8 maja 2013

Przedszkole - tu i tam - USA

Zapraszam do lektury siódmego odcinka cyklu Przedszkole - tu i tam - oczami mam! O tym, jakie przedszkolne doświadczenia ma mama mieszkająca w Stanach Zjednoczonych, opowie nam Julitta, mama Zuzi, Mai, Wiktora i Adriany, autorka bloga Dom where life happensCały tekst oraz wszystkie zdjęcia są jej autorstwa. Julitto, bardzo Ci dziękuję za Twoją opowieść! :) Zapraszam do lektury o przedszkolnej drodze Zuzi...


Zabieram was dzisiaj do przedszkola amerykańskiego, mieszczącego się w centrum Filadelfii. Będzie to retrospekcja, ponieważ moja córka Zuzia chodziła do niego kilka lat temu :)

Wybraliśmy dla niej nietypowe przedszkole, bo zajęcia były tylko trzy razy w tygodniu po trzy godziny a w pierwszym roku dwa razy po dwie godziny. Nie pracowałam i nie chciałam oddawać jej do przedszkola na cały dzień, więc taka forma bardzo mi odpowiadała. Koszt przedszkola, jeśli dobrze pamiętam, 70 dolarów miesięcznie.
Zanim je dokładniej opiszę chciałam wspomnieć o innych dostępnych przedszkolach. Przedszkole Zuzi było przedszkolem państwowym i w naszym miejscu zamieszkania była to jedyna forma przedszkola państwowego. Inne, do których można oddać dziecko na cały dzień, to przedszkola prywatne z możliwością dofinansowania lub całkowitej refundacji przez państwo, na podstawie zarobków. Przedszkoli tych jest dużo, nie ma większych problemów z zapisaniem dziecka. Zazwyczaj zapisy są wiosną dla dzieci zaczynających zajęcia od września. W godzinach od 7.00-8.00 do 18.00-19.00. Można oddać dziecko na pół dnia lub na cały dzień.
Do naszego przedszkola Zuzia poszła gdy miała trzy lata.
Na 16 dzieci były dwie panie.
Gdy przyprowadzałam ją do przedszkola wpisywałam za każdym razem swoje nazwisko na listę, przy odbiorze Zuzi również. Wychodziło się innymi drzwiami niż się wchodziło i za każdym razem otwierała je pani nauczycielka. Nikt nieznajomy odebrać dziecka nie mógł. Trzeba było poinformować panie wcześniej, kto ewentualnie odbierze dziecko, gdy rodzice nie mogą.
Raz w miesiącu była wywieszona lista na której wyszczególniono owoce, soki ze słomką, ciastka i inne przekąski i każdy z rodziców wpisywał swoje nazwisko pod tym, co chce kupić i przynieść do klasy. W ciągu zajęć dzieci miały jedna przerwę na przekąskę. Snack time ;)
Na początku każdego miesiąca dostawałam kalendarz, w którym były rozpisane główne zadania do realizacji na każdy dzień.


Na koniec każdego miesiąca dostawałam raport z postępów dziecka. Jakie kolory umie, jakie litery, czy zna swój numer telefonu, czy pamięta adres swojego domu, jakie wyrazy potrafi napisać, czy umie napisać swoje imię itd.


Co dwa miesiące były organizowane wycieczki. Do zoo, na farmę, do kina. Na wycieczce z każdym dzieckiem musiał być ktoś dorosły. Były spotkania ze strażakiem. I z Mikołajem i zajączkiem ;)
Latem dzieci pod ubraniem musiały mieć strój kąpielowy i na placu zabaw przy przedszkolu panie włączały fontanny i dzieciaki mogły się w nich chlapać.
Codziennie dzieci wychodziły na plac zabaw. Plac zabaw był placem otwartym nie tylko dla dzieci uczęszczających do przedszkola, ale na czas gdy przedszkolaki wychodziły się bawić panie zamykały bramkę i nikt inny nie miał wtedy wstępu.
W przedszkolu był tzn. time out. Było to krzesło na którym dziecko przez pięć minut musiało siedzieć, jeśli  przeszkadzało innym, nie słuchało poleceń nauczycielki itd....
Każde zajęcia rozpoczynały się krótkim ślubowaniem. Taki tutaj panuje zwyczaj. Moje córki chodzą teraz do podstawówki i tym samym ślubowaniem rozpoczynają codziennie zajęcia.
I pledge allegiance to the Flag of the United States of America,
and to the republic for which it stands,
one Nation under God,
indivisible,
with liberty and justice for all.
W USA bardzo popularną formą wspomagania, zbierania pieniędzy na przybory szkolne i inne potrzebne rzeczy w szkołach, przedszkolach, drużynach sportowych jest fundraising. Każde dziecko, oczywiście z rodzicami, sprzedaje wśród znajomych i rodziny różne produkty. W naszym przedszkolu sprzedawaliśmy pizze i świece.







To w przedszkolu moja córka nauczyła się, że z odciśniętej rączki w farbie może powstać piękny indyk a z papierowego talerzyka może powstać świnka i że taty pianka może służyć nie tylko do golenia.
I nie tylko moja córka, bo ja również. Przedszkole nauczyło mnie jak można prosto i łatwo bawić się z dzieckiem. I że z takim małym dzieckiem, jeśli nauka to tylko przez zabawę. Było to główne założenie przedszkola. Nauka przez zabawę.
Do dzisiaj zdarza nam się śpiewać, gdy sprzątamy po zabawie: - Clean up, clean up everybody clean up :) Nauczycielki włączały tę piosenkę gdy było sprzątanie np. po malowaniu.

Przedszkole mnie osobiście dostarczyło wielu pierwszych wzruszeń.
Pamiętam doskonale ściśnięte gardło, gdy córka podbiegła do mnie z pierwszym własnoręcznie zasadzonym słonecznikiem na dzień mamy. I z odciśniętą na pamiątkę małą rączką i wydrukowanym wierszem.
I pamiętam piękny prezent jaki dostaliśmy na uroczyste zakończenie przedszkola. Zakończenie widzicie na zdjęciach. Album ze zdjęciami. Panie nauczycielki przez cały rok robiły dzieciom zdjęcia, dokumentowały wszystkie ważne wydarzenia i wklejały je z dziećmi do albumów. Dostawaliśmy też zdjęcia w postaci zawieszek na choinkę, jako prezent z własnoręcznie zrobioną ramką na dzień taty, jako niespodzianka w serduszku, na walentynki.
Dzięki tym wszystkim pamiątkom, gdy odszukałam je w szufladzie, dzisiaj znowu mam ściśnięte gardło :)






Dziękuję Ci Olga za możliwość powspominania. A Wam wszystkim za uwagę :)