10 marca 2013

34 Wszystkie Jengi odmiany...


Jenga. Zasady - wydawałoby się - są proste. Stawiamy wieżę, której każdej piętro składa się z trzech drewnianych klocków. Żeby wszystko miało sens - układ klocków na piętrach jest jasno określony. Gracz ostrożnie wyjmuje jeden klocek z dołu wieży i umieszcza go na szczycie wieży. Początkowo to zadanie dziecinnie proste, potem zaczynają się prawdziwe emocje i przydaje się chirurgiczna precyzja i pewne, powolne ruchy. A tymczasem Ewka...




Przygląda się z boku, wyraźnie niezadowolona. Chyba nie gramy według najnowszych zasad! No to ona nam pokaże... Gdy wyciągam klocek, ona krzyczy: - Nie psuj! Nie psuj, mamo! - i wkłada go na swoje miejsce. W międzyczasie odkrywa, że gdy klocek włoży niestarannie, wieża wali się ze spektakularnym hukiem (nawet niemowlę wie, że burzenie wieży to najlepsza zabawa), co powoduje u niej efektowną eksplozję radości połączoną z rzuceniem się brzuchem na klocki i okrzykiem: - A teraz się wykąpię! Aaaaaaa! Jest zatem wersja naprawiacza i psuja w jednym, z odmianą kąpielową.


Wersja ryzykanta to wyciąganie klocków z dołu bez szacowania ryzyka. Za to z zamkniętymi oczami. Każdy wyciągnięty klocek, który nie powoduje rozpadu wieży jest powodem do szczerej radości. Do czasu. Do czasu, gdy Ewka postanawia wieżę zburzyć i dopełnić rytuału - rzuca się brzuchem na klocki i krzyczy: - A teraz się wykąpię! Aaaaaaa!


Wersja odkrywcy to kręcenie wieżą. Można? Można! :)


Jest jeszcze wersja dziecka z wyobraźnią, kiedy to klocki Jengi są równocześnie domem, windą, ciastkiem, płotem, pociągiem i drogą. Taka niby zwykła, najprostsza gra - Jenga, a tyle, TYLE możliwości!


I wiecie, zrobiliśmy sobie rezerwację - planujemy kilkudniowy wypad nad morze w czerwcu i już wiem, co  z nami pojedzie prócz książeczek i drobiazgów do działań twórczych :) Jenga właśnie! Trochę pogramy według zasad ogólnie znanych, ale podejrzewam, że potrenujemy też wszystkie wersje Ewki :)


PS Jeśli jeszcze Jengi nie macie albo właśnie wpadliście na (zacny) pomysł, żeby komuś taką grę sprezentować - my polecamy wersję wyprodukowaną w Polsce przez firmę Piotruś WWW, sklep KLIK (są dwie wersje Jengi z drewna bukowego, taka jak nasza - naturalna oraz kolorowa - barwiona tak, by nie szkodzić maluchom). I szczerze napiszę - troszkę późno znalazłam Piotrusia, a naprawdę podobają mi się ich  zabawki. I mają mebelki dla lalek... Hmm... :))

34 komentarze:

  1. Absolutnie uwielbiam tę grę! Chciałam ją kiedyś kupić, ale jakoś zawsze schodziło. Ale już śmigam na alegro!

    OdpowiedzUsuń
  2. Leca do mnie klocki drewniane 500szt. w ich skład ponoć wchodzą także klocki z których Jengę zrobić można i już się doczekać nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dostaliśmy na nasze pierwsze wspólne święta i graliśmy w nią ze wszystkimi znajomymi, którzy się u nas napatoczyli :) Śmiechu masa. Mój 6-letni brat również wykorzystuje Jengę do budowania garaży, dróg itp. jak jest u nas :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie opisałaś te Ewkowe modyfikacje z Jengą w roli głównej;))) U nas wszelakie klockowe budowle w nieustannej rozbiurce:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba sobie zakupię...tzn Wikusi...ale najpierw z mężem pogram:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. gra fajna, ale najbardziej podoba mi się wyluzowany 'look' Ewki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Ewka już tak ma, że potrafi odciągnąć uwagę ;)

      Usuń
  7. :) :) grałam kiedyś jeden jedyny raz, jestem ciekawa, czy mój Krzyś by się zachęcił... ostatnio ma etap, że musi wygrywać i nie znosi przegrywać. Jest wtedy jedna wielka rozpacz... Heh, jak patrzę na Wasze zdjęcia i te bose stópki to aż mi się zimno robi (i tęskno na latem!) - Krzychu akurat podziębiony, więc w ciepłych skarpetach i bamboszkach latamy :) pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja z kolei, jak na nie patrzę - to mam ochotę zdjąć skarpety :D ale tak było kilka dni temu, teraz swetry i skarpety, zdrowi jesteśmy, ale zwyczajnie nam zimno :( też pozdrawiamy, zdrówka!

      Usuń
  8. ok...robię drugie podejście do komentarza:) kręcenie wieżą- mistrzostwo świata. Olg, rządzisz! Gołe stopy uwielbiam! Nie tylko te Ewkowe:) chcę jengę! taka "bezbarwna" idealnie trafia w mój gust:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w nasz też, nie to że nie lubię kolorów, ale ta naturalna jest piękna! :)

      Usuń
  9. Od baaaaardzo dawna marzy mi się jenga! Ale zawsze była strasznie droga, a ja miałam ważniejsze wydatki. Teraz cieszę się jak nie wiem co, że podałaś link do tej polskiej wersji!!!! Cena jest fajna. Kupuję! I mają REWELACYJNE domki dla lalek!!! Kocham domki dla lalek :) Dzięki straszliwe! :)
    A Ewka rządzi, jak zawsze! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też miała wyobrażenie o cenie Jengi brane z jakiejś... zagranicznej półki! że to wydatek powyżej 100 zł! i od dawna o niej myślałam, ale wciąż coś było ważniejsze. a ta cena wcale nie jest załamująca domowy budżet :) hurra! miłego grania dla Was i dla nas :)

      Usuń
  10. Nigdy, ale to nigdy nie grałam, choć mamy znajomych uzależnionych. Po zdjęciach już widzę, że chyba pora byłaby się zaopatrzyć. Zwłaszcza, że J. uwielbia klockowe zabawki (będzie na blogasku najprostsza klockowa gra, już niedługo). Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam Jengę! Prawie tak samo jak kalambury.
    Czyżbym widziała rękę Zezuzulli na Ewkowym ubranku? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się! malowidło koszulkowe wyszło spod ręki Zezy <3

      Usuń
  12. U nas Jenga najrzadziej wykorzystywana według zasad ogólnie przyjętych :) za to ostatnio była płotem w zoo i łóżkiem dla potwora.

    OdpowiedzUsuń
  13. u nas też króluje polska "tańsza" wersja ;)
    ze skrablami króluje!

    OdpowiedzUsuń
  14. Miło mi, że trafiłaś do nas :).
    Ja od dobrej godziny siedzę u Was i przeskakuję z posta na post. Cudny ten Wasz blogowy świat. Na pewno zaglądać będę systematycznie. Pozdrawiam i miłego poniedziałku życzę

    OdpowiedzUsuń
  15. Alez Ewa jest boska, nasze proby gry nawet wiezy nie doczekaly... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. uwielbiamy Jenge! My rodzice! Odkrylismy ja wiele lat temu w Tajlandii i pokochalismy (szczegolnie ja, bo zawsze wygrywam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ahahaha ja jestem z tych przegrywających :D w Jengę, bierki i inne takie wymagające opanowania :D to również ja wybijam w domu talerze i kubki ;)

      Usuń
    2. to kwestia skupienia. w domu talerze i kubki tez zbijam :)

      Usuń
  17. Uwielbiam Jengę. Hania też. I Tata Hani jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  18. my sobie robimy a'la Jengę z naszych klocków, ale Luśka Ewci jeszcze wyobraźnią di pięt nie dorasta - ale pracuje cięzko i wytrwale, więc kto wie, kto wie :D

    OdpowiedzUsuń
  19. My gramy w jengę od tygodnia, rewelacja dla małych paluszków. Bardzo fajny blog, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nawet kot zainteresowany zabawą. ;)

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Moje dzieci też to mają;) Mały kawałek drewna a tak cieszy hihi . ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nasz Adaś potwierdza: najlepsza zabawa jest w rozwalanie wieży (i nie tylko wieży)!

    OdpowiedzUsuń
  23. Dla mnie urokiem Jengi jest to, że dzieci moga bawić się z dorosłymi i każdy ma takie same szanse na wygraną:-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)