27 marca 2014

Kawka z psychologiem - PO PORODZIE



Godzina zero zbliża się wielkimi krokami. Niby do niej daleko, ale kroki jakby szybsze, a i zadyszka się pojawiła. Zazdroszczę sobie z czasów przed pierwszym porodem - jasna myśl, czasu mnóstwo, wizualizacje tylko w pastelowych barwach. Tymczasem poród i czas po nim to nie tylko - wybaczcie ten podział - róż i błękit, ale i wszystkie odcienie szarości. To też czerń. Dziś z Sabiną Sadecką z ekipy inspeerio centrum psychologiczno-coachingowe będziemy rozmawiać o trudnych chwilach i łapaniu oddechu. Dosłownie :)




Sala poporodowa. Na łóżku obok kobieta płacze. Nic się nie stało z jej dzieckiem, urodziło się zdrowe. Płacze, bo lekarz kazał jej zostać kolejną dobę w szpitalu, tymczasem w domu czeka starsza córka. AKTUALNIE potrafię sobie wyobrazić jej tęsknotę, smutek i rozdarcie. Nie chce, by starsze dziecko poczuło się opuszczone, nie może zostawić młodszego. A gdzie w tym wszystkim ona sama? Chwilę po ogromnym wysiłku i przed kolejnym wyzwaniem, wcale nie łatwym? Czuję, że głęboki oddech nie wystarczy... Co robić? 


Jak zawsze… Zacząć przygotowywać się do tego momentu już teraz, jak najwcześniej się da. Zbierać opinie bliskich nam kobiet, które już przeszły przez taką rozłąkę, zapytać też przy okazji siebie – jakie mam zasoby, by poradzić sobie z tym trudnym momentem? Jak radziłam sobie w przeszłości z analogicznym rozdarciem? I odwrotnie – po czym mogę wnioskować, że akurat u mnie scenariusz rozpaczliwej tęsknoty za pierwszym dzieckiem się urzeczywistni? Nie zawsze mamy wpływ na to, jakie emocje pojawią się w naszym sercu, od nas jednak zależy, czy damy im nad sobą zapanować. To tak jak w chińskim przysłowiu: Nie możesz zabronić ptakom smutku krążyć nad twoją głową, ale możesz nie dopuścić do tego, by uwiły gniazdo w twoich włosach.

Wiele kobiet właśnie przy okazji drugiego porodu i pobytu w szpitalu – po raz pierwszy rozstaje się ze swoim dzieckiem. Znam takie, które mimo że dziecko ma się już za poważnego przedszkolaka, wyjeżdżają same na maksymalnie jedną dobę i wcale nie jest łatwo namówić je na takie „szaleństwo”. Dlaczego tak trudno nam się rozstać z dzieckiem?


W przypadku pobytu w szpitalu – być może postrzegamy bycie sam na sam z nowo narodzonym dzieckiem jako akt nielojalności wobec dziecka nr 1? Traktujemy – irracjonalnie – zostawienie go sam na sam z tatą lub dziadkami jako przejaw naszego egoizmu, wygodnictwa, boimy się, że te kilka dni osobno zrujnuje nasze bliskie relacje z dzieckiem, wyrządzi mu niepowetowane szkody… To tylko przykładowe myśli, warto jednak zaakceptować fakt, że to TYLKO myśli i emocje, a nie obiektywna rzeczywistość. Zapytajmy też same siebie – czy nasz żal, wyrzuty sumienia, lęk, rozpacz nam – lub innym – służą? Czy zmienią cokolwiek na lepsze? A może przeciwnie – wpłyną na pogorszenie samopoczucia naszego i reszty naszej rodziny? O rozłące ze starszakiem myślmy więc raczej w kategoriach okazania mu zaufania lub rozwojowej lekcji. Skupmy się na tym, co mojemu starszakowi kilka dni beze mnie daje, a nie co mu rozłąka ze mną zabiera.



A może za taką gonitwą myśli, za tymi wszystkimi emocjami, stoją po prostu poporodowe hormony? Swoją drogą to prawdziwe gwiazdy, te hormony ;) Najpierw rządzą nami te ciążowe, później przychodzą poporodowe... Niezła wymówka: - To nie ja! To hormony! ;)


Podczas porodu poziom hormonów związanych z reakcją na stres – adrenalina i kortyzol – wzrasta nawet i o 500 procent! Zmienia się też wtedy dramatycznie kobiecy poziom estrogenu i progesteronu. Ma to oczywisty wpływ na nasz stan emocjonalny! Nawet do 80 procent kobiet doświadcza w pierwszym tygodniu po porodzie (najczęściej trzeciego dnia po) tzw. „baby blues“. Jego objawy to uczucie przeciążenia, rozdrażnienie, lęku. „Normalny“ baby blues jednak w przeciągu kilku tygodni znika.


Czyli nie uda mi się miesiącami usprawiedliwiać podłego charakteru hormonami... A niech to! ;) No dobrze, ale jeśli baby blues jednak nie znika? Kiedy zacząć się niepokoić?

Jeśli mijają tygodnie, a my nadal czujemy silne przygnębienie, nie lekceważmy tego! Zwłaszcza jeśli nasza ciąża, poród i/lub pierwszy okres z noworodkiem były szczególnie trudne. Długotrwały, silny smutek może oznaczać to, że jesteśmy na drodze ku depresji poporodowej. Wiążą się z nią również takie objawy jak poczucie rozczarowania sobą jako matką, wyrzuty sumienia, drażliwość, permanentne zmęczenie przy jednoczesnych kłopotach z zasypianiem (lub wybudzaniem rannym) i trudności w koncentracji. Jeśli zaobserwujmy u siebie kilka z tych objawów, powiedzmy o tym osobom bliskim, niech opiekują się nami w tym okresie szczególnie. Idealnie też, gdybyśmy zasięgnęły porady psychologa.


Nie wiem, jak będzie z drugim dzieckiem, dopiero się tego dowiem, ale przy małej Ewce kilka razy (kilkanaście? więcej?) sprawdzałam, czy oddycha... Kiedy przespała pierwszą noc w kołysce i nie obudziła nas w środku nocy – obudziłam się spanikowana. Nie powiem, żebym zupełnie z takich, często irracjonalnych, lęków wyrosła...


Lęk o dziecko jest całkowicie naturalny i sam w sobie nie jest niczym złym. Problemem staje się wtedy, gdy przybiera on formy tak skrajne, że utrudnia normalne funkcjonowania kobiety i jej rodziny. W takim przypadku mówimy o poporodowym zaburzeniu obsesyjno-kompulsywnym. Mama doświadcza wtedy natrętnych – lękowych – myśli, stale sprawdza, czy dziecko oddycha, bez końca wyparza butelki w obawie przed bakteriami i nie pozwala nikomu (nawet najbliższym) na dotknięcie dziecka. Czasami boi się nie tyle tego, że coś stanie się dziecku, lecz tego, że ona coś złego – nawet przez przypadek – dziecku zrobi. W zdecydowanej większości przypadków zaburzenie to udaje się opanować dzięki psychoterapii lub farmakoterapii. Bardzo nieliczne, powiedziałabym promilowe, przypadki kończą się psychozą poporodową, w której to życie i matki i dziecka jest zagrożone. Dbajmy więc o siebie i nie reagujmy za późno.


A jak możemy o siebie zadbać? Jak zadbać o relaks w tym trudnym okresie? Możliwe to w ogóle? 


Odpowiem przewrotnie – jeśli masz czas, by oddychać, masz czas, by zregenerować się. Innymi słowy techniki tzw. mini-relaksacji dostępne są zawsze i każdemu, niezależnie od obciążeń, jakie nad nim ciążą. Wyobraź sobie chwilę, w której karmisz nowo narodzone dziecko. Może masz chęć chwycić akurat za telefon, opowiedzieć przyjaciółce, o tym, jak minął Ci poród lub zajrzeć, co tam na ulubionym blogu się dzieje. W taki sposób zamiast zregenerować się, ładujesz się – czasem niepotrzebnymi – bodźcami. Spróbuj wtedy odwrotnego scenariusza – gdy karmisz swojego synka lub córkę, skup się tylko na tej czynności. Oddychaj spokojnie i głęboko, wdychaj powietrze przez nos, wydychaj ustami tak, by brzuch unosił się przy każdym wydechu (można to poćwiczyć podczas zajęć szkoły rodzenia, to tzw. oddech przeponowy). Karm, oddychaj i notuj wrażenia, jakie odbierają Twoje zmysły – jak wygląda Twoje dziecko, jak pachnie, jakie otaczają Cię dźwięki, jak na dotyk dziecka reaguje Twoja skóra. Dodatkową korzyścią z takiej mini-relaksacji jest to, że ułatwia produkcję mleka – to udowodnione naukowo! Oddech przeponowy pozwala też opanować ból związany w poranionymi brodawkami, a to się przecież często zdarza w pierwszym okresie karmienia.

Połóg to często też okres ogromnego stresu, zwłaszcza gdy nie wszystko podczas porodu poszło śpiewająco. Mamy wtedy tendencję do zamartwiania się, projektowania negatywnych scenariuszy. Warto – łapiąc się na takim bezproduktywnym martwieniu się – uregulować swój oddech (oddychać przeponowo) i powiedzieć sobie - „Jestem tutaj, nigdzie się nie spieszę i to, co teraz robię, jest najważniejsze. Jeśli zdarzy się coś w przyszłości, zajmę się tym, a to co wydarzyło się w przeszłości już się stało. Teraz trzeba wyciągnąć wnioski i iść dalej”.


A wracając do poporodowym zaburzeniu obsesyjno-kompulsywnym czy psychozy... Skąd to się bierze?


Za przyczynę poporodowych lęków wskazuje się kryzys tożsamości doświadczany przez świeżo upieczoną mamę, wycieńczenie psychiczne i fizyczne towarzyszące opiece nad dzieckiem i presję wiążącą się ze świadomością stuprocentowej odpowiedzialności za dziecko. U podłoża obu zaburzeń – i depresyjnego, i lękowego – leżeć mogą również przyczyny czysto fizyczne, związane z nieprawidłowym funkcjonowaniem tarczycy. Warto zatem zawsze po porodzie sprawdzić stan tarczycowych hormonów.


A prócz zbadania tarczycowych hormonów? Co możemy zrobić?


Otaczać się wsparciem i uwagą bliskich. Cedować na innych domowe obowiązki. Jeśli nie musimy – nie zapraszać gości w okresie połogu. Porzucić chęci bycia nad-matką, nad-gospodynią, nad-żoną. Być też blisko dziecka – poporodowa depresja pojawia się częściej u kobiet, które zaraz po porodzie rzucają się w wir pracy, noworodka umieszczają w odrębnym pokoju, zajmują się sobą. A natura tak to przecież pomyślała, byśmy w tym pierwszym okresie stanowiły z dzieckiem niemalże jedność.


Depresję poporodową wzmagają też problemy z karmieniem, a raczej wszechobecna presja na karmienie naturalne przy braku sensownego laktacyjnego wsparcia. Niestety wiem o tym więcej, niż kiedykolwiek chciałam się dowiedzieć, choć szczęśliwie – nie miałam poporodowej depresji...

Polecam na wszelkie uwagi typu „masz za mało pokarmu“, „on jest pewnie głodny!“, „masz jałowe mleko“ technikę zdartej płyty. Przygotujmy sobie zatem wcześniej jedno zdanie, które automatycznie użyjemy, gdy podobny komunikat się pojawi. Może sprawdzi się zdecydowane „to co mówisz wcale mi nie pomaga“ albo „proszę zostaw takie uwagi dla siebie“, w ostateczności „przestań tak mówić“. Im ten komunikat będzie krótszy, tym większa będzie jego siła oddziaływania. Często sprawdza się również fizyczne odizolowanie się od osób, które podważają naszą laktacyjną pewność siebie, przynajmniej dopóki szaleństwo związane z karmieniem się nie unormuje. A przed porodem – czytajmy jak najwięcej o karmieniu naturalnym, przedzwońmy do doradcy laktacyjnego, skonsultujmy palące kwestie z kobietami, którym karmić naturalnie się udało. Przygotujmy się, bo jak wiadomo – szczęście sprzyja przygotowanym :)


Cykl Kawka z psychologiem powstaje we współpracy