24 maja 2013

34 Przed godziną ZERO

Może i KrólEwa jutro kończy trzy lata, ale nasza wspólna przygoda trwa nieco dłużej... Fragmenty mojego dziennika ciężarówki zamieszczam poniżej. Ostrzegam - dłużyzna! Bardziej dla mnie je zamieszczam, ale co tam, może i Wy chcecie poczytać. Choć sporo z Was zna te treści, prawda? :) Uciekam, trzymajcie kciuki za jutro!

PAŹDZIERNIK 2009
Na kawałku plastiku pojawiły się dwie różowe kreski. 1 października na USG pokazało się jajko sadzone. 7 października na ekranie widać już coś na kształt strączka z podłużną fasolką w środku. 2,18 cm. Czyż to nie olbrzym? ;)


Nie mam jakichś skomplikowanych zachcianek. Muszę tylko reagować na sygnały. Jeśli sygnał jest o treści Z I E M N I A K – to jem ziemniaka i tyle. Miałam okres, kiedy moją główną potrzeba był sen, teraz jest lepiej, śpię w normie. Obrzydza mnie myśl o oleju. Biały ser. Dobry biały ser. Cacy :)
Dlaczego mimo tego, zawsze chciałam chłopca, w mojej głowie są imiona tylko dla dziewczynek?

LISTOPAD 2009
Aktualnie orzechy. Biały ser jak na razie odszedł w zapomnienie. ORZECHY. Właściwie to mogłabym na śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacje. Mieszanka studencka (oczywiście bez rodzynek, fuuuj) to jest to.

Nie to, że się wzruszyłam. Było mi radośnie. Leżałam i patrzyłam jak miniaturowy człek wierci się i macha w naszą stronę. M. stał i patrzył. A małe serduszko biło naprawdę szybko, choć według lekarza miarowo i w normie.

Migreny poszły precz, nudności brak, wzdęcie jakieś małe – czy ja w ogóle jestem w ciąży? :)


GRUDZIEŃ 2009
Jestem niedźwiedziem. Śpię. Śpię. Śpię. 12 godzin śpię. O 7.00 mam karmienie. M. przychodzi do niedźwiedzia i podsuwa pod nos kanapkę. Niedźwiedź je, sapie, opada na poduszki. Punkt 10.00 niedźwiedź otwiera oko i stwierdza, że może wstawać.

Kupiłam nowe witaminy dla ciężarówek i nie potrafię ich odkręcić... :D

Lekarz jest moim bożyszczem. Patrzy na monochromatyczny obraz plam, plamek, fal i kropek i wmawia nam, ze to dziecko! No dobra. Jak ultrasonograf ogarniał całość, to też widziałam główkę i okrągły brzuszek :) I rączkę. I nóżki. I raz widzieliśmy krewetkę z Dystryktu 9 :]

M. zrywa kartkę z kalendarza. Czyta: – Beniamin? Dariusz? Gabriela? Odpowiadam: – Nie. Nie. Nie.

STYCZEŃ 2010
Nie narzekam na ciążę. Nie ciąży mi ona za bardzo :) Choć daleka wciąż jestem od uduchowionego do niej podejścia, wciąż bardziej zdumiewa mnie fizjologia. Że we mnie, w środku, prócz pełnego żołądka jest bananowy człowiek.

PUK. PUK. (kto tam?) Bananowy człowiek :) Pierwszy raz miałam jasność: WIĘC TO JEST KOPNIĘCIE :)


Znowu zmierzyliśmy mu główkę, brzuszek i co ważniejsze kości, policzyliśmy nerki, żołądek i takie tam... Pomachał przez chwilę rączką, a drugą... Wsadził sobie miedzy nogi. Nie będzie podglądactwa, wy rodzice! Kolejna lekcja pokory :)

M. twierdzi, że skoro waży już 0,5 kg to nie można go nazywać bananem. Może bakłażan? Kabaczek? :) I tak nastał 25 tydzień ciąży. Zakładam, że gdzieś tam na dole są moje stopy. Widzę je, jeśli odpowiednio usiądę lub się położę.

LUTY 2010
Szkoła rodzenia. Osiem brzuchatych kobiet bawiących się lalkami w pampersach. Przystawianie do piersi. Gumowy lal nieco sztywny, nadzwyczaj cichy i niepokojąco nieruchomy ;) Jak dla mnie poziom abstrakcji – trochę wysoki. Absurdalny chichot ugrzązł mi gdzieś w gardle...

Jestem jedyną ciężarową w szkole rodzenia, która nie zna płci swojego lokatora. I im bliżej czwartego marca, czyli kolejnego badania USG, tym częściej myślę – kabaczku, a nie ujawniaj się... Zostańmy już do końca jajkiem niespodzianką.


MARZEC 2010
Zapamiętać – to że nie widzisz swojego podbrzusza, nie oznacza, ze ono zniknęło :] Po niezłym maratonie w rozpiętej kurtce, zobaczyłam swoje odbicie w lustrze... Moje podbrzusze prócz górnej części spodni i dolnej części bluzki zawierało: mąkę pszenną i razową, nieco wody, trochę zakwasu i inne resztki starte z kuchennego blatu. Zaklęłam szpetnie i zaczęłam skrobać po zastygłej mieszance karta bankomatową... :) Słowo daję, że z mojego brzucha wydobył się złośliwy chichot! ;)

Ewka!

0.29, 2.13, 4.10 – marsz pingwina w kierunku toalety. Po trzecim marszu usłyszałam najpierw cichutkie nucenie, a później śpiew pełną piersią. Dochodził z brzucha. A piosenka leciała tak: Jak dobrze wstać/Skoro świt/Jutrzenki blask/Duszkiem pić... Nananananananana... Ewka bębniła rytmicznie piąstkami o brzuch. Koniec spania, matka! :)

Ku pamięci chciałam odnotować, że funkcjonują w naszym domu dwa określenia na mnie w czasie dwupakowym. Mianowicie są to: księżniczka brzuchatka oraz wasza pękatość.


KWIECIEŃ 2010
Królowa jęczybuła. Nie podchodzić. Jestem dziś na NIE. I nie lubię dziś tak wielu rzeczy. Aktualnie najbardziej nie lubię mini-rozmówek związnych z ciąża. To chłopiec czy dziewczynka? To kiedy rozwiązanie? Długo jeszcze będziesz się męczyć? A badania robisz? Zobaczysz później. Później to się zacznie. Pogadamy później. ZOBACZYSZ. Ale masz brzuchol! Oho, przytyło się! Ciekawe jak sobie poradzisz... Jak wy sobie dacie rade? Teraz to sobie możesz mówić, a później się przekonasz. To będzie sajgon! Bedziesz biegać z termometrem po domu. Zimno u was. Macie małe mieszkanie. Jak się zmieścicie? Nie chcę cię straszyć, ale... Miałam ci nie mówić, ale...
Mam również dość kwadratowych i trójkątnych uśmiechów. Pytań, które nie czekają na odpowiedź. Frazesów. Gównianych rozmów o niczym. Rad, o które nie proszę. Prezentów, których nie chce.

I tak sobie myślę – istnieje przesąd, że kobieta, która nosi pod sercem córę – brzydnie. Że rzekomo córa zabiera jej urodę. [kwadratowym nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o przesądy to mój brzuch trzęsie się w gromkim HA HA HA] I tak w moim konkretnie przypadku to mogę: 1. (nieco nieskromnie) zakładać, że w takim razie jest to jednak chłopak ;) 2. trochę zmienić ten przesąd, a właściwie stworzyć nowy – córa w brzuchu zabiera matce szare komórki, logiczne myślenie i zdolność do koncentracji. Mam nadzieję, że jest to proces odwracalny... Bo... zaraz zaraz... O czym to ja chciałam... A, nie pamiętam :)


MAJ 2010
Codziennie śni mi się czekanie. W dzień czekam i w nocy czekam. Wczoraj czekając w dzień – szyłam. A ja nie szyję. Dziś czekając we śnie, piekłam rogaliki wg przepisu Ewy (nie tej z brzucha :)). Obudziłam się po 6.00, wlazłam pod prysznic (cóż to za cudowny wynalazek), zrobiłam nalot na lodówkę w poszukiwaniu składników na rogaliki i... Ciasto zagniecione i czeka na dalsze zabiegi :) Obym jutro nie śniła o czekaniu przy pieczeniu świni nad ogniskiem... Bo co ja wtedy zrobię? ;)

W nocy obudziła mnie burza i lekkie skurcze. Takie tam skurcze phi-proszę-cię-co-to-za-skurcze-niby. Poza tym jestem kwiatem lotosu na tafli wody.

No doprawdy. Zachowujecie się jak moja mama :)
[choć musielibyście prócz pytań: – Już? Już? – jakoś ekstremalnie mnie rozpieszczać, a do tego Wam jeszcze daleko. Popracujcie zatem nad sobą ;)]

34 komentarze:

  1. :) czytalam i usmiech mi z twarzy nie schodzil i nie schodzi nadal :)
    Piekne wspomnienia!!! Tez gdzies mam pamietnik Olkowy, z Jula juz nie bylo na to czasu ? Nie wiem... Druga ciaza jest inna :)
    Buzka dla Was Dziewczyny!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Weeeeestch :) No pamiętam pamiętam - czytało się, czekało się ;) Tylko dzisiaj jak się czyta ponownie, to z oczu coś dziwnego cieknie..;) Pozdrawiamy!
    Bajka i jej Hormony :D

    ps.Udanego piknikowania!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajka, a Ty się... spodziewasz? w ciąży jesteś? :)

      Usuń
    2. No właśnie nie - i tu jest, że tak powiem, pies pogrzebany. Może coś się zmieni po podróży poślubnej ;D

      Usuń
  3. Wasza Pękatośc- he he super!
    Ja ten okres waszego zycia podglądałam i wiedziałam, że jak Kabaczek pojawi sie po tej stronie brzucha to będzie jeszcze zabawniej, jeszcze ciekawiej, jeszcze bardziej inspirująco...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wzruszyłam się czytając te wspomnienia :)
    Uśmiecham się ponieważ aktualnie w identycznym stanie się aktualnie znajduję !

    OdpowiedzUsuń
  5. pięknie napisane, wspomnienia bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha! A już myślałam, że drugie nadchodzi! :-)

    To wszystko to cud, czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię Cię czytać. Jednak Ewka nie zabrała Ci wszystkich szarych komórek, bo pisałaś pięknie. Aż mi się zachciało przeżyć TO jeszcze raz :) bo tęskni się za tym magicznym czasem i w Twoich wspomnieniach też jest coś magicznego... ale to wie tylko matka.

    OdpowiedzUsuń
  8. super wspomnienia, ja żałuję, że nie pisalam gdy Boryś był w moim brzuszku... zachowałam za to test i wszystkie zdjęcia USG.. uwielbiam je przegladać i zastanawiać się jak z tak małej fasolki zrodził się pełnowymiarowy człowiek:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę Ewce, że będzie miała taką pamiątkę :) W swoim imieniu zazdroszczę i swoich synów :P Trzymam kciuki za urodzinki!

    OdpowiedzUsuń
  10. :)

    A mnie się śniła woda... Ja w wodzie, świat w wodzie, w wodzie łodzie :) Cały czas. Urodził się M. i sny wyszły na ląd ;)

    Fajny dziennik. Takiego nie prowadziłam i czasem żałuję... A może nie? W końcu wciąż ciążę pamiętam :) i lubię ją sobie wspominać, bo się raczej druga nie zdarzy, jak mniemam...

    Ściskam mocno! Świętujcie, balujcie! U nas to już po :) Czterolatek ma swój nowy rower i gnamy do lasu w każde popołudnie :) Już każdy na swoim! Ledwo ich doganiam ;)

    Buzi! M.

    OdpowiedzUsuń
  11. O Bamboszu nie wspomniałaś! Ojjj, pamiętam całą ciążę, te wielkie oczekiwanie na Ewkę!
    Gdzie biegniesz?! Tylko mi z domu dziś na długo nie wybywaj! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. hehe ja pod koniec ciąży kupiłam sobie fartuch kuchenny, bo wszystko brzuchem zmiatałam z blatu! dokładnie to pamiętam! i pamiętam, że podobnie jak Ty nie znosiłam rozmówek ciążowych i wszystkich porodowych historii wylewających się z ust znajomych bliższych i dalszych :) fajny czas!

    najlepszego dla Ewulczity! piknik musi się udać!

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie napisane...nie ma daru pisania...ale tak jakbym o sobie czytała:) A te minirozmówki wkurzały mnie jak nic....przypomniały mi się dwa teksty które szczególnie mnie drażniły: nie wiem czemu Ty się tak cieszysz?Cieszysz się bo nie wiesz co cię czeka...a ZOBACZYSZ jak to bedzie...nic przyejmnego...I drugi: ale Ty masz brzuch wielki i tylko brzuch a nogi nic nie przytyły...ja zawsze na to że mam dziecko przecież w brzuchu a nie w nogach:P
    I Wiktoria też była jajkiem-niespodzianką:))))

    OdpowiedzUsuń
  14. No nie moge! Fantastycznie napisane. Tylko rozwiazania brak! Jak moglas zakonczyc akcje przed porodem? No jak?

    OdpowiedzUsuń
  15. zrób sobie drugie, a zobaczysz jak banalne były myśli o pierwszej:)

    Onzel z pracy

    OdpowiedzUsuń
  16. A mnie się śniło dziecko zakonserwowane w słoiku - okropność! Przy Lence, bo z Mają w środku żadnych snów nie pamiętam, ale Młodsza często jawiła się makabrycznie nieco, choć złych przeczuć i innych takich nie miałam.

    Piękny, wspomnieniowy wpis - Ewka się poryczy jak będzie czytać (ze szczęścia, że jej się taka fajna mama trafiła, choć do tego pewnie już doszła:))

    OdpowiedzUsuń
  17. ooj, tak było w dwupaku:) Masz rację, te wszystkie rozmówki ciążowe (a zwłaszcza "zobaczysz, jak się zacznie", "teraz odpoczywaj, bo potem będzie masakra~!!")działały na mnie jak płachta na byka. Jak teraz czytam Twoje wspomnienia, to sobie przypominam,że.. fajnie było w pękatym stanie:))

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytając szeroko się uśmiechałam ale nie trójkątnie,czy kwadratowo;)podoba mi się twoje poczucie humoru:)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Do publikacji !! Trzeba to wydać !!
    Ja miałam mały brzuch w jednej i drugiej ciąży. Różnica jednego dnia, która się przewijała wszędzie, doskonale pozwoliła przewidywać, co się wydarzy :) Ale mimo wszystko pierwsza ciąża była mega boring, a druga stres...
    I tak oto mam pierwsze dziecko, które w lipcu skończy 3 lata i podchodzi do życia olewczo i drugie dziecko, które w lipcu skończy rok i jest histerykiem, przychlastem mamowym :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Nowy baner główny czy jest już od dawna, tylko ja przeoczyłam?! Boski! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Olga, cudo! Nawet nie wiesz jak mnie teraz ściska, że nie pisałam w ciąży, nic a nic, no czemu nie pisałam? Nasza ciąża była chyba w 'holenderskim stylu', w biegu, w pracy.. Pamiętam jak w 38 tygodniu jeszcze coś na mikroskopie elektronowym robiłam, pół korytarza uciekało jak szłam, bali się nagłego rozwiązania, ha ; )) Oh i te spojrzenia naukowców... bo wiesz w ciąży na doktoracie? To jak zbrodnia jakaś... I brakowało mi, żeby pogadać z jakimś brzuchem tu obok, bo wszystkie znajome brzuchy rosły sobie w Polsce... Piękne wspomnienia. Księżniczka brzuchatka, wasza pękatość..aaa cudo ;))

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetnie napisane, dzięki za dystans w ten sobotni, parszywy dzień.

    OdpowiedzUsuń
  23. U nas była fasolka, cytrynka, potem Hania (choć nikt nam nie powiedział, że może być dziewczynka). Na dzień kobiet na USG usłyszałam "chyba chłopak", a na dzień matki, jak miałam usg 3D, to mi mój syn pokazał, że w istocie jest synem, i że w D... ma pokazywanie mi swojej buzi, bo on już dawno gotowy do wyjścia:-D. Aż zaczynam żałować, że też takich wspomnień nie spisałam. i o tych zachciankach na owoce, co mi te zachcianki deser w postaci jagód z cukrem kazały zjeść przed prawie godzinną jazdą na porodówkę, gdy skurcze miałam już co 15minut;-).pozdrawiamy serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  24. 3 lata minęły, ale później... Później to dopiero się zacznie, zobaczysz! ;)
    Sto lat, Ewcia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Dzienniki pisałam. Piszę cały czas. Ku pamięci, dla potomnych może, dla siebie za 20 lat lub więcej, gdy młode mi z gniazda wyfruną.

      Usuń
  25. Super post. A na krewetce wybuchałam śmiechem.
    Przyznam się, że chciałabym przeczytać o tym twoim porodzie, tym pierwszym nie dobrym.
    Taki fetyszysta ze mnie ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)