10 grudnia 2013

Mysia orkiestra i człowiek orkiestra

Wbrew pozorom rzecz nie o orkiestrze. Wbrew pozorom to nie przygody myszek, grających na różnych instrumentach. Mimo że tytuł, że okładka, że Ewka złapała się za instrumenty... To jednak nie do końca.




Choć myszy, instrumenty, orkiestra cała - są w tej książce. Ale to zaledwie jedna z piętnastu historyjek, które poznajemy przy lekturze. Także nie ma co się przywiązywać, do szarych maluchów i ich instrumentów. Ale Ewa nadal gra. (Mały) człowiek orkiestra.




Piętnaście bardzo krótkich opowiastek. W sam raz dla tych, co z cierpliwością na bakier lub tych, co lubią puścić wodze fantazji. Bo każda historia ma potencjał. Bo każda to jakby fragmencik czegoś dłuższego. Aż człowiek się denerwuje, że na kolejnej stronie nie ma dalszego ciągu... Każda mogłaby równie dobrze być pierwszą planszą, projektem filmu animowanego. (A Ewa wciąż gra).





Na przykład ta o domku, który nie chciał być szarobury i tak się wymalował, że tłumy ludzi chciały w nim zamieszkać! Co było dalej? Zmieścili się wszyscy? Wybierał sobie mieszkańców? A opowieść o królewnie i bardzo łakomym króliku? Zżarł królewnę? A może ona jego? ;) (Gra nadal? Gra!)





Mysia orkiestra, tekst: Dorota Gellner, ilustracje: Emilia Dziubak
Wydawnictwo Bajka KLIK

Dorota Gellner - tekst, Emilia Dziubak - ilustracje. Bardzo, bardzo ten duet. I chyba wszystkim znane Autorki, prawda? :) Czyta się świetnie (choć krótko ;)). Rym, rytm - wszystko na swoim miejscu. W gratisie - humor. Ilustracje... Jako zdeklarowana fanka prac Emilii Dziubak po prostu już nie wiem, co o nich pisać. Wciąż podobają mi się tak samo :) Moją ulubioną postacią jest wielkolud, Ewka bardzo lubi tu baloniki i kolorowe literki z tytułu tej historyjki...
Fonty spore, jak to mówią - także dla dziadków, którzy zapomnieli okularów ;) Książka w twardej oprawie,  szyta, strony mimo że miękkie, całkiem wytrzymałe. Okładka z tych jedwabistych z dodatkowym foliowaniem, bardzo elegancka. (I gra. Przestać nie zamierza)