10 września 2013

19 Wzrost rzeczywisty (bez czapki) 15 cm

Domowych to my raczej nie mamy... Okruszki pod stołem nie znikają, ba, jest ich coraz więcej i gdybym nie uruchomiła co dwa dni piekielnej maszyny ssącej, to byśmy w tych okruszkach pływali. Żabką. A i sterta prasowania nie maleje. Kurz - jak leżał, tak leży. Domowych to my raczej nie mamy. Za to w pobliskim parku, naszym ulubionym... Tam na pewno je widziałam! To musiały być skrzaty leśne!



Dlatego zawsze tak tam czysto i przyjemnie, że też wcześniej na to nie wpadłam! To nie firma dbająca o porządek, to skrzaty! I ta sójka, co mnie ostatnio odprowadzała, też na pewno niosła między skrzydłami małego przyjaciela... ;) A skoro już wiem, że są - jaki inny tytuł mogłabym wertować przed zaśnięciem?





Przyznaję się. Niby dla Ewki ta książka, ale jednak dla mnie. Przynajmniej na razie nie muszę się nią dzielić, bo treści dla mojej trzylatki trochę za trudne. Dała sobie poczytać o wyglądzie skrzatów, posłuchała o ich czapce, ale przy opisie fizjologii tych piętnastocentymetrowych ludzików ostentacyjnie kanapę opuściła. Za to ja się rozsiadłam. I zaczęłam prawdziwe ucztowanie...





220 stron bajecznie kolorowych ilustracji. Duży format, twarda okładka, książka szyta. Piękne wydanie. Album, encyklopedia, kompendium wiedzy, baśń. O skrzatach. Jakieś pytania na temat skrzatów? Tam znajdziecie odpowiedzi. Serio. Za Wydawnictwem Bona nie boję się powtórzyć - kultowa pozycja, zdecydowanie przekraczająca granice gatunków. Słów brakuje, zwyczajnie. Oglądam, znowu oglądam, potem jeszcze raz. Za każdym razem dostrzegam coś nowego! Oj Ewka, niebawem zabierzesz mi Skrzaty, muszę się nimi nacieszyć... :)




Ku mojemu zdumieniu doszły
mnie słuchy, że podobno są
ludzie, którzy nigdy nie widzieli
skrzata. Jestem przekonany,
że mają po prostu słaby wzrok.*


 Skrzaty, tekst: Wil Huygen, ilustracje: Rien Poortvliet, 
tłumaczenie: Barbara Durbajło, Wydawnictwo Bona KLIK

PS Żeby nie było, że nie ostrzegałam! Lektura nie dla ludzi o słabszych nerwach - w książce nie brakuje scen przemocy! A i tyłkiem czasem skrzaty zaświecą ;) A swoją drogą, przyznawać mi się, kto pamięta książkę Skrzaty z dzieciństwa? W sensie pierwsze wydanie z 1990 roku :) Ja własnego egzemplarza nie miałam, ale ilustracje nie są mi obce, już je kiedyś widziałam... Dla chętnych - tu słów kilka profesjonalnej recenzji KLIK


* Axel Munthe, motto z książki

19 komentarzy:

  1. Już zapisałam na liście książek do zakupienia! dziękuję za takie podpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ilustracje bardzo mi przypominają te z mojego egzemplarza książki "Na jagody" może to ten sam ilustrator??? Fantastyczna książka....a czapeczka taka sama jak ta ulubiona niedźwiedzia....hmm???pewnie dostał w prezencie od skrzatów:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzyłam o swoim egzemplarzu, z wypiekami wertowałam u koleżanki i nie zapomniałam:-) Moja trzylatka też pewnie jeszcze nie będzie chciała słuchać, ale miejsce na półce wybieram, tylko muszę się odkuć po ostatnich szaleństwach w NK:-) Cudne te Skrzaty!
    A B.Potter macie? Ewulczita lubi słuchać? Bo u nas się na razie nie przyjęły... Za to Gruffalo święci tryumfy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mamy! i jakoś nie mam zdania, bo nie znam treści :) cena mnie zawsze dobijała ;D ("Skrzaty" udało mi się bardzo promocyjnie kupić :)) Gruffalo mieliśmy tylko w języku angielskim, nie zainteresował jakoś Ewki, ja go lubię :)

      Usuń
  4. czekam z niecierpliwością do Gwiazdki, kiedy zasili naszą biblioteczkę :)
    a ilustracje w "Skrzatach" są przepiękne, z tego co widzę. Ponadto przypomniały mi zapomnianą bajkę z mojego dzieciństwa, którą uwielbiałam - "Wiwat Skrzaty".
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A gdzie Ewa w czapce skrzata się pytam się ? ;)
    Książkę znamy i lubimy, choć tak jak Ty przyznaję, że ona bardziej dla mnie na razie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w planach! tylko czerwony brystol muszę kupić i wycinek koła wyciąć! ;)

      Usuń
  6. To samo stwierdziłam jak zawitały do nas SKRZATY .. ta książka jest też dla mamy, bardzo ja lubię, choć Młody także ....

    OdpowiedzUsuń
  7. Nasze zdanie już znasz ;) I ciesz się nią póki możesz. My pierwsze słowne przepychanki mamy już za sobą. Szybko poszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczywiście, że miałam - ale wiesz trochę się wstydziłam bo tam nagie piersi były i o seksie parę słów:) A tak serio - to nie pamiętam szczegółów ale chyba reklamowali to w 5-10-15 i zapałałam takim pragnieniem tej książki, że dostałam o znałam na pamięc. A też była wieczorynka skrzaty dosyć spójna z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  9. wygląda to bardzo fajnie. Oj przydałby się nam taki skrzat w domu, pomógłby wieczny bałagan okiełznać!

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam kiedyś, robiłam kolorowe kserówki dzieciakom na lekcje angielskiego, jak się uczyliśmy o domu i ubraniach. I potem nie pamiętam komu pożyczyłam. A ten ktoś do dziś nie pamięta, żeby mi to oddać! Cholerka!

    OdpowiedzUsuń
  11. Też czaimy się Skrzaty:) Ja miałam ( teraz Mieszko ma;))w dzieciństwie " Leśny ludek i elfy" http://w.bibliotece.pl/books/b83d07a3693349aea29be4c0497a59cb/ i ilustracje podobne, z tego co pamiętam była też część " leśny ludek i skrzaty", można je dorwać na all i jeśli " Skrzaty" Wam się podobają to i te pokochacie:) Muszę zrobić wpis o tych Leśnych ludkach! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ajjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj! CHCE!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też swojego nie miałam, ale miała moja koleżanka i namiętnie ją oglądałyśmy w te i we wte (zatrzymując się najczęściej na ilustracjach wiadomych :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ze mną mieszkają krasnoludki - chyba z osiem i wszystkie w jednej osobie :)))) Ilustracje są przepiękne - muszę o niej nie zapomnieć w przyszłości :))) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętam , mam na strychu, przyniosę swoim dzieciakom. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)