17 kwietnia 2013

47 Przedszkole - tu i tam - Polska

Zapraszam do lektury czwartego odcinka cyklu Przedszkole - tu i tam - oczami mam! O tym, jakie przedszkolne doświadczenia ma mama mieszkająca w Polsce, opowie nam Bogna, mama Nicolasa i Matteo, autorka bloga Bebe and Company. Bogna ma w temacie przedszkola dużo więcej do powiedzenia, bo mieszkała również we Francji, ale że aktualnie jej chłopcy uczęszczają do polskiego przedszkola... Skupiła się na nim :) Cały tekst oraz wszystkie zdjęcia są jej autorstwa. Dziękuję za opowieść! :)
Szczególnie w przypadku właśnie tego tekstu pamiętajcie, że to doświadczenia jednej mamy w jednej placówce przedszkolnej. Jeśli macie zupełnie inne spostrzeżenia o polskim przedszkolu - z chęcią poczytamy o nich w komentarzach lub we wpisach na Waszych blogach. Koniecznie dajcie znać, jeśli opublikujecie u siebie wpis przedszkolny! :) A teraz oddaję głos Bognie...

Styczeń 2012 Decyzja podjęta, próbujemy naszych szans w zapisach do przedszkola publicznego. Krótkie rozeznanie w terenie: in plus mieszkamy w najbardziej przyjaznej rodzinie dzielnicy w Warszawie, in minus brak znajomych z doświadczeniami w tej dzielnicy. Przeszukiwanie Internetu okazało się żmudne i nieprzynoszące efektów. Przeglądałam setki postów, subiektywnych wpisów, ocen i zdań. Głowa pękała od nadmiaru informacji i opinii.
Finalnie wybieramy kilka, ale braliśmy pod uwagę jedynie trzy, które organizowały Drzwi Otwarte. Przedszkole pierwszego wyboru jest zaledwie pięć minut samochodem od nas, z dietą dla alergików i ciekawym programem „Jak przedszkolak z twórczością się mierzył” oraz „Dobre praktyki  dobrzy nauczyciele  skuteczna szkoła”. Teraz czekamy trzymając kciuki.
Kwiecień 2012 Szał radości  dostaliśmy się!


Sierpień 2012 Dni adaptacyjne to totalna porażka, w małej sali 26 dzieci i 26 rodziców, sztuczne poznawanie się, dzieci płaczą, żalą się  że głośno, że obco, że za dużo się dzieje. Nie uczestniczymy w nich, bo więcej narobiły chłopcom szkody niż dały pożytku. Brakuje mi przede wszystkim indywidualnego podejścia, zebrania informacji na temat każdego dziecka. Nie ma Cioć, są Panie, czego moje dzieci po świetnych klubach malucha z ciepłymi, przytulającymi ciociami zupełnie nie rozumieją. Ale dajemy przedszkolu szanse i przygotowujemy się do pierwszych dni września.


Rok przedszkolny 2012/2013 Pierwsze dni września: 26 dzieci, dwie panie opiekunki, jedna pani do pomocy i jedna woźna. Ruszamy obładowani potrzebnymi rzeczami: worek z piżamą na leżakowanie, worek ze strojem na gimnastykę, worek z ubrankami na zmianę, cała masa przyborów: kredki, kleje, papiery kolorowe, farby, pędzelki, krepa, bloki, papier ksero. Wszystko oczywiście razy dwa. Chłopcy szybko się aklimatyzują, weterani klubów malucha doskonale sobie radzą, są samodzielni i rozstania dla żadnej ze stron nie są traumatycznym przeżyciem.
Przedszkolny dzień chłopcy rozpoczynają o 8.30 – śniadaniem. Pobyt w przedszkolu dla Matteo i Nicolasa jest stosunkowo długi, gdyż obieram ich dopiero o 17.30 (są jednymi z ostatnich odbieranych dzieci, średnio dzieci z grupy chłopców do domu idą już ok. godz.13.00-15.00). Plan dnia najmłodszej grupy jest podzielony między zabawę, spacer na świeżym powietrzu a zajęcia dydaktyczne. Dwie pracujące wymiennie opiekunki w grupie prowadzą tematyczne zajęcia, co tydzień coś nowego i ciekawego: a to kosmos, a to bajki, literki, mapy i wiele innych. Jest też czas wolny, podczas którego dzieci bawią się, a Panie obserwują. Chciałabym móc napisać bawią się z dziećmi, zachęcają – niestety rzeczywistość nieco odbiega od naszych oczekiwań. Gdy w domu bawimy się w przedszkole wychodzi na jaw, co właściwie robią Panie podczas czasu wolnego: siadają przy stoliku i zakładając nogę na nogę i czytają gazety. Ale jak ja to mówię C’est la vie!



Pomiędzy zajęcia codzienne wplatany jest obiad oraz podwieczorek. Jedzenie przygotowywane na miejscu przez panie kucharki. Jesteśmy w przedszkolu dla alergików, dietetyk dba o żywienie w przedszkolu. Brane są pod uwagę diety specjalne, uwzględniane indywidualne potrzeby dzieci. Każdy rodzic ma dostęp do tygodniowego menu. W sali chłopców na dużej kartce dodatkowo wypisane są produkty, na które każde dziecko jest uczulone. Zdarzają się niestety przypadki nieprzestrzegania diety. Całe szczęście moi chłopcy sami doskonale wiedzą od czego dostają uczulenia i zawsze głośno krzyczą, że danego warzywa, owocu czy innego produktu jeść nie mogą. Podoba mi się, że w przedszkolu nikt dzieci do jedzenia nie zmusza, nie ma jedzenia na siłę, ani wpychania. Na moje nieszczęście natomiast przedszkolne jedzenie nie przypadło do gustu chłopcom. Zatem po powrocie do domu dokarmiamy głodne brzuszki.
W najmłodszej grupie jest też czas na poobiednie leżakowanie ku uciesze śpiocha Nicolasa, a ku utrapieniu Matteo. Dzieci przebierają się w piżamki i śpią na łóżeczkach polowych, każde dziecko ma swoją pościel. Podczas gdy inne dzieci śpią, Matti często bawi się po cichu lub ogląda książeczki. Panie nie widzą w tym problemu i bardzo to sobie cenię.
W przedszkolu, dodatkowo po zapisaniu, dzieci mogą uczestniczyć w odpłatnych zajęciach. Do wyboru: angielski, gimnastyka korekcyjna, rytmika, warsztaty artystyczne, tańce. My biorąc pod uwagę liczbę godzin spędzanych przez nasze dzieci w przedszkolu decydujemy się na wszystkie zajęcia, przede wszystkim dlatego, aby urozmaicić chłopcom dzień i ciekawie go wypełnić. Początkowo chłopcy zajęciami zafascynowani, ale w drugim semestrze zaczyna być nudno, więc chcą chodzić jedynie na angielski i rytmikę. No cóż chłopcy mają wiele atrakcji w domu, zwykłe rysowanie czy klejenie ich już nie bawi, szukamy zatem czegoś nowego.



Chłopcy praktycznie codziennie wychodzą na świeże powietrze, oczywiście gdy tylko pogoda ku temu sprzyja. Nie straszny Paniom opiekunkom mróz, nie przeszkadza też ubieranie całej gromadki dzieci (40 minut!), stawiają na samodzielność i cierpliwie czekają aż wszyscy się ubiorą, pomagając przy tym i sprawdzając czy szyje, uszy i brzuszki na pewno są w ciepełku.
Nasze przedszkole często organizuje dodatkowe atrakcje dla dzieci: teatrzyki, koncerty, pokazy a dla starszych wycieczki. Angażuje rodziców w kiermasze, pikniki, ale też w wystawianie sztuki dla dzieci.
Akademie z występami dzieci przebiegają już ciut gorzej, dzieci się nudzą, rodzice hałasują i niezliczoną ilością kamer i aparatów stresują dzieci.
Niewątpliwym plusem jest koszty przedszkola publicznego. Przy dwójce dzieci cena jest dla nas bardzo interesująca. Do godz. 13.00 pobyt dziecka jest bezpłatny, po tej godzinie za każde dziecko pobierana jest opłata w wysokości 2,81 zł/1h. Zajęcia dodatkowe to koszt od 25 do 37 zł w zależności od zajęć, a dzienne wyżywienie za dziecko wynosi 8,50 zł. Co przy naszej dwójce total koszt wychodzi plus/minus 1100 zł miesięcznie.

PODSUMOWANIE po 6 miesiącach przygody z przedszkolem publicznym. Jako rodzice nie do końca umiemy dostosować się czy też tolerować podejście opiekunek i dyrekcji do rodzica. Nie raz dano nam odczuć, że rodzic nie ma prawa do głosu, do dyskusji, że przedszkole rządzi się swoimi prawami. Irytuje nas brak indywidualnego podejścia do dzieci, ale liczba 26 dzieci w grupie może taką sytuację tłumaczyć. W naszym przedszkolu brakuje mi przede wszystkim komunikacji i otrzymywania informacji na temat pobytu chłopców w przedszkolu. Często o trudnych sytuacjach dowiadujemy się za późno, żeby móc zareagować. Na szczęście małymi kroczkami przecieramy szlaki i wypracowujemy sobie kontakt z Paniami opiekunkami.
Jednak co najistotniejsze, i dla nas jako rodziców najważniejsze, to świadomość, że nasze dzieci są bezpieczne i szczęśliwe. Chętnie chodzą do przedszkola, wstają rano i cieszą się na spotkanie ze swoimi Paniami. Opiekunkami, które nigdy się na dzieci nie skarżą, które cierpliwie znoszą kolejny zbity talerzyk, przesiusianą piżamkę czy wylany sok, bo wiedzą, że dzieci wszystkiego muszą się nauczyć. Nicolas i Matteo wiele się uczą – nie tylko wierszyków czy piosenek, ale też samodzielności, działania w grupie. Podoba nam się, że Panie wprowadzają zasady savoir-vivre’u, naukę dzielenia się, pomoc innym czy też dbanie o środowisko.
Niewątpliwie jestem wymagającym Rodzicem, który dużo z dziećmi ciekawego robi w domu, i od przedszkola oczekuje tego samego. Przedszkola prywatne na pewno posiadają szerszą ofertę zajęć, ale po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że to w sumie ostatnie chwile beztroskiej zabawy moich dzieci. Przed nimi już lada moment nauka i obowiązki. W przedszkolu czują się akceptowane, szczęśliwe, z uśmiechem na buzi maszerują do przedszkola w śnieg, deszcz czy słoneczko. I niech tak pozostanie na naukę i pozalekcyjne zajęcia przyjdzie jeszcze pora.


47 komentarzy:

  1. Szczęściarze! Moja mała właśnie nie została przyjęta do ŻADNEGO publicznego przedszkola! I chyba w polskiej rzeczywistości to jest najgorsze - nabór. Nikt się nie pyta w formularzach, czy dwoje rodziców pracuje, ile godzin i za ile. Żadnego pytania. A że córka jest zdrowa, rodzice w związku małżeńskim i nie są niepełnosprawni, a rodzeństwo już w szkole, to szans na publiczne (bez znajomości nie ma). No cóż. Okazuje się, że w prywatnych też walka...listy rezerwowe, wcześniejsze wpłaty (kaucja za dziecko?) . No koszmar, ale może się uda. Tylko szkoda, że nie wybieram tego przedszkole, które mi się podoba, ale takie, w którym jest miejsce (no i na jakie mnie stać). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas przy naborze do przedszkoli są to podstawowe pytania, czy dwoje rodziców pracuje i do której, plusem jest też oczywiście zapisanie dziecka na jak największą ilość godzin poza tymi bezpłatnymi do południa. Mieszkamy w małym mieście, są tylko 3 przedszkola, plus oczywiście kilka prywatnych placówek i obecnie czekamy na wyniki naboru, chcielibyśmy posłać Syna jako 2,5 latka, za kilka dni dowiemy się, czy się uda!

      Usuń
    2. na temat samego systemy wolę się nie wypowiadać, bo to bardzo delikatny temat. U nas pod uwagę brano zebraną liczbę punktów, która przyznawana była według kryteriów: pracujący rodzice, samotny rodzic, niepełnosprawny rodzic, rodzina wielodzietna, więcej niż jedno dziecko w przedszkolu, zalecenia od alergologa. W Warszawie rywalizacja ogromna, rodzice uciekają się do niestosownych praktyk.

      Usuń
  2. 1100 zl? Dosc duzo... Tak sie zastanawiam, jak tu pracowac (i zarobic!), skoro przedszkole jest takie drogie....
    Widze, ze chlopcy nie trafili do przedszkola marzen, ale dajecie rade! Jest tez duzo plusow - chociazby, ze nie zmusza sie dzieci do spania czy jedzenia, albo liczbe akcje. Ja tez zyczylabym sobie wiekszego zaangazowania opiekunek. W sumie po to tam sa.
    Powiedz mi, jak to jest: Jak sie ma miejsce w przedszkolu, to trzeba dziekowac Bogu i zacisnac zeby, czy tez mozna sie pokusic o szukanie jakiejs lepszej placowki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trochę odpowiem w swoim imieniu - proszę przeczytać mój post wyżej - Dziękować i zaciskać zęby (przynajmniej w moim mieście)

      Usuń
    2. Hiena, czasem warto podjąć decyzję, że zostaje się z dzieckiem w domu, bo rzeczywiście bywa, że lepiej nie zarabiać (albo zarabiać w domu - jak jest możliwość) i być z dzieckiem w domu :) najlepsza opcja dla dziecka, ale wiadomo - nie każdy ma taką możliwość....

      Usuń
    3. @Hiena:1100zł to faktycznie dużo, ale jest ich dwójka, 1100zł to łączna kwota za dwójkę z pełnym wyżywieniem i zajęciami dodatkowymi. Jak pisałam w artykule nasze dzieci bardzo długo przebywają w przedszkolu, niestety z racji pracy nie mamy innej opcji. Ceny prywatnych przedszkoli w Warszawie zaczynają się 1400-1800zł miesięcznie za jedno dziecko, nie trudno zgadnąć, że tańsza jest dla nas opcja prywatnego przedszkola i tego nie ukrywam. Cieszę się, że mają miejsce, że są szczęśliwe, nie szukam lepszej placówki. O lepszej pomyślę przy wyborze podstawówki, a tutaj już dzisiaj mam nerwówkę co zrobię, którą wybrać, ale to już zupełnie oddzielny temat :)
      @Małgosia: gdybym tylko mogła zostać z chłopcami, na pewno bym tej opcji nie odrzuciła, niestety rzeczywistość bywa tak różna od naszych marzeń

      Usuń
  3. Ja mam pytanie..."najbardziej przyjazna rodzinie dzielnica w Warszawie" to? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według wszystkich sondaży Bemowo, największa liczba przedszkoli, oraz najszybszy rozwój dzielnicy, która rodzinę stawia sobie na pierwszym miejscu. Być może ktoś się nie zgodzi, my w sumie nie wybieraliśmy tego a nie innego miejsca zamieszkania patrząc na to kryterium :)

      Usuń
    2. Nie wpadłam na to, by sprawdzić sondaże, a byłam ciekawa, więc dzięki za odpowiedź ;)

      Usuń
  4. ja stawiam, że to ursynów... ale ten post podniósł mnie na duchu - pomimo kilku nie generalnie jest dobrze:)

    My za kilka dni wyniki więc póki co tym się stresuje:P

    OdpowiedzUsuń
  5. drogo... w prywatnym w Gdańsku byłoby taniej... A czy Autorka mogłaby napisać, jak to jest z chorowaniem w tak wielkiej grupie dzieci? Często chłopcy byli w domu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Małgosiu już pisze jak to było u nas. Niestety z racji wykonywanych zawodów chłopcy poszli do żłobka, prywatnego klubu malucha bardzo wcześnie i to tam się wychorowali tak, że przez długi okres byli w domu, zmuszeni byliśmy zrezygnować z wszelkich klubów mając na uwadze ich zdrowie. Potem znowu rozpoczęli, gdy trochę podrośli. Zatem obecne przedszkole to już ich kolejna placówka. Ale przyznam, że na początku swojej społecznej drogi nieźle chorowali, zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc, pobyty w szpitalach, nic przyjemnego. Przechodziliśmy też ospę w klubie malucha. Teraz już nie chorują, dopada ich choroba sporadycznie w okrasach przesileń, kiedy generalnie organizm jest osłabiony. Ale widzę co działo się z dziećmi w ich grupie, i tak w pierwszym półroczu każdego dnia na 26 dzieci maksymalna liczba dzieci to góra 15 osób. Niestety choroby są wpisane w życie przedszkolne. Warto podawać dzieciom tran, robić kurację odpornościowy, my chwalimy sobie Bioaron C. Pozdrawiamy ciepło!

      Usuń
  6. My przedszkolną przygodę zaczynamy we wrześniu(wczoraj były wyniki naboru jupii) i zobaczymy jak to będzie u nas:) Miki miał chyba dużo szczęścia bo dostał się do tego przedszkola na którym nam zależało, ale jak tam jest naprawdę to się dopiero okaże.

    OdpowiedzUsuń
  7. :) to jest najwazniejsze- usmiech dzieci:) i radosc z chwil w przedszkolu. Dzisiejszy swiat zbyt duzo wymaga od maluchow.maja byc odsmoczone odbutelczone odpieluchowane i mowiace przed skonczeniem 2lat;)) a my? Wychowywalismy sie w innym tempie.. jedlismy kiedy juz ssalo w brzuchu z glodu, babcia dawala tluste placki niewygniatane w recznik papierowy;) i to bylo dziecinstwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i dlatego nie rozważam przeniesienia chłopców do innego przedszkola, niech się bawią, na poważne sprawy przyjdzie jeszcze czas

      Usuń
  8. Trafiliście do naprawdę świetnego przedszkola...nie macie co narzekać-fajnie że chłopcy zadowoleni...Wiem, że rodzice chcieli by indywidualnego podejścia do dziecka ale przy tej liczbie dzieci jest to bardzo trudne do osiągnięcia. Mi się to udawało gdy liczba dzieci w grupie nie przekraczała 16 osób. Gdy był pełen stan było to nieosiągalne...do tego dochodzi jeszcze papierologia, rozliczanie się z podstawą programową...robienie coś poza nie zawsze jest dobrze przyjmowane...nie tylko przez dyrekcje ale i rodziców. zdecydowanie na plus jest nie zmuszanie do spania i do jedzenia. Ja majac złe wspomnienia zwiazane z jedzeniem nigdy dzieci nie zmuszałam...do spania też nie...ale wiem ze to się rzadko praktykuje. Dzieci jak w wojsku powinny robić to samo pod dyktando nauczyciela:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, wiem, że w wielu przedszkolach publicznych tak to właśnie wygląda

      Usuń
  9. Myśmy się do publicznego przedszkola nie dostali, padło na przedszkole prywatne. Bardzo nam się w nim podoba, Hania chodzi z radością. Jest dwudziestoosobowa grupa, sympatyczna ciocia, kuchnia z wujkiem Jurkiem kucharzem (który robi genialna razową pizzę), różne zajęcia dodatkowe. Minus to mały plac zabaw- przedszkole jest w kamienicy w ścisłym centrum. Ale za to na spacery maluchy chodzą codziennie, mróz, śnieg, deszcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zazdroszczę, że są ciocie, u nas są Panie i nie dało się tego obejść, a szkoda, bo ciocia od razu stwarza miłą domową atmosferę, a Pani sugerują szkolny porządek, ale za to plac zabaw wypasiony jak to się mówi, duży, fajny, wychodzą gdy tylko się da i to też mi się podoba

      Usuń
    2. A ja chcialam, zeby byly panie,a Dynia sama wybrala i o przedszkolankach mowi per ciocia. Gdy teraz analizuje, ciocie to dla niej blizsze osoby, niz panie, wiec ot, naturalna kolej rzeczy. zaakceptowalam. Na opiekunke wszytskie dzieciaki mowia po imieniu, ale juz w przedszkolu obserwuje delikatny, acz konsekwentny nacisk na 'Miss'.
      :-)

      Usuń
    3. i ja wychodziłam z tego samego założenia, że ciocie będą bliższe niż jakieś tam Panie

      Usuń
  10. Ja jestem z Elbląga, wiem, ze do Wa-wy nie mam co porównywać, ale nam udało się dostać do prywatnego-katolickiego przedszkola prowadzonego przez siostry zakonne (w grupie jest siostra i pani), Tymek miał 2,5 roku - w przedszkolu jest właśnie utworzona taka grupa, płacimy łącznie ok 300 zł - jesteśmy bardzo zadowoleni :) Zdziwiło mnie, że wszystkie przybory musieliście przynieść, u nas na początku września płaciliśmy i myślałam, że tak wszędzie jest :)
    Są praktycznie codzienne spacery, co jakiś czas wycieczki, akademie i 2 pikniki w roku. Niestety plac zabaw jest mini. Ale na szczęście nigdy nie widziałam opiekunek czytających gazety lub kawkujących, a zdarza mi się być po Tymka o różnych godzinach :)
    Niestety na razie moje dziecko nie zdążyło nabrać odporności i więcej jest z babcią niż w przedszkolu...
    I ja uważam, że na zajęcia dodatkowe przyjdzie czas :)
    A jeszcze chciałam napisać dwa słowa do mam, które szukają przedszkola: widzę, że nowe dzieci są przyprowadzane nawet i w listopadzie, styczniu lub marcu, bo często się zdarza, że ktoś rezygnuje i są wolne miejsca, także próbujcie drogie Mamy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację u nas w przedszkolu po pierwszym semestrze doszło sporo nowych dzieci, zatem warto pytać, wpisywać się na listę oczekujących. Strasznie mało za przedszkole płacicie, ale ja mam dwójkę stąd wysoka cena, do tego chodzili na różne zajęcia i tak się to nazbierało. A w temacie przyborów nawet w ciągu roku musimy donosić kleje, kartki, chusteczki mokre i suche i inne, myślę, że to zależy od gospodarowania przedszkola, od dofinansowania może również.

      Usuń
  11. Z tego co czytam to nie jest tak najgorzej. Różne już opowieści, historie słyszałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, na pewno są miejsca, o których można opowiadać i opowiadać

      Usuń
  12. Najważniejsze że dzieci zadowolone, i to wystarcza.
    A ja, zachęcona wstępem, zamieściłam wpis o naszym przedszkolu http://cokubapowiedzial.blogspot.com/ zapraszam do poczytania

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja pracuje w przedszkolu na wsi, czynne jest 7.00 - 16.00, a czesne to 180 zł, ewentualnie wyżywienie 3 zł za śniadanie (kanapki oraz jakiś deserek lub owoc gdyby któś nie miał apetytu na kanapkę) i 5 za obiad i podwieczorek, tu decydują rodzice, także o długości pobytu. Aktualnie grupa liczy 18 dzieci w wieku 2,5 do 5 lat, są dwie panie - jedna nauczycielka i jedna pomoc. Dzieci wychowują się jak w rodzinie, młodsze uczą się od straszych a starsze pomagają młodszym. W sali nie znajdziemy masy plastikowych zabawek, są za to klocki, gry, puzzle, pacynki, układanki. Mamy własny ogród, blisko do lasu, nad rzekę, na polanę. Nie ma zajęć dodatkowych a czas wypełniamy dzieciom same poprzez wspólne zabawy, taniec, spacery, czytanie książek, twórczość plastyczną, różne eksperymenty i szaleństwa w ogrodzie (już nie dziwią przechodniów biegające po ogrodzie panie, bitwa na jesienne liście lub śnieżki:-)). Nie zmuszamy do jedzenia i spania, zwracamy się do dzieci z szacunkiem a one odwdzięczają się tym samym. Jestem dumna z moich przedszkolaków, z niepokornych i czasami wycofanych dzieci stają się otwarte, pomocne, odważne, pewne siebie. I wiecie co? Kocham to co robię :)

    No to się rozpisałam... może troche nieskromnie to zabrzmiało ale w temacie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super!
      Miałam praktyki w przedszkolu na wsi i pracowałam w przedszkolu w mieście i nie ma porówniania...
      Na wsi małe grupy, duży plac zabaw, ogród, blisko na pole do lasu czy na gospodarstwo do zaprzyjaznionego rolnika...inaczej wygladaja te zajecia :) W tym miejskim, dużo się dzieje, czesto jest chaos i pospiech...
      I dzieci są spokojniejsze w tych wiejsckich przedszkolach ...nie wiem czym to tłumaczyć...
      Tak trzymaj! Pozdrawiam :)
      ps. to tylko MOJE doswiadczenia :) akurat na takie przedszkola ja trafilam

      Usuń
    2. @Anka: widać, że Panie u nas mogłyby się od Ciebie wiele uczyć- super podejście!
      @MamaSynAlka: zapewne wiele z tego co napisałaś zgadza się, ja również odnoszę wrażenie, że duże miasta są bardzo specyficzne i takie też jest tutaj do dzieci podejście

      Usuń
  14. B. bardzo fajna opowiesc!! Wydaje mi sie, ze naprawde fajne miejsce znalezliscie. Ile zajec do wyboru, o rety! Ale ogólnie, wyglada na to, ze nabór do polskiego przedszkola to jakis poligon! No i ilosc dzieci w grupach, totalne nieporozumienie. Ktos kiedys 'madry' musial uznac ze to dobry pomysl, ze sie da i ze to sposób na oszczednosci. Da sie, ale nie raz widzialam jak to wyglada w praktyce, ile nerwów kosztuje praca w tak licznej grupie... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyłką są również godziny otwarcia przedszkola, u nas 06h00-17h30- kiedyś na pewno to się sprawdzało, dzisiaj świat się zmienił, praca wygląda inaczej i jej godziny również, w dużych miastach nie znam nikogo oczywiście w moim tylko otoczeniu, który by kończył o takiej godzinie, żeby po dziecko zdążyć dojechać, myślę, że przesunięcie godzin na od 7h00 do 18h30 byłoby dla wielu rodziców doskonałym rozwiązaniem. Co do liczby dzieci w grupie faktycznie jest to problem, dlatego nie ma indywidualnego podejścia, czasu na zabawę z dziećmi, czy wychwycenie problemów w grupie

      Usuń
  15. Ja tylko dodam od siebie, że u nas bywa tak, że im starsza grupa (grupy podzielone są ze względu na wiek dzieci 3, 4, 5 i 6 - letnie)tym więcej się dzieje (chodzi o wycieczki, zajęcia dodatkowe, itp), jednym słowem jest naprawdę o czym opowiadać.
    Jeśli zaś mowa o grupie najmłodszych. Już w marcu i kwietniu w weekendy przedszkole organizuje WESOŁE SOBOTY. To zajęcia z wykorzystaniem zabaw ruchowych, plastyki, tańca, zajęć prowadzonych metodą Weroniki Sherborne. Uczestniczą w nich dzieci z opiekunami. Poza tym w tygodniu uczestników sobotnich zajęć zaprasza się na tzw. drzwi otwarte, udział w zajęciach z obecnymi przedszkolakami. Ma miejsce nabór, po naborze rozpoczyna się korespondencję z maluchem (to założenia programu adaptacyjnego przedszkola). Dziecko dostaje kartkę od Pań, list od nich i coś jeszcze (w zależności od nauczyciela), gdy pojawia się w sierpniu na dniach adaptacyjnych zna już przedszkole, zna Panie... jest mu łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przedszkole marzenie, w naszym nic takiego nie ma :( są jedynie jakieś spotkania, koncerty już w trakcie, ale młodsze grupy poza przedszkole się nie ruszają,o żadnej komunikacji nie ma mowy, nawet urodziny dzieci nie są jakoś specjalnie świętowane

      Usuń
    2. W młodszej grupie przez pierwsze pół roku poza spacerami oraz co najwyżej odwiedzinami w pobliskich warsztatach rzemieślniczych (szewc, poczta, krawiec, sklep) też wyjść zbyt wiele nie ma. Jest to nawet wskazane ze względu na to, żeby dzieciaki lepiej zaadoptowały się do nowego otoczenia, w drugim semestrze zaczynają się dopiero pierwsze dalsze wypady. Za to odrobinę dzieje się w samym przedszkolu (teatrzyki, spotkania z gośćmi, bale, itp.). Komunikacja z rodzicami - temat tabu. Wszystko tak naprawdę zależy od nauczyciela. W mojej grupie raz w tygodniu wysyłało się maila do rodziców z informacją co się dzieje, co dziać się będzie. Do maila załączało się zazwyczaj zdjęcia dzieciaków z danego tygodnia. Wypracowaliśmy sobie coś na kształt newsetlera grupowego (mieliśmy to szczęście, że każdy dostęp do maila i komputera miał), poza tym tradycyjne informacje na karteczkach, gazetka przedszkolna, rzecz jasna również i rozmowy oraz tysiąc innych pomysłów na kontakt z rodzicami - wspólne warsztaty z rodzicami i dziećmi, podczas zebrań kawa, herbata i ciacho. Taka rodzinna atmosfera. To się sprawdziło.

      Usuń
    3. uuu ja też chcę newsletter, i maile i gazetkę i karteczki, u nas nie ma nic, kompletnie nic, no chyba, że Paniom brakuje kartek, wtedy wiedzą co to znaczy komunikacja, ale czego nie robi się dla dobra swoich dzieci...

      Usuń
  16. Bunia: wszystko zależy od tego czy Pania wychowawczynią się chce a ja mam to szczęście , że Igusia Pani bardzo sie chce( tak wogóle dawno temu dawałam jej korki z historii i polskiego :):) )dzieciaki maja naprawdę duże urozmaicenie zresztą rodzice też zobacz jak pamiętnie zagrałam czarownicę :) a już niedługo na szykuję sie przedstawienie śpiewające i śpiewam :) Wiadomo ,że czasami nie wszystko jest różowe ale skoro moje dziecko samo wstaje o 6 rano i popędza mnie żeby się nie spóźnił to jest OK :) Trzymam kciuki u nas listy już są a żaden rodzic nie puścił 6-latka do szkoły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja na samą myśl od puszczenia chłopców do szkoły w wieku 5 lat truchleję, nie wiem jak to będzie

      Usuń
  17. a od kiedy do Pan w przedszkolu mówi się "ciocia"? pożniej dziecko idzie do szkoły i szoku dostaje ,ze cioci nie ma,ciocia jest w rodzinie...sami tego uczycie drodzy rodzice a pozniej zdziwienie

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja w obronie pań siedzących noga na nogę.
    Czas swobodnej zabawy dzieci to rzeczywiście JEDYNA okazja, żeby się czegoś napić i choć na chwilę zamilknąć. Przedszkolanki to ludzie, nie roboty. Która z nas nie czuje się zmęczona po kilku godzinach nieustannej zabawy z własnym dzieckiem/dziećmi? Poza tym- to, co z perspektywy dziecka wydaje się bezczynnym siedzeniem, jest bacznym obserwowaniem dzieci, tego, jakie miejsce znajdują sobie w grupie, czym i z kim lubią się bawić, jak radzą sobie w elementarnych sytuacjach społecznych. To jest potem materiał do rozmów z rodzicami i wspólnego rozwiązywania problemów, jakie się pojawiają. Inna sprawa, że dzieci potrzebują swobodnej zabawy, bez ingerencji dorosłych- oczywiście w odpowiedniej proporcji.
    Bycie przedszkolanką to naprawdę ciężka praca a jej najgorszym elementem często są... rodzice, którzy mają nierealne oczekiwania, np. że w 26- osobowej grupie czterolatkow, gdzie są dwie panie, można mieć "indywidualne podejście".
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ten głos! Faktycznie, to co może wyglądać z perspektywy dziecka, jak "siedzenie", nie musi samego siedzenia oznaczać. Sama, będąc na placu zabaw, lubię się odsunąć i z oddali obserwować, jak Ewka się odnajduje. Nie tyle - nie motywować ją do działań, co zobaczyć, jak odnajduje się z innymi dziećmi. I wierzę, że wiele wychowawczyń z przedszkola też prowadzi interesujące obserwacje, z drugiej strony - wierzę też, że istnieją takie, które ogólnie niezbyt lubią pracę, którą wykonują i czekają na każdą wolną chwilę by wyrwać się od "wrzaskunów" ;) Tak jak w każdym zawodzie - jedni bardziej się spełniają, inni jakby mniej. A praca nauczyciela? Czy w szkole czy w przedszkolu - to harówa i naprawdę ogromna odpowiedzialność. Ja na przykład nie sądzę, bym się nadawała. Mimo pedagogicznego przygotowania...

      Usuń
  19. Dwie panie czytające gazety podczas swobodnych zabaw dzieci, to nauczycielki, nie opiekunki;)

    OdpowiedzUsuń
  20. popieram przedmówcę w Polsce panie w przedszkolu to nauczycielki po 5 latach studiów i często po kursach szkoleniach oraz dodatkowo po studiach 2 letnich podyplomowych o różnych specjalnościach
    nauczycielki są różne - to ludzie, tak samo jak w innych zawodach trafimy na różną "obsługę klienta" czy to jest biuro czy sklep czy ksiądz...
    każde przedszkole jest inne ale między innymi dlatego że każde ma inny statut- tylko czy rodzice czytają taki dokument? hehe raczej rzadko
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja czytam :D ale nie powiem, że to przyjemna lektura ;) no ale czytam, czytam... :)

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)