10 czerwca 2013

44 Książkobranie - wspominanie!

Niewiele mi zostało. Wpis w pamiętniku, jedno zakurzone wspomnienie o oranżadzie w parku, etui po okularach. Szkoda, bardzo szkoda, że nie pamiętam moich dziadków. Jeden był rzeźnikiem, drugi cukiernikiem - jaki to ma wpływ na to, że trudno mi zaspokoić głód obiadem bez porcji mięsa? A słodycze? Mogłabym jeść kilka razy dziennie! :) Nie wiem. Ale lubię myśleć, że to wynik pewnego równania. Punkt zaczepienia, wspólny mianownik.


Kiedy czytam z Ewą nowość od Zakamarków - Lato Stiny (tekst i ilustracje: Lena Anderson) KLIK - trochę mi żal. Że to nie ja na tej wyspie u dziadka. Trochę tylko...
O książce więcej niebawem, tymczasem - przejdę do sedna - kupiłam drugi egzemplarz. Dla Was :) Książkobranie vol. 5 czas zacząć!


Jakie jest Wasze ulubione wspomnienie związane z dziadkiem? Jaki obraz macie przed oczami, gdy zamykacie oczy i cofacie się w czasie? Jakaś wspólna zabawa? Przysmak? Wakacje u dziadka? :) Czekam na Wasze wypowiedzi. Tym razem po prostu zostawcie je w komentarzu. Czas start. Macie czas do końca tygodnia (niedziela, 16.06.2013, północ). W jury będę ja i moi najbliżsi. Nagroda powędruje do autora opowieści, która najbardziej nas wzruszy lub rozbawi. Jeśli będziemy mieli duży problem - wybierzemy kilka wspomnień i zrobimy losowanie :) Miłej zabawy!

PS Żeby powspominać z nami, nie musisz zamieszczać podlinkowanego banera na blogu. Na FB też nie musisz udostępniać. Jeśli jednak to zrobisz, będzie mi bardzo miło :)

44 komentarze:

  1. niestety ale nie mam wspomnień z dziadkami za szybko odeszli :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój Dziadek odszedł dwa miesiące temu...dlatego też myśli o Nim są tak intensywne, zwłaszcza że był naprawdę cudowny. Też był cukiernikiem, tzn. takim prawie, bo pracował w cukrowni :) Zawsze stał u nas w domu wielki wór z szarego papieru wypełniony cukrem, który zajadałam łyżkami :) Każde wakacje spędzałam u Dziadków i nigdy nie tęskniłam za rodzicami -nie miałam kiedy - Dziadek zabierał nas na ogród i pomagaliśmy Mu w zbieraniu owoców, warzyw - w nagrodę w drodze powrotnej fundował nam lody, a Babcia dziwiła się, że nie mamy sił zjeść obiadu :) Uwielbiałam Jego opowieści o czasach wojny i mimo, że słyszałam je dziesiątki razy i tak nigdy nie dałam Mu do zrozumienia, że już to znam :) A najcudowniejsze wspomnienie jest bardzo żywe i nigdy nie przestanę patrzeć w jedno miejsce na stacji kolejowej. Za KAŻDYM razem jak przyjeżdżaliśmy Dziadek po nas wychodził na dworzec...czy jak byliśmy mali, czy już dorośli. Na tydzień przed śmiercią prosił, bym opiekowała się moją 2,5-letnią córeczką, uspokoiłam Go mówiąc, że robię to najlepiej jak potrafię. Zuzia ma szczęście - miała fajnego pradziadka, który był w Niej zakochany i teraz czasami chodzi po domu podśpiewując "Dziadek Edek, Dziadek Edek"...niby wie, że śpi baaardzo mocno, ale pewnie czuje, że jest częścią Jej życia.

    Kończę, bo piszę w pracy i czuję przypływa wzruszenia, a nie chciałabym się rozkleić.
    Pozdrawiam serdecznie

    Alicja Mikołajczak

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie miałam dziadka  pierwszy zmarł gdy mój tata był jeszcze dzieckiem. Drugi odszedł jak byłam bardzo malutka. Zresztą babci też nie miałam. Jako dziecko wyobrażałam sobie, że to dziadek rozpieszczałby mnie i pozwalał na wszystko. To pewnie on pierwszy ukręciłby specjalnie dla mnie kogel mogel lub dał pajdę chleba ze śmietaną i cukrem. To on strugałby dla mnie z drzewa. Chronił przed rodzicami gdybym coś zbroiła. Chodził ze mną na spacery i opowiadał ciekawe historie, uczył rozpoznawać ptaki, kwiaty, drzewa. Może to on nauczyłby mnie wiązać buty, pływać i jeździć na rowerze?
    Mój synek ma tylko jednego dziadka. Bardzo dbam o to, by mieli częsty kontakt i przymykam oczy na szalone dziadkowe pomysły.
    Małgosia O
    m.olszewska@iti.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Moich dziadków już nie ma, jeden odszedł niedawno stosunkowo bo w zeszłym roku, nie wygrał z rakiem, byłam z nim do końca...Ale jeśli chodzi o wspomnienia, jeden dziadek był introligatorem kojarzy mi się z niedzielnymi wypadami na spacery do Rogalina, na działkę, po kościele zawsze z babcią i moją siostrą desery na przykład w Kociaku.. Dzięki temu dziadkowi w mojej biblioteczce mam mnóstwo wspaniałych książek, albumów własnoręcznie przez niego oprawionych. Drugi dziadek był dyrektorem w szkole, nauczycielem, wspomnień jest wiele, nie będę pisać o tych złych, ale dobre wspomnienia z dzieciństwa to dziadka króliki, wspólne zbieranie ziemniaków na polu, nauka jazdy na rowerze którą właśnie opanowywałam jak bywałam u dziadków na wakacjach, a potem nauka jazdy samochodem gdy dziadek ze mną jeździł, jest bardzo wiele wspomnień, które są związane z dziadkami, bardzo żałuję że już ich nie ma..pozostały zdjęcia no i wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dodam że mój dziadek nauczyciel miał pamięć którą zadziwiał wszystkich pamiętał imiona kolegów z podstawówki, nazwiska swoich uczniów ze szkoły, aktorów i prezenterów w telewizji, pamiętał daty z historii, swojej przeszłości i swoich dzieci, pamiętał daty urodzin swoich królików i z tym też mi się będzie zawsze kojarzył genialną pamięcią :-)) I jeszcze jego wspomnienia z dawnych lat, bo pochodził ze Wschodu i opowiadał wiele o wysiedleniu, przeżyciach w czasie wojny, podróży wagonami przez miesiące..przeżył wiele i to też pewnie wpłynęło na to jaki był w życiu.

      Usuń
  5. Dziadek... żyje jeszcze, ale już siły nie te...
    Sił brakuje na rowerowe wycieczki z gromadką wnuków...
    Sił brakuje aby zagrać na ulubionej waltorni, na flecie ze mną...
    Sił brakuje na podróże "rometowskim" motorowerem...
    Sił brakuje, bo babcia bardzo chora...
    Ale nadal rozmodlony...
    Nadal z maryjną pieśnią na ustach...
    Nadal uśmiechnięty...
    Nadal spokojny i opanowany...
    Nadal kochający...
    Mój Dziadek Bernard :)

    Nauczył mnie gry na flecie może w pierwszej, może drugiej klasie szkoły podstawowej... Potrafę do dziś, ale ze słuchu... Próbował nauczyć nut... a ja próbowałam go "oszukiwać", że umiem, że potrafię... Dziadek Znawca Samouk oszukać się nie dał... Ale powiedział mi do dopiero niedawno...

    Jestem wdzięczna za takiego Dziadka...

    Asia B.

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam dwóch dziadków...drugiego-tego od mamy pamiętam słabo, ale nie dlatego ze szybko umarł tylko dlatego, ze rzadko go widywałam. Natomiast NASZ Dziadek (bo tak o nim mówiliśmy)mieszkał z nami w domu. Odszedł gdy miałam 12 lat. W pamięci mam wspólne zabawy na dywanie, układanie domino, gra w wojnę, kołysanie w kołysce młodszej siostry, wypijanie po kryjomu Krzysia w szklanej butelce. Smak był całkiem inny wtedy. Dziadek też nam przemycał cukierki tak zeby mama i Babcia nie widziały:P Stał zawsze murem za nami, wspierał nasze szalone pomysły. Biegał z nami po podwórku, kupował metalowe pistolety na "kapiszony", które po miały taki specyficzny zapach siarki. Był Najwspanialszym Dziadkiem na świecie i wspaniałym człowiekiem. Dlatego dokładnie w 100 lat po jego narodzinach, gdy sama urodziłam synka, wiedziałam że żadne imię nie będzie lepsze dla tego małego człowieczka. Że mój wybór był słuszny. Chciałabym żeby w przyszłości mój Franuś był takim samym człowiekiem jak jego Pradziadek...może to imię, moje wspomnienia mu w tym pomogą:)

    Banerek na blogu-Pozdrawiamy:)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam szczęście mieć wielu dziadków, bo po rozwodzie rodziców i ich ponownych małżeństwach zrobiło się ich dwa razy więcej niż w przeciętnej rodzinie. A potem jeszcze babcia wyszła ponownie za mąż...
    Ale kiedy myślę 'dziadek' to mam przed oczami i w sercu przede wszystkim tatę taty. Bo to on wraz ze swoją żoną, moją babcią, mamą taty nauczył mnie wszystkiego, co dziś wiem o miłości, rodzinnym domu, szczęściu i priorytetach. To w ich domu zawsze miałam swój azyl, czułam się bezpieczna i kochana zupełnie bezwarunkowo. To do nich uciekałam przed trudami i nieszczęściami. I zawsze znajdowałam to samo ciepło - jak wielki, wełniany koc, który mnie otulał. Wiem, że nigdy nie przestanę za tym tęsknić i że zawsze będę się starać podarować to samo moim dzieciom. Może to głupie, ale rozmawiam z dziadkami niemal co dzień, opowiadam im o swoim dniu, o swoich synkach, a kiedy zrobią coś uroczego lub napawającego mnie dumą, to właśnie z nimi chcę się tym dzielić i patrzę w górę w nadziei, że oni patrzą w dół - właśnie na nas, w tej chwili.
    A jaki ten mój dziadek był? Co dzień rano wstawał bardzo wcześnie i szedł po świeże bułeczki, dla babci i dla nas, zbudował mi piaskownicę na działce, specjalnie dla mnie odkładał najpiękniejsze i najsłodsze śliwki, a kiedy już studiowałam, to pakował mi do torby słoiki z tymi śliwkami - na zapas. To z nim chodziłam nad Odrę karmić 'labendzie' (dziadek był ze Wschodu), to on pojechał ze mną na dni otwarte do Warszawy, żeby wiedzieć, gdzie będę studiować, to on znał na pamięć cały rozkład jazdy pociągów (ogólnopolski!, bo był kochającym swoją pracę kolejarzem), planował każdą moją podróż i zawsze wychodził po mnie, a potem po nas - mnie i mojego męża - na stację. To on i nikt więcej nazywał mnie 'Pyzą'. To on chował dla mnie w szafie kieszonkowe. To - kiedy zabrakło babci - dbał o to, żeby w pucharku za szybką nigdy nie zabrakło cukierków dla wnuków, a pod stolikiem leżały dla nich najświeższe czytadła. To on zawsze stał w oknie i machał nam na pożegnanie. To on uwielbiał się ze mną drażnić, że jakoby nie lubię ziemniaczków i w końcu to on mnie zawsze odpowiednio tymi ziemniaczkami tuczył. To on jeździł ze mną na sankach z najwyższej górki. To on chodził ze mną na basen, na Lagunę. Pięknych wspomnień jest tyle, że mogłabym tak bez końca. Tylko, że oczy już mokre...

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam jak w okresie około Bożonarodzeniowym bawiłam się w pokoju dziadka...
    Moja zabawa przeniosła się do szafy gdzie znalazłam... prezenty na gwiazdkę dla mnie i mojego brata! Pamiętam lalkę, i konia z drewnianym wozem! Jak to zobaczyłam, to byłam pewna, że Mikołaj schował prezenty do szafy :D
    Szybko zerwałam się i poleciałam powiedzieć Mamie co widziałam.
    Gdy zaciągnęłam Mamę do pokoju by pokazać jej moje odkrycie... w szafie już nic nie było :) Okazało się , że Dziadek schował podarki :) - choć wtedy tego nie wiedziałam, nie było to dla mnie takie oczywiste, bo przecież Dziadek oglądał wiadomości :)
    A jednak...Dziadek był cwańszy niż myślałam :) i jaką miał podzielną uwagę!
    :D między szafą a wiadomościami :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój ukochany dziadek odszedł dawno temu... ja w tej chwili widzę go w moim tacie, kiedy spędza czas z moimi dziećmi. Widzę ta samą miłość i szczęście w jego oczach które widzialam u mojego dziadka. W dzieciństwie bylam w sanatorium w górach. Moj dziadek mimo wieku i choroby wsiadl w pociag i przyjechał do mnie na jeden dzień. Jechal pociagiem prawie całą noc by spędzić ze mna parę godzin. Nic nie wiedzialam o jego wizycie...nie bylo komorek ani internetu. Nie zapomne nigdy tego co czułam jak go zobaczylam. Bylam chyba najszczesliwszym dzieckiem na swiecie. ..wspaniale jest być posiadaczem takich wspomnień. ..życzę tego każdemu. ..to taki akumulator na dorosłe życie. No i te paczki ktore przynosil do przedszkola jak mnie odbierał:) tesknie za dziecinstwem:)

    OdpowiedzUsuń
  10. och..pamiętam Jego rower, na którym woził czwórkę swoich dzieci..po śmierci Dziadka rower został oddany wujkowi i później już nie wiem co się z nim działo. Chciałabym kiedyś znaleźć go i mieć go w swoim domu..bardzo tęsknię, mimo, że to już 21 lat minęło..
    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojca mojego ojca nie pamiętam, ale może to i na szczęście, bo nie był to człowiek dobry...

    Dziadek Rudolf - nazywany przeze mnie od samego początku Rudi- nadal jest z nami i choć dzielą nas setki kilometrów pozostajemy w kontakcie, dzwonimy do siebie, odwiedzamy się.
    Przyznam szczerze, że Twoja propozycja wzbudziła uśmiech na mojej twarzy, rzadko w dzisiejszym zabieganym świecie mamy czas, by powspominać coś niecoś.
    Dziś Rudi jest blisko 80 letnim dziadziusiem, po przejściach, bo prawie wygrał walkę z rakiem, bo blisko 11 lat temu tę walkę przegrała moja babcia, bo... kiedy patrzę na jego twarz widzę na niej wiele bólu i cierpienia, mimo tego twarz ta za każdym razem mnie - najstarszą wnuczkę - oraz moje szkraby - jedyne prawnuki - obdarza uśmiechem.
    Historia, którą najbardziej pamiętam?
    Nie wiem czy jest to moja pamięć, czy obraz tego, co od lat wszyscy wokoło mi opowiadali, nie ulega jednak wątpliwości, że pierwszą opowieścią z dziadkiem w tle, którą znam/ pamiętam jest opowieść sylwestrowa (rok 1981/1982).
    Ja - roczny dzieciak - na rękach ukochanego dziadka. Tańce i swawole i nagle niespodzianka.
    Jakimś cudem osunęła mi się z pupy pielucha tetrowa, jakimś cudem w śpioszkach na wysokości pupy była dziurka (wiadomo lata 80 - trudne czasy, dostęp do dziecięcych akcesoriów jeszcze trudniejszy, skąd dziurka i dlaczego mama ją przeoczyła nie wiem).
    Wracając do sedna - podczas jednego z tańców z dziadkiem tak się rozluźniłam, że kupa z moich śpiochów wylądowała na jego ręce :).
    Dziadek, jak na najukochańszego dziadka przystało, nie przerywał wnuczce, żeby czasem jej prób nie zmącić... Tym oto sposobem od blisko 32 lat podczas każdej z imprez rodzinnych przypomina mi się, jakim maluszkiem byłam i jak dziadkowi rękę "obsrałam"... (wybaczcie słowo i dopitność).
    To taka najprawdziwsza historia z brodą w naszej rodzinie :).

    Żeby tego było mało, dziadek uwierzył, że owo wydarzenie przyniesie mu szczęście i los lotto (wtedy jeszcze express lotka) niebawem po wspomnianym wydarzeniu wysłał.
    Trafił wtedy 5 na 5 liczb. Radość była ogromna, mnie od razu okrzyknięto szczęśliwym dzieckiem... Niestety okazało się, że tego razu kilkunastu innym osobom również udało się wcelować w piątkę, dlatego wygrana wcale nie była taka spora... Więcej wydano na świętowanie wygranej, niż ona sama wynosiła :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Z dziadkiem mam wiele wspomnień, ponieważ dziadek-ojciec mamy zastępował mi tatę. Mój dziadek był wysokim silnym mężczyzną i wydawało mu się że jest w stanie przed wszystkim mnie obronić. Żył z wielką fantazją, raz jeden z jego pomysłów niemal nie spowodował katastrofy. Mianowicie dziadek zabrał mnie, wtedy 5 letnią i moją mamę na spływ kajakowy Dunajcem- może było by ciekawie gdybyśmy spływu nie odbyły pontonem. Pamiętam tylko pęd to jak dziadek obijał nas wiosłem od skał i to że moja mama panikowała. Ja natomiast nie czułam strachu przecież była (według mnie oczywiście z super bohaterem z którym nic mi nie grozi). Może nie jest to historia sielankowa, ale dla mnie bardzo ważna.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale miły wpis. We mnie budzą się ciepłe wspomnienia od kilku dni kiedy to zaczęliśmy całą rodzinką brać pewne krople do nosa na niekończący się katar. Jako dziecko też brałam te krople i dziadek, który nas codziennie odwiedzał też. Zawsze mówił do mojej mamy "babo ja do Ciebie w odwiedziny, a ty mnie tutaj kroplami męczysz".
    Mój dziadziuś uwielbiał las i drzewa. Był stolarzem i robił dla nas śliczne drewniane domki, karmniki dla ptaszków i drewniane klocki. Gospodyniom robił stolnice, kije do miotły i deski do krojenia. Deski były często w fantazyjnych kształtach.
    Najbardziej uwielbiałam kiedy z babcią zabierał całą gromadę wnuków wtedy dziewięcioro, a w sumie miał 13 wnucząt i 7 prawnucząt do lasu na jagody. Każde z nas miało po słoiku i robiliśmy zawody kto więcej nazbiera litrów. Mnie zawsze babcia dosypywała bo widziała, że ciągle podjadam i mam całą czarną buzię. W sumie to nikt nie wygrywał bo pod koniec zbierania wszyscy się objadaliśmy. Wtedy nikt z nas nie bał się kleszczy i chętnie jeździł do lasu.
    Jeździliśmy również na borówki czerwone, jeżyny i maliny.
    Babcia zabierała zawsze całą torbę prowiantu, dziadek szykował swoje specyfiki do picia : soki z mali, czarnego bzu, jeżyn.
    Dziadek lubił naturalne metody leczenia i z babcią zawsze mieli parapety obstawione słoikami z pędami sosny, a na stołach leżały blaszki z suszącą się lipą, czarnymi jagodami itd. Gdy któreś z wnucząt było chore dziadek pakował wałówkę i babcia przynosiła siatkę wypełnioną domowymi lekarstwami.
    Uwielbiałam latem u nich nocować.
    Dziadek miał stary telewizor, a pilot był zrobiony z kija od miotły, przedłużonego listewką:) Często jadł dziwne potrawy, które sobie sam przygotowywał. Najdziwniejsza była dla mnie kanapka z kiełbasą i dżemem:) Często to wspominam, podobnie jak jego ulubione miętusy i iryski, które miał zawsze w domu i kiedy do niego przyszliśmy częstował nas nimi.
    Dziadek był Góralem, miał na imię Ludwik i zmarł kilkanaście lat temu, ale wciąż budzą się we mnie żywe wspomnienia z radosnego dzieciństwa często spędzanego w jego towarzystwie.
    Jeszcze raz dziękuję za ten wpis i serdecznie pozdrawiam całą rodzinkę.
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspomnien z dziadkiem mam tysiace. na wakacje i ferie do dziadkow na wies jezdzilismy regularnie co roku. Nie bylo piekniejszego i bardziej fascynujacego mieejsca na ich spedzzenie. Przyjezdzalo tam przeciez cale moje kuzynostwo, a we wsi mielismy pelno znajomych. Pamietam jak dnia jednego klub zalozyc postanowilismy. Wszyscy zostalismy jego czlonkami, a dzieci z okolicy musialy wkupic sie w nasze laski przechdzac roznego rodzaju testy. Nasza siedziba znajdowala sie w starej szopie, gdzie wstep mieli tylko posiadacze karty VIP... ;). Aby zadni wlamywacze do naszej siedziby dostac sie nie mogli, opracowalismy pulapke. Bylo to wiadro napelnione woda postawione na lekko otwartych drzwiach, a ze dziadzio podejrzewal, ze my znowu cos psocimy, to z ciekawosci do szopy zajrzec postanowil. Niestety nie spodziewal sie, ze wszystkiego dowie sie az tak predko, bo jako pierwszy skonczyl na glowie z wiadrem zimnej wody.
    Pamietam tez lato z radiem puszczane przez dziadka o poranku, zapach swiezo parzonej kawy, pamietam jak mu niespodzianke zrobic chcielismy i przyczepe od ciagnika farbkami pomalowalismy i bibula przyozdobilismy, pametam jak ciezarna kotke przygarnelismy do domu i swe dzieci urodzila pod dziadkowym lozkiem.
    Wspomnien jest tysiace i mogla bym tak pisac az do nocy, wiec lepiej juz skoncze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdy zamknę oczy widzę dwie sceny. Pierwsza - mam 7 lat, siedzę w kuchni i czytam pierwszą w swoim życiu książkę. Obok mnie siedzi Dziadek Marian. Cierpliwy jak zawsze pomaga mi przy trudniejszych słówkach. Dziesięć lat poźniej, tuż przed wylotem na rok do szkoły do USA żegnam się z Babcią Elą i Dziadkiem Marianem w Ich mieszkaniu we Wrocławiu, gdy wychodzę Dziadek uśmiecha się, puszcza mi oko i wciska (tak, żeby Babcia nie widziała) 20 dolarów w moją zamkniętą dłoń. Wówczas widziałam Go po raz ostatni - kilka miesięcy później niespodziewanie zmarł, a ja nie dałam rady dotrzeć na pogrzeb. Do dziś nie umiem sobie tego wybaczyć!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój ukochany dziadek "odszedł", choć jeszcze żyje. Dalej jest kochany, ale po udarze jest dużym dzieckiem. Przed udarem, dziadek, już za czasów naszego dzieciństwa, pan po 70-tce, zjeżdżał z nami na sankach z górki, i tylko babci nie mogliśmy się przyznać do tego, bo zaczynała: "durny, na starość jeszcze połamać się chce". A dziadek tymczasem z uporem maniaka unikał lekarzy. Dziadek przed wylewem był wzorem mężczyzny: z oszczędności wielkiej sam robił zakupy i na drugi koniec miasta potrafił pójść, albo 10 przystanków tramwajem pojechać, żeby 5 groszy tańsze kajzerki kupić. Gdy pozwolił jakiejś niewieście udać się ze sobą na zakupy, nigdy nie pozwolił jej dźwigać siatek. Taki był ten dziadek, i tylko ze swoim bratem stryjecznym był w waśni, jak to dwa scyzoryki z kieleckiego. Po wylewie, 5 lat temu, dziadek zdziecinniał, ulubione stały się słowa "ja, mnie, moje",i do łez potrafią nas rozbawić skojarzenia jakie przychodzą mu do głowy. Np. Płacz podczas pasterki na słowa kolędy o bezbronności Pana Jezusa, które jak później się okazało przypomniały mu czas, gdy na turnusie rehabilitacyjnym babcia wyszła na chwilę do łazienki, i on ją wołał, a ona nie przychodziła. Takie tam wzruszenie;-). Cieszymy się jednak, że jest i pradziadek jest bardziej dziadkiem dla mojego syna, niż jeden żyjący jego dziadek.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziadek mojego taty pochodził z biednej rodziny ze wschodu. Podobno ślub z babcią był wielkim mezaliansem, bo jej rodzina posiadała spichlerz. Zyli w biedzie z sześciorgiem dzieci, a życie to raczej łatwe nie było. Po latach od babci chorej na alzchaimera dowiedziałam się, że kochała innego, ale on nie wrócił z wojny. Czy to było powodem, że dziadek nie stronił od kieliszka nie wiem do dziś. Pamięć dziecka jest niezwykle wybiórcza. Nie pamiętam awantur z dziadkiem w roli głównej. Czasem spotykaliśmy go pod wiejskim sklepem, gdzie uśmiechał się do nas dobrodusznie. Pamiętam za to, że zawsze w kieszeni miał cukierki i orzechy. Woził nas do lasu koniem i uczył powozić. Wiśta, hejta, wio krzyczała nasza wesoła gromadka wnuków.
    Jak to się stało, że mój tato jest najlepszym dziadkiem na świecie nie wie nikt.

    Niedawno asteroida miała uderzyć w ziemię. A może miała to być kometa? W każdym razie podeszliśmy do tego bardzo edukacyjnie. Chłopcy wraz z mężem złożyli mini teleskop. Niestety matka w swych zapędach edukacyjnych nie przypuszczała, że przez taką drobinkę nic nie będzie widać. Chłopcy pełni nadziei czekali w piżamkach z nosami przyklejonymi do szyby. I tu na scenę wkracza super dziadek. Bo oto nagle niebo rozbłysło i naszym oczom ukazała się smuga światła. To dziadek schowany za winkiel wypuścił sztuczny ogień tuż przed szybą. I tylko wielka radość i miłość w oczach starszego smyka pozwoliła mi się zorientować, że on wie skąd w naszym ogrodzie kometa. Mały twierdzi do dziś, że ją widział :))

    OdpowiedzUsuń
  18. O dziadku Antonim wspomnień nie mam żadnych. Odszedł gdy miałam 4 miesiące. Czasem siostra opowiada jaki był, jak bardzo lubił nas rozpieszczać,że zawsze miał w kieszeni cukierki i lizaki. Dziadek Piotr był samotnikiem. Niby był,a jakby go nie było. Przychodził, odchodził. Zawsze trochę na uboczu. Lubiłam patrzeć jak swoimi styranymi palcami wybierał ziemniaki z kopca, jak zbierał chrust w lesie. Czasem się wtedy do nas uśmiechał. Pomimo swoich 96 lat nigdy nie usłyszałam żeby coś go bolało. Przed śmiercią nikogo nie rozpoznawał, ale uśmiechał się do nas cały czas.
    Historia lubi się powtarzać. Ukochany dziadek Czesio odszedł, gdy Florentynka miała 7 miesięcy. Nie mają nawet wspólnego zdjęcia...nie zdążyliśmy go zrobić.
    Dziadek Antoni (syn Antoniego) pomimo przebytego udaru i częściowego paraliżu stara się nadrabiać za dwóch dziadków naraz.
    Mam nadzieję, że historia nie powtórzy się już nigdy więcej - mrowkaz

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziadzio Stefan - to niekończące się opowieści o koniach. Dziadek był ułanem, konie były dla niego wielką miłością. Jako dziecko słuchałam opowieści dziadka z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. A dziadek opowiadał barwnie: o swoim koniu, którego stracił w walce, o swojej szabli, o najlepszym przyjacielu. Słuchałam jego słów jak najpiękniejszej baśni. Może dlatego lubię jazdę konną.
    Wspomnienie o dziadku Stefanie ma zapach drewna. Dziadek był stolarzem. Razem z moją siostrą cioteczną zakradałyśmy się do stolarni. To było prawdziwe królestwo. Ciężkie drzwi skrzypiały zdradzając nas, ale dziadzio zdawał się tego nie słyszeć. Wchodziłyśmy do wnętrza. Podłoga usiana miękkimi wiórkami i drobnymi trocinami, uginała się lekko. Przy ścianach stały drewniane bele, deski, w które dziadzio, niczym czarownik, potrafił wlać życie tworząc z nich: krzesła, stoły, stołki, ramy okienne, szafki, szafeczki, łóżka. Razem z siostrą wygrzebywałyśmy z trocin niepotrzebne już fragmenty drewna, powycinane w różne walce, stożki, sześciany. Zebrany łup wynosiłyśmy ze stolarni i dopiero zaczynała się zabawa. Powstawały wieże, zamki, fortyfikacje, domki dla lal i różne twory wyobraźni dziecięcej.
    Wspomnienie o dziadku Stefanie ma smak słodkich "szczypek" które przynosił z odpustu i wręczał mnie i siostrze.
    Wspomnienie dziadka wlewa ciepło i błogość w serce.
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej,
    ja nie mam wspomnien z dziadkami w tle. Moi jeszcze zyja, tak samo jak babcie. Oczywiescie, ze pamietam rozne sytuacje, upadek z roweru, chodzenie po "piaskach" i wiele innych. A tak serio to moj dziadek - tato od strony mamy, mnie wychowal. Odprowadzal do przedszkola, zerowki, pierwszej klasy. Bawil sie poki kobiety nie wrocily z pracy, spedzilam z nim cale dziecinstwo, bo jak ja sie urodzlam on wlasnie przechodzil na emeryture. Ja mam tylko jedno wielkie wspomnienie, ze to najwspanialsza osoba na swiecie, ktora nauczyla na rowerze jezdzic i pokazala takie drogi jak nikt inny. Teraz moi dziadkowie sa w dosc powaznym wieku, nie maja sily na zabawy, gonitwy, podniszenia, ale co jest najwspanialsze biora czynny udzial w wychowaniu chlopakow. Jak tylko zjawiamy sie w domu w Polsce to caly swiat sie zmienia. Babcia gotuje nam obiady, dziadek zabiera nad rzeke (wroc - pradziadek i prababcia, bo juz awansowali). I moia najwieksza radoscia jest to, ze oni moga uczestniczyc i podpatrywac zycie chlopakow, bo to im sprawia najwieksza przyemnosc. Jak patrze na zdjecia mojego dziadka z laska, a obok niego moj mlodszy pokazuje mu jablko to nie daje rady, jak mlodszy wie, ze pradziadek nie wezmie na rece, bo nie moze, ale mimo wszystko nalezy go zaczepiac i mimo wszystko pala do niego wielka dziecieca miloscia. Starszy "woli" prababcie, bo z nia pierogi mozna zrobic, zagrac i oszukiwac jak sie chce. Mieszkamy w tym czasie w moim starym pokoju. Przez pierwsze dni chlopcy nie chca schodzic na dol do pradziadkow, pozniej nie mozemy ich zapedzic na gore :)
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Takie kartki tez posiadam, ale wiecej babci pismem, chociaz identycznie wyglada jak u Ciebie. I tak sobie jeszcze pomyslalam, ze ja nie mam konkretnych wspomnien z dziadkami, bo ja z nimi do 25 roku mieszkalam i do tej pory pomieszkuje jak tylko wracam do domu rodzinnego :) A drugich tez mialam i mam na wyciagniecie reki, i sporo czasu tam spedzalam i tam mam wiecej wspomnien co robilismy, bo byly wyjatkowe pod tym wzgledem, ze niecodzienne. Ze do lasu poszlismy, ze wlasnie na piaski, ze grzyby zbieralismy, a u tych na dole to po prostu obiad i gonitwa z dzieciakami na ulicy. Mimo, ze ciagle sa obecni to po prostu sa dniem codziennym :) Takim waznym dniem codziennym.

      Usuń
  21. Jednego dziadka nie pamietam w ogole. Drugi zmarl jak mialam 8 lat, wiec jakies tam mgliste wspomnienia mam. Niezbyt pozytywne niestety. Moj dziadek byl domoroslym wynalazca, ciagle konstruowal jakies maszyny i maszynki. Gromadzil je w babcinej kuchni, a ze wiekszosc miala ostrza i ogolnie ostre krawedzie, wiec wnukom do kuchni byl wstep wzbroniony, zebysmy sie nie pocieli. I takie jest moje najwyrazniejsze wspomnienie o dziadku: stoi w drzwiach do kuchni, taki wychudzony (juz wtedy byl bardzo schorowany) i blokuje mi przejscie. :)
    A patrzac na list Twojego dziadka, to cos musialo byc w niegdysiejszej nauce kaligrafi. Jedna z moich babc miala identyczne pismo, a druga bardzo podobne, ale wezsze!

    OdpowiedzUsuń
  22. Mój UKOCHANY Dziadek zmarł dokładnie w moje 22 urodziny, więc od 8 lat nie obchodzę ich zbyt hucznie (teraz mam 30 lat). Pamiętam jak cierpliwie czasem nawet przez pół dnia siedział na ławce przed placem zabaw, albo na pomoście nad jeziorem i czekał, aż się wybawię. Gdy już byłam starsza często razem latem spacerowaliśmy z psem. Podczas nich cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się, a że mój Dziadek (mimo cukrzycy) okropnym łasuchem był to lody były obowiązkowe. Raz mnie pyta chcesz loda - mówię, że nie. Dziadek przynosi mi dwie gałki lodów truskawkowych (swoich ulubionych, a prze ze mnie nielubianych). Następnym razem znów mnie pyta czy chcę loda - ja na to, że nie i co mi przynosi - dwie gałki lodów truskawkowych :) Potem już zawsze prosiłam o dwie gałki czekoladowych. Śmiać mi się chce, gdy przypomnę sobie scenę, gdy siedzę z Babcią na tarasie, a Dziadek niedaleko nas podlewa tuje i z diablikami w oczach pyta - Babka ochłodzić Cię!?
    Bardzo za nim tęsknię.

    OdpowiedzUsuń
  23. Choć patrzy na mnie z góry od 10 lat, mam przed oczami jego przeniebieskie oczy a w uszach nadal słysze Jego głos. Naszych wspólnych wspomnień są miliony. To On towarzyszył mi, gdy uczyłam się jeździć na rowerze, z Nim zrywałam pierwsze letnie poziomki, to on czekał na mnie pod szkołą każdego dnia, gdy z niej wracałam. Ale jest jedna taka rzecz, którą będę pamiętać dokońca życia. Pamiętam, jak uwielbiałam dotykać płatek jego ucha, najdelikatniejszą wtedy rzecz na świecie.Mogłam tak leżeć wtulona w Niego, z moją ręką przy Jego uchu. Świat się zatrzymywał na chwilę. Dziękuję Ci Dziadziusiu, że byłeś.


    marysia

    OdpowiedzUsuń
  24. Wspomnienie bardzo miłe moje z dziadkiem to czas kiedy byliśmy u niego na jakiś wakacjach czy feriach, mieszkał od nas niedaleko, nie miał wielkiego domu tylko pokoik na samej górze kamienicy gdzie wchodziło się bardzo stromymi drewnianymi piszczącymi schodami. Byliśmy tam razem z bratem i pamiętam jak bawiliśmy się z dziadkiem, jeździliśmy na rowerze i rąbaliśmy drzewo ;)
    Dziadek bardzo dobrze gotował i do dziś pamiętam te smaki i zapachy, uwielbiał do wszystkiego dawać dużo pieprzu.
    Pamiętam również jak dziadek był u nas na kawie prawie codziennie w określonej godzinie, przyjeżdżał motorem i przynosił nam osobiście listy :) ponieważ był listonoszem :) Uwielbiałam jego wielką torbę pełną listów i papierków. Siadał sobie zawsze w tym samym miejscu, rozmawiał z rodzicami a ja siedziałam i patrzyłam na jego wielkie dłonie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Moi obaj dziadkowie odeszli zbyt szybko, zebym mogla ich pamietac, ale mama zawsze opowiadala mi, ze tato mojego ojca byl bardzo dobrym i cieplym czlowiekiem. Podobno bardzo sie cieszyl, kiedy sie urodzilam i strasznie mnie rozpieszczal, spacerowal tez ze mna za raczke po ogrodzie i obejsciu i stad wlasnie bierze sie moje wspomnienie, ktorego w zasadzie nie powinno byc, bo bylam wtedy zbyt malutka ( niecale dwa lata moglam wtedy miec ) ale pamietam doskonale! Jak dzis moge sobie przypomniec, jak siedzialam na kolanie dziadka, kiedy on kucajac na ziemi opieral jedna ciepla dlon na moich pleckach, a druga pokazywal mi mieszkancow ogromnej kroliczej klatki. Fascynowaly mnie te puszyste zwierzaki z dlugimi uszami, ale tez troche sie ich balam, dziadek jednak mowil spokojnym, cieplym, jak owo letnie, sloneczne popoludnie glosem. Opisywal mi kazdego kroliczka z osobna, a ja sluchalam jak zaczarowana! To wlasnie jest najmilsze i najwyrazniejsze wspomnnienie z mojego dziecinstwa. Szkoda dziadziu, ze sie nie moglismy poznac, na pewno bylibysmy przyjaciolmi i dziekuje Ci za to piekne wspomnienie malej dziewczynki...

    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
  26. Wspomnienie-niewspomnienie.

    Działo się to przed ponad 20 laty. Przystępowałam właśnie do Pierwszej Komunii. Wystrojona w piękną sukienkę (zapewne z falbankami), we wianuszku na głowie, zaczesanym dobierańcem, ale przede wszystkim PRZYGOTOWANA. Do psalmu, ma się rozumieć. Z pewnością dużo ćwiczyłam przed, żeby jak najlepiej wypaść podczas uroczystości. Po mszy, zadowolona z siebie, rozmawiałam z dziadkiem:
    Dziadek: Kto tak ładnie śpiewał psalm?
    Ja: To ja, dziadku.
    Dziadek: Nie, nie. To ta druga dziewczynka.
    ...
    Przez lata nosiłam w sobie to wspomnienie smucąc się, trochę dziwiąc, jak dziadek mógł mi coś takiego powiedzieć. Byłam przecież jeszcze małą dziewczynką, która nie była gotowa na taką, bądź co bądź, krytykę.
    Ostatecznie po wielu latach, podczas innej uroczystości rodzinnej opowiedziałam ową historię, jako anegdotę - cóż mi pozostało, jeśli nie śmianie się z tamtej sytuacji :) Po słowach "Nie, nie, to ta druga dziewczynka" moja mama rzekła:
    - Ale córeczko, przecież Ty wtedy nie śpiewałaś psalmu!
    ...
    Ufff, teraz to i ja zanoszę się gromkim śmiechem na wspomnienie tego, co to mi dziadek powiedział!

    OdpowiedzUsuń
  27. Przesympatyczny konkurs!
    Wspomnienia to jesdnak wspaniała rzecz.
    Mój Dziadziuś z powodu wojny ożenił się późno, a syn urodził mu się dopiero, gdy miał 50 lat. Poznałam Dziadzię, bo sam żył niemal sto lat, choć uważam, że i tak nie zdążyłam się nim nacieszyć.
    Józef był najprzystojniejszym spośród 9 synów pewnej rodziny. Został stolarzem artystą i zapalonym pszczelarzem. Babunia twierdziła, że przegapił wojnę i czas ożenku przez swoje ukochane pszczoły. Dzieje ich małżeństwa noszą znamiona powojennych problemów. Udało się je jednak przezwyciężyć i dziadkowie żyli długo w wybudowanym przez siebie domu.
    Pamiętam Dziadka bardzo dobrze. Jego powierzchowność zwracała uwagę, nie dziwię się, że Babunia zwróciła na niego uwagę w pociągu, choć wtedy miał kruczoczarne włosy, ja pamiętam go siwego jak gołąbek. Był zawsze opalony od pracy na ogrodzie i zawsze w nienagannym stroju. Na co dzień chodził w beżowej wiatrówce i kaszkiecie, a gdy chciał być bardzo elegancki, zakładał garnitur i wypastowane, wiśniowe półbuty pamiętające czasy młodości. Dziadziuś, choć niemal do końca swojego życia pracował w przydomowym warsztacie, zawsze miał cudowne, mocne i zadbane dłonie, bez śladu czasem brudzącej pracy. Zawsze elegancki i nieskazitelny - nic dziwnego, że oczarował Babunię.
    Jednak charakter to to, co spowodowało, że miał tak wielki wpływ na moje życie. Był niezwykle skromnym, spokojnym człowiekiem, uczciwym, pracowitym, wesołym. Uwielbiał piękno, mnie i swoje pszczoły. Miekaliśmy razem z Dziadziusiem i Babunią, więc moje dzieciństwo nierozerwalnie kojarzy mi się z nim - dzień zaczynałam od wędrówki do łóżka Dziadków, gdzie Dziadiuś opowiadał mi historie z czasów swojego dzieciństwa. Towarzyszyłam mu w czasie pracy w warsztacie, piliśmy razem kawę, zaparzoną przez Babcię (ja zbożówkę, nie miałam nawet 3 lat). Dziadziuś, udając się na popłidniową drzemkę zabierał pod pachę książkę, mrugał do mnie i zamiast spać, czytał mi, a ja dłubałam palcem w słomianej makatce. Był, obok Babuni, najwspanialszą osobą w moim życiu.
    Z historii przyszła mi na myśl jedna - gdy siedziałam z nim w warsztacie, zawsze dawał mi jakieś "zabawki", np.młotek, mnóstwo gwoździ i deseczkę albo garść podkładem i wielki magnes. Często rysowałam na deskach, które mi dawał. Pewnego razu poczułam wenę, przyniosłam swoje kredki i nasmarowałam odrażające dzieło na desce - jakieś okropne królewny z wiechciami, zamiast rąk, kiście lamp i bardzo realistyczny wizerunek naszego psa (z psim przyrodzeniem...). Jakież było moje zdziwienie, gdy po raz pierwszy moj Dziadziuś ze średnim entuzjazmem podszedł do mojego dzieła. Okazało się, że użyłam fragmentu antycznej szafy sąsiada :-D

    OdpowiedzUsuń
  28. Gdy myślę o dziadku to najbardziej pamiętam twaróg cienko krojony na świeżym chlebie. W maleńkiej kuchni, z maleńkim oknem, przez które jednak sporo ciepłego światła wpadało. I zapach ogórków z działki pamiętam. Dziadek mój nie miał jednego palca, którego? I jak to się stało? Chyba przy pracy stolarskiej, ale jak i gdzie? Pamięć zawodzi. Opowiadał na pewno! Był świetnym stolarzem, a na prawym przedramieniu miał wielki tatuaż. Intrygował mnie, gdy głaskałam to ramię zawsze z uśmiechem powtarzał- błąd młodości, ten tatuaż. A mi się podobał! Dziadek cały mi się podobał. Szczupły, przystojny, o przenikliwym spojrzeniu. I uwielbiałam jego poczucie humoru! Miał czerwony rower, sztywno wyprostowany jeździł nim na działkę. To była jego miłość, jego drugie życie. Wypieszczony, wychuchany kawałek gruntu, na wejściu krzak róży, mała altanka, winogrona i pełno kwiatów. Stara wanna, którą napełniał dla nas zimną wodą. Poza tym był charyzmatycznym i silnym mężczyzną, takim niezniszczalnym…
    Pamiętam, gdy w środku lasu czekaliśmy na powtórne wyniki badań, wybiegł z kliniki wołając: Jestem zdrowy, zdrowy jak ryba! Do dziś nie wiem czy naprawdę tak się pomylili, tak mu powiedzieli, czy wiedział, ale nie chciał byśmy i my już wiedzieli…
    W albumie Babcia ma zdjęcie z kalwarii licheńskiej, dziadek pod pierwszą stacją drogi krzyżowej z napisem WYROK. Jego banka mydlana pękła 14 lat temu :(

    OdpowiedzUsuń
  29. Oj dziadek to był dlamnie jak ojciec! Nie majednego wspomnienia bo jest ich całe mnóstwo...Był idolem z dzieciństwa ...nikt
    tak jak on nie puszczał kaczek na jeziorze! Pomimo swojego sędziwego
    wieku- mając lat 6 , każdy wiek powyżej lat 20 wydaje się sędziwym:p-
    był doskonałym sportowcem. Pamiętam do dnia dzisiejszego ścianę
    pełną medali i pucharów za osiągnięcia sportowe, a ja miałam
    wrażenie, że mój dziadek jest Supermen-em:)))Dzięki niemu nauczyłam
    się jeździć na rowerze i łyżwach, a pływanie było naszą co roczną
    rozrywką na Mazurach! Jako dorosła kobieta jestem mu dozgonnie wdzięczna
    za wszystko czego mnie nauczył, tak więc rozbijanie namiotu czy
    rozpalenie ogniska to dla mnie pikuś:) Dziadek wiedział co w życiu może
    mi się przydać...i muszę się przyznać, że do dziś jest wielkim
    bohaterem w moim oczach i strasznie żałuję, że mój synek nie zdążył
    go poznać...Tak więc ci idole z lat dzieciństwa poznają nim na
    zawsze!!!

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy zamykam oczy i myślę dziadek… to widzę mojego dziadka Henryka, widzę go z fajką i obłoczkami dymu nad głową. Widzę, jak masował mi nogi kiedy rosłam, widzę, jak przytulał gdy stłukłam kolano, jak opiekował się mną gdy chorowałam. To on nauczył mnie kochać ludzi i zwierzęta, właśnie od niego zaraziłam się wielką miłością do naszych mniejszych braci. Potrafił poświęcić się bez reszty temu, co kochał i potrafił zarażać tym innych. Choć odszedł 15 lat temu doskonale pamiętam jego twarz, jego głos, zapach tytoniu zmieszany z wodą kolońską, poczucie humoru, cierpliwość gdy graliśmy godzinami w warcaby. Pamiętam jak przenosił mnie przez rzekę bo bałam się zmoczyć stopy, jak dbaliśmy razem o ogródek, chodziliśmy na spacery do lasu, jak odprowadzał mnie do szkoły i czekał pod nią gdy wychodziłam. Dbał o to bym wszystkiego spróbowała sama, pomagał, prowadził ale nie wyręczał. Odszedł za szybko, ale mam to szczęście, że zachowałam go w pamięci i dał mi od siebie wiele, cząstka jego żyje w moim sercu. Dzisiaj wiem, że bez niego nie byłabym taką osobą, jaką jestem dzisiaj. A gdy mam problem, zwracam się w myślach właśnie do niego, działa, pomaga, koi… Dziadziusiu dziękuję!

    Kiedy myślę dziadek staje mi przed oczami też tata mojego taty - Janek. Człowiek o wielkim sercu i niesamowitej życiowej mądrości… Osoba niezwykle ciepła, wesoła, choć z dystansem do na, dzieci. To z jego opowieści wiem jak można się poświęcić dla swojej drugiej połówki, jak można o nią zabiegać, troszczyć się i być dla niej oparciem, jak można tęsknić po jej odejściu, babci nie poznałam, ale mam wrażenie że ją pamiętam, dzięki opowieściom dziadka. Historie o czasach wojny, o zabieganiu o względy babci, o jego bracie, który zginął w obozie pamiętam ze szczegółami. Dziadek Jaś był człowiekiem niezwykle pracowitym, nie potrafił siedzieć bezczynnie, zawsze znalazł sobie coś do zreperowania, budował domki dla ptaków, dbał o drzewa, prostował stare gwoździe  Jego praca nie zawsze miała sens, ale ją wykonywał, bo to trzymało go przy życiu. Pamiętam, że wszędzie chodził ze swoim psem, ale gdy ubierał się w garnitur i wsiadał na rower by jechać do kościoła, pies wiedział, że nie może za nim biec. Do dziś nie wiem jak to możliwe! Dziadek był ostoją spokoju, nie pamiętam dnia bez uśmiechu, bez żartu, nawet gdy walczył z chorobą, choć cierpiał, nie okazywał nam tego. I ostatnia rozmowa, która zapamiętam na zawsze: Dziadziu, będzie dobrze zobaczysz… Uśmiechnął się tylko i pokręcił głową… Oczy miał pełne łez, czuł, że odejdzie.

    Dziadkowie… dostałam od nich tyle miłości, spokoju, uśmiechu, dobrych słów. Dzięki nim potrafię się śmiać, na świat patrzę optymistycznie. Bo ludzie starsi są trochę jak dzieci, można się od nich wiele nauczyć i wiele można dla nich zrobić. Myślę, że to dzięki nim mam taką słabość do starszych ludzi, uwielbiam z nimi rozmawiać, czuć, że mogę im pomóc. Wiem, że to od nich nauczyłam się jak kochać. I kocham, całą sobą i potrafię to okazać!


    Olgo! Dziękuję Ci za możliwość powspominania, przez chwilę poczułam jak bardzo za nimi tęsknię, przejrzałam albumy, wzruszyłam się i obiecałam sobie, że kiedyś moje wnuki też będą miały takie wspomnienia o babci Ani! Obietnicy dotrzymam! A co!

    OdpowiedzUsuń
  31. gotowane na parze ziemniaczki (z myślą o kurczakach)...
    ich smak!
    nigdy nie zapomnę!

    Dziadziuś [*] był cudownym człowiekiem...
    odszedł 5 lat temu tragicznie! ;(

    OdpowiedzUsuń
  32. Ps. zapraszam do siebie!

    http://islandofflove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  33. Niedzielne popołudnia to był rytuał;drożdżówka u Babci i herbata w szklance w srebrnym koszyczku(nie cierpiałam tych szklanek bo herbata gorąca, koszyczek się trzęsie i jak tu się napić? no ale jest elegancko:)! Za to drożdżówka, najzwyklejsza,bez dodatków kruszonki czy owoców, za to wyrabiona z serce, żółciutka i nawet po kilku dniach pyyyszna. Zawsze dostawaliśmy jedną całą drożdzówkę do domu, achh z masełkiem i kakao czy kawą Inką cóż to był za wypas, mnie nic więcej nie było do szczęścia potrzebne.
    Niedziele, niektóre, to także obiad u Babci,z których najbardziej pamiętam rosół z makaronem, ale takiego makaronu jak Babcia nikt nie potrafił zrobić! Był taki delikatny,fajnie śliski ,drobniutki ,prawdziwy "makaron Babuni".
    Czasem zostawaliśmy z bratem na weekend u Babci(żeby Rodzice odpoczęli;) i gdy żył Dziadek, to do tej pory pamiętam wygrywany w radio hejnał a my z dziadkiem zasiadaliśmy przy herbacie, dziadek z kredensu wyjmował ciasteczka w kształcie zwierzątek,no i mieliśmy najlepszą zabawę -zjeść jelenia, a może kota.
    Babcia była krawcową, no i cóż mówić byłam wystrojona od stóp do głów, oryginalna przy tym i zawsze jak miałam w głowie jakiś pomysł Babcia mi go realizowała.Stukot maszyny ,wycinanie, kreślenie mydłem po materiale szablonu do wycięcia, igła ,nitka, szydełkowanie, to dla mnie były miłe ,fantastyczne,ciekawe chwile. Uszyłam z Babcią poszewkę na poduszkę, którą mam do tera. A ostatnio Mama przy wyciąganiu dla mojej Córeczki lalek, znalazła ,uszytą przeze mnie na maszynie(oczywiście pod okiem Babci) sukienkę...no i Córeczka ubiera w nią lalę.
    Babcia już odeszła,a ja długo jeszcze po jej śmierci miałam odruch by jechać na niedzielną drożdżówkę, bardzo długo. Zawsze ciężko się o tym mówi, pisze(drugiej Babci i Dziadka w ogóle nie pamiętam,młodo odeszli,a Babcia widziała mnie tylko tuż po urodzeniu,"przetrzymała śmierć" by mnie zobaczyć-a Rodzice pędzili ze mną,świeżo urodzonym noworodkiem do innego miasta ,pożyczoną zastawą by zdążyć Babci mnie pokazać), dlatego staram się pamiętać tylko te miłe i śmieszne chwile, a więc kończąc moje wspomnienia,dodam,że druga Babcia,o której wcześniej pisałam ,stawała się także opiekunem naszego psa, gdy my wyjeżdżaliśmy na wakacje.Podczas jednego z naszych wyjazdów,nasza Nikusia pożarła Babciną protezę (w nocy wyciągnęła z kubeczka i chrup,chrup, schrupała).A Babcia zawsze nam ze śmiechem wypominała,że to była jej najlepsza proteza, potem już takiej jej nie dopasowali:) Pozdrawiam Karolina

    OdpowiedzUsuń
  34. Witam:) Znalazłam Twojego bloga przypadkiem:) Ale coraz częściej zaczynam wierzyć, ze rządzą naszym życiem:) Jestem nauczycielką przedszkola i jakoś blisko mi tu:) Przeczytałam o dziadkach i naszła mnie refleksja.....Jestem już mamą dorosłych dzieci, więc kawał życia za mną;) Miałam dziadków, ze strony mamy. Wychowywali mnie do 7 roku życia. Ale byli nietypowym małżeństwem i o ile dziadek był ciepłym kochanym człowiekiem, babcia....No właśnie:) Nie mam ciepłych wspomnień związanych z nią. Była typem tyrana, damą w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Kierowniczka sklepu, wypielęgnowana, pachnąca, zawsze elegancka i świeżo po wizycie u fryzjera. Nie pasowała do dziadka, skromnego człowieka, który prowadził dom, sprzątał, robił zakupy i gotował pyszności (smaku prażuchów nie zapomnę i nie umiem powtórzyć. Nie była ciepłą babcią, jednak to jej wiele zawdzięczam: zaszczepiła we mnie miłość do książek i do nauki,. W wieku 4,5 roku czytałam sama.....a potem w czasach, kiedy książka była towarem deficytowym, jako kierowniczka sklepu mająca znajomości, zdobywała dla mnie perełki polskiej i zagranicznej literatury. Do dziś je mam:) Dzisiaj, mimo, że od ich śmierci śmierci minęło wiele lat, czasem myślę, ze nie wykorzystałam do końca danej mi szansy posiadania dziadków, żal mi, że nie powiedziałam im jak bardzo ich kocham, każdego, mimo różnicy charakterów inaczej ale bardzo i ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Moje ciepłe wspomnienia związane z babcią to pyzy podczas niedzielnego obiadu, które uwielbiałam i zapach placka drożdżowego, którego woń czuć było już na ulicy :D do dzisiaj nikt nie potrafi takiego upiec :D

    Pozdrawiam http://www.mylittlesofie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  36. Moje dziadki żyją. Obydwa :) Każdy z nich jest inny i każdy wspaniały. Tata Taty zabierał nas zimą na sanki. Wszystkie wnuki, a wtedy było nas ośmioro, w grupkach zjeżdżaliśmy z dziadkiem z górki w Lasku Północnym, którą sam co jesień przygotowywał; wycinał korzenie, usuwał duże gałęzie, wyrównywał. A sanki drewniane, zawodowe, długie - z dziadkiem i czwórka mogła jechać. I jeszcze dzięki niemu na łyżwach nauczyłam się jeździć. Dziś ma 86 lat i na sanki nadal co zimę chodzi, łyżwy wiszą od 4 lat na sznurówkach w piwnicy.
    Tata Mamy pływał na dalekomorach (chyba tak to się pisze), do Afryki, południowej Europy; był górnikiem, policjantem, pływał w osadzie wioślarskiej, kapitanem na kutrze rybackim i władał kilkoma językami. Interesuje się wszystkim. On opowiadał mi i siostrze o dalekich krainach, o cudownościach Afryki. Na ścianach w ich mieszkaniu do tej pory wiszą afrykańskie maski, rogi bawołu i słonia, a pod ścianą stoi metrowa drewniana murzynka. Magia. A dzisiaj wymieniamy się nowinkami technicznymi i gramy w gry internetowe i play station :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Jakaś biała sukienka, nie do końca nawet wiem, czy była czysto biała, czy brudno biała, czy kremowa, czy ecru, czy może w kolorze gołębich piór. Dopiero przyszłam na świat, a ona czekała na mnie, zrobiona na drutach przez ciocię, co mieszkała za ścianą. Tę wełną przywiózł zza granicy mój Dziadek. Rodziłam się w tych czasach, gdy polowanie było na porządku dziennym, gdy trzeba było stać w kolejkach i kupować to, co akurat było - nieważne, czy potrzebowałaś, czy nie. A on tę wełnę przywiózł, bo wiedział, że jestem w brzuchu, że kopię, że wyjdę niedługo... Minęliśmy się - ja przyszłam, a ona właśnie wychodził. Minęliśmy się, zahaczyliśmy tylko małymi placami dłoni, na chwilę, na sekundę, bo gdy ja już jedną noga tu, to ona już jedną nogą tam. I tylko ta wełna została w mojej głowie, z opowiadań, bo nie pamiętam czy gryzła, czy była miła. I tylko ta wełna, bo "Masz, będziesz miała dla córki..."

    OdpowiedzUsuń
  38. Drewniana ławeczka pod akacją....lato...tak w zasadzie to właśnie lato przede wszystkim trwa w moich wspomnieniach związanych z dziadkiem Władkiem, bo właśnie w wakacyjny czas spędzałam w Święcicach na mazowieckiej ziemi, gdzie właśnie na całkiem zwyczajnej drewnianej zbitej z desek ławeczce pod akacją w cieniu siedział dziadek i patrzył....przed siebie...na to co kochał....na pasące się krowy, których pilnował leżący przy jego nodze kolejny Misiek...na las, na staw pod lasem, na boćki chodzące po łące wśród krów....w sobie miał wojnę, AK, obóz koncentracyjny, ale nam wnukom nie chętni o tym opowiadał, czasem tylko nocny krzyk-zły sen -wspomnienie....nas wnuki, a miał ich 18-ścioro, nauczył kochać maki w polu i ziemniaki z zsiadłym mlekiem,wieczorne ujadanie psów na wsi i....długo by pisać.....nauczył nas kochać ziemię....tak ziemię... często brał grudkę ziemi do ręki...z szacunkiem.... miłością.... i to zapadało mi w duszę i jest tam do dziś choć ławki pod akacją już nie ma....

    OdpowiedzUsuń
  39. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  40. Mój Dziadek, jakże podobny do tych o których mowa powyżej.
    Miał wspomnienia z czasów wojny i nawet ślad po kuli w plecach.
    Miał rower zwany "kozą" do którego nigdy nie dorosłam.
    Hodował króliki i zawsze na wakacje planował młode, tak abym mogła się nimi bawić jak przyjadę.
    Pokazał mi kombajn i sianokosy
    Woził mnie wielkimi taczkami i pozwalał wnosić zborze na strych.
    Nie pozwalał wchodzić na starą piwnice, ani spać z kolegami pod namiotem.
    Wiecznie kłócił się z babcią i tęsknił za nią gdy wyszła na dłużej.
    Spał przy włączonym telewizorze i budził się gdy tylko go zgasiliśmy :)
    Robił groźną minę i budził respekt wśród moich znajomych, a ja uśmiechała się pod nosem, bo dobrze znałam jego drugie oblicze albo po prostu jego słabość do wnuczki, którą nazywał imieniem swej córki (mojej mamy) :)

    OdpowiedzUsuń
  41. 25 lat temu moi Dziadkowie (Dziadek i Babcia) wyjechali daleko daleko daleko w świat. Ze Śląska w odległy zakątek Wielkopolski. Ja wtedy miałam 5 lat. Wspominam cudowne wakacje na wsi. Rok w rok. To właśnie Dziadek przyjeżdżał po wnuczkę. Biedną często chorującą wnuczkę. Wsiadaliśmy do pociągu i jechaliśmy 12 godzin w kierunku ich malutkiej wioski. W pociągu to Dziadek był zawsze przejęty. Czy aby znajdzie miejsce do siedzenia, że źle bo jesteśmy w wagonie dla palących itp. Jak to dorośli się martwią. Tym bardziej dumny Dziadek co wiezie wnuczkę. Do tej pory jest w rodzinie znana anegdota jak to wygoniłam w wieku 5,5 roku 4 rosłych facetów co chciało palić w przedziale dla palących słowami "przy dzieciach się nie pali". Dziadek jak opowiada pęka z dumy. To Dziadek pokonał mój lęk z wysokością. Nie naciskał żebym wchodziła po drabinie jak inni się kręcili. Byliśmy sami, a reszta rodzinki zdziwiona bo ja z Dziadkiem muruję oborę. To Dziadek wymoczył moje nogi w baniaku z wodą po tym jak pomagałam przy wykopkach. A wtedy to się działo bo Babcia za nim latała i krzyczała "stary, a głupi to dziecko cały czas choruje". A ja na przekór Babci nie miałam zamiaru zachorować. To Dziadek nauczył mnie, które grzyby są dobre, a które złe i całej przyjemności z chodzenia po lesie. To Dziadek nauczył mnie, że ciężka praca może być zabawą i nieść przyjemność. To Dziadek był naszym bohaterem bo jako jedyny był w stanie okiełznać złego kozła Capa. Dziadek nie był by jednak tym Dziadkiem gdyby nie Babcia. To jedyna osoba, która potrafi złagodzić jego wybuchowy temperament. Bo Dziadek od czasu do czasu musiał sobie krzyknąć. Jednak wszyscy kochali tam jeździć. W wakacje było głośno. + 20 domowników. Dom tętnił życiem. Teraz jednak wszyscy dorośli i każdemu za daleko. Smutne. Dziadek z wiekiem trochę przygasł. Chodzi o kuli. Po operacji serca. Po operacji na biodra. Po operacji na zaćmę w obu oczach. Jednak jak pomyślę o Dziadku to wiem, że na 80% siedzi w swoim warsztacie zgięty w pół i coś reperuje. Dziadek Leonard zwany przez wszystkich Leszkiem.

    Teraz jestem zła i smutna. Bo w tamtym czasie to wakacje na wsi były wspaniałe i wspomnienia o nich się nie zacierają. Teraz jednak doceniam bliskość. I wolałabym, żeby Dziadkowie byli blisko. Godzina drogi, a nie dziesięć. W zeszłym roku zakochali się w niespełna rocznej prawnuczce. Mam nadzieję, że i w tym roku pojedziemy do Nich. Póki są. Chcę, żeby moja córeczka znała swoich pradziadków tak jak ja znałam swoją prababcię po której nosi ona swoje drugie imię. W domu jest Paulinką. U dziadków Nadzieją. Czekam w tym roku na "Lato Nadziei".

    OdpowiedzUsuń
  42. Ps. Wiem, że po czasie ale chciałam się i tak podzielić moją historią z Dziadkiem. U mnie niestety z moim szczęściem zawsze problemy mobilizacyjno-techniczne.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)