10 kwietnia 2013

59 Przedszkole - tu i tam - Niemcy

Zapraszam do lektury trzeciego odcinka cyklu Przedszkole - tu i tam - oczami mam! O tym, jakie przedszkolne doświadczenia ma mama mieszkająca w Niemczech, opowie nam Agnieszka, mama Sary, autorka bloga Sarah und Kinderfashion. Cały tekst oraz wszystkie zdjęcia są jej autorstwa. Agnieszko, bardzo Ci dziękuję za Twoją opowieść! :)


Mieszkam w Niemczech od dobrych dziesięciu lat. W tym czasie wyszłam za mąż za Niemca, jakże by inaczej! I urodziłam córkę, Sarę. „Siedzenie” w domu z niemowlakiem nie za bardzo mi służyło, więc szybko wróciłam do pracy. I tu po raz pierwszy pojawiło się pytanie – kto zajmie się dzieckiem? Teściowa – nie, bo nie… Teściu – szkoda gadać… Mąż – pracuje…  Żłobków nie ma. Są nianie, które u siebie w domu prowadzą mini-żłobki. Panie te przechodzą pewne kursy, po czym udostępniają część swojego domu na potrzeby małych dzieci (maksymalnie pięcioro) – mają więc łóżeczka, zabawki i inne różności. I to była nasza pierwsza stacja. Ale nie o tym miałam pisać.
Będzie o przedszkolu. Cóż… Wielkiego wyboru nie miałam. Mieszkając w małej mieścinie (albo raczej dużej wiosce) zapisałam Sarę do jedynego dostępnego przedszkola. Walki o miejsca nie było, gdyż każde dziecko od lat trzech (a niedługo już od roku!) ma gwarantowane prawo na przyjęcie do przedszkola. Niezależnie od tego, czy dzieci z braku miejsc siedzą sobie na głowach czy tez nie ;) No więc zapisałam. I od razu się zdziwiłam. Kazali zabierać Sarę na obiad do domu... To podobno zupełnie normalne w Niemczech. Wiele matek nie pracuje (bo jak tu pracować, skoro, przedszkola robią sobie przerwę w porze obiadowej?), więc ma czas na gotowanie obiadków dla mężów, którzy wracają często na obiad do domu oraz dla dzieci przebywających w przedszkolu. Cóż było robić… Zabieraliśmy Sarę na ten nieszczęsny obiad do domu, jednocześnie walcząc o miejsce całodniowe, czyli o możliwość spożycia obiadu w przedszkolu. Bo przecież po to oddaję dziecko do przedszkola, żeby móc pracować – co niektórych zdziwi – również w porze obiadowej! I tu atutem była praca obojga rodziców – dziwnie znajome, prawda?


Obiady okazały się fast foodem, odgrzewanym lub przypiekanym w piekarniku przez kucharkę-amatorkę. Ale czego się spodziewać, jeśli kuchnia ma rozmiar kanciapy? ;) A więc pizza, zupy z puszki, tudzież proste (z akcentem na proste) dania, które amatorka jest w stanie szybko przyrządzić. Żeby za dużo nie narzekać dodam, że do dyspozycji dzieci przez cały dzień jest woda lub zimna herbata oraz pokrojone w sztyfciki warzywa (marchewki itp.) Więc jak się tym fast foodem nie najedzą, to jest szansa, że nie padną ;)
Nasze początki w przedszkolu były dość czasochłonne. W Polsce zwykle oddaje się (płaczącego) trzylatka do przedszkola i ma nadzieję, że szybko się on z losem pogodzi. W Niemczech zaś koncepcja jest taka, że rodzice zostają z dzieckiem w przedszkolu, i to tak długo, aż się ono do nowej sytuacji przyzwyczai! Z jednej strony jest to super sprawa, bo dziecko nie jest niepotrzebnie stresowane, a rodzic ma możliwość podglądnięcia codzienności przedszkolnej ze swoim dzieckiem w roli głównej. Problem rodzi się wtedy, kiedy rodzic musi pracować i nie za bardzo może sobie pozwolić na chadzanie ze swoją pociechą przez (czasami) miesiąc do przedszkola… Pedagogów niewiele to interesuje. Bywały chwile, że myślałam sobie, że to dość sprytne z ich strony – to rodzic odwala całą robotę… ;)
Sara nie trafiła do grupy trzylatków. W naszym przedszkolu nie ma grup wiekowych! W każdej grupie są dzieci od trzech do sześciu lat. Sens jest taki, ze starsze dzieci mają pomagać młodszym, a młodsze mają się uczyć od starszych. Dodatkowa zaleta dla wychowawców – mając troje trzylatków w grupie jest łatwiej sobie z nimi poradzić, niż z piętnastoma. A jeśli jeszcze dodam, że większość niemieckich trzylatków nosi pieluchę, to sprawa staje się jasna :D



W grupie mieszanej nie ma możliwości realizacji tzw. programu – dzieci więc nie mają podręczników czy ćwiczeniówek do przedszkola. Więc jak to wszystko funkcjonuje, zapytacie? Dzieci wychowywane są do samodzielności. W godzinach przedpołudniowych – po śniadaniu i powitaniu w grupach – dzieci decydują, w jakich zajęciach będą uczestniczyć. Jedne idą więc na gimnastykę do salki gimnastycznej, inne idą malować, wycinać, kleić, jeszcze inne do klockarni lub na scenę (zabawa z kostiumami, rekwizytami). Dzieci powinny w ciągu tygodnia przejść każdy z etapów. Takie jest założenie. Ale z racji tego, że dzieci rozchodzą się na te zajęcia ze swoich stałych grup i wychowawcy tracą je z oczu, może się zdarzyć, że plan ten nie zawsze idealnie funkcjonuje ;)


W godzinach poobiednich zajęć warsztatowych nie ma. Dzieci bawią się wtedy z kim chcą i gdzie chcą. Wszystkie sale są otwarte. Zmęczone maluchy mają możliwość poleżenia lub pospania w przyciemnionej sali, która jest wyłożona poduszkami. Małe dzieci mają też swoje własne kocyki lub poduszki do dyspozycji. Każde dziecko ma swój button (ze swoją własną podobizną). Ma to usprawnić ogólną kontrolę nad dziećmi. A funkcjonuje to tak: w centralnym miejscu przedszkola wisi plan pomieszczeń. Z chwilą, kiedy dziecko zmienia miejsce, przesuwa ono od razu swój button na planie. W ten sposób wychowawczynie od razu wiedzą, gdzie kto jest.


Był czas, kiedy system przedszkola otwartego bardzo mnie fascynował. Jakie to inne od polskiej rutyny ;) W międzyczasie jednak zrewidowałam swoje poglądy. Na przykładzie własnego dziecka widzę, że dzieci potrzebują struktur i tej właśnie rutyny (eureka!). Zamiast całego stada wychowawczyń, potrzebują jednej, która się nimi faktycznie zajmie przez cały dzień. Sara, jako dziecko nieśmiałe, zgubiła się gdzieś w tym systemie. Nikt nawet nie zauważał, że nie chadzała na pewne zajęcia… I na dodatek nauczyła się leserstwa, po tym jak zauważyła, że wystarczy nie rzucać się w oczy, żeby z sukcesem omijać nielubiane zajęcia...
Aktualnie Sara ma pięć lat. Jako że sześciolatki obejmuje obowiązek szkolny i moja córka na styk się na ten obowiązek załapuje, uczęszcza od początku roku szkolnego na zajęcia dla kandydatów do szkoły. Odbywa się to w przedszkolu, raz w tygodniu. Celem tych spotkań jest zintegrowanie grupy szkolnej oraz wstępne przygotowanie do życia w szkole. Są więc organizowane wycieczki do szkoły, spotkania z pierwszakami, różnorakie projekty. Dzieci uczą się liczyć, ćwiczą wychwytywanie liter na słuch, bawią się w gry grupowe.
Na pewno się zdziwicie, jeśli napiszę, ze to jedyne zajęcia „poza konkursem“. Nie ma żadnego angielskiego, rytmiki ani nauki tańca. W przedszkolu dzieci się po prostu bawią. Jeśli rodzice chcą, posyłają maluchy na zajęcia dodatkowe w godzinach poprzedszkolnych.




Ile kosztuje takie przedszkole? NIC! Jest na serio za darmo. Jedynie za obiady trzeba płacić symbolicznie. Ale jak dziecko jada w domu, to rodzice naprawdę nie mają żadnych opłat. Żeby Was jednak nie wprowadzać w błąd – kwestia opłat za przedszkole regulowana jest przez landy. W naszym landzie króluje socjaldemokracja, więc lud pracujący ma pewne przywileje za darmo. W innych landach natomiast za przedszkole się słono płaci… Przedszkola również są bardzo różnorodne – przedszkola „otwarte” to tylko jedna z wielu możliwości.
Na koniec – w kwestii formalnej – nasza placówka otwarta jest od 7.00 do 16.00 godziny. Czyli podobnie jak w Polsce – matka nie ma szansy na pracę na cały etat, jeśli nie ma pod ręką babci, która by wnuczka regularnie odbierała… Dość oburzająca jest też liczba dni, w których przedszkole po prostu jest zamknięte! Tradycyjnie trzy tygodnie w lecie oraz liczne dni (teoretycznie) wolne od pracy, przedłużone weekendy, przerwy świąteczne oraz… Szkolenia i wycieczki pracowników…

PS Agnieszka napisała jakiś czas temu wpis przedszkolny na swoim blogu – stamtąd pochodzą zdjęcia. Jest ich jeszcze więcej i jest wyjaśnione, co to za prezenty wiszą na sznurkach :) Zajrzyjcie! KLIK

59 komentarzy:

  1. Niby nic, ale jakiś mało pozytywny obraz mi się jawi po przeczytaniu tego opisu. Historia z posiadaniem pracy jako warunkiem przyjęcia do przedszkola nigdy nie przestanie mnie zadziwiać absurdalnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jestem ta mama, ktora tyle narzekala w powyzszym poscie. Mysle, ze gdybym pisala o naszym przedszkolu rok temu, bylaby to piesn pochwalna. Taka bylam zadowolona! Ale im dluzej sie przygladam, tym wiecej widze niedoskonalosci. Nie chcialam ich przed wami ukrywac, ani udowadniac, ze nasze przedszkole jest najlepsze. Bo nie jest. Ma swoje wady, ktore - mysle - dosc dobitnie zaznaczylam. Byc moze zbyt dobitnie ;o)

      Usuń
    2. nie ZBYT. chyba nikomu tutaj nie zależy na podkolorowanych słodkich historyjkach:) dzięki za relację:)
      swoją drogą, jestem ciekawa, jak ja opiszę nasze przyszłe przedszkole:)

      Usuń
  2. No może są plusy typu że nic się nie płaci..ale inne sprawy to dla mnie jakiś kosmos..ZAbieranie na obiady, zostawanie z dzieckiem..jeśli dziecko zobaczy na czym to polega może kazać mamie chodzić z nim do przedszkola pół roku:-)No i jedzenie fast foody..masakra. U nas przedszkole otwarte od 6.30-17. Jest śniadanie, obiadek i podwieczorek. Na miejscu jest kuchnia, jadłospis urozmaicony (ryby, mięsa, naleśniki itp) zawsze na obiad i zupka i 2 danie. Dużo warzyw i owoców. Czyli w Niemczech chyba lepiej mieć opiekunkę lub posłać do prywatnego przedszkola tak? Jeśli chce się pracować normalnie? Pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli znajdziesz prywatne przedszkole, to oczywiscie dobrze jest poslac do niego swoje dziecko. Ale ceny sa odpowiednie wysokie... U nas w okolicy NIE MA wyboru. W kazdej wiosce jest jedno przedszkole i finito. W miescie jest lepiej, ale tam znowu trzeba sie jeszcze dostac do odpowiedniej placowki....
      Mysle, ze lepszym rozwiazaniem jest poslanie dziecka do normalnego przedszkola i zatrudnienie niani na odebranie dziecka i spedzenie z nim 2 godzin, poki samemu nie wroci sie z pracy.

      Usuń
  3. Wygląda to dosyć nie ciekawie..plusy są ale jest ich bardzo mało...w moim mniemaniu...fajny system z zajeciami ale powinno być to jakoś nadzorowane...jak widać w Polsce nie jest chyba aż tak źle jak by sie mogło wydawać....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zdaniem błędne jest wychodzenie z założenie, że w Polsce nie jest aż tak źle :) w Polsce, w Niemczech, w Anglii czy Holandii są przedszkola i przedszkola :) różnie można trafić :)
      sprawa obiadów i zabierania dziecka do domu na posiłek faktycznie jest zaskakująca, ale wg mnie obraz ze wpisu nie jest wcale zły :) choć co ja mogę wiedzieć, przygoda dopiero przede nami :D

      Usuń
    2. Dokladnie Olga! To tak samo jak z mieszkaniem za granica, jedni sa zachwyceni a inni mysla by uciekac jak najszybciej spowrotem. Przedszkola to temat rzeka, tak samo szkoly, sluzba zdrowia itd. Dobrze poczytac ze jest roznie, nabrac perspektywy.

      Usuń
    3. zgadza się:) różnie można trafić wszędzie:) jeśli chodzi o mnie, odebrałam ten opis jako relację nie do końca zadowolonej mamy przedszkolaka..

      Usuń
    4. Przemyślałam i zgadzam się z Wami...przedszkola są różne...ja po prostu w Polsce trafiłam na dwa fajne przedszkola którymi jestem zachwycona...pracowałam w jednym z nich więc znam temat od podszewki...ale nie wiem niestety jak jest w innych...powyższy opis przedszkola nie zachęciłby mnie do tego żeby mieszkać z dzieckiem w Niemczech...ale faktycznie nie każde Niemieckie przedszkole jest takie i nie każde Polskie bywa warte uwagi. Na to jakie jest przedszkole ma wpływ nie tylko system edukacyjny ale także kadra...

      Usuń
  4. My na razie nawet polskie przedszkole znamy z opowieści, wiec ciężko się w tym temacie wypowiedzieć, ale jedno jest pewne: "Co kraj to obyczaj" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jedno w Częstochowie które mogę polecić:))))

      Usuń
  5. Bardzo fajny pomysł z tymi buttonami :) i z prezentami urodzinowymi do wyboru :)
    Dziwna opcja z powrotem na obiad ...
    Bardzo się cieszę, że stworzyłaś z Mamami ten cykl :)
    Zupełnie inaczej patrzę teraz na nasze, polskie przedszkola, zarówno z punktu widzenia dziecka, rodzica no i nauczyciela :)
    Pozdrowienia dla Agi i dla Sary! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie te znaczki nie przekonują, choć wyglądają uroczo. Nie wyobrażam sobie po prostu, że trzyletnie dziecko pamięta o tym, że ma przesunąc swojego buttona i że robi to prawidłowo. No ale moja córa nie ma jeszcze 3 lat więc może się nie znam.
    Za to bardzo podoba mi się podwórko, plac zabaw- pełne zieleni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w ogóle lubię niemieckie place zabaw! w samym Berlinie jest ich mnóstwo, w tym bardzo dużo zielonych i na olbrzymiej (w porównaniu do placów, które znam z mojego miasta) powierzchni :) dużo drewna i sznurów... no lubię!

      Usuń
    2. Dla wielu dzieciaków taki button jest dodatkową atrakcją, chociaż pewnie niektóre o tym zapominają :) Różne są dzieci :)

      Usuń
    3. Te buttony sa glownie dla starszych dzieci. Male dzieci - nowe oraz dzieci do lat 3 - skupione sa w grupie "myszek", gdzie sa uczone funkcjonowanie w przedszkolu. Nie zmieniaja one tak czesto miejsca, wiec problemu nie ma. Wychowawczynie zwarcaja tez wiecej uwagi na maluchy i pomagaja im z tymi buttonami.

      Usuń
    4. aaaaa no to wszystko zmienia :) buttony dla starszych dzieci- super sprawa, na pewno uczą odpowiedzialności i bycia obowiązkowym:)

      Usuń
  7. niezwykle ciekawe, pokazujące inną kulturę od naszej, inspirujące i świetnie napisane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jedynie, że kwestia obiadów budzi kontrowersję, ale we Francji również wielu rodziców dzieci zabiera na obiad. Jak napisała autorka również kwestia braku jednej opiekunki dla niektórych dzieci może być frustrująca, bo jakiej wolności nie chcielibyśmy dzieciom dać one bardzo potrzebują zasad. A place zabaw są boskie, gdy jeździmy na wakacje do Dziadziusia chłopców mamy raj na ziemi :)

      Usuń
  8. Haha, to i tak luksus, w Szwajcarii w naszym kantonie jest obowiazek przedszkolny od lat... tadam 5 -ciu :) A o czyms wcesniejszym to mozna spokojnie zapomniec. Jakbym chciala isc do pracy musialabym placic za "zlobko-przedszkole" i to pewnie jeszcze wiecej nizbym zarobila ;P A i zeby nie bylo przedszkole jest tylko porankami, a raz w tygodniu dzieci maja zajecia calodniowe. Obiad gotuje sie w domu - nie ma opcji, ze zje sie w przedszkolu czy szkole. Niektore kantony i szkoly powoli wprowadzaja zmiany. Tutaj jest sie mama na caly etat do 18-stki ;P Niektore mamy moga zaszalec i raz w tygodniu isc do prac, gora dwa, ale wtedy maja super babcie, ktore sie zatroszcza o maluchy.
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widze, ze zawsze moze byc gorzej ;) haha!
      Pozdrawiam was serdecznie!
      Agnieszka

      Usuń
  9. Ach,jakie zielone i drewnem pachnące to przedszkole!
    Niemniej, czyli z życia zawodowego mamy nici i igiełki, chyba, że w zawodzie nie na etacie? U mnie taka możliwość obiadowania sprawdziła by się idealnie, byle by przedszkole było blisko,a w zasadzie pod domem:) Zastanawia mnie, czy system niemiecki zakłada jakiś ludzki socjal, kiedy na podjęcie pracy, z tego co przeczytałam, przez jednego z rodziców, szanse znikome, bo przecież nie każde dziecko wychowuje się w rodzinie z obojgiem rodziców, niestety, a wychodzi na to, że wówczas jest się zdanym na partnera, rodzinę, bądź na samego siebie w sytuacji samodzielnego rodzicielstwa. ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tak jak piszesz - mama jest zmuszona do pracowania na pol etatu lub w innych godzinach (nocnych?) ;) Ja akurat jestem nauczycielka, to moge pracowac na caly etat. Ale inne mamy... szkoda gadac - albo rodzina pomoze w opiece, albo sie ma nianie i za nia placi. Albo sie siedzi w domu i klepie biede...
      Tutaj sie tak przyjelo, ze miejsce mamy jest przy dzieciach. Jak bylam w ciazy, tesciowa od razu wyszla z zalozenia, ze zostane z Sara do 3 lat w domu. Ciezko sie zdziwila, jak jej powiedzialam, ze nie mam takiego zamiaru.... Taka kultura...
      Pozdrawiam
      Aga

      Usuń
    2. Biede? Znam kilkanascie niemieckich mam, ktore zdecydowaly sie zostac z dziecmi w domu lub pracowac w bardzo ograniczonym zakresie, dlatego, ze wystarczala im opcja zasilkow na dzieci. Partnerzy pracuja, hipoteki sie splacaja, zagraniczne wakacje raz w roku, wiele mozna odliczyc od podatku... dlatego, wydawalo mi sie, ze opieka socjalna w Niemczech jest raczej na dobrym poziomie, a juz szczegolnie w porownaniu z Wyspa.

      Usuń
    3. No wlasnie - jak partner pracuje, to wiadomo, ze wszystko sie kreci. Ale jesli sie jest samotna matka, to juz gorzej.
      Opieka socjalna jest ok - kazdy zyje na godziwym poziomie. Ale myslalam, ze to wlasnie na Wyspach mozna zyc "z dzieci"

      Usuń
    4. Mozna, ale podobno zeby sie oplacalo trzeb ich miec wiecej niz dziesiatke :-)
      Tymczasem moja teutonska szwagierka - matka dwojki dziatek, od czternastu lat piluje sobie paznokietki pilniczkiem sponsorowanym przez socjal i nie moze zrozumiec, ze 'mi sie chce zrywac do fabryki cztery dni w tygodniu o piatej dziesiec'. Niestety, 80 GBP zasilku na potomka zapewnia mi slaba stabilizacje finansowa.
      Ale nie zrozumcie zle, sa i ladne strony, ot chocby bezplatne leki dla matek w ciazy i dzieci (coz tam, ze zwykle jedynie penicylina i paracetamol, na szczescie, odpukac, nie potrzebujemy niczego innego) oraz rownie gratisowa opieka stomatologiczna do osiemnastego roku zycia.
      Hmmm... coraz bardziej sie przekonuje, ze pora proklamowac wlasne panstwo :-)

      Usuń
    5. Ale w DE leki na receptę dla dzieci też za darmo, jak też i dentysta...

      Usuń
    6. Pan, na sile szukam milych stron naszej Wyspy ;-)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Mam troszke inne doswiadeczenia.ale przyznaje autorce co land to obyczaj. Dodalabym jeszcze co przedszkole. Mieszkamy w Berlinie od ponad 4 lat. Obie corki chodzily do tego samego przedszkola z czego starsza zahaczyla jeszcze o polskie w poznaniu. Początki trudne jak to bywa. Nie wybrzydzalam...poszla do najblizeszgo kolo domu. Pierwsza roznica jaka mi nie dawala mi spokoju to to ze w pl przedszkolu po dwoch miesiacach umiala kilka piosenek i wierszykow. A tu tylko zajecia kreatywne. Malowanie, wycinanie zadnej nauki.oswoilam sie.polubilam.pokochalam.przedszkole jest wiekowe, sprzet pamieta pewnie jeszcze dawne czasy. Ale co z tego. Po miesiacu dyrektorka zorganizowala codzienny polgodzinny kurs niemieckiego dla dzieci obcojezycznych.Niesamoitwe! Dzieki temu ruszyla z niemieckim do przodu jak burza. Grupy sa wiekowe, czynne od 6 do 18 prawie caly rok. Panie kochane. Ucza dzieci samodzielnosci...zdarza sie ze lewy but na prawej nodze ma, tyl naprzod rajstopy.ale co z tego. ...sama sie ubrala:) sniadanie, obiad i podwieczorek. Rodzice placa 10e miesiecznie za podwoeczorki.reszta doplaca panstwo. Zaczynalam z oplata 60e, teraz place 23miesiecznie. Przedskzole edukuje dzieci w kierunku zdrowego jedzenia. Powstal projekt gdzie kazdy rodzic w wyznaczonym tugodniu przynosi owoxe i warzywa w srodku tygodnia dla grupy. Dzieki temu dzieci chetniej probuja nowe smaki a gdy glode maja pod reka zdrowa przekaske. Zawsze organizowane sa festyny: czy z okazji jesieni czy zimowy, swieta, i wiele innych. Gdzie rodzice sa tez zapraszani. Moga z dzieckiem kleic budowac tworzyc ćwiczyc lub kupic jedzenie ktore czesc przygotowuje przedskzole i rodzice. Pieniazki przeznaczane sa na potrzeby przedszkola.co jakis czas jest wizyta zebowej wrozki , ktora sparwdza ząbki robi pieczatke na raczce w ksztalcie zeba i daje paste i szczoteczke nowa. Dzieci maja obowiazek lezakowania lub spania. Wszytskie. Do konca przedszkola. Zawsze jak tylko pogoda pozwolo ida na plac zabaw pod okiem opiekunow.
      Oprocz tego kazde dziecko ma swoja ksiege rozwoju jaki osiaga w danym czasie. Kazdy przedszkola dostaje ja jak konczy przedszkole. Rodzice dwa razy do roku maja rozmowy indywidulane z opiekunkami o rozwoju dziecka, na co uwage trzeba zwrocic...taki fedback:)....zapomnialam....pierwszy tydzien rodzic przychodzi z maluchem razem...np na kedna godzine. Drugi dzien zostaja dwie godz razme. Trzeci dzien mama wychodzi na 10min.i tak do okola 1, 5 tyg. I dziecko zostaje samo. Ilosc godzin zalezy od wymiaru pracy rodziców. Ja pracuje szesc godzin dziennie...by moc poswiecic jak najwiecej czasu dzieciom. Chyba wszyysko ....podsumowujac....bardzo lubie nasze przedszkole...z chcecia angazuje sie w miare mozliwosci w rozne akcje.

      Usuń
    2. Sorki za błędy. ..spieszylam sie:)

      Usuń
    3. Dzięki, Marta! Cenny głos i cała masa informacji! :)

      Usuń
    4. Tak czytam, czytam i stwierdzam - ksiegi rozwojowe tez mamy! Ale ksiege Sary widzialam do tej pory tylko 2 razy. Na wspomnianych rozmowach o rozwoju dziecka.
      Akcje tez sa - a jakze! Ten tydzien dzieci spedzaja calkowicie w lesie - niezaleznie od pogody. ;)

      Usuń
  11. co kraj to obyczaj, ja casami widzę że w Polsce jest duże parcie na realizację podstawy programowej, a to niestety zabija indywidualizację

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze sie dziwilam, jak polskie mamy opowiadaly, ze posylaja 3-latka do przedszkola i musza kupic ksiazki.... po co takiemu maluchowi ksiazki????

      Usuń
    2. ten kij ma dwa konce niestety, z tej podstawy nauczyciele są rozliczani i muszą "udowodnić", że ją zrealizowali

      Usuń
    3. No niestety....jak coś się chce robić ekstra to poza zajęciami głównymi...

      Usuń
  12. Nie do końca podoba mi się koncepcja niemieckich przedszkoli. Ale za to bardzo lubię czytać ten cykl :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dziwny system jest w Niemczech i nie jestem nim zachwycona. W Polsce przedszkola są bardzo dobrze zorganizowane, ale mamy inne problemy.
    Świetny wpis. Tym bardziej,że przed chwilą sama pisałam post o przedszkolu innym niż wszystkie do którego uczęszcza mój synek.
    Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja zacznę od tego, że wpis jest genialny. Czyta się lekko i przyjemnie :))))
    Ja jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądać Niny przedszkole. W tym roku nie pójdzie do preschool, ponieważ urodziła się po 2 lipca, więc się nie kwalifikuje. 3 latka skończy dopiero 7-go lipca...
    Obecnie chodzi to sure start programme. 2,5 godziny dziennie - 2 razy w tyg.
    Zajęcia są fajne, jestem z nich zadowolona, Nina łapie coraz więcej angielskich słów, dużo maluje, bawi się... Przychodzi pozytywnie wymęczona.
    Do 4 lat przedszkola są u nas w NI bardzo drogie. Do 4 lat można oddać dziecko tylko pod warunkiem, że się pracuje. Także ja nie mam tej możliwości, bo mam dwoje dzieci (druga córka ma dopiero 9 m-cy). Ale dużą część może dofinansować państwo. Wtedy wychodzą groszowe sprawy... Otwarte jest od 8 do 18.
    Większość mam, siedzi z dziećmi w domu, z tych samych względów, co w Pl.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo udany pomysł z tym cyklem o przedszkolach, zawsze fajnie wiedzieć jak to jest za granicą, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak dla mnie to troszkę to wsyztsko takie dziwne,samodzielność samodzielnością ok ale czemu brak im tego planu dnia?przecież dziecku to też się bardzo w późniejszym czasie przyda?!grupy mieszane to super sprawa!z własnego doświadczenia wiem,że młodszemu to wiele daje ;)ach ile ja bym dała aby się nie martwić o miejsce w przedszkolu-jutro mamy wyniki ;)!z tym jedzeniem to koszmar,żeby dawć takie jedzenie dzieciaczkom?dobra przyznaje się,że Madzia też je je ale sorry nie codziennie!!!Super post

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plan dnia niby jest. Przywitanie w grupach - warsztaty - zakonczenie przedpoludnia w grupach - obiad - zabawy dowolne po poludniu. Codzienie to samo.
      Tylko ten brak stalego nauczyciela przy dzieciach, te ciagle zmiany....

      Usuń
  17. w Mecklenburg Vorpommern (byłe NRD) przedszkole może kosztować nawet 400-500 Euro miesięcznie!!! i nie jest tak, że dla każdego dziecka znajdzie się miejsce... U mojego męża w pracy dziewczyna właśnie zastanawia się co zrobić bo bardziej opłacałoby jej się pójść na bezrobocie i siedzieć z dzieckiem w domu. Dostanie kasę od państwa, odpadnie płatność za przedszkole i finansowo wyjdzie jej lepiej niż gdy pracuje. No tylko, że ona bardzo chce pracować... Moja znajoma z kolei siedzi w domu bo nie ma dla jej córeczki miejsca w przedszkolu... Paranoja...

    OdpowiedzUsuń
  18. mieszkam w bayern panstwowe przedszkole kosztuje ok 300 - 500 euro, prywatne ok. 600-1000 euro. O miejscu w przedszkolu panstwowym mozna pomarzyc :) tak samo jak i 0 zlobku. Po za tym od 1 sierpnia 2013 kazde dziecko powyzej 1 roku ma prawo do miejsca w zlobku, to w ogole nie znaczy ze je dostanie.

    OdpowiedzUsuń
  19. UWIELBIAM ten cykl!:D No i stwierdzam, że w każdym przedszkolu jest coś fajnego!

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo ciekawa relacja. Piękne te zdjęcia z placu zabaw, fajnie, że dzieciaki mają takie miejsce do zabawy, nawet schowki-szopy na zabawki wyglądają rewelacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Tez mieszkam w Niemczech, na poludniu. Wczesniej mieszkalismy w stolicy. Denerwuje mnie to, ze nie ma tutaj ogolnopanstwowej polityki (przed)szkolnej. Przeprowadzajac sie z Berlina do Hessen, mialam wrazenie jakbym zmieniala kraj. W Berlinie dzieci od trzeciego roku nie placa NIC za przedszkole, do trzeciego roku stawka jest ustalana uwzgledniajac liczbe godzin i zalezna jest od zarobkow rodzicow. My w B. placilismy za 5 godzin dziennie 100€, w Hessen za 6 prawie 300€. Uwazam, ze to niesprawiedliwe: mieszkamy w tym samym kraju a jestesmy roznie traktowani. Tez znam mamy, ktore przy 2,3 dzieci zastanawiaja sie czy oplaca sie wrocic do pracy...
    W przedszkolu mojej corki w Berlinie jedzenie bylo wysmienite, gotowane na miejscu, zdrowe i bardzo urozmaicone. W przedzszkolu w Hessen dostarcza je firma cateringowa i placi sie za niego 55€.
    Fakt zostawania z dziecmi przez pierwsze 2,3 tygodnie uwazam za dobre rozwiazanie. W ten sposob mozna zapoznac sie lepiej z koncepcja przedszkola, z wychowawczyniami i ulatwic dziecku start. Trzeba wprawdzie poswiecic na to swoj urlop, lub inaczej to uregulowac w pracy - ale jest to do zorganizowania.
    I na koniec: ja raczej spotkalam sie z innym nastawieniem niz to, ze mama zostaje z dzieckiem do 3 roku zycia. Juz bedac w ciazy pytano mnie czy ogladalam juz jakies przedszkola... W moim otoczeniu wiekszosc mam wracala po roku, poltora, do pracy... Ale to tez pewnie kwestia duzego - malego miasta/ wsi.
    I na sam koniec :) strasznie fajny pomysl z tym cyklem o przedszkolach!
    Agnieszce dziekuje za wpis, autorce O tym, ze... za caloksztalt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za Twoją wypowiedź (i miłe słowa)! Faktycznie, podział na landy i różnice, które miałaś okazję odczuć na własnej skórze - niesamowite! W Polsce może i w jednych placówkach jest catering, a w drugich nie, ale w przypadku przedszkola państwowego - podstawowa stawka za pobyt jest taka sama w całym kraju. Stawka żywieniowa może być różna, ale nie są to drastyczne różnice; przedszkole może pobierać dodatkowe opłaty za zajęcia dodatkowe, ale nie musi. No ale o tym będzie w kolejnym wpisie... :) Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    2. Fajnie, ze sie odezwalas! Ja tez nie mialam nic przeciwko fazie przyzwyczajania. Bo nie moglabym tego zniesc, jakbym musiala zostawic placzace dziecko w przedszkolu. Wiec chetnie zostawalismy z Sara. Ale z drugiej strony widzialam, jak przedszkolanki wykorzystaly to - kazaly przychodzic mojej szwagierce przez ponad miesiac... bo jej dziecko bylo zbyt zywe, a one nie chcialy miec tego problemu... Wiec pomysl fajny - tak dlugo jak sie z niego wlasciwie korzyta. ;o)
      Ja rowniez wrocilam bardzo szybko do pracy. Po prostu mnie ciagnelo. Ale w mojej wiejskiej okolicy ludzie sie raczej dziwili.

      Usuń
  23. Czytam kolejny post o przedszkolach na świecie i nacieszyć się nie mogę! Olgo miałaś świetny pomysł z tym cyklem. Z niecierpliwością czekam na następny, ach!

    OdpowiedzUsuń
  24. Mieszkam w Dolnej Saksonii i tu nikt dzieci na obiad do domu nie zabiera, koleżanka zrobiła wielkie oczy jak ją spytałam. Mam Kindertagesstaette pod oknem dosłownie i widzę, że 80% czasu są dzieci na dworze, jest wypasiony plac zabaw i spory ogród i tam sobie dzieciaki hasają cały dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jest tak, jak pisała Autorka - co land to obyczaj. Bo tekst jest o jednym przedszkolu i doświadczeniach jednej matki.
      Ja uwielbiam niemieckie place zabaw :) Powtarzałam, powtarzam i powtarzać będę - boskie są :))

      Usuń
    2. u nas place zabaw są marne, żal mi mojej córki, że nie może płotu przeskoczyć i się w przedszkolnym ogrodzie pobawić, bo to jak dwa światy... w Polsce u moich rodziców na osiedlu są bardziej wypasione place zabaw niż tutaj. na razie Tosi do szczęścia wystarczy piasek i drzwi wejściowe na plac, ale z czasem.. Nawet pohuśtać nie mam jej jak bo huśtawka to deska na łańcuchach...

      Usuń
    3. u mnie w Poznaniu mogę sobie tramwajem podjechać do Ogrodu Jordanowskiego i tam jest fajnie, a w pobliżu raczej średnio, takie bez pomyślunku te place! jest piaskownica a nie ma bezpiecznych huśtawek, są huśtawki dla maluchów - nie ma piaskownicy... nikt nie czuwa nad tym, mam wrażenie...

      Usuń
    4. tu masz place zabaw bez piaskownicy, jedna licha zjezdzalnia, dwa zniszczone bujaki, karuzela i huśtawka - deska....

      Usuń
  25. Bardzo ciekawy wpis :) Ja mieszkam w Brandenburgii, moje dzieci są już w szkole do przedszkola tutaj nie chodziły ale... chodzą na świetlicę, świetlice są w przedszkolach! Mieszkamy na wsi i dość blisko niewielkiego miasteczka, więc w okolicy jest dość duży wybór przedszkoli. Napisze o tym do którego "chodzą" moje dzieciaki 9 i 7 lat ;), a raczej dojeżdżają ze szkoły, są odbierane z przystanku przez opiekunkę i później odprowadzane na przystanek aby wróciły do domu. Otwarte jest od 6.30 do 16.00 ale jedna mama musi np pracować do 18, gmina się zgodziła na dodatkowe godziny dla jej dzieci i wyznaczyła opiekunkę. W przedszkolu wydawane są śniadania obiady i podwieczorki, tutaj akurat bezpłatne ale w innych już posiłki są płatne. Dzieci maja cały dzień dostęp do świeżych owoców i warzyw, napoje to głównie woda i herbaty owocowe nie słodzone. Głównymi posiłkami nie jestem zachwycona, kiedyś przedszkole miało inna siedzibę i tam obiady były gotowane na miejscu, teraz dowożą, moje dzieciaki niechętnie je jedzą, pomijam fakt że obiad w Niemczech je się ok 11.30 ;) Na podwieczorek dostają najczęściej słodki deser typu galaretka, serek, mus owocowy itd.
    Nie ma grup wiekowych, dodatkowo jest żłobek. Dzieciaki od 6 miesięcy wzwyż są razem, w sumie jest 15 dzieci w tym 3 żłobkowych, 3 świetlicowych i reszta przedszkolaki nad całością panują dwie opiekunki plus pani która pomaga przy posiłkach . Mają zajęcia edukacyjne, wspaniałe pomoce naukowe, bardzo dobrze wyposażony plac zabaw, starsze dzieci uczestniczą w różnych eksperymentach. Fakt nie uczą się liter i cyfr w przedszkolu, nie realizują jakiegoś programu. Celebrują wszystkie możliwe święta, są organizowane przedstawienia...ale wygląda to zupełnie inaczej niż w PL :( Na wycieczki jeżdżą rzadko, dzieci są angażowane w pomoc np sprzątają po posiłkach, starsze mogą zmywać uczą się troski o najmłodszych i to wszystko ;) Opłata za żłobek, przedszkole czy świetlicę jest zależna od wysokości zarobków, ja za 4 godziny świetlicy płacę 15 Euro miesięcznie za dziecko. Każdy land to jakby osobne państwo ;) Podobnie jest ze szkołami :) W całych Niemczech podstawówka trwa 4 lata poza Berlinem i Brandenburgią ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)