22 maja 2013

23 Przedszkole - tu i tam - Włochy

Zapraszam do lektury dziewiątego odcinka cyklu Przedszkole - tu i tam - oczami mam! O tym, jakie przedszkolne doświadczenia ma mama mieszkająca we Włoszech, opowie nam Kasia, mama Zoe i Toski, autorka bloga KappaZeta Photography. Cały tekst oraz wszystkie zdjęcia mam od Niej. Kasiu, bardzo Ci dziękuję za Twoją opowieść! :) Zapraszam do lektury o przedszkolnej drodze Zoe...


Od dwóch lat mieszkamy w małym podbolońskim miasteczku. Starsza córka w momencie przeprowadzki miała pięć lat i "załapała" się na ostatni rok włoskiego przedszkola miejskiego, szkoła podstawowa zaczyna się bowiem we Włoszech w wieku lat sześciu.
Córka chodziła do grupy pięciolatków. Aktualnie wprowadzono jednak sekcje mieszane i jej młodsza siostra, która do przedszkola idzie już we wrześniu 2013, będzie chodzić do jednej z trzech grup mieszanych.
Jeśli chodzi o publiczne przedszkola, to mamy tutaj dwie możliwości – przedszkole miejskie lub przedszkole państwowe, zależy to bowiem od źródła finansowania placówki. Obiegowa opinia jest taka, że przedszkola miejskie mają troszkę wyższy standard, jeśli chodzi o wyposażenie i częściej uczestniczą w różnego rodzaju projektach pozaszkolnych. Procedury przyjmowania i terminy są takie same. Obydwa rodzaje przedszkoli  są nieodpłatne. Nie ma wpisowego. Rodzic płaci tylko za stołówkę. Jest to koszt 135 euro miesięcznie (aktualnie przeciętny miesięczny zarobek pracownika biurowego  w tym regionie to około 1300-1500 euro). Po przedstawieniu odpowiednich dokumentów dotyczących zarobków można ubiegać się o zniżkę. Minimalna kwota to około 30 euro miesięcznie. Jeśli zdecydujemy się na wersję part-time, czyli odbieranie dziecka około 12.00 – nie płacimy w ogóle. Przedszkola otwarte są w godzinach od 7.30 do 16.30. Jeśli jest taka potrzeba i są chętni, to za dodatkową opłatą można pozostawić dziecko do 18.00.  Zapisy odbywają się od stycznia do końca lutego. Przedszkola otwarte są od września do końca sierpnia, przy czym w okresie wakacje zawieszone są zajęcia dydaktyczne. Wrzesień to z kolei miesiąc tzw. "wdrażania".
W praktyce wygląda to tak, że grupa, która liczy przeciętnie około 25 dzieci, dzielona jest na cztery podgrupy i tak: w pierwszym tygodniu przychodzi tylko grupka pierwsza, w drugim druga, itd. Oprócz tego w pierwszym dniu dzieci odbierane są zaraz po obiedzie i stopniowo – w każdym z pięciu kolejnych dni "wdrażania" – wydłuża się okres pobytu w przedszkolu. Innymi słowy, regularne pełnowymiarowe przedszkole zaczyna się dopiero w październiku. Oczywiście opłata za taki niepełny wrzesień jest proporcjonalnie pomniejszana. Tego rodzaju strategia obowiązuje przeważnie w najmłodszej grupie trzylatków lub jeśli w danej grupie jest dużo nowych dzieci.

Dzieci w przedszkolu głównie się bawią. Nauka pisania i czytania zaczyna się dopiero w podstawówce.
Przedszkolne ściany uginały się od wszelkiego rodzaju prac plastycznych. Każde dziecko pod kartką ze zdjęciem miało swój osobisty skoroszyt ze spiętymi klipsem wszystkimi wykonanymi przez siebie dziełami.
Zaraz na początku roku rodzice zostali poproszeni o kilka zdjęć z minionych wakacji. Stworzono z nich ogromną planszę wspomnień, na którą dzieci chętnie spoglądały w przypływach nostalgii.
Dzieci, niezależnie od pory roku, bardzo dużo przebywały na świeżym powietrzu. Często wychodziły na spacery. Trzylatki i czterolatki, jeśli chcą, mają specjalną salę do leżakownia. Nie jest ono jednak obligatoryjne.


W ciągu roku oprócz standardowych zajęć muzyczno-ruchowych, plastycznych oraz zajęć z języka angielskiego, przedszkola uczestniczą w różnych ciekawych projektach. Między innymi odwiedziły siedzibę policji. Poznały pracę organizacji Czerwony Krzyż. Nauczyły się prawidłowego zachowania na ulicy.


Odwiedziły również pobliskie gospodarstwo rolne. A także nauczyły się przygotowywać dżemy i piec ciasteczka...

 
Przygotowane w przedszkolu dżemy, zebrane przy okazji spacerów owoce, bułka tarta otrzymana z resztek chleba – zostały sprzedane na corocznym Światowym Dniu Żywności. Dochód z całego przedsięwzięcia w całości trafił do przedszkola i wykorzystany został na zakup materiałów dydaktycznych. Wszystko odbyło się przy spontanicznym akompaniamencie muzycznym, a instrumenty zostały wykonane przez dzieciaki z przeróżnych przedmiotów codziennego użytku. We wszelkiego rodzaju zajęciach spory nacisk kładziono na dawanie przedmiotom i materiałom drugiego życia – czyli po dorosłemu – na recycling.


Poza projektami proponowanymi przez miasto lub region, przedszkole otwarte jest również na prywatne inicjatywy rodziców. I tak np. nasze dzieci udały się jesienią  na fantastyczną wycieczkę do niedalekiej winnicy, której właścicielem jest wujek jednej z dziewczynek. Winogrona zebrane przez dzieciaki zostały następnie przerobione na dżemy i wystawione w holu przedszkolnym na sprzedaż.


Pod koniec roku każde dziecko otrzymało opasłą tekę, a w środku min. wszystkie prace wykonane w ciągu całego roku, kilkustronicowy opis postępów, dwie płytki CD z tysiącami zdjęć wykonanych przez panie przedszkolanki i to, co mnie osobiście wzruszyło najbardziej, a mianowicie zeszyty ze spontanicznymi rysunkami wykonywanymi przez dziecko w wolnych chwilach.


Nie mogło też zabraknąć fenomenalnie przygotowanej pożegnalnej festy w plenerze, z licznymi konkursami i symbolicznym wręczeniem dyplomu oraz, dla dodania powagi całemu wydarzeniu, ubraniem wszystkich dzieci w czarne t-shirty z napisem ciao.


Oprócz tego dzieci razem z rodzicami udały się na tzw. pożegnalną pizzę, a kilka dni temu, po roku od tamtych wydarzeń, z inicjatywy pań przedszkolanek, odbyło się sentymentalne spotkanie na terenie dawnego przedszkola. Taki wspomnieniowy podwieczorek... Mamy zostały poproszone o przygotowanie ciast i przekąsek.
Także rodzice naszego przedszkola mogli liczyć na "opiekę". Do naszej dyspozycji pozostaje przez cały rok psycho-pedagog, który – jeśli zaistnieje taka potrzeba – albo udziela indywidualnych porad, albo organizuje spotkania w grupie. Rodzice naszej grupy pięciolatków zostali kilkakrotnie zaproszeni na takie wieczorne pogaduszki po tym, jak jedna z mam wyraziła zaniepokojenie faktem, że któryś z chłopców rozbierał się w łazience przed jej oburzoną córką. Poza konsultacją z panią psycho-pedagog, które szczerze mówiąc odbyło się trochę w atmosferze żartu, rodzice zostali zaproszeni na zorganizowane na terenie przedszkola, przeprowadzone przez wolontariuszy Czerwonego Krzyża szkolenie na temat zapobiegania i postępowania w przypadku zakrztuszeń.
To, co w przedszkolu włoskim ujęło mnie chyba najbardziej to podejście do posiłków. Są one co prawda dostarczane w postaci kateringu, ale wszystkie placówki w mieście – żłobki, przedszkola i szkoły – mają tego samego, jednego dostawcę. Na początku roku szkolnego do rąk każdego rodzica trafia niewielka książeczka z rozpisanym menu na uwaga – CAŁY ROK!


W książeczce przeczytamy o tym, jakich składników się unika (wędliny, które wymagają gotowania; dania gotowe, hamburgery, frytki, mrożonki, produkty solone gotowe do przygotowania w piekarniku, serki topione, ryby w puszkach – wyjątek stanowi tuńczyk). Dowiemy się, że posiłki popijane będą wodą z kranu (we Włoszech "kranówka" jest pitna), a jeśli podczas podwieczorku będą soki, to tylko takie 100 proc.
Wielką uwagę zwraca się również na przekąski, drugie śniadania i podwieczorki. Są to głównie sezonowe owoce, które do przedszkola dostarczane są w całości, a obierane i krojone są przez dodatkowy personel placówki (panie, które stanowią pomoc dla przedszkolanek). Oprócz owoców dzieciom podaje się również jogurty, kawę zbożową, lody, krakersy, sucharki i płatki.
To co bardzo mi się spodobało, to to, że poza standardowym menu, jest również odrębne menu dla dzieci, które w danym dniu mają problemy żołądkowe (oczywiście trzeba o tym poinformować rano panie przedszkolanki). Takie menu dostępne jest zawsze. Jest też menu bezmięsne, bez czekolady i bakalii, bez nabiału, menu light, bez pomidorów, bez mięsa wieprzowego, bez wędlin, bez ryb, bez jajek, dla osób chorych na celiakie i dla cukrzyków. W formularzu zgłoszeniowym jest specjalne miejsce na opisanie ewentualnych problemów żywieniowych.
Każdego dnia rodzic ma prawo poprosić o skosztowanie posiłku. Oprócz menu znajdziemy również wiele praktycznych wskazówek i tradycyjnych przepisów z tego regionu. Przeważnie są to przepisy low cost, wykorzystujące składniki regionalne i sezonowe.
Przedszkole zapewnia drugie śniadanie, dwudaniowy obiad oraz podwieczorek. Jeśli dziecko ma urodziny, to zamiast cukierków, preferowane są ciasta. Niedozwolone są jednak ciasta domowej roboty, a te nabyte w cukierni lub sklepie. Trzeba jednak przynieść ze sobą paragon, na wypadek ewentualnego zatrucia.
Pomimo tego, że samo przedszkole nie miało odrębnej strony internetowej, rodzice byli o wszystkim skrupulatnie informowani drogą mailową za pośrednictwem przewodniczącego rady rodziców.

Chciałabym w tym miejscu podziękować pomysłodawczyni projektu za impuls do niesamowitej retrospekcji! Fantastyczny pomysł! Pozdrawiam! Kasia

23 komentarze:

  1. Fajny długi i wyczerpuący wpis. jak się tak naczytam o tych przedszkolach tu i tam to moje wymogi co do przedszkola dla Liw rosną i nie wiem czy u nas podołają z takimi ozekiwaniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nic nowego, z wyjątkiem czarnych t-shirtów, menu z kateringu, czyżby cudze chwalicie- swego nie znacie?

      Usuń
    2. może znamy inne? ja na przykład przekonana jestem, że i w Polsce są takie placówki, trzeba trochę poszukać i potem mieć odrobinę szcześcia...

      Usuń
  2. Kolejne fantastyczne przedszkole...bardzo mi się podoba:))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny opis, przedszkole cudowne! Bardzo podoba mi sie pomysł produkcji i sprzedazy roznych przetworów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) mnie też to bardzo ujęło.... zależy to jednak w dużej mierze od wychowaców, my trafiliśmy na przedszkolankę 'prawdziwą włoską mammę', która każdy przyniesiony czyt. darowany owoc przerabiała na dżemy :)

      Usuń
  4. jestem zachwycona szczególnie wyjściami, moje doświadczenia w Polsce są zupełnie inne, Panie boją się wysunąć nawet czubek nosa z dziećmi poza bramy przedszkolne, ile ciekawych rzeczy je omija, nie wszystko nie każdego da się przyprowadzić do sali przedszkolnej

    OdpowiedzUsuń
  5. Wreszcie ktoś pochwalił kuchnię! Bo załamały mnie te poprzednie braki ciepłych posiłków i wieczne przekąski. A tu - cudownie i jakie indywidualne podejście! Tylko pozazdrościć - również kosztów! Ciekawi mnie - jak z dostaniem się do takiego przedszkola - tak prosto z ulicy, dla każdego, czy też jest jakiś system rekrutacji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kat-sar, rekrutacja jest online albo drogą pocztową, jak kto woli. My zapisywaliśmy małą jeszcze będąc w Polsce, ale wiedząc, że od września będziemy w tym konkretnej dzielnicy, co oczywiście trzeba było przy zgłoszeniu zaznaczyć. liczą się punkty, które naliczane są wg ściśle określonych standardów, czyli pierwszeństwo mają dzieci rodziców pracujących itd. nie ma absolutnie żadnych przekrętów, po dwóch tygodniach od zamknięcia zapisów jest publikowana lista dzieci i rodzice mają 30 dni na ewentualne wyjaśnienia, odwoływania itd. po tym okresie pojawia się lista końcowa.
      dla rodziców, których dzieci nie zostały przyjęte robi się zebranie i wskazuje im się inne placówki (w innych dzielnicach) gdzie są jeszcze miejsca....

      Usuń
  6. Fajne to włoskie przedszkole!
    Takie... normalne :)
    Wszystko pięknie udokumentowane- takie teczki i zdjęcia to piękna pamiątka :)
    Podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nasze wloskie przedszkole rozni sie nieco od tego co napisala Kasia. Cco prawda jest prywatne tzn prywatne parafialne bo sa jeszcze takie tutaj, ktore nie jest bardzo drogie bo jest dotowane i koszt razem ze stolowka wynosi ok 200 Euro miesiecznie. Klasy sa zarowno mieszane - gdzie sa dzieci od 3 do 5 lat. I wiekowe - moja corka jest w grupie wiekowej 3 latkow. Rzecza ktora mi sie podoba najbardziej jest stolowka, ktora oferuje swieze i sezonowe jedzenie - bez fast-fodow, coli itd. Natomiast to co mi sie nie podoba, ze dzieci zbyt rzadko wychodza na dwor. Jak nie daj Boze temperatura spadnie ponizej 10 stopni, albo nawet ponizej 15 (na plusie!!) to jest uwazane tutaj ze zimno!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dona, bo klimatycznie to my to Austria, a wy prawie Afryka :)

      Usuń
  8. wow, co za przedszkole:) Podejście do posiłków naprawdę wspaniałe, ale co się dziwić - to przecież Włosi!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne miejsce!
    Uwielbiam włoskie klimaty, a od dziś także włoskie przedszkole ;)
    Kuchnia oczywiście górą! Dbałość o zdrowe, świeże, sezonowe jedzenie to wielka przewaga Włoch nad naszym krajem.
    Bardzo podoba mi się inicjatywa rodziców, że włączają się w życie przedszkola, zapraszają np. do swojej winnicy, ale też mają ochotę spotkać się we własnym gronie.
    Dzięki za ten fantastyczny i wyczerpujący wpis,
    ach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się bardzo, że Wam się podoba.... degustowania, smakowania, radości z przygotowywania, wspólnego celebrowania jedzenia uczymy się od dziecka :)
      i mnie ten aspekt włoskiej edukacji bardzo, ale to bardzo się podoba... już dziś mała notorycznie prosi mnie o wychodzenie na spacer do baru, ja na kawke, ona na pączka, posiedzieć, popatrzeć.... ale z tego co widzę, w Polsce wiele się zmienia....

      Usuń
  10. podoba mi się! po prostu! ja jestem ogromną fanką wyjść poza mury i spacerów każdą pogodę. mamy na osiedlu przedszkole prywatne, wychowawczynie boją się chyba wszelkich wypraw, bo spacerują z dziećmi dzień w dzień tylko pomiędzy blokami...strasznie to przygnębiające...

    OdpowiedzUsuń
  11. Umarłam i jestem w niebie! Mnie najbardziej rozwaliły konfitury. Bosko!

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, też mi się podoba przedszkole, z chęcią sama bym się zapisała:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze marzyłam, żeby mieszkać we Włoszech. Przedszkola to kolejny plus dla tego kraju :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo mi się podoba. Szczególnie podejście do jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  15. świetne przedszkole!
    nasunęło mi się coś po przeczytaniu komentarzy o spacerach, mój syn jest w prywatnym przedszkolu do godz. 14.00, martwiło mnie,że w okresie jesienno -zimowym tak mało spacerują, Pani wyjaśniła, że stawiają na samodzielność i niestety grupka dzieci 4-letnich, w więkoszości wyręczana przez mamy - nie potrafi się sprawnie ubrać. Nim 10 dzieci kompletnie się ubierze praktycznie powinny wracać, a np. poczta czy biblioteka są na drugim końcu miejscowości. Poza tym od 8-14 mają jakiś program dydaktyczny, obiad, zabawę, gimnastykę ...nie dziwię się ,ze czasem rezygnują ze spaceru

    OdpowiedzUsuń
  16. a no i pominęłam,że często rodzice mieli pretensje,że dzieci spacerowały podczas mżawki,albo po deszczu i wracały ubłocone

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)