20 sierpnia 2013

Ewa idzie do przedszkola

Nowe kapcie, bajecznie kolorowy worek na nie, podpisany kubeczek i szczoteczka do zębów. Odhaczamy kolejne pozycje z listy wyprawkowej. Jak to się stało, że niedawno stresowaliśmy się z powodu naboru do przedszkola, a teraz to przedszkole już za moment udostępni nam wieszaczek z muchomorkiem, kwiatkiem lub biedronką? I jak poradzić sobie z wszystkimi emocjami, które czyhają na nas, szczególnie tłocznie, gdy gasimy nocną lampkę? Książką sobie poradzić. Książką, rozmową i abonamentem na przytulanie :)




Kubuś idzie do przedszkola. Ewa idzie do przedszkola. I on, i ona poznają różne uczucia i uczą się je rozpoznawać i nazywać.
Czują się zaniepokojeni, smutni, boją się... Równocześnie są ciekawi, podekscytowani i weseli. Wyobrażacie sobie? Tak skrajne uczucia i uwikłane w nie trzyletnie dziecko?





Ja nie muszę sobie wyobrażać. Codziennie widzę dziewczynkę, która chce iść do przedszkola, ale jednak nie chce. Cieszy się na nowe koleżanki i kolegów, ale jednak w ogóle nie chce ich poznawać. Nie może się doczekać wspólnych posiłków, ale jednak woli zostać w domu. Przymierza kapcie, ale oznajmia, że one to są do chodzenia po domu... I najbardziej, najbardziej onieśmiela ją myśl, że zostanie tam bez rodziców. A nas, rodziców, że zostanie tam bez nas* ;)



Pozostaje nam wspólna lektura i... bycie dobrej myśli, że Ewa - tak jak Kubuś - w przedszkolu trafi na cudowną wychowawczynię, która sprawi, że proces adaptacji będzie łagodny. Że zaprzyjaźni się z jakąś dziewczynką lub chłopcem i będą spędzać wspaniały czas przy wspólnej zabawie. Że będzie wiedzieć, że zawsze po nią przyjdziemy i że można na nas liczyć...




Niewiele tekstu, ale od emocji aż kipi. Idealna książeczka-manifest. - Nie jesteś sama, mam tak samo - bezgłośnie mówi Ewce Kubuś. - Nie jesteś sama, jesteśmy z tobą - mówimy my. I jesteśmy dobrej myśli... :)

Kubuś idzie do przedszkola, Monica Rinaldini, Vilma Costetti, 
tłumaczenie: Ksenia Zawanowska, Wydawnictwo Czarna Owieczka KLIK

Książka inspirowana ideą Porozumienia bez przemocy Marshalla B. Rosenberga

* Nie, nie ma rozdziału o rodzicach, którymi targają równie skrajne emocje. Może to i dobrze, bo gdyby Ewka go przeczytała i dowiedziała się o moim lęku, z pewnością uznałaby, że to przedszkole to jakiś wyjątkowo głupi pomysł ;)