15 kwietnia 2014

Przekuwanie

Kolorowy był ubiegły tydzień, prawda? Tutaj, pod tym adresem. Tęczowa eksplozja! Bo ja tak czaruję. Czy może raczej przekuwam. Nadaję codzienności inny kształt. Niektórzy mówią o tym  - lukrowanie. A ja po prostu przekuwam. Dwa tygodnie temu przychodnia, w ostatni weekend przychodnia, tydzień temu jechaliśmy z Ewą do szpitala. Pierwsza nasza izba przyjęć od czasów porodu. Choć nawet wtedy nie przyjechałam przecież na izbę, tylko przyjęta do szpitala czekałam, aż Ewa zdecyduje się wyjść. Teraz jechaliśmy, bo Ewka zanosiła się kaszlem i zapominała o przerwach na porządne odetchnięcie. I w dyżurującej przychodni wręczono nam skierowanie, podejrzenie zapalenia płuc. No to jechaliśmy, porzuciliśmy te pierogi-gotowce z Biedronki i staraliśmy się znaleźć uliczkę, która nie byłaby jednokierunkowa, żeby jakoś wjechać, gdzieś zaparkować...


Dzieci ze skręconymi nogami, śpiące na rękach, z gorączką, bez, niemowlęta, przedszkolaki, dzieci w wieku szkolnym. Przy każdym zatroskany rodzic. Ewa dudniąca kaszlem i trochę budząca popłoch wśród opiekunów małych pacjentów. Cisza. Tylko ten telefon dzwoni. I to czekanie, kiedy będzie nasza kolej. Nagle. Przemawia Ewa:
- Aniele Boży, stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój.
Czujecie ten powiew grozy? ;) Wewnętrznie udusiłam się ze śmiechu, choć apogeum chichotu osiągnęłam chwilę później, kiedy dokończyła:
- Rano, wieczór, we dnie, w nocy. Bądź mi zawsze KUPĄ NOCY.


I jak tu nie przekuwać? Jak nie czarować? Skoro z tego dnia dziś najbardziej pamiętam to? :) Po co miałam wrócić wieczorną porą ze szpitala i cały stres wylać na forum? Tak już mam, że wolę zwierzyć się gdzieś po cichu. Podpytać, poprosić o radę, pójść dalej. Że wolę przespać się z tematem, bo nazajutrz jest już przeszłością. I jest taki błahy... Tak, miewamy zmartwienia, tak jak i kurz i pierogi-gotowce. Miewam też dzień, kiedy muszę popracować nad jakąś korektą czy tekstem i włączam przeziębionej Ewie telewizor. I jak leci bajki ogląda! I niektóre TAKIE koszmarne! Zwyczajnie głupie :)


Martwiliśmy się wtedy jeszcze przez kilka godzin, przeżywaliśmy kilka badań razem z nią, trzymaliśmy ją za rączkę. Ale to zapalenie krtani połączone z reakcją alergiczną. Albo zapalenie krtni z jakimś dziwnym wirusem w gratisie. Tylko. Musimy zrobić kilka badań. I przekuć. Całą tą sytuację na coś zupełnie innego. Pouczającego i momentami zabawnego. A na O tym, że wracam do kolorów, książek, dupereli. Przekuwania. Czy lukrowania, jak kto woli. Tak już mam :) 


Zdjęcia: 1. Spinka-korona od Agi, dziękujemy! 2. Ewka, jak większość dzieci, jest rosołomaniaczką. Dla mnie rosół to jakaś dziwna przystawka. - A gdzie obiad? - pytam zdziwiona ;) 3. Domek ze stołu wciąż w modzie. Tramal ma zakaz wstępu, ale nic sobie z tego nie robi. 4. Ewkowy komputer i program do rozmów. Dzwoni do mnie ;)