25 października 2013

Ludzie liście* piszą...

Nie jestem pewna, jak ma na imię, ale raczej nie Artur. Nasz listonosz. Woła często za mną: - Pani Olgo, pani Olgo! Mam coś dla pani! Innym razem zapytany przez Ewę, czy coś dla nas ma, zaczyna tajemniczo: - Mam... I gdy Ewa ucieszona drepcze w jego kierunku, dodaje: - Uśmiech listonosza! ;)



I ma - faktycznie ma wtedy dla nas uśmiech listonosza. Lub listowego, bo raczej tak sam siebie określa :) Pewnego dnia przyniósł nam sporą kopertę, zawartość była twarda, w kształcie prostokąta. Ewkowy jeden rzut oka wystarczył - Książka! Mogę otworzyć? :)



Zatem nasz listowy przyniósł przesyłkę z opowieścią o listonoszu Arturze. I teraz powiem Wam, jak było. Najpierw książkę długo oglądałyśmy. Naprawdę długo. Jeszcze troszkę. I powrót kilka stron wcześniej. I minutkę jeszcze. Bo okienko w okładce, bo kolorystyka, bo ilustracje (Paweł Pawlak!), pocztowe detale, różnego rodzaju fonty, jakieś lakierowanie na okładce, dodatkowa rozkładówka w środku i na końcu... Na końcu ZNACZKI.




I teraz sobie wyobraźcie Ewkę, wielką fankę poczty - druków, stempli, datowników, kopert - jak te znaczki zobaczyła. Normalnie szaleństwo! Niemal musiałam ją słodkością przekupić, by się powstrzymała przed obklejeniem całego domu! By choć dała mi kilka zdjęć zrobić najpierw :) I teraz najlepsze - nabrałam się. Aż do momentu, gdy faktycznie dałam Ewce zielone światło na znaczków używanie, przekonana byłam, że to znaczki tradycyjne, z których Ewka z ekstazą zliże klej ;) A to naklejki! Zachwycona nimi jestem, znowu szczegółem, nie tylko samymi ilustracjami :) Próbnikiem kolorów, kropkami imitującymi miejsce perforacji, znacznikami do cięcia arkuszy. Ewka detalu nie ogląda, bo Ewka NAKLEJA. Sami wiecie, rozumiecie... ;) Ale wróćmy do książki.



Rzecz dzieje się we Wrocławiu. Głównym bohaterem jest listonosz Artur, a miejscem akcji jest ulica Złotego Dębu. Artur, jak każdego ranka, po posegregowaniu przesyłek wyrusza w trasę. Każda przesyłka to krótka opowieść. Historyjki są raczej ciepłe, choć sporo w nich samotności, szczypta nostalgii. Jest również tajemnicza przesyłka, o której więcej dowiadujemy się pod koniec lektury. I niby cała ta opowieść fajna, to jednak gdybym miała wskazać wynik - 1:0 dla Ilustratora. Po prostu :)


Zagadkowa koperta listonosza Artura, tekst: Gérard Moncomble, 
ilustracje i opracowanie graficzne: Paweł Pawlak
Wydawnictwo Format KLIK

* A my? Po lekturze - zabawa. Wiadomo, prawda? Tym razem bawiłyśmy się w "ludzie liście piszą" ;) Najpierw adresowanie koperty, litery rysowane często z prawej do lewej strony, pełne skupienie. Wybór znaczka pod kątem adresata. Naklejanie. I pakowanie do koperty listu, tfu! liścia! Pół dnia nam zeszło :)