mozna oplacac opiekunki, zlobki (zlobki sa prywatne, przykladowo piec dni w zlobku w miesiacu to okolo 1000-1300 GBP, gdy standardowa pensja to moze dwiescie, trzysta funtow wiecej) lub przedszkola. To okreslona kwota, ktora nie podlega opodatkowaniu. Nie pamietam jaka i nie pamietam tez, czy kazdy pracodawca jest zobowiazany aby taka opcje zapewnic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie tylko nie każdemu taka pomoc w dopłacie do przedszkola się należy. To zależy od zasiłku child tax credit(nam np taki zasiłek się nie należy nawet przy 2 dzieci). Koleżance dopłacają do przedszkola około 20% drugiej koleżance która jest samotną mamą dopłacają maxymalną kwotę czyli 80%

      Usuń
    2. 3h audiencje w przedszkolu to dziwne rozwiązanie.
      Zastanawia mnie w takim wypadku, dla kogo jest takie przedszkole?
      Trzymajcie się dzielnie w tym chaosie!

      Usuń
    3. Kaczka niestety musze się zgodzić....rodzicowi pracującemu nie pozostaje nic innego jak płacić za przedszkole (koniecznie takie które pracuje w trochę innym systemie niż to u Pati) lub opiekunkę. Ja pracuję i płacę słono niestety...a dopłaty o których mówi Pati przysługują mamom pracującym i są uzależnione od wysokości zarobków - zawsze to jakaś pomoc. Nie wszystkie państwowe przedszkola pracują w takim systemie jak to u Pati - u nas jest wiele w których można tanio dokupić dodatkowe sesje (tylko miejsc brak ;). Ale pre-school przy szkołach rzeczywiście mają opcję tylko sesji 3h.
      A jeśli chodzi o samo podejście i system pracy z dziećmi to wydaje mi się że w większości przedszkoli wygląda to podobnie bo takie są wymagania nałożone odgórnie - nacisk na indywidualne potrzeby dziecka, samodzielne wybory i słuchanie rodzica. Inna sprawa jaka jest kadra i jak wprowadza to w życie ;) No i ilość opiekunek do dzieci też ustalona odgórnie - dla dzieci powyżej 3 lat to min. 1 opiekunka na 8 dzieci.
      Pati super że znalazłaś przedszkole w którym chłopcy świetnie się czują i rozwijają - to najważniejsze! :)

      Usuń
  8. Podoba mi się liczba naucycielek przypadająca na jedną grupe...w Polsce jedna na 25 dzieci...i te kąciki, podejście do uczestnictwa w zajeciach, i spacerach-suuuper sprawa:)
    PS. Przez to jaki mam zawód (nauczycielka przedszkolna) patrzę trochę inaczej na te wpisy. i mogę śmiało powiedzieć , że przedszkole opisane przez Pai to marzenie każdego rodzica:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki
      myślę, że mieliśmy dużo szczęścia. Miałam mega obawy jak chłopcy zaczną przygodę z przedszkolem bo nie dość, że bariera językowa to rozłąka z mamą z którą są od urodzenia w domu. Widzę teraz mega plusy tego, że zdecydowaliśmy się ich posłać na te 3h dziennie.
      Dodatkowy plus to, że nasze przedszkole jest położone 5 min(piechotką) od naszego domu:)

      Usuń
  9. A my mamy doświadczenie w przedszkolu w anglii jak i w polskim Montesorjańskim.

    Zanim wybrałam przedszkole w Anglii dla mojego 2,5 latka zwiedziłam wszystkie przedszkola w promieniu 10 mil. I naoglądałam się cudów. Były przedszkola, gdzie dzieci dostawały ˝zdrowy posiłek˝ - pizzę na obiad. Były takie, gdzie czystość była na granicy akceptowalności (brak kontroli sanepidu). A już szczególnie dobiło mnie jedno, gdzie dzieci bawiły się w wielkiej kałuży brudnej wody (2- 3 latki) mokre od stóp do głów. Ta wycieczka po okolicy pozwoliła mi wybrać takie przedszkole, które mi odpowiadało. Czysto w toaletach (zawsze tam zaglądam), podejście indywidualne do dzieci i liczne prace, które świadczyły o tym, że w przedszkolu działo się wiele. Dokładnie przyjrzałam się ścianom, gdzie wisiały prace dzieci i wypytałam o sposób kontaktu z rodzicami. Dzieci miały prowadzone indywidualne zeszyty, w których nauczyciel pisał o postępach jak również o zabawnych sytuacjach, które miały miejsce w ciągu tygodnia.

    W polskim przedszkolu poznałam metodę Montessori i ...podziwiam wszystkie mamy, które wdrażają ją również w domu. Wiele by o niej pisać. Szkoda, że nie ma szkoły podstawowej montesoriańskiej. to by była dopiero przygoda dla malucha :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie ja też pierwsze co jak chodziliśmy zwiedzać przedszkola to patrzyłam na stan WC i podłóg. Dla mnie czystość też jest ważna. U nas nie ma takich zeszytów(moje dzieci mają home/school book tylko ze względu na to, że to jedyne dzieci tam dwujęzyczne i piszemy tam i my rodzice o postępach dzieci z jęz ang i Pani piszą informacje dla nas. Raz na 2 miesiące mamy też parents evening i wtedy każdy rodzic indywidualnie rozmawia z nauczycielkami. Dodatkowo zawsze nauczycielki zostają po sesji i można podejść i zapytać o dziecko. Jeśli pojawia się jakiś problem to nauczycielki proszą aby rodzic został i rozmawiają na spokojnie w cztery oczy.

      Usuń
  10. Super ciekawy tekst! W Irlandii też jest przewidzianych 15 godzin darmowych w ciągu tygodnia, bardzo fajna sprawa - dla dziecka, żeby pobyć wśród rówieśników i dla mamy, która może odsapnąć (do pracy w ciągu tych 3godzin dziennie raczej nie zdąży się pójść).
    My też planujemy przedszkole Montessori i to chyba już od września (Amelka będzie miała 2 lata i 3 miesiące). Zobaczymy co z tego wyjdzie i jakie będą wrażenia. Mam nadzieję, że podobne do autorki tekstu.
    Świetne podejście do dzieci! Możliwość wyboru, czy kącika, czy jedzenia, czy nawet wyjścia na zewnątrz. Rewelacja! Gratuluję wyboru :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widze, ze cykl wystartowal juz! Ciesze sie, ze poszperalam i znalazlam!
    Z tego co czytam, to przedszkole Montessori dziala podobnie do naszego- niemieckiego. Po moich doswiadczeniach mam objekcje co do tego "robta co chceta" - bo moja corka wtedy faktycznie robi, co chce. Czyli nic! :D Jesli jednak rodzic ma wybor i swiadomie decyduje, ze takie przedszkole jest najlepsze dla jego dziecka, to jest to swietna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hieno, ale Montessori to nie 'robta co chceta'. To uwazne obserwowanie dziecka przez nauczycieli i podazanie za jego umiejetnosciami, rozwijanie tych umiejetnosci. Corka nasza chodzi do montessorianskiego przedszkola i choc fiksuje na kaciku artystycznym, nauczycielki podstepnie wykorzystuja te zainteresowania, by przemycic inne tresci. Jesli dzieci w ramach cyklicznych tematow: rozmawiaja o wszechswiecie (!), o lotach kosmicznych i rakietach, to nasza Dynia oprocz wspolnych zajec z reszta dzieci, przynosi do domu rysunki na ten temat, ale jednoczesnie arkusze, na ktorych probuje malowac szlaczki (tory rakiet) lub dorysowywac planetom brakujace wypustki (matematyka dla zaawansowanych :-). Pedagogika Montessori to wedlug mnie ogromny szacunek dla dziecka jako odrebnej jednostki i jego wyborow, wychowanie do wolnosci, pewnosci siebie, ale to jednoczesnie wymagajaca milosc i obustronna relacja. 'Pokaz, a zrobie to sam'. Poza tym nasze przedszkole kupilo mnie cisza. Dzieciaki nawet, gdy sie bawia, wiedza, ze nie musza wrzeszczec, a na zajeciach sa skoncentrowane i skupione. I nikt tego nie wymusza przemoca. Bonusem bylo rozpoznanie Muminkow i Pippi na Dyniowej odziezy. Nikt z miejscowych o nich nie slyszal :-)

      Usuń
    2. Wg mnie ta wolność wyboru przynosi same korzyści. Podam przykład z mojego doświadczenia. Miałam w grupie dziecko które za nic w świecie nie chciało brać udziału w zajęciach. Po tyg proszenia i zachęcania-odpuściłam. Bardzo się zdziwiłam jak po kilku dniach dzecko samo usiadło wraz z innymi i brało czynny udział w całej "lekcji" :) Po rozmowie z rodzicami wyszło że w poprzednim przedszkolu dziecko było zmuszane do rysowania, śpiewania...nie lubilo przedszkola.

      Usuń
  12. ciekawy artykuł, czekam na następne.. chociaż pewnie się okaże, że w polsce najgorzej ;/

    OdpowiedzUsuń
  13. Jest dyskusja, jak fajnie! Mam nadzieję, że przez kilka tygodni, w środy, będziemy się dzielić wiedzą, uwagami, przemyśleniami :) Za tydzień Holandia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo dziękuję Ci za ten wpis, bo u nas Anglia na tapecie i jak się wszystko ułoży zgodnie z planem to Hania będzie chodziłą do przedszkola w Anglii właśnie.

    Znajoma mamy ma córkę w Anglii, jej syn chodzi do przedszkola. Ostatnio do przedszkoola zawitał farmer i przywiózł kurczaczki. Każde dziecko dostało swojego kurczaczka pod opiekę w placówe - wspaniała przygoda dla maluchów!

    MArzę o tym, żeby wyjazd się udał i żeby udało się znaleźć naprawdę dobre przedszkole dla Hani no i może dla mnie do pracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak u nas też rok temu na wiosnę były kurczaki w tym roku też mają być:)
      powodzenia w UK jakby co to pytaj:)

      Usuń
  15. Czyli już wiemy jak jest w UK, czekam na pozostałe przedszkola :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Anjami Kacper w przedszkolu w Anglii też kiedyś hodował kurczaczki :))fantastyczny pomysł :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie u nas też rok temu na wiosnę były kurczaki i w tym roku też mają być - taki prosty pomysł a super nie?

      Usuń
  17. Przeczytałam do ostatniej kropki :) I nie mogę się doczekać następnej środy :) Ja myślę, że najwięcej zależy od nauczycielek - ich pomysłowości, pasji, kreatywności.
    pozdrawiam wszystkie mamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też czekam na wpisy i zgadzam się, że wszystko zależy od kadry

      Usuń
  18. My juz jestesmy po przedszkolu i w temacie szkoly podstawowej. Nie wiedzialam, ze zmieniono zasady naboru do Reception. My szlismy wedlug starych zasad - we wrzesniu po 4 urodzinach. Na szczescie Mayka byla zachwycona i chyba lepiej w tym roku "weszla" w pierwsza klase. Pewnie i przy nowych zasadach chodzilaby do Reception. Po dwoch miesiacach umiala czytac i pisac a wszystko jeszcze w formie swietnej zabawy. PRzedszkole tez mielismy udane, podobne do tego , o ktorym piszesz. Niebawem drugie malenstwo pojdzie sladami siostry.
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tzn jak zmieniono? Timki są z marca i zaczynają reception class na 4.5roku ale to dalej o to chodzi, że dziecko zaczyna szkołę we wrześniu po 4rtych urodzinach:)

      Usuń
    2. Pati, od tego roku Reception już nie jest obowiązkowe. Masz wybor czy poslac dziecko czy nie, którego ja nie miałam (ale i tak poslalabym). Wiecej info na stronach o edukacji. Nie zmienia to jednak faktu, ze we wrześniu po 5 urodzinach dzicko idzie do 1 klasy (bez względu czy było w Reception czy nie). Pozdrawiam!

      Usuń
    3. "From this year, all children can start at primary school from the September following their fourth birthday, although this is not compulsory and parents can choose to defer their child’s entry until later in the year, up to their fifth birthday."
      http://www.education.gov.uk/childrenandyoungpeople/earlylearningandchildcare/early/b0077836/introduction/joining-reception-class

      Usuń
    4. tak tak, dlatego właśnie pisałam, że edukacja jest obowiązkowa od 5 roku życia tyle, że np potem posyłam dziecko od razu do 1 klasy a nie do reception class co moim zdaniem jest bezsensu, że pomija się reception class i dziecko wskakuje od razu do 1 klasy:.

      Usuń
  19. W Polsce działa Polski Instytut Montessori, Polskie Stowarzyszenie Montessori, Polski Ośrodek Edukacji Montessori - i wszystkie te instytucje patronują placówkom edukacyjnym, nadają certyfikaty i kształcą kadry. Z tego co wiem to są w Polsce podstawowe szkoły prowadzone metodą Montessori.
    W Toruniu mamy fajne przedszkole montessoriańskie - z zagrodą, w której mieszkają świnki wietnamskie i kurczaki :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Szkoda, że w Polsce Montessori jest tylko niepubliczne lub prywatne i kosztuje duużo..... a szkoły jeszcze więcej......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Lublinie istnieje zarówno państwowe przedszkole Montessori jak i państwowa szkoła podstawowa z oddziałami montessori.to tylko gwoli informacji.

      Usuń
  21. Super są te kąciki- fantastycznie, że nastawienie jest na indywidualizm dziecka, ale mnie również zastanawia ta ilość godzin. Przy rodzicach pracujących to lekka porażka.

    OdpowiedzUsuń
  22. Przeczytałam komentarze i widzę, że wszyscy chcieliby takie przedszkole dla swojego dziecka. jestem nauczycielka w przedszkolu od 30 lat i również chciałabym tak pracować: 18 dzieci, 3 n- lki, 2 sesje i tyle pomocy! A dlaczego powyższe osoby nie napisały, że rodzice z Polski chcą aby przedszkola były czynne najlepiej 24 godziny na dobę przez cały tydzień??? Dlaczego u starszych dzieci są 2 n- lki a u maluszków ( 3 latków) tylko jedna??? Tych "dlaczego" byłoby mnóstwo ale to tylko blog i nic nie zmienisz. Takie mamy państwo gdzie tylko władza dba o siebie a wyborców mają gdzieś. Pozdrawiam Ciebie i całą UK.

    OdpowiedzUsuń
  23. tak jest, jedna opiekunka na grupę 25 trzylatków... widzę to codziennie, niestety :( jak powiedziałam o tym emerytowanej nauczycielce w Niemczech to nie chciała uwierzyć. ja też wolałabym nie wierzyć, ale widzę, wiem, zasmuca mnie to. i czytałam jakąś wypowiedź psychologa (niestety, nie zapisałam nazwiska ani cytatu dokładnego), że skoro rodzice się przyznają, że mają pieniądze na zajęcia dodatkowe i tak o nie walczą, to lepiej byłoby te pieniądze przeznaczyć na dodatkową osobę do pracy z grupą, dodatkową nauczycielkę. akurat ja nie miałabym nic przeciwko, wcale mi nie zależy na angielskim, karate, balecie itp. w przedszkolu. chciałabym dwie nauczycielki i całkiem proste zajęcia bez zadęcia, ale z serdecznością, czasem dla dziecka, rozmową...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)