20 maja 2014

17 Małpa i lew. W jednej kopercie


Nie spodziewałam się tej przesyłki. W ogóle. Książek nie zamawiałam i nie wiedziałam, że je dostanę. Pewnego dnia znalazłam w skrzynce kopertę z zawartością o znajomych kanciastych kształtach. W domu wyjęłam nożyczki, odcięłam fragment koperty i wysunęłam z niej książki...



Déjà vu! Ja już te książki widziałam! Może nie te dokładnie, nie tak ładnie wydane, ale te tytuły, te ilustracje... No znam je, znam! Choć zupełnie nie pamiętam, czy miałam je w domu, czy wypożyczyłam bardzo dawno temu w bibliotece, czy widziałam u jakiejś koleżanki. Poranna powrót w przeszłość. Niespodziewana przesyłka, biała koperta z bąbelkami zupełnie tego nie zapowiadała. Nic tylko rozsiąść się i sprawdzić, czy i treść znajoma. I czy aktualna, czy uniwersalna, da się to czytać w ogóle? ;)



Jest Duduś. Właściwie to Adaś, ale wszyscy mówią na niego Duduś. Nawet on sam nie mówi inaczej, jak: - Duduś to..., Duduś tamto... Duduś ma cztery lata i starszą siostrę Alinkę. Chyba niewiele starszą, ale to w niczym nie przeszkadza, by zabrała swojego młodszego brata pociągiem na wycieczkę do lasu (tu od razu widać, że książka była wydana po raz pierwszy już jakiś czas temu ;) konkretnie w 1960 r.). Biorą prowiant, ulubioną małpkę chłopca w kieszeń i wyruszają. Zabawa jest przednia, ale w drodze powrotnej Duduś traci z oczu swoją siostrę. Co gorsza - nie umie powiedzieć policjantowi, jak ma na nazwisko i przy jakiej ulicy mieszka. Ba, tak naprawdę nie wie nawet, jak ma na imię!




Ostatecznie wszystko dobrze się kończy, a lektura jest wspaniałym pretekstem (lub pomysłem na zajęcia w przedszkolu), żeby zastanowić się, jakie informacje o sobie umiałby przekazać np. policjantowi nasz maluch. Ewka wie, w jakim mieście mieszka, przy jakiej ulicy, jaki jest numer domu i mieszkania, zna również swoje nazwisko. Kolejnym krokiem będzie nauczenie ją numeru 112 i wytłumaczenie, kiedy może z niego skorzystać. A u Was? Jak to wygląda?

Przygoda z małpką, tekst: Stefania Szuchowa, ilustracje: Janina Krzemińska 
Wydawnictwo Muza KLIK, Seria Muzeum Książki Dziecięcej poleca...



Leonek lwa podgląda. Po znajomości. To pan Wacek, kolega wujka Leonka, ich wpuścił do cyrku bez biletu. I teraz lwa oglądają. A Leonek, choć imię od lwa pochodzi, trzęsie się nieco, zza nogawki wujka podgląda, no boi się zwierza z wielką grzywą.




I jeszcze onieśmiela go wielkie miasto, do którego niedawno przyjechał. Potyka się, wpada na innych - obrywa mu się za to od starszego kuzyna - Waldka. Kiedy tak wspólnie wracają z cyrku, mijają plac, na którym odbywa się konkurs rysowania kredą. Nieśmiały Leonek może i nawet nie wziąłby udziału w konkursie, gdyby nie pewna sympatyczna dziewczynka, która dzieli się z nim zieloną kredą. Ale czy lew może być zielony? Oczywiście, że tak! Przecież niedojrzałe lwy są zielone! ;) Co ten zielony lew zmienił, kiedy dojrzał, w kogo wstąpił, kogo obronił i przed kim - dowiadujemy się na kolejnych stronach książki.  



I siłę z tej historii czerpiemy, także by rysować zielone lwy! Bo to trochę o nieśmiałości, o odwadze, o sile wyobraźni i dziecięcym spojrzeniu na świat. O lwie! O tym, że z pana Wacka jest mądry gość. Z Leonkiem się zaprzyjaźniamy, z Waldkiem za to zupełnie nie. I choć nie znamy jej imienia - bardzo lubimy dziewczynkę w żółtym kapeluszu...

Leonek i lew, tekst: Wanda Chotomska, ilustracje: Teresa Wilbik
Wydawnictwo Muza KLIK, Seria Muzeum Książki Dziecięcej poleca...



Uwielbiam serię Muzeum Książki Dziecięcej poleca! Za zawartość, ale i za to, jak te książki są wydawane. Bardzo się cieszę, że te tytuły do mnie tak niespodziewanie trafiły, bo w gąszczu premier książkowych mogłyby mi zwyczajnie umknąć... A szkoda by było. Ogromną mam słabość do tych ilustracji i gdybym tylko miała do nich prawa, starałabym się je wprowadzić do sztuki użytkowej - np. na ceramikę lub tkaniny. Na początek zaczęłabym od grafik w formacie A4 i większym. Nie tylko na ściany dziecięcego pokoju ;) 

PS Doceńcie! Ciastko z misiem wytrzymało do końca sesji, dałam radę! Ale już jutro - pierwszy dzień reszty mojej ciąży i koniec z tym słodkim, prawda? ;)

17 komentarzy:

  1. Padlabys jakbys wiedziala jak u nas wyglada z informacjami jakie posiada moj prawie 6 late ;) Wstyd !!! Ale wie jak sie nazywa i umie samodzielnie trafic z przedszkola do domu i w druga strone tez ;) To juz umie odkad skonczyl 5 lat. Bo tutaj obowiazkiem jest od polowy poazdziernika przestac odprowadzac dzieci (o wozeniu samochoem nie ma mowy). Co prawda z duzego miasta by nie trafil, bo nie wsiadlby do odpowiedniego autobusu. Musimy go nauczyc nazywy ulicy i numeru, ale nie zdziwie sie, ze juz zna, bo ich pani przedszkolanka nauczyla :) Mieli tez na poczatku roku wizyte pana policjanta, ktory uczyl ich poprawnego przechodzenia przez jezdnie. Tak to byle ekscyujacy czas, a prze nami wiecej wrazen :)
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Ewka chyba by nie dała rady... Dojście na przystanek i 25 minut tramwajem, znowu dojście, hmmm ;)
      A takie lekcje typu wizyta policjanta są super! U Ewy były warsztaty z pierwszej pomocy, ale akurat chora była :(

      Usuń
    2. Tutaj szkolnictwo opiera sie na tym, ze dziecko uczeszcza do najblizszej szkoly, rodzice moga poslac prywatnie (snoby), a jak sobie wybieraja inna to pewnie gmina, ktora za nia placi musi sie zgodzic, ale to chyba ekstremalne przypadki. Dzieci ogolnie maja blisko do szkoly, ale to nie znaczy, ze kazde, te co mieszkaja na obrzezach, bo rodzice sa rolnikami tez chodza do szkoly na piechote maja tak z 20 minut, tudziez jezdza na rowerze ( wyobraz sobie 6-latka podorzajacego na rowerze , ja nie musze widzialam ). Przy czym w jednym jest ustepstwo jak przedszkolak ma na popoludniu to mama moze zawiesc samochodem z powrotem, bo w ciagu tego wolnego czasu pewnie nie mialby jak obiadu zjesc ;) oczywiscie powoli sa obiady w szkole wprowadzane, aby mamy mogly pracowac, ale system jest inny i to pewnie w kazdym kantonie. Ale do tej pory slysze opowiesci, ze do szkoly mialo sie 40 minut z gorki, a droga powrotna to sobie sama wyobraz i nie ma przebacz trzeba wrocjc ;) przyjaciel meza jest super przykladem, jak szedl do szkoly to kolejka jeszcze nie jezdzkla, bk za wczesnie, a jak wracal i byl spozniony na ostatnia to musial na nogach pomykac luzik 30 minut pod gore.

      Usuń
  2. Leonek!!! :)
    ps. ja po wczorajszym "ważeniu" potomka postanowiłam przestac jeść lody ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barbaro! Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że lody to słodycze!? Jak żyć? ;D

      Usuń
    2. Lody to lody !! Nie miałam dziś ani trochę skrupułów zjadając trzy gałki a raczej coś we mnie podpowiadało mi 'zjedź jeszcze, zjedź jeszcze' :D

      Usuń
  3. Ja nie chcę nic mówić, nic mówić nie chcę, ale Tramal chciał Wojtkowi ciastko zeżreć:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dementuję! On chciał wylizać kawę z mleka! ;D

      Usuń
  4. Dwa lata temu jak moja córa dwuletnia była zmusiłam moją mamę do przeszukania piwnicy i znalezienia rzutnika Ania - nie dość, że znalazł sie rzutnik, to jeszcze sterta bajek - i właśnie tam, "na kliszy" jest bajka przygoda z małpką. Lil teraz już 4 letnia (lutowa, więc skończone 4) a do rzutnika i bajek wracamy "co zimę" jak sie wcześnie ciemno robi - Może stąd Olga pamiętasz Przygodę z Małpką - z rzutnika i "bajek na ścianie" - dokładnie takie same ilustracje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może! :) W ogóle takiej opcji pod uwagę nie wzięłam :))

      Usuń
  5. Leonek i Lew!!! mam oryginalną, aktualnie czyta ją mój syn, a ja kocham ją miłością niezmienną:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przygoda z małpką... pamiętam z dzieciństwa każdy szczegół ilustracji!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy dzień reszty ciąży? Jutro, a najlepiej dzień po jutrze lub dzień po pojutrze... ;) PS uwielbiam takie ilustracje, muszę zapoznać się z serią (Karolina w końcu dorośnie do "normalnych" książek, czyt. niekartonowych, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja posiadam "Leona.." po moim kuzynie, taki stary, wiele razy czytany egzemplarz, ale jak cenny! Zachwyciła mnie też filiżanka:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nareszcie Twój blog mi się otwiera!! Nie wiem dlaczego, przez wiele miesięcy mnie nie wpuszczało. A dzięki Twoim wpisom będę mogła polecać więcej książek mamom dzieci dwujęzycznych, bo sama mam ile mam...tzn. teraz nieco ograniczona jestem:-(

    OdpowiedzUsuń
  10. fajna filiżanka :) kociość podobna do mojego :) Książki zapisałam na listę!

    OdpowiedzUsuń
  11. oo przygoda z małpką już jest ;) czytałam o niej w zapowiedziach i planowałam kupić ale jakoś wypadło mi z głowy ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)