31 maja 2013

24 Dinozaur, burza i my

- Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda! - śpiewałyśmy głośno, próbując zagłuszyć burzę i nie zważając na zacinający deszcz. Jechaliście kiedyś w otwartym wagonie kolejki wąskotorowej, przez puste pola, podczas urwania chmury? Burzy? :) A my tak! Przygoda! Trzy matki, czwórka dzieci (najstarsze - niewiele ponad trzy lata), pioruny, woda i piosenka na ustach. Świetnie było! Ale to była końcówka naszej wspólnej wycieczki, która zaczęła się w pełnym słońcu i w zupełnie innym miejscu... Pełnym ostrych pazurów i wielkich zębisk :)



Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy wycieczka dojdzie do skutku. Dzień wcześniej właściwie bez przerwy lało. Jednak rano zajrzało przez nasze okno słońce, a nam nie pozostało nic innego, jak zapakowanie prowiantu i wyruszenie w trasę :) Przystanek pierwszy - Zaurolandia (Park Dinozaurów, Rogowo).



Myślicie, że głowa nam pęka od nadmiaru wiedzy? Że Spinozaur, Diplodok, Lambeozaur? Pfff... Żadnej tablicy z informacjami nie przeczytałam! :) Ewka wpadała (dosłownie) na dinozaura, głaskała go, próbowała na niego wsiąść, liczyła pazury, zaglądała do paszczy i fruuu... biegła do kolejnego. Czasem tylko zatrzymywała się na pojenie ;) Na moment! I biegła dalej! A my za nią! No niczym wizyta w naszej przychodni, u pediatry - oddychać, nie oddychać, buzię otworzyć, do widzenia ;)




A dinozaury fajne, naprawdę. Trochę w cieniu, w lesie, gdzieś za krzakiem. Potężny na łące! Sporo ich tam :) Ale kiedy minęliśmy tego największego i już mieliśmy iść dalej... - Plac zabaw! - krzyknęła i tyle ją widzieliśmy ;)



Bo Zaurolandia to prócz stada dinozaurów - wielkie i zróżnicowane place zabaw oraz cała masa innych (dodatkowo płatnych) atrakcji: park linowy dla małych i dużych, "dmuchańce" dla dzieci, mała kolejka, quady, małe rowery wodne itp. Każda taka rozrywka to koszt 7 lub 10 zł. Blisko placu zabaw jest też miejsce, gdzie można kupić coś do jedzenia (obiady, ale i lody oraz gofry) albo zjeść własny prowiant. My mieliśmy jeden z naszych pojemniczków, nie mogło być inaczej :)


A kiedy dzieci się już wybawiły, a my z rosnącym zainteresowaniem zaczęliśmy obserwować szare chmury... Padło hasło - Jedziemy dalej! Kierunek - Żnin! Tam czeka kolejka wąskotorowa, a dokładnie mówiąc Żnińska Kolej Powiatowa  :) No i trochę to niebo stalowe było, ale kto by się detalami przejmował! Dziewczyny z dziatkami zajęły miejsca, chłopacy wsiedli w auta. - Czekajcie na nas w Biskupienie! - krzyknęłyśmy i zostałyśmy same. My, dzieci, burza :) Dałyśmy radę - my, mamy i nasze dzieciaki. Tyle powiem :) I będziemy ten wagonik wspominać za rok, dwa czy trzy lata. I ten telefon od M., że: - Jak to jedziecie? Nie wysiadłyście? Przecież tu piekło! Pioruny walą wszędzie! ;)




A w Biskupinie... Cóż... Osada przy Muzeum Archeologicznym  tonęła w strugach deszczu. Wrócimy tam innym razem :)

PS Na wycieczkę, kolejny raz, pojechała z nami niezniszczalna termobutelka PacificBaby. No bidon właściwie, taki termos z ustnikiem, w naszym przypadku. Jakże ja plułam sobie w brodę, że nie napełniłam go rano herbatą! Bo na pewno byłaby jeszcze ciepła o 16.00, takie to cudo... Żeby jeszcze Ewka chciała się dzielić zawartością swojego termosika... ;) W każdym razie - polecamy!

Lokowanie produktów:

24 komentarze:

  1. Wspaniała wycieczka, grunt to dobre nastawienie, wtedy żadne burze nie straszne :) Koszulka Ewki piękna jest! I pojemniczek na prowiant też mi wpadł w oko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna przygoda! My w Rogowie byliśmy 2 lata temu gdy nasza Ola miała 2 lata. Planujemy jechać tam w czwartek, wtedy w Żninie zdejmą jej gips i to ma być taka wycieczka, niespodzianko-nagroda dla niej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O Matko, zazdroscimy, calym sercem dinusiow i pogody :) A tak szczerze to mi sie kojarzy nasze niedalekie zoo w Chorzowie, gdzie zwierzeta jak zwierzeta, ale te stare dinozaury wiecznie zywe, nawet jeden mamy taki sam ;) Juz ktorys sezon z chlopakami tam ladujemy jak jestesmy u dziadkow (doslownie ja u moich, oni u swoich). Tutaj tez podobno mamy czasowa wystawe tych stworow (niedaleko), ale pogoda jest taka beznadziejna, ze nie ruszylismy sie jeszcze, mamy miesiac, aby zobaczyc i chocby sie walilo i palilo to jak nic sie wybierzemy, byle nie lalo ;) A w zeszlym roku bylismy w prawdziwym muzeum - takim ze szkieletami i sama wiedza, ciekawie bylo. Nasz starszy jest serio monotematyczny, a ja sie dopiero miesiac temu skaplam, ze on te dinozaury lovia !?!
    Pozdro Edyta

    OdpowiedzUsuń
  4. I my tam z (wtedy jeszcze nie) mężem byliśmy i dinozaurom w paszcze zaglądaliśmy! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale przygoda!!! Będzie co wspominać :). Dobrze, że się nie rozchorowałyście...bo nie rozchorowałyście się prawda?..
    aaaa i mam pytanie - a ten cudny pojemniczek z przegródkami to skąd????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o pojemniczku było rok temu :) dokładnie tu -> KLIK
      naklejki nadal są, wciąż wygląda tak jak wtedy :)

      Usuń
    2. i zapomniałam dopisać - zdrowe jesteśmy :)

      Usuń
    3. To dobrze, że jesteście zdrowe..dzięki temu po wyprawie w czasie burzy pozostaną same dobre wspomnienia.
      Dziękuję za link do wpisu o zielonym pudełeczku. Jakiś czas temu czytałam u Ciebie o Bento, ale tego wpisu kompletnie nie kojarzę..musiał mi jakoś umknąć, niestety!!

      Usuń
  6. Ach, żeby tak skraść bluzkę Ewce :)Świetna wycieczka a i tempo jedynie słuszne ...byli widzieli ...to na plac zabaw :))

    OdpowiedzUsuń
  7. bidon pierwsza klasa! Blisko te dinusie Poznania? musze koniecznie pojechac Twoimi tropami... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. blisko i nie :) około 70 km, ale jedzie się szybko, szczególnie nową drogą do Gniezna :)

      Usuń
  8. No no no i takich przygód życzę jak najwięcej w końcu "każdej chwili szkoda".

    OdpowiedzUsuń
  9. Super wycieczka. A my naszą termobutlę też kochamy i się poważnie zastanawiam, czy nie dokupić jednej sztuki dla J., chociaż on jest raczej amatorem zimnych napojów, nawet zimą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczna wyprawa! Grunt to odpowiednio podejść do tej nędznej pogody ;) ach!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ahh ta Ewa.. a ten pojemniczek na przekąski skąd ? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna wycieczka...byłam tam raz...dokładnie w tym parku...z Wikusią w brzuchu...2 m-ce przed rozwiązaniem...pogoda pod psem...ale wrócimy tam na pewno...całą czwórką:))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Do Zaurolandii jeszcze nie dotarliśmy, choć plany były przy okazji "bytności" w Poznaniu:) Odwiedziliśmy Bałtów i Łebę:)

    Ewkowa bluzka i plecak wymiata! (że tak powiem)

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajna wycieczka :D i tak niedaleko od nas :D
    My musimy jeszcze poczekać aż Sofka podrośnie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajna wyprawa Wam wyszła, mimo deszczu. Ewka conqueror :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Dinozaury fajna sprawa my rok temu byliśmy w Bałtowie z Gabi a za rok jedziemy jeszcze raz żeby i Norb skorzystał :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Zastanawiam się ostatnio, co te dinozaury w sobie mają, że moja córka tak pięknie o nich opowiada, o tym jak były wielkie, i że kiedyś żyły a teraz ich już nie ma i są tylko w ziemi. Moja pięciolatka je uwielbia ale dinozaura zabawki w domu mieć nie chce.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)