3 kwietnia 2013

71 Przedszkole - tu i tam - Holandia

Zapraszam do lektury drugiego odcinka cyklu Przedszkole - tu i tam - oczami mam! O tym, jakie przedszkolne doświadczenia ma mama mieszkająca w Holandii, opowie nam Gosia, mama Jagody, autorka bloga Mama Jagody. Cały tekst oraz wszystkie zdjęcia* są jej autorstwa. Gosiu, bardzo Ci dziękuję za Twoją opowieść! :)


Jeśli mam być szczera, to w temacie holenderskiego przedszkola zaskoczyło mnie praktycznie wszystko... Po dwóch latach nie dziwi mnie już prawie nic ;) Znaczy –  aklimatyzuję się!

Na początku dziwiło mnie, że każdy, kto odkrywał powiększający się brzuch, praktycznie od razu zaczynał temat żłobko-przedszkola, że trzeba je organizować jak najszybciej! Parę miesięcy później okazało się, że faktycznie kryterium wyboru przedszkola dla Jagody będzie jedno  wolne miejsce ;) Ok, dla ścisłości, miałam jeszcze jedno malutkie kryterium… By dziecięca toaleta była za zamykanymi drzwiami, w osobnym pomieszczeniu, nie tam gdzie wszyscy się bawią i jedzą. Tak, tak, tu lepiej nie uruchamiać wyobraźni… Ale przejdźmy do konkretów.
Holenderskie dzieci do żłobko-przedszkoli zaczynają chodzić bardzo wcześnie. Urlop macierzyński jest brutalnie krótki, tylko 16 tygodni, obowiązkowo zaczynany na dwa do czterech tygodni przed terminem porodu. Łatwo więc wyliczyć, że dzieciaczki usamodzielniają się mając zwykle trzy-cztery miesiące. Oczywiście niektóre mamy poświęcają się macierzyństwu, ale jednak zdecydowana większość wraca do pracy od razu. O miejsce jest trudno, pierwszeństwo ma rodzeństwo dzieci będących już w żłobku, a że rodziny holenderskie są bardzo rozwojowe, na miejsce czeka się rok, albo i dłużej. Przyjmowane są dzieci od zera (dokładnie szóstego tygodnia życia) do lat czterech (szkoła jest obowiązkowa dla pięciolatków). Jagoda poszła do żłobka „późno, bo tuż przed pierwszymi urodzinami (teraz ma trzy latka). Chodzi do grupy z dziećmi w wieku do czterech lat, wzorowanej na modelu rodzinnym   dzieci wychowują się razem, jak rodzeństwo, obok siebie. I muszę przyznać, że faktycznie fajna to sprawa. Starsze dzieci uczą się uważać, opiekować i zwracać uwagę na niemowlaczki, np. nie można biegać w salce, bo łatwo nadepnąć małego pełzaczka ;) Niemowlaki natomiast uczą się, obserwując dzieci już chodzące, uczą się zachowania przy stole, dyscypliny, szybciej też podejmują próby wstawania...  Gdy byłyśmy w przedszkolu pierwszego dnia, Jagula rozpłakała się na widok hałasujących czterolatków, wtedy dzieci poprzynosiły jej książeczki, zabawki i rozśmieszały ją bawiąc się w:   A kuku! To był naprawdę uroczy widok :)


Są też grupy dla dzieci w podobnym wieku (do lat dwóch i od dwóch do czterech). W jednej grupie jest zapisanych maksymalnie 16 dzieci, na stałe są trzy panie, jednego dnia są zwykle dwie razem. Nigdy nie ma 16 dzieci równocześnie, bo rzadko które dziecko chodzi do przedszkola cztery dni w tygodniu (jak Jagoda), zwykle przychodzą na trzy lub tylko dwa dni. Rodzice wykorzystują różne przywileje, pracują na niepełne etaty, są tu specjalne dni  Mama / Papa Dag, czyli dzień wolny z dzieckiem, różnie regulowane w różnych firmach, ale jest to standard i nikogo nie dziwi, gdy matka nie pracuje pięć dni w tygodniu. Chyba warto zaznaczyć, że z tego przywileju chętnie też korzystają holenderscy ojcowie. Co ciekawe, nie znam żadnego polskiego taty (z tych tutejszych), który wykorzystywałby swój Papa Dag (tak, tak  nawet tata Jagody, niestety...)!
Przedszkole jest czynne od 7.30 do 18.00, oprócz dni świątecznych (w Holandii to tylko kilka dni w roku). W wakacje często zmieniają się panie w grupie, czasem nawet dochodzą z innych filii. Koszty za żłobko-przedszkole są wysokie, średnio 6.50 euro za godzinę (w placówkach prywatnych też). Na szczęście państwo dofinansowuje przedszkola (gdy rodzice pracują), a wysokość dofinansowania zależy od wysokości zarobków opiekunów i jest bardzo różna.


Posiłki są przygotowywane przez panie i razem z dziećmi jedzone przy jednym dużym stole. Maluszki siedzą na wysokich krzesełkach, dzieci starsze na ławkach. Rozkład posiłków i ich jakość pozostawia wiele do życzenia, ale sprawdza się i nie ma problemu, że dzieci nie jedzą. Jedzą, bo inaczej będą głodne ;) Tak jak zresztą do wszystkiego, w przypadku jedzenia panuje tu totalny luz. Je to je, nie to nie. Pierwszym posiłkiem o 9.30 są owoce i sok jabłkowy (z koncentratu). Duży talerz z kawałkami różnych owoców przechodzi od dziecka do dziecka, każde wybiera kawałek i podaje dalej. I tak kilka rundek. Jabłka, pomarańcze, banan, kiwi, gruszki  ze skórkami. Około południa jest lunch. Praktycznie taki sam każdego dnia. Dziecko wybiera do picia zimne mleko albo maślankę, a pani przygotowuje kanapkę. Do wyboru różne pyszności: ser topiony albo żółty, pasztetowa, miód, dżem, masło orzechowe, appelstroop (słodki syrop z jabłek), do tego margaryna i więcej grzechów nie pamiętam ;) Od święta pojawia się ogórek, papryka, czasem tosty z serem. Oczywiście panie jedzą razem z dziećmi, nie ma specjalnych osób do pomocy. Ewentualnie, gdy trzeba jakieś niemowlę karmić i brakuje rąk, wtedy nawet pani sprzątająca łapie za butlę ;) Ostatnim posiłkiem, w sumie przekąską, jest wafel ryżowy (np. z serkiem topionym), herbatniki albo krakersy (coś w stylu chlebków Wasa), do picia sok jabłkowy. Niestety dzieci nie dostają w ciągu dnia ciepłego picia i posiłków. Między 13.00 a 15.00 jest przerwa na sen, nieobowiązkowa, ale większość dzieci w wieku Jagody śpi, chociaż godzinkę. Dzieci śpią w naprawdę chłodnym (naprawdę!) pokoju, niemowlaczki często na dworze w wózkach lub specjalnych budkach  wyglądających jak klatki dla ptaków (chyba nie trzeba dodawać, że temperatura na dworze nie ma tu większego znaczenia). Na szczęście rodzic decyduje, czy w ogóle podoba mu się ten pomysł .


W przedszkolu nie ma zajęć dodatkowych (myślę, że gdybym zapytała dyrektorkę o zajęcia dodatkowe, zupełnie nie wiedziałaby, o czym mówię ;) Przedszkole nastawione jest na swobodną zabawę, nie na edukację. A jeśli już to bardziej na naukę samodzielności. Ogólnie zajęć kreatywnych jest zdecydowanie mniej niż w polskich przedszkolach, choć dużo układa się drewnianych puzzli, sporo rysuje, lepi z ciastoliny. Są tematy, o których się z dziećmi rozmawia, coś tam robi a propos np. zwierząt, wiosny, czy rodzenia dzieci ;) Ale bardziej w tle, nic na siłę. Nie siada się na dywanie (aaa nie ma dywanu!), gdy pani proponuje jakąś zabawę, kto chce się bawi, reszta robi co chce. Gdy pani czyta książeczkę, kto chce obsiada ją, słucha, przewraca strony, reszta robi co chce. Dzieci bawią się tu czym chcą, z kim chcą, jak chcą. Mają do dyspozycji zabawki, książki, ale i sprzęty domowe (np. starą klawiatura do komputera, telefony, łyżki, butelki z kolorowymi płynami, chochle itp). Dzieci mogą nawet wędrować do sąsiednich grup, co ciocie komentują:  U sąsiada trawa zawsze bardziej zielona...


Najważniejszym miejscem zabawy i tak jest podwórko. Teren duży, są pagórki, zjeżdżalnie, kilka piaskownic, mostek. Ogólnie dość niebezpieczny. Dla jednych po prostu nieprzystosowany, dla innych prawdziwe pure nature ;) Stare opony do zabawy i metalowe retro rowerki. Na dworze spędza się prawie każdą wolną chwilę. Gdy ciepło – praktycznie całe dnie, gdy mocno pada lub wieje  troszeczkę mniej ;)


To co w holenderskim przedszkolu najbardziej rzuca się w oczy polskiej mamie, to luz w zajmowaniu się dziećmi, luz graniczący mocno z niezajmowaniem się nimi w ogóle. Panie są, ale trochę jakby ich nie było. I bałagan, nieład, porozrzucane zabawki, kaloszki. Ogólnie sajgonik. I jeszcze dzieci jedzące piasek na dworze, umorusane i zasmarkane. Maluch może przeciągnąć przez pół podwórka gałąź większą od siebie, mijając panie, one tylko schodzą mu z drogi (ja w tym czasie rzucam się, by przesunąć Jagodę, która jeszcze nie chodzi, z pola rażenia). Dziecko, jak usiądzie na ziemi, to siedzi. Gdy wpadnie do kałuży, to mokre jest do momentu, aż ktoś wreszcie się zorientuje, itd. Panie zdecydowanie nie latają ze ściereczką wycierając buźki ;) To jest to, co mocno dziwi i bulwersuje. I niestety trzeba się do tego przyzwyczaić. Choć luz ten pociąga za sobą czasem nieprzyjemne konsekwencje, np. szukanie dziecka po całym przedszkolu (nie zdarzyło się Jagodzie, ale znam kilka takich historii)…


Z drugiej strony podoba mi się, że na dzieci się nie krzyczy, rozmawia się z nimi i tłumaczy. Siła spokoju! Gdy jakieś łobuzuje przy stole, idzie przemyśleć sprawę na kanapę, potem wraca. Wszystko załatwia się na spokojnie. Nie ma rygoru, ale też dzieci, które w żłobku wychowują się prawie od urodzenia, szczególnej dyscypliny nie potrzebują, wiedzą jakie są zasady i wierzcie lub nie  stosują się.
Kiedyś zapytałam ciocię N., jak to robi, że 12 dzieci (w różnym wieku!) siedzi grzecznie przy stole, praktycznie bez pisknięcia i czeka aż ona sama naleje każdemu sok i poda krakersy... Ona zdziwiona odpowiedziała tylko: – No siedzą, bo wiedzą, że zaraz dostaną jeść ;) Czyż to nie jest banalnie proste?
Nasze przedszkole... Lubię i nie lubię. Jagoda często wraca w zmienionych ciuchach, a w woreczku czekają na mnie niewiarygodnie mokre i ubłocone rajtuzki, nieraz ubłocone i mokre jest prawie wszystko… Najpierw się wściekam. Potem myślę:  No i co w tym złego? Spokojnie! Widać miała ubaw po pachy! Wiem, że miała! No przecież nie będzie całe życie po kałużach skakać...  Ale kto wie, może właśnie dzięki takiemu podejściu  bez stresu, będzie bez oporów całe życie po kałużach skakać? W chwilach zwątpienia myślę, że i tak najważniejsze jest to, jak Ona tam się czuje. A widzę, że czuje się dobrze, swobodnie... I radosna jest jak w domu!


* Zdjęcia z przedszkola udało się Gosi uzyskać bezpośrednio od placówki, zazwyczaj są tam przechowywane, aż do czasu, gdy dziecko opuszcza przedszkole – wtedy rodzice dostają je na pamiątkę :)

71 komentarzy:

  1. Gosiu brawo, świetnie napisane, zupełnie inny świat, kultura, może i nam rodzicom niektóre rzeczy przeszkadzają, denerwują, ale we wszystkim tak jak piszesz gdy dziecko szczęśliwe to najważniejsze. Gosiu czy to znaczy, że dzieci przez cały dzień nie jedzą niczego ciepłego? nie ma normalnych obiadków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje B.! Tak, niestety, nie ma cieplych posilków. Obiad w Holandii je sie o 18, czyli juz w domu z rodzicami. Lunch dla Holendrów to zwykle kanapka. Wiec ten system funkcjonuje juz od zlobka ;)

      Usuń
  2. sala na zdjęciu wygląda bardzo fajnie, pomysł z szykowaniem śniadanka przez panie - też dobry (dzieci widzą proces przygotowywania, pewnie nierzadko w nim uczestniczą)... Zastanawiam się, czy to dobry pomysł, że niemowlaki są ze starszymi dziećmi... raczej mi się to nie podoba - Gosiu, jak to jest z chorowaniem? Czy te młodsze dzieci nie łapią wirusów od starszych? Pozdrawiam ciepło! PS jaka pogoda u Was? :) pewnie wiosennie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i szkoda, że państwo zniechęca do dłuższego pobytu z dzieckiem w domu... na pewno dzieci na tym cierpią....

      Usuń
    2. Tak tak Malgosiu, dzieci czesto same smaruja kanapeczki i zawsze same decyduja z czym bedzie kanapka. Chorowanie- oczywiscie, choruja, ale to moze i temat na osobny wpis by byl. Dzieci z kaszlem i katarem przychodza do zlobka, gdy maja nieznaczna goraczke- tez (gdy ogolnie dobrze sie czuja). Nawet ospa nie jest przeciwskazaniem... Ogolnie decyzja nalezy do rodziców. Wiec maluszki choruja na rowni ze starszymi...

      Usuń
    3. Sama nie wiem czy panstwo zniecheca do pobytu w domu.. Mysle ze to bardziej kultura, matki chca robic cos wiecej poza wychowywaniem dzieci. Mysle, ze wiele z nich stac (naprawde!) na zostanie w domu. Pozatym zlobki maja tu opinie miejsca gdzie dziecko nigdy sie nie nudzi (no prawda!)i ma kontakt z innymi dziecmi od najmlodszego. Dla mnie oddanie 3-mies. dziecka do zlobka to koszmar..

      Usuń
    4. Do Małgosi -w grupie równolatków dzieci także chorują, zarażają się od siebie nawzajem wszystkim po kolei, zwłaszcza w pierwszym roku pobytu w jakiejkolwiek placówce - żłobku czy też przedszkolu...

      Usuń
  3. Jagódka rzeczywiście wygląda na zdjęciach na bardzo zadowoloną:) z resztą chyba generalnie rzadko z jej ust schodzi uśmiech, prawda?
    a apropos holenderskiego przedszkola, mimo całego tego opisu, i tak najbardziej pozostały mi w pamięci czarne od brudu spodenki Jagódki, które Gosia prezentowała kiedyś na blogu:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaa, wiedzialam, ze ktos bedzie pamietal ;)A Jagoda, no jak to Jagoda, szaleje! ;)

      Usuń
  4. Rewelacyjna relacja! Czytałam jednym tchem i zdziwiło mnie wiele rzeczy. Jest zupełnie inaczej jak u nas, ale czy to znaczy, że lepiej lub gorzej? Trudno rozstrzygać. Też jestem ciekawa jak chorowanie, czy dzieciaczki są zahartowane przebywając tyle na dworze i nie zważając na moczenie ubrań itp.? U nas raczej się dmucha i chucha na na dzieci, rodzice są bardzo przewrażliwieni. Nie raz moja Mama przedszkolanka psioczy, że wiosną, gdy jest już naprawdę ciepło ( nie tak jak w tym roku :P), dzieci są poubierane w rajstopy i trzy warstwy, a po wyjściu na plac zabaw i pobieganiu chwilę, pocą się niesamowicie. I te zdjęcia! Super sprawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadza sie. Trzeba sie do wielu rzeczy przyzwyczaic. Wydaje mi sie ze dzieci choruja podobnie jak w Polsce ale z innych powodów ;) Nie z przegrzania, a z przemoczenia ;) Dodam tylko, ze zima nie ubiera sie dzieciom rajstop pod spodnie (baa, dziewczynki smigaja zwykle w samych rajtuzkach, co widac na zdjeciach) J. ogolnie nie wiele choruje. Raz moczenie zakonczylo sie zapaleniem pluc, pozatym zwykle przeziebienia.

      Usuń
  5. Bardzo ciekawe. Tak...inne! U nas tak wszyscy skaczą nad dziećmi (ja też przecież)! Cały dzień na powietrzu - wspaniale. Ciekawe tylko, jak jest ogólnie z chorowaniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)Inne po prostu :)Dzieci choruja, jak to mowia Holendrzy- no jak to dzieci ;) Inaczej podchodzi sie do tych chorób. Nie biegnie sie odrazu do lekarza, bo i tak wiekszosc przeziebien w tym wieku jest wirusowych. Antybiotyk jest ostatecznoscia, tylko wtedy gdy choroba trwa juz dlugo. To zreszta nie dotyczy tylko dzieci ;)

      Usuń
  6. A mi się podoba takie przedszkole ;)
    Ma tylko jeden minus dla mnie- brak ciepłego posiłku, poza tym wysłałabym Olka do takiego przedszkola :)
    ps. A jak pozniej wyglada przejscie do szkoly takiego 5 latka ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, glupio tak bez obiadku. Wiem, ze kiedys lunch byl na cieplo, ale bylo z tym duzo klopotu i zrezygnowali. Gdy maluch konczy 4 lata, moze isc do szkoly i w praktyce wszystkie dzieci opuszczaja przedszkole zaraz po swoich 4 urodzinach (szkola juz jest bezplatna). Dla 4 latków szkola to dalej zabawa, ale z wieksza dyscyplina (np. podnoszenie palca, zeby sie wypowiedziec). Niestety starszych dzieci nie znam, wiec nie wiem jak to wyglada pozniej.

      Usuń
    2. jaka to odmienność w stosunku do naszych polskich przedszkoli, gdzie przy jedzeniu dzieci musza być cicho, gdy mają stać równo w szeregu i się nie wyróżniać

      Usuń
    3. Bo naszych dzieci w grupach jest 30-35 i jedna pani wychowawczyni i dlatego...

      Usuń
    4. No i niestety to jest racja. Gdy mówię paniom tu, ile dzieci ma pod soba polska przedszkolanka, one nie chca w to uwierzyc...

      Usuń
  7. najpierw pomyślałam -zimny chów :p
    potem żałowałam,ze nie pokazałaś tych wózków,albo budek-to byłby szok:p
    potem pomyślałam - moje dziecko większość zimy siedzi w murach przedszkola,pani nie może się doprosić rodziców, żeby dały do przedszkola drugi komplet kurtki i gumiaków (na spacer). Rodzice wolą jak dzieci siedzą i kiszą się w swoich smarkach i cieple kaloryferów , ehhh

    chyba wolałabym , żeby skakało po kałużach :p

    p.s. kiedyś doznałam szoku jak mama zabroniła synkowi malować farbkami w przedszkolu,bo miał nową bluzę z "adasia" :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anitko zerknij uwaznie na zdjecia przy stole, w tle widac budke do spania. Jesli chcesz sie lepiej przyjzec polecam wpisac "buiten slapen kinderdagverblijf" w google image ;)
      Wiesz jak jest bardzo zimno, to tez nie wychodza.. A kaloszki sa w przedszkolu dostepne. Tak jak i pelerynki i kombinezony dla maluszków ;)
      PS. brak mi slów na "adasia"...

      Usuń
    2. to TO naprawdę ! ło matko hahaha, to chyba wolę te wózki straszne ,czarne :p


      a takich "adasiów" to mam więcej w zanadrzu :p
      np. chłopiec ,którego babcia zawsze przenosiła z trawy do huśtawki i z powrotem,bo miał oryginalne,zawsze białe skarpetki "adasia" ubierane do do piaskownicy i nie mógł pobrudzić (miał około 5 lat wtedy ) :p

      Usuń
    3. ja znow znam m.in. historie w polskiego przedszkola, w ktorym ktos mi bliski pracuje i wprowadzil rewolucje bo pozwolil 4-5 latkom obierac jajka i smarowac chleb.Wczesniej nie wolno bylo tego robic, bo to niepotrzebny balaga.Przy posilkach rozmawiac nie nalezy..

      Usuń
  8. jestem ogromną fanką tej serii. Fajnie dowiedzieć się z pewnego źródła jak to wygląda gdzie indziej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W trakcie czytania byłam zaskoczona wszystkim...zdecydowanie na plus wg mnie to te grupy mieszane-sama bym chciała założyc punkt przedszkolny na tej zasadzie, ale nie wiem czy to u nas przejdzie. Poza tym przygotowanie posiłków z dziećmi i wybór co chcą jeść:) Minus brak ciepłego obiadu:( Poza tym czas na dworze....zabawy rzeczami codziennego użytku...fajna sparawa ogólnie...i tak jak mówisz trzeba się przyzwyczaić:))))No i to że nie nie krzyczy się na dzieci...nawet mi osobie wyjątkowo spokojnej zdarzy się podnieść głos na swoje dziecko jak pomimo tłumaczenia i tak coś zrobi na złość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sa plusy i minusy. Posilki cieple nie sa juz dla mnie problemem.. Bo obiad je sie w NL wieczorem. Ale jak zerkam na jadlospis polskich przedszkoli to padam z wrazenia ;)

      Usuń
  10. Hehe, z tym stosunkiem do edukacji dzieci i do dzieci to wypisz wymaluj nasze przedszkole. Może nawet nie wiem, narzekam, że nic nie robią, nie zajmują się, a ono jest po prostu z założenia holenderskie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)) i widzisz czego sie mozna dowiedziec. Mozliwe, ze tak jak Holandia inspiruja sie jeszcze na Szwecji.. ;)

      Usuń
  11. A mi się podoba, poza brakiem ciepłego posiłku. Jeżeli chodzi o podejście Pań, to nie mam większych ale, poza gubieniem dzieci.Oczywiście do czasu aż nie zdarzy się jakiś problem to jest dobrze. A jak co jakiś czas wychodzi w naszych mediach, nasze chuhająco-dmuchające na dzieci przedszkolanki, albo je wyzywają, albo przywiązują aby nakarmić, albo każą jeść z podłogi. Co do zajęć dodatkowych to ja akurat nie uważam, że dzieciom na tym etapie potrzebne są dodatkowe zajęcia z fizyki nuklearnej, angielskiego w biznesie czy tym podobne. Oczywiście fajnie jak w czasie zajęć przy okazji się czegoś uczą, ale bez przesady. Ważniejsze chyba jest na tym etapie aby umiały "ogarnąć" siebie, współuczestniczyć w grupie, niż nazywać wszystkie planety układu słonecznego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wszystko zalezy od ludzi i wszedzie moze sie trafic patologia (w Holandii np. glosna afera pedofilska w zlobku w Amsterdamie sprzed 3 lat)... Co do zajec dodatkowych zgadzam sie, jeszcze jest czas. A ruch w tym wieku ma ogromne znaczenie (na inteligencje zwlaszcza!). Pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. zgadzam się co do tych zajęć dodatkowych...często jest tak że te zajecia są bardziej dla rodziców...często dzieci sa nimi przemeczone...

      Usuń
    3. my ostatnio ze wszystkich zajęć zrezygnowaliśmy, bo chłopcy nie mieli ochoty ani sił na nie chodzić, teraz bawią się beztrosko i też się cieszą

      Usuń
    4. Basia d ...sama miałaś tak przykre doświadczenia z nauczycielkami przedszkola czy tylko opierasz swoja opinie na informacjach z mediów....? Lekko krzywdzące dla osób które z zamiłowania pracują z dziećmi;-(

      mamajagody....pozwoliłam sobie na łamach mojego bloga zamieścic Twoja relacje ...tak dla porównania z warunkami na polskim podwórku. Mam nadzieje ,ze nie będziesz miała nic przeciwko. Pozdrawiam Bałatka

      Usuń
  12. Najbardziej razi ten brak ciepłego posiłku. No i ta Pani co ustępuje "gałęzi" :D
    Nie wiem jakbym to zniosła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi pani schodząca z drogi Dzidziolowi włóczącemu gałąź bardzo się podoba:D
      Ale fakt, w temacie posiłków ciepłych jestem przewrażliwiona:D No musi być obiad! Musi!- u nas w domu;D

      Usuń
  13. Super napisane :) Posiłki mnie najbardziej zaskoczyły - to taka dieta, prawda? ;) A Jagoda nie jest głodna jak wraca do domu??? Matko, ja bym była :D Gałęzie i skakanie po kałużach jest ok, też na takie zabawy pozwalam, nie straszny nam brud, ale jak stoję obok i widzę, że nikomu gałąź nie utknie w oku i wiem, że jak dziecko skończy zabawę w błocie/śniegu/kałuży to od razu je przebiorę - a tak jak napisałaś, mając gromadkę nie zawsze można wszystko dopilnować :) No i zgubione dzieci - zawału bym dostała :D Ale mnie najbardziej boli jak widzę maluchy z gilem po pas - no serce mi się kraja.
    A przedszkole integracyjne to jest i u mnie w mieście - prywatne, no ja mam mieszane uczucia, niby widzę plusy, ale jakoś sama chyba bym nie dała dziecka...
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha, no dietetycznie ;) Oj bywa czasem glodna, pewnie! ja tez bym byla.. Dlatego obiad na 18 musi byc ;)Na gile juz nie zwracam uwagi, ale dzidziolki jedzace piasek, to ponad moje nerwy ;) Niestety z opowiesci wielu znajomych mam, widze, ze przedszkola w Holandii wygladaja bardzo podobnie, wiec z wyborem trudno.

      Usuń
  14. Chciałabym tylko napisać, że idea projektu oraz jego realizacja jest genialnym pomysłem, którego gratuluję! Wszystko czytam bardzo pilnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam to samo napisać! Śledzę wpisy o przedszkolach z ogromnym zainteresowaiem :D

      Usuń
    2. Dziękuję! Bałam się, że nie wyjdzie, że nikt nie będzie miał czasu na współtworzenie projektu, ale to świetna zespołowa praca :) Mnóstwo satysfakcji mam z tego syklu, satysfakcji i wiedzy :)

      Usuń
  15. Fajnie napisane. Zupełnie inna kultura z całym bogactwem inwentarza, plusami i minusami. Przez to mali Holendrzy wyrastają na wyluzowanych i bardzo "społecznych" ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przez przypadek tu trafilam, i jako osoba ktorej dzieko rowniez uczeszcza do holenderskiego przedszkola, z zaciekawieniem przeczytalam. Czesc pokrywa sie z tym naszym, inne znow rzeczy nie, ale wiadomo, pewnie kazde miejsce wyglada troche inaczej.Ja np. kompletnie nie zrozumialam o co chodzi z ta toaleta (??).
    Widze ze ogolne wburzenie wywoluje fakt, ze nie ma cieplego posilku.Przeciez ten posilek jest, tyle ze w domu.W Polsce jada sie na cieplo po poludniu, tutaj wieczorem.Dla mnie po latach spedzonych w Holandii dziwnie byloby zjesc kapanke na kolacje wlasnie:)
    Poza tym pamietam jak radzono mi kupic osobne ubrania "do przedszkola", bo podobno mialam nie poznawac ubran po powrocie dziecia.nic takiego nigdy nie mialo miejsca; mala wracala czysta nawet w bialych spodniach.Raz chyba tylko oblala sie sokiem.Ogolenie jestem zadowolona, ze wyszla "do ludzi".Widze jaka jest samodzielna.Wraca i idzie do przedszkola zadowlona a to dla mnie najwazniejsze.nigdy nie zdarzylo mi sie by musiala isc popychana na sile.
    Co do krotkiego macierzynskiego, to niektorym moze wydac sie okrutne, ale z drugiej strony 3 mc dziecko o wiele latwiej przyzwyczaja sie do nieobecnosci rodzica i nie przechodzi takiego stresu zwiazanego z rozlaka, jaki musialby przechodzic majac pare mc wiecej.Przedszkole czy zlobek wlasciwie, traktuje wtedy bardziej naturalnie.Poza tym sa kraje , w ktorych do pracy trzeba wrocic jeszcze wczesniej:) Za to o wiele latwiej niz w Pl rozwiazana jest sprawa pracy na pol etatu.Sama pracuje 3 dni w tygodniu i moglam sobie wybrac dni.
    wiadomo, idealnie nie jest nigdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo zastanawialam sie czy ktos z NL sie pokaze ;) No tak, sa rózne miejsca, pewnie w jednych lepiej w innych gorzej, i inne rzeczy zaskakuja. Co do toalet, widzialam w 2 ogladanych zlobkach, kibelek odgrodzony tylko niby kawalkiem scianki od reszty grupy. Widok powalajacy. A ze dziecko 3 mies latwiej przyzwyczaja sie do zlobka, to oczywiste, zatraca mu sie w pewnym sensie granica gdzie jest dom. I to jest wg mnie straszne. Jedyne co odrobine ratuje sytuacje w moich oczach to latwosc dostania tych 2 dni w tygodniu wolnych. cos czego nie ma w Polsce (a przeciez dzieci w zlobkach tez sa!)Pozdrawiam cieplo ';)

      Usuń
    2. Z ta toaleta to byc moze dlatego zeby bylo tym uczacym sie dopiero maluszkom szybciej, latwiej?Przeciez taki chocby nocnik tez czesto widuje w salonie;)
      Zastanawiaja mnie te budki.Przyznam, ze choc mieszkam tu juz -nascie lat, nigdy ich nie widzialam ani o nich nie slyszalam:)
      Widze ze czesto pojawiaja sie pytania na temat chorob.Moja corka w swojej dwuletniej "karierze" przedszkolnej byla chora dwa razy (na tyle by pozostac w domu); raz bo zarazila nas jelitowka jedna osoba w rodzinie, czyli nawet z przedszkola nie przewlokla.No a katar? Gdyby trzeba bylo zostawiac dziecko w domu z powodu kataru, to lepiej chyba go w ogole nie zapisywac.
      aha i nigdy nie zauwazylam by zatarla sie granica miedzy domem a przedszkolem, o nie!:)

      Usuń
  17. Bardzo ciekawie opisane :) Coś mi się zdaje, że na koniec wyjdzie, że my Polacy nie mamy co za bardzo narzekać na nasze polskie przedszkola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, ja od kilku lat powtarzam znajomym w kraju, cudze chwalice, swego nie znacie ;)

      Usuń
  18. Świetnie tak poczytać jak to jest w innych krajach człowiek trochę zaczyna doceniać swoje a zaraz potem widzi niedociągnięcia i czuje, że pewne zmiany w naszym systemie edukacji są bardzo potrzebne. A ja narzekałam kiedy małą oddawałam w wieku 6 m-cy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)Chyba nie ma systemu idealnego niestety. Dobrze gdy ma sie wybór, pozdrawiam!

      Usuń
  19. Świetna seria i świetny artykuł! Fajnie jest poczytać o doświadczeniach innych ;) Mnie najbardziej zmroził fakt, że dzieciaki tak szybko rozstają się z mamą ;( ale i w Polsce gdy mama "się uprze" to znajdzie żłobek gdzie dziecko może przychodzić od 4-tego miesiąca życia.
    No i spojrzałam na te budki do spania ;) Czad! Jak klatki dla królików ;D No ale przynajmniej bezpiecznie, bo nie wypadną i zdrowo tak na świeżym powietrzu. ja tam jestem za!
    Co do umorusania i brudnych rzeczy po wizycie na dworze to u nas standard. Rękawiczki można wyżymać, często zbieram mokre ciepłe spodnie z kaloryferów czy buty. W naszym przedszkolu dzieci wychodzą na dwór codziennie, bez względu na pogodę więc są tego konsekwencje ;)
    Na koniec napiszę tylko, że świetną sprawą jest elastyczny czas pracy dla mamy i taty. Słyszałam o tym od znajomych, ale faktycznie byli to sami Holendrzy ;)
    Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za świetną relację,
    ach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo właśnie, klatki dla królików to lepsze porównanie, dzięki Ach! ;)Praca na pół etatu albo 1 dzien w tygodniu wolny to faktycznie super sprawa. Na uniwersytecie mój wolny piatek miałam nawet częściowo płatny przez ok. 1,5 roku. Pozdrawiam i dzięki za miłe słowa!

      Usuń
  20. no rzeczywiście gdyby tylko był ciepły obiadek przedszkole byłoby prawie idealne :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Szalenie interesujace. Czytalam z zapartym tchem!
    Podoba mi sie,ze przedszkola otwarte sa do 18:00 - to takie przyjazne dla matek pracujacych. Jak pomysle, ile to razy lecialam z jezorem na szyi, zeby odebrac dziecko...a tu luzik - przedszkole otwarte caly dzien.
    Mysle, ze sama bym dziecka nie oddala tak szybko - jak bym miala mozliwosc. Ale polroczne to juz tak.
    I chyba mialabym problem z tym "robta co chceta".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba 90% Holendrów pracuje między 8 a 17, więc przedszkola muszą być tak długo otwarte, nie ma wyjscia ;)

      Usuń
  22. Fantastyczny artykuł! Czytałam z wypiekami na twarzy.
    Mnie akurat ten brak posiłków ciepłych nie razi, bo mieszkam we /Francji, gdzie -podobnie jak u Ciebie - posiłki ciepłe je się ok.18.00.
    W podstawówce, do której chodzi moja Jagódka :), dzieciaki też wychodzą na dwór bez względu na pogodę: leje deszcz, sypie śnieg - one biegają po podwórku.

    Mnie się jednak taki holenderski luz i spokój (brak krzyku!) bardzo podoba. To samo z posiłkami - dziecko je na co ma ochotę. W Polsce - tak się mi wydaje- musi być dyscyplina a dzieci muszą zjeść, co mają podane. Czasami są nawet do tego zmuszane.

    Kochana, wielkie dzięki za ten artykuł. Chętnie poczytam o innych przedszkolach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może dołączysz do akcji? :) Byłoby nam bardzo miło! Gdybyś była zainteresowana - proszę o kontakt na otymze (małpa) gmail.com :)

      Usuń
  23. Pozwolę sobie napisać parę słów, pracuję w polskim przedszkolu.My też wychodzimy z dziećmi na ile czas pozwala.U nas kładzie się większy nacisk na edukację, 2 zajęcia każdego dnia ( odgórny nakaz),a w Holandii nie ma takiego nakazu. Miałam okazję rozmawiam z p. przedszkolanką w Groningen.
    Nie zgadzam się z opinią,że zmuszamy dzieci do jedzenia, raczej zachęcamy do zjedzenia czasami małej kromeczki. Teraz dużo dzieci jest z alergiami pokarmowymi, też z tym nie ma problemu.
    Wiem też,że Gosi opinia o przedszkolu się zmieniła z czasem ...:),bardzo podoba mi się pomysł na te relacje .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, oczywiście, że są przedszkola i... przedszkola :) Myślę, że nikt (no mam nadzieję) z Czytelników nie zakłada, że zagraniczne przedszkola są "cacy", a te polskie to samo zło :) Ja w każdym razie tak nie zakładam, pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. O taak, moja opinia zmieniła się, to racja! Na początku oczy przecierałam ze zdziwienia, nie mogłam uwierzyć, że naprawdę tak to tu funkcjonuje :))

      Usuń
  24. Super:) a mnie smiesza troche te komentarze, ze ogolnie przedszkole swietne, no ale ten brak cieplych obiadkow! Ile dzieci tak naprawde zjada cieply obiad na cieplo??;) z mojego otoczenia te ktore ds w domu z mama-zadne wlacznie z corka.albo jest za cieple i mala dmucha do zimnego albo zanim dojdzie do polowy obiadu to juz ostygnie;) a jest jadkiem i nie sleczy nad jedzeniem.po prostu je w swoim tempie. Moze w przedszkolach gonia i trzeba sie streszczsc bo nikt nie bedzie czekal to wtedy zdaza zjesc gorace;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Jak Ewka kończy obiad, wszystko jest lodowate, a przecież nie będę stała ze stoperem, czy jeszcze ciepłe skoro zajada :D U mnie jest tak, że jemy obiad późno, właśnie koło 17.00, bo czekamy na M. Ciekawa jestem, jak Ewce pójdzie przyzwyczajanie się do zmiany godzin posiłków w p-kolu... :)

      Usuń
  25. Witam serdecznie i pozdrawiam z Holandii ;-) Mam dwoch synow, jeden ma 6 lat wiec jest juz w szkole, drugi 2,5 letni przedszkolak. Podpisuje sie pod wszystkim co napisane, swietny tekst! Jedyne co moge dodac od siebie, to to, ze moje dziecko chodzi do przedszkola antropozoficznego, i tutaj jest troszke wieksza dyscyplina. Nie ma walajacych sie zabawek, po ktorych trudno przejsc! Dzieci maja silny rytm dnia, jest czas zabawy, a potem czas sprzatania, czas posilkow, wychodzenia na dwor itd. Nie jest tez tak , ze grupy w przedszkolu, sa tylko horyzontalne ( dzieci w roznycm wieku) sa tez poziome, gdzie dzieci sa w podobnym wieku, wiec jest to kwestia wyboru. Co mnie wzruszylo do lez, to rozstanie mojego dziecka z przedszkolem. Jest to uroczyscie swietowane, moj synek otrzymal pamietnik z tekstami piosenek, swoimi zdjeciami, opisami jego dni, kolegow, wycieczek . Wspaniala pamiatka. Pozdrawiam serdecznie.Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoja opowieść! :) Podeślę Gosi, żeby nie przeoczyła. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. O tak, teraz widzę, że pominęłam kwestię rytmu dnia! I tu jest, identycznie jak u Was. Zabawa, owoce, zabawa na dworze, lunch, drzemka, przekąska, zabawa (często też na dworze).. Rodzaj grupy też można wybrać, zgadza się. Wogóle świętuje się bardzo urodziny dzieci i rozstanie z przedszkolem. Gdy dziecko idzie do szkoły przez cały dzień nosi koszulkę, na której panie wypisują, że to ostatni dzień w przedszkolu, że ma już cztery latka, są na niej życzenia i rysunki. Zwykle rodzice przynoszą ciasto i małe drobiazgi dla pozostałych dzieci w grupie, na pamiątkę. Fajne to tradycje, bardzo fajne! Pozdrawiam ciepło i dziękuje za dodatkowe informacje ;)

      Usuń
  26. Droga Pani MamoJagody:)
    Jestem nauczycielem w polskiej szkole i uczę dzieci w klasach I-III. Dwa dni temu uczestniczyłam w szkoleniu przeprowadzonym przez wykładowcę UMCS, która często "bywa" w holenderskich przedszkolach z racji opieki nad studentami. Pani ta naopowiadała nam takie rzeczy o holenderskich przedszkolach, że włos nam się jeżył nie tylko na głowie, ale i na całym ciele.Wymienię niektóre spośród nich:
    1/ dziewczynki czteroletnie przychodzą do przedszkola w kabaretkach (rajstopkach), kozaczkach zamszowych ponad kolanko, spódniczce mini i bluzeczce z odkrytym brzuszkiem.
    2/ Obuwia dzieci w ogóle nie zmieniają w przedszkolu.
    3/ Zasiusianego dziecka nie można paniom przedszkolankom przebrać, bo panuje zakaz dotykania dziecka ("zły dotyk"), w związku z czym dziecko siedziało od godz.11.00 do 16.oo w zasikanym ubraniu i powyżej opisanych zamszowych kozaczkach, siejąc wokół smród moczu.
    4/ Holendrzy się nie myją (bo to ogranicza ich swobodę osobistą), nie myją tez dzieci, co prowadzi do "wszechpanującej" wszawicy w każdym przedszkolu.
    5/ W sklepach prowadzona jest sprzedaż kosmetyków "under 5 years", a dzieci czteroletnie i pięcioletnie przychodzą do przedszkola w pełnym makijażu (cienie do oczu, tusz do rzęs, pomadka do ust).
    Zdaniem tej pani (pracownik naukowy, praktyk, częste pobyty w Holandii), w holenderskich przedszkolach panuje Sodoma i Gomora, która jest dopiero preludium do powszechnego zepsucia dzieci i młodzieży.
    Ponoć istnieje zalegalizowana partia pedofili, mająca głosy w parlamencie, która domaga się obniżenie wieku współżycia dla dzieci do siódmego roku życia.(nadal wykład pani z uczelni).

    Od dwóch dni szperam w internecie i poszukuje jakiegokolwiek potwierdzenia prawdziwości opisanych przez tę panią sytuacji i zjawisk. Nie znalazłam nic, dosłownie nic na ich potwierdzenie. Znalazłam za to Pani wpis, i w związku z tym bardzo proszę o ustosunkowanie się do powyższych rewelacji przekazanych nam w formie szkolenia. Z góry bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie głosy w tej sprawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "pani Anonimowa", coz za bzdury pani wypisuje....Ja, od 7 lat pracuje jako przedszkolanka w holenderskim przedszkolu i nigdy jeszcze nie spotkalam sie z tym by przedszkolanka nie mogla przebrac mokrego dziecka ze wzgledu na jak to pani ujela "zly dotyk"...albo, ze holendrzy sie nie myja!!!! (to juz zaliczam do perfidii pani wypowiedzi)...dzieci z mojej grupy sa w wieku od 2 do 4 lat i bynajmniej nie przychodza wyzywajaco ubrane, umalowane czy brudne...a o legalizacji partii pedofili jeszcze nigdy nie slyszalam (mieszkam w holandii od 17-stu lat)...sodoma i gomora jak to "pracownik naukowy" okreslil...chyba istnieje w jegg/jej glowie, ale na pewno nie w naszych przedszkolach!!!!!!!!!

      Usuń
  27. Witam! Postaram sie odnieść do tych 'rewelacji' i wytłumaczyć te, które faktycznie (po części) są prawdą. Choć uważam, że Pani wykładowca bardzo uogólniła temat do jakiś poznanych tu jednostek.
    Ad.1 Dzieci holenderskie ogólnie ubierane są jak dorośli, ot taka moda... Dziewczynki faktycznie często (częściej niż w PL) ubiera się w spódniczki/sukienki-nie tylko mini, długie też!;), do tego getry, czy rajtuzki i kolorowe kozaczki (raczej skórzane niż zamszowe, no ale to szczegół;). Mniej więcej tak samo ubierają się ich mamy. Tak ubieram sie też ja:) Odkrytych brzuszków jednak nie zauważyłam. Króluje moda w stylu hippie, raczej mocno kolorowa niż wyzywająca...
    Ad.2 I tu pełna racja. Nie ma obowiązku zmiany obuwia. Dzieci mogą chodzić w butach, w kapciach czy na boso. Zimą to średnio praktyczne (J. ma swoje kapcie na zmianę ;). A dodam tylko, że w salce nie ma dywanów i panie również chodzą w butach.
    Ad.3 No to pierwsze słyszę ;) Może jakiś rodzic się nie zgodził? W każdym razie nigdy nie odebrałam córki w mokrych ciuchach. Choć zdarzyło się, że była bez skarpet, bo sobie zdjęła ;)
    Ad.4 Znam 'paru' Holendrów i nie zaobserwowałam problemu. Dzieci często są umorusane, ale raczej w imię zasady- "Brudne dziecko, dziecko szczęśliwe". I z wszawicą do tej pory nie miałam do czynienia;)
    Ad.5 Czy w Polsce nie ma 'kosmetyków' dla małych dziewczynek? Myśle, że korzystanie z tych cudów zależy od rodziny, wzorców wychowania. Makijażu w przedszkolu nie widzę nawet u pań przedszkolanek ;). Choć jedna czterolatka miewa różnokolorowe paznokcie.
    Podsumowująć Pani wykładowca częściowo ma rację. Holandia sama w sobie to specyficzny kraj, mocno wyzwolony i bezwyznaniowy. Z legalną prostytucją, aborcją, eutanazją, z pełną wolnością seksualną (małżeństwa homoseksualne), kraj gdzie stare kościoły zamienia się w galerie sztuk lub domy mieszkalne. I na dokładke faktycznie istnieje jakaś partia polityczna pedofilów, ale przepraszam, naprawdę nie znam szczegółów jej działalności. No taki kraj! Pozdrawiam ciepło i mam nadzieje, że udało mi się wyjaśnić pare trochę podkolorowanych kwestii ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Dziękuję za odpowiedź. Zamy Holandię jako kraj "ludzi wyzwolonych", ale przedstawienie Holendrów jako zepsutych "do szpiku kości" wydało mi się mocno naciągnięte.
    O partii pedofilów też oczywiście doczytałam, i jest to fakt równie przejaskrawiony jak cała reszta.
    Jeszcze raz bardzo dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Świetna seria - nie mam dziecka, ale czytam z przyjemnością!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)