8 kwietnia 2014

22 Zalety

- Kiedy ja już będę kobietą? - dopytuje Ewa. Próbuję dowiedzieć się, dlaczego to takie ważne dla niej. - Żeby wychodzić sama! Żeby na spacery sama z Wojtkiem chodzić! - odpowiada. No dobra - mówiła o spacerach z wózkiem, Wojtek wpadł do niego zupełnie przy okazji ;)


Choć pojawia się w jej wypowiedziach. Przy okazji mówienia, że będzie go wszystkiego uczyć. Że będzie go przytulać, ale nie za mocno, bo będzie malutki. Przy okazji lektury książek związanych z anatomią. Przy patrzeniu na mój brzuch i porównywaniu go do swojego... I wreszcie - przy okazji planowania inwestycji ;) Bo wiecie, jaka jest największa zaleta z faktu pojawienia się młodszego rodzeństwa? Gadżety, akcesoria, książki i zabawki ;) Oj, już matka nie wmówi, że sztywniaczków o Basi i Franku nie ma sensu kupować. Twarde książeczki już trzeba zacząć zbierać przecież! Przeczytać najpierw, pooglądać. Zobaczyć, czy Wojtkowi się będzie podobało... I na przykład pieluchy. Czyż to nie cudowne, że miś Manik będzie miał ich w końcu pod dostatkiem? Bo jedną nosi. Starą i zakurzoną. Zmienianą milion razy. To może kupimy wcześniej paczkę pieluch? Żeby już czekała?



Mata. Bo taka z pałąkami się nam nie sprawdziła. A piankowa i owszem. Dobra izolacja, nie ślizgają się nóżki, wiele zastosowań. A jak jeszcze design fajny... Mata przyjechała do nas bardzo wcześnie (dziękujemy!). I bardzo dobrze, bo Ewa testuje i codziennie wymyśla nowe zastosowania. 



Mata w roli dywanu. Mata jako ścieżka, wybieg, rzeczka, murek... Mata do zabawy w nie dotykać podłogi  (jak u Pippi!) - wysepki, po których można skakać od kanapy do krzeseł. Mata jako opowieść. Jako puzzle. Jako baza do oglądania książek. Jako drapak? - Kysz, kocie! Ale On przecież też chce tylko znaleźć swoje zastosowanie dla niej ;)


Bezpieczna, łatwa w utrzymaniu w czystości, rozkłada się na 23 elementy. Aktualnie sprawdza kreatywność Ewki, docelowo - będzie bazą Wojtka. I kto wie, może i Ewka pokaże mu wszystkie maty zastosowania? :) Odpowiada mi jej faktura, grubość, kształt, kolorystyka i design. Szwajcarska marka Oops rozpycha się na polskich półkach. I słusznie! Bo i plecaki fajne, i puzzle, sortery, grzechotki... Sami zobaczcie:


PS Za matę dziękuję dystrybutorowi marki Oops w Polsce :) Produkty dostępne w Polsce można podejrzeć na profilu FB, tam też pytać, w jakich sklepach znaleźć ich akcesoria i zabawki. Albo skorzystać z linków do aktualnych konkursów, w których nagrodą są Oops zabawki ;) Ja polecam, Ewka i Tramal też. Wojtek wypowie się za jakiś czas...

22 komentarze:

  1. Och, posiadanie mlodszego, niebuntujacego sie jeszcze rodzenstwa to sam miod. Dynia wolontaryjnie zglasza sie do opieki nad zabawkami i gadzetami Biskwita. Natomiast matki doswiadczone, wielodzietne powiedzialy mi, ze kupowanie zabawek dla maluchow w przypadku dziecka numer dwa mija sie z celem. Ponoc dziecko numer dwa bedzie chcialo bawic sie wylacznie tym, co ma dziecko numer jeden, na przyklad figurkami Star Wars, albo rozowymi kucykami. Czekam w napieciu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewka aktualnie twierdzi, że będzie się dzielić :] I rozróżnia zabawki na dwie wersje Wojtka. Martwi ją ta wersja, w której będzie wszystko wsadzał do buzi. Choć stres w niej budzi nie tyle kwestia bezpieczeństwa brata, co jej kolekcji ludzików playmobil ;)

      Usuń
    2. Jako podwojna matka potwierdzam slowa Kaczki. Dziecko numer dwa od poczatku gardzilo swoimi zabawkami, a bawic sie chce wylacznie zabawkami starszej siostry lub tym co zabawka nie jest. :)
      Zuza zamyka drzwi, aby mogla spokojnie zbudowac torowisko. Poki co nie mamy na to innego, sensownego rozwiazania...:)

      Usuń
  2. Świetna ta mata. Fajna alternatywa dla dywanika w dziecięcym pokoju :) Pozdrawiamy serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Urocze te Oopsy - tak podglądnęłam na fb.
    Kucze, ja jestem jakaś nie teges. Daleko w lesie nawet z pościelami, materacami, ręcznikami. Zabawki to dla mni abstrakcja :D i tak po przeczytaniu posta...lekko panikować zaczynam. Chyba się kulnę na zakupy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyluzuj, Bajka :) Tyle mogę powiedzieć, choć - o ile pamiętam siebie sprzed pierwszej ciąży - o kant nie powiem czego takie rady :D Ja jestem kwiat lotosu i tylko czasami oddycham do papierowej torebki ;D

      Usuń
  4. U nas bardzo podobnie - młodszy syn chce bawić się wyłącznie zabawkami starszego! A i starszy często wyrywa mu z rączki dzidziusiowate zabawki. Staramy się byż sprawiedliwi i dociekać, kto pierwszy się czymś bawił, ale to walka z wiatrakami, dopóki wiekowo nie wyrównają się trochę i nie zaczną bawić wspólnie. Czasami jest już kilka takich szczęśliwych momentów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tych momentów trzeba się trzymać. Kurczowo ;)

      Usuń
  5. Piękna ta mata:) Ale tym razem chyba w piankowe nie będę inwestowała, bo ostatnią rozpracowały koty:/ Mimo tego, że usilnie próbowaliśmy matę chronić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też w poprzedniej macie Tramal brajlem coś pisał, choć nie tyle specjalnie, co przez przypadek. Jak startował lub hamował ;) Śmiem twierdzić, że większe spustoszenie zrobiły mikro zęby Ewy :D No ale tamta mata była dużo cieńsza, zobaczymy, jak będzie tym razem ;)

      Usuń
  6. Mieszkam juz tyle lat w Szwajcarii, a nigdy o takiem marce nie slyszalam... powiem szczerze, ze nawet u nikogo nie widzialam nic z tych rzeczy co pokazujesz. A nie powiem chodze tez po sklepach z zabawkami... musze sie rozejrzec. Ale dziwi mnie to, bo dostajemy kilogramy spamu w postaci katalogow i reklam. A te marki szwajcarskie co znam to cenowo nie nadaja sie na polski rynek :( naef (nawet Szwajcar sie z 50 razy zastanowi zanim kupi te klocki), cubro (rewelacja, ale tak jak wyzej), micro (jedyna hulajnoga o trzech kolach, ktora sie sprawdza, nawet ta wersja dla doroslych, te sa akurat na polskim rynku dla dzieci), brandi (to niszowe, ale ich gra "dog" to must have kazdego domu, a teraz wiatraki robia z okazji urodzenia dziecka mozesz taki dostac od znajomych, hitem sie stalo zaraz po ich "drzewkach" i tablicach, ale tez przewaza kanton Luzern pod tym wzgledem). Cos mi sie widzi, ze my tylko w drewnie gustujemy ;)
    pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skarbnicą wiedzy jesteś :) Ale to nic nowego... Oops cenowo wypada, nie wiem jak to ująć, jak ze średniej półki? Jest cała masa zabawek tańszych, ale i mnóstwo dużo droższych. Naef - nie słyszałam nigdy, chętnie poguglam. To samo Cubro i Brandi. Tylko Micro znam, ale moja kieszeń była małych rozmiarów i jakoś tak bez hulajnogi jesteśmy. No i aktualnie raczej oglądamy "prawdziwe" rowery ;) - Z pedałami, mama! :D Dzięki za wypowiedź i pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Cuboro mialo byc, to sa te kulodromy co kredka ostatnio posta dodala, naef to sa tez klocki, ale inne tachniki, niestety cena zabija na biegu (my mamy , bo mieszkamy niedaleko i odpady kupilismy, calkiem normalny klocek, ale ciut uszkodzlny mozna miec za bezcen, ale tylko w fabryce raz do roku sprzedaja), a brandi specjalizuje sie w jednej grze moznaby rzec, wszystkie ich produkty wykonuja osoby niepelnosprawne dlatego jest drogie, bo na ich rzecz idzie. Gra jest bardziej dla doroslych i do konca nie wiadomo, czy powstala w Kanadzie czy w Szwajcarii. Oni sami sa dwoch opcji, ze to ich rodzima, tudziez pozyczona od Kanadyjczykow. Teraz mozna tez kupic wersje normalnej planszowki z normalna cena. Powiem, ze jest rewelacyjna, taki bardziej skomplikowany chinczyk i gra sie w parach !!! My tez juz mamy rower, ale mlodszy od roku pomyka na hulajnodze, zwazywszy, ze ma 2,5 nie bede komentowala, czy jest dobra ;) skarbnica nie jestem, bo zgapiam od tutejszych rodzicow, a i oni lubia swoje produkty tak, ze szybciej dostaniesz cos u nich wyprodukowanego niz zza wielkich wod. Tylko ceny przerazaja, chociaz pociesza mnie to, ze klocki faktycznie produkowane sa dwie wsie dalej, a gra zaraz obok. I niech tak zostanie :)

      Usuń
    3. A jak u Was z kiermaszami? W szkołach, na ulicach? W Niemczech można fajne rzeczy upolować za grosze, w Polsce to wciąż mało popularne. Z wyprzedażami w fabryce - super! A propos fabrycznych opowieści - na studiach obżerałam się pewnymi batonikami, które na kilogramy kupował w fabryce słodkości tata mojej przyjaciółki. Takie obtłuczone, w worze. Oni je brali przede wszystkim dla zwierzaków :D

      Usuń
    4. Sa tez, nawet na wsi pomagam jeden organizowac, taka niby gielda ubran i zabawek, ale z tymi drugimi ciezko, dopiero sie rozkreca. Teraz mam conversy dla mlodszego za bezcen, ale wlasnie dla tych perelek chodze pomagac, bo normalnie to tlumy wala i trzeba miec lokcie, aby cos upolowac. Do innych wsi nie jezdze, bo podobno jeszcze bardziej oblegane. A po miastach to nie wiem ;) znaczy sie mieszkamy w miasteczku, ale bez porywow, zeby to nazwac czyms wiekszym, czesciej widze krowe i traktor niz jakies inne dobrodziejstwa. I faktycznie w regionie maja fajne wytwornie, np. ciastek, gdzie co roku organizuja ozdabianie domkow z piernika za symboliczna zlotowke. Szkoly maja tydzien projektow, nasza wystawia sztuke z udzialem wszystkich dzieci w tym roku. Fajnie jest, ale zanim sie obeznalam co i jak ze wszystkim to minelo pare lat. Maja pochod Sw.Mikolaja, pochod z lampionami, specjalny dzien sportu, kilbi, czyli festyn i takie tam. Dzieki dzieciom jestem bardziej zorientowana, a i coroczny karnawal, ktory trwa przez tydzien i jest niesamowity w swoim pomysle, dlatego tez od niedawna tworze stroje karnawalowe, mniej lub bardziej udane ;)

      Usuń
  7. Coraz więcej słyszę i coraz bardziej lubię! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacyjna ta mata....początkowo pomyślałam że nam się nie przyda ale chyba zmienię zdanie... No i rewelacyjna na prezent:)))))

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna ta mata! Aż się malucha by chciało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak mi tu taki gadżet prezentujesz, to aż żałuję, że moje wyrosły. Choć z drugiej strony Ewcia przecież jeszcze jej używa i to na jak wiele sposobów!!! Piękna jest! Zajrzę na stronkę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)