27 marca 2013

Przedszkole - tu i tam - Anglia

Zapraszam do lektury pierwszego odcinka cyklu Przedszkole - tu i tam - oczami mam! O tym, jakie przedszkolne doświadczenia ma mama mieszkająca w Anglii, opowie nam Patrycja, mama Tymka i Szymka, autorka bloga Mama Bliźniacza. Cały tekst oraz wszystkie zdjęcia* są jej autorstwa. Patrycjo, bardzo Ci dziękuję za Twoją opowieść! :)


Nasze przedszkole okazało się strzałem w dziesiątkę! Tytułem wstępu  mieszkamy w północnej Anglii. Moje bliźniaki mają obecnie cztery latka, do przedszkola chodzą od roku.

W Anglii każdemu dziecku przysługuje 15 godzin tygodniowo w przedszkolu. Nie jest ważne, czy wybierzemy te 15 godzin w przedszkolu państwowym czy prywatnym –  nic za to nie zapłacimy. Możemy zapisać dziecko na więcej godzin, ale tylko w przedszkolu prywatnym  –  takim, które działa w systemie całodniowym (wtedy państwo płaci za te 15 godzin, a my dopłacamy resztę). Nasze przedszkole działa tylko dla dzieci powyżej trzech lat, którym przysługuje te 15 godzin tygodniowo. Mamy do wyboru dwie sesje  albo zapiszemy dziecko na ranek (8.45-11.45), albo na popołudnie (12.30-15.30). Przedszkola działające przy szkołach mają ten plus, że są prowadzone przez nauczycielki pracujące również w reception class (zerówka) i zajęcia są bardzo podobne do tych, z którymi dziecko spotka się na kolejnym etapie edukacji. W takim przedszkolu, działającym przy szkole, nie ma możliwości dokupienia godzin. Dziecko zostaje tylko na jedną sesję.
Nasze przedszkole jest przedszkolem państwowym z elementami Montessori. W grupie chłopców jest obecnie 18 dzieci na trzy nauczycielki. Przedszkole znajduje się zaraz przy budynku szkoły podstawowej, do której mam nadzieję, moje dzieci będą chodzić od września. W Anglii nie ma ani obowiązku przedszkolnego od trzech lat, ani obowiązku szkolnego od lat czterech. Obowiązek szkolny jest od semestru, w którym dziecko skończy pięć lat. Jednak jest pewien problem   jeśli nie poślę moich czteroipółletnich dzieci we wrześniu do szkoły, to za rok kiedy będą miały 5,5 roku nie mogę posłać ich do zerówki (reception class), tylko dzieci od razu pójdą do pierwszej klasy. Niestety nie można przeczekać roku w przedszkolu i na skończone pięć lat posłać dziecka do zerówki, musi iść do pierwszej klasy od razu.




W środku przedszkola nie ma typowych zabawek. Nie ma wózków czy domków dla lalek, nie ma też tony samochodów dla chłopców. Całe pomieszczenie podzielone jest na kąciki. Mamy kącik matematyczny, kącik do malowania i pisania, kącik do zabawy z wodą, do zabawy z piaskiem, kącik do czytania czy do odgrywania ról. Mamy też specjalne miejsce, gdzie czeka na dzieci mleko i owoce/warzywa. Dzieci same podchodzą do tego stolika i same jedzą, kiedy chcą i ile chcą lub nie jedzą wcale. Rodzice nie płacą za te przekąski.



Co tydzień dzieci mają zmienianą tematykę przedmiotów w przedszkolu i wymieniane pomoce, np. raz na sensorycznym stole mieści się drewniane miasteczko, a raz stół przemienia się w plażę czy las.
Codziennie chłopcy zostają w przedszkolu na trzy godziny. Ten czas to: czytanie książki, wybrana przez siebie zabawa indywidualna, zabawa na zewnątrz (o ile dziecko chce wyjść, bo jest możliwość pozostania w przedszkolu – nikt dzieci nie zmusza do wyjścia). W przedszkolu maluchy mają też organizowane inne zajęcia, w zależności od danego dnia tygodnia. I tak w poniedziałki dzieciaki ćwiczą liczenie/cyferki/literki. We wtorek mają zajęcia przyrodnicze. Środa to wielka sala – muzyka i taniec. Czwartek – dzień pieczenia. W piątek jest biblioteka i każdy pożycza sobie książeczkę.



Najważniejsze według mnie jest to – jak są traktowane dzieci. Byliśmy bardzo mile przywitani w przedszkolu (moje dzieci są jedynymi dziećmi w przedszkolu, dla których angielski nie jest wiodącym językiem). Panie, z własnej inicjatywy, zaprosiły do współpracy osobę zajmującą się pracą z dziećmi dwujęzycznymi, która obserwowała chłopaków przez tydzień, rozmawiała ze mną, radziła nauczycielkom, jak mają wspierać rozwój językowy chłopaków. Panie poświęcają chłopakom mnóstwo czasu, organizują dla nich specjalne zajęcia. Zauważyły, że dzieciaki dobrze radzą sobie z cyferkami, więc robią z nimi trochę więcej, niż mają przewidziane w programie. Podoba mi się nastawienie na indywidualność. Program dopasowany jest do dziecka – a nie dziecko do programu. Podoba mi się też to, że jeśli dziecko nie chce brać udziału w jakiś zajęciach – nie musi. Do niczego nikt nie jest tam zmuszany. Moje dzieci, dla których rozpoczęcie przedszkola było bardzo trudnym przeżyciem, teraz maszerują tam z uśmiechem od ucha do ucha. Dostaliśmy ogromne wsparcie na samym początku. Chłopaki bardzo przeżyły rozstanie ze mną. Niczego nie przyspieszaliśmy, szliśmy ich tempem. Nie zostawiałam ich, aby się wypłakali. Wspólnie z nauczycielkami poszliśmy metodą małych kroczków. Zostawałam z nimi tyle, ile potrzebowali i powoli, powoli wydłużaliśmy ten czas, kiedy zostawali sami. Podobało mi się to, że zarówno moje potrzeby, jak i potrzeby moich dzieci, zostały zauważone i zaspokojone. Myślę, że dzięki temu moje dzieci teraz tak wesoło spędzają tam czas.



Jest wspólna strona WWW szkoły i przedszkola. Strona ta jest stale aktualizowana i można np. zobaczyć zdjęcia swoich dzieci podczas zajęć. Można też dostać kod dostępu i oglądać swoje dziecko przez kamerę z pracy czy z domu (ja jednak nie prosiłam o taki kod, bo chyba bym cały czas przed monitorem siedziała ;)).



* Zdjęcia to miks kadrów z bloga, niestety zdjęcia z wnętrza przedszkola, zamieszczone na WWW, były zbyt małe, żeby było coś widać. A tak na jednym z tych kadrów jest chociaż... droga do przedszkola ;)