14 maja 2014

37 Sorry, Wojtek (sięgnęłam dna)


Przeszłość. Ponad cztery lata temu. Ciąża numer 1

Teraźniejszość. Ciąża numer 2.

Kładę się późno i długo śpię. O 10.00 mogę bezboleśnie wyjść z łóżka i zjeść śniadanie... :) 

Sorry, Wojtek. Kładę się późno i budzę przed 7.00. Wszak trzeba Ewkę namówić na skomplikowany proces otwarcia oczu. I nałożyć jej "na śpiąco" majtki na tyłek. Różowe.

Lista wyprawkowa wisi na lodówce. Niektóre drobiazgi już mamy, inne będziemy stopniowo dokupować. Rośnie też lista mp3 w folderze Brzucholanki. Brzuch słucha.

Sorry, Wojtek. Nie dość, że ta lista wyprawkowa jest kulawa, to jeszcze wcale nigdzie nie wisi. Na dodatek, o ile Ewka była już osłuchana w Mozartach i innych takich, Ty co najwyżej możesz usłyszeć setne wykonanie piosenki o cebuli i próby przedszkolnych przyśpiewek związanych z Dniem Matki.

Wczoraj odwiedziliśmy duże sklepy z artykułami dla najmłodszych. Taki rekonesans. I ja się pytam teraz: kto ukradł soczyste kolory z tych artykułów? Dlaczego nikt nie czuwa nad paskudnym wzornictwem? Dlaczego nie znają zasady, że "mniej znaczy więcej" i na jedne śpioszki wrzucają kaczuszkę, słonia, gwiazdki i jakieś zrypane diamenciki? A przewijaki? JAKIE ONE SĄ OBRZYDLIWE. 

Sorry, Wojtek. Ciuchów już trochę masz. Po siostrze. Tudzież innych znajomych dziewczynkach. Pardą, po chłopcu też miewasz. A przewijak jest wciąż obrzydliwy, ale umiem go umiejętnie zakryć...

Śnilo mi się, że mój lekarz wyszedł z gabinetu kompletnie pijany i opowiadał o zarodkowaniu. Sen się nie sprawdził. lekarz był trzeźwy, odnotował brak niepokojących zmian i zaprosił do siebie za trzy tygodnie.

Sorry, Wojtek. Mądrzejsza nie jestem, nadal nie wiem, co to jest zarodkowanie. Wciąż przyjmuje mnie ten sam, tak samo trzeźwy, lekarz. Choć w tej odsłonie jeszcze o nim nie śniłam. A tak w ogóle to w ciąży śnię sny muzyczne. Z Ewą w brzuchu słyszałam to KLIK, wyśpiewane przez chór, gdzieś na obcej ulicy. Ty wolisz inne nuty, Ty przez całą noc słuchałeś ze mną tego KLIK, we śnie. Śnicie muzycznie? Mój ulubiony rodzaj snów.

Z zaskoczeniem zaobserwowałam na dolnej części mojego brzucha pionowe rozpadliny. Nieme "Jak to?" - zaświeciło w moich oczach - "Przecież używam oliwki..." (o naiwności!). Chwile trwało zanim skojarzyłam tajemnicze kreski z wzorem na mojej koszulce...

Sorry... Olga. Jak już te rozpadliny się pojawią, to pretensje miej tylko do siebie. Za czasów Ewki brzuch błyszczał, codziennie naoliwiany był, pępek był pępkiem wszechświata. A teraz? No co dwa tygodnie sobie przypominam, że coś chyba warto maznąć. Także sorry, Olga.

Dziś z kolei otworzyłam opakowanie z witaminami ciążowymi, a tam ostatnia. Jest jeszcze pochłaniacz wilgoci, który mogę żuć jutro, ale bo ja wiem... I jakie teraz witaminsy mam kupić? Mam kupić jakieś czy co?

Sorry, Wojtek. Z Tobą raczej nie będę miała takich dylematów. Trochę Ci te witaminy dawkuję, bo zwyczajnie o nich zapominam. Chyba nie będziesz robił mi scen teraz, co?

Filmy. Całkiem sporo. Koniecznie takie bez przemocy. Z czytaniem mam problem. Niby składam literki, ale nic nie rozumiem.

Sorry, Wojtek. Oglądamy razem serial Hannibal, oglądaliśmy Following. No to nie są obrazy bez przemocy. I czytam. Często tytuły nieadekwatnie do mojego kulistego stanu (dwie książki o bieganiu), ale czytam...

Co w zamian? Wojciechu! Ty i Twoje lokum było PREZENTOWANE! I nie że byle gdzie i byle komu. W przedszkolu u Ewki, jej koleżankom i kolegom! W ramach projektu Niemowlę, który realizują. I powiem Ci, że Twoja starsza siostra wyglądała na dumną...
A że dna sięgnęłam? No sięgnęłam. Łyżeczką. Bo mi się to masło orzechowe (M&S crunchy peanut butter, PYCHA!) kończy. Bo może i za czasów Ewki codziennie kilka różnych orzeszków podjadałam, ale teraz? No nie mam głowy, czasu, sklepu pod ręką. Na te mieszanki. To wyjadam masło orzechowe. Łyżeczką. Sorry, Wojtek ;)

37 komentarzy:

  1. hahah nie martw się Wojtek, z Twoją Matką wszystko OK - oglądająca filmy o seryjnych mordercach od niepamiętnych czasów Ciotka Ci to mówi! a wiesz, że twoja kumpela z Krakowa zdecydowała się przyjść na świat przy dźwiękach metalowych kapel płynących z rebel tv?:) Mozart jest passe;D

    Olg, napiszesz mi więcej, jak wyglądała PREZENTACJA? jestem pod wielkim wrażeniem tego pomysłu:)
    buźka! orzechożerco!:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe....mam wrażenie "deżawi" jak to czytam:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Cię doskonale. Ciąża z Matylda była inna, wszystko skrupulatnie zaplanowane. Rozmowy z brzuchem. A teraz, teraz nie mam czasu. Plany są co kupić, tylko jakoś nigdy nie mam czasu na nic. Dobrze że już wózek stoi. A termin coraz blizej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe jak to jest przy trzecim, czwartym, piątym dziecku ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha! Maslo orzechowe! Biskwit jest z masla orzechowego, rolek wegetarianskiego sushi, plastrow smazonego bekonu, czarnej kawy sponsorowanej przez wstret do mleka, z migdalow i krwawej kiszki oraz z witaminowych zaniedban.
    W zemscie namalowal mi na brzuchu na pamiatke tatuaz - czarna kreske :-)
    Z rozczuleniem wspominam, ze Dyni przeczytalam na glos wiekszosc dziel Wankowicza. Biskwitowi, a bo ja wiem, liste zakupow i aktualne top 10 z biblioteczki trzylatki?

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas inaczej, ale to tylko dlatego, że tą ciążę spędzam w domu, nie w pracy wiec śpię czasem do tej 10. No i Hania ze mną w domu, nie w przedszkolu. Poza tym podobnie:) a masło orzechowe ruuuullllleeeeesssss:)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny tekst... życiowy, nie ma co :D przy trzecim brzuchu też jest inaczej. choć powiem szczerze, że już zapomniałam jak to było :D Patrzę teraz na te moje 3 pyzy bawiące się przy stole ( tzn dwie się bawią , jedna śpi w bujaczku) i nie mogę się nadziwić, że kiedyś to były moje lokatorki :) powodzenia na dalszej ciążowej drodze. a masło orzechowe za mną chodzi i jakoś zawsze mi ręka drży jak mam je włożyć do koszyka, ale co tam! zrobię to :D

    OdpowiedzUsuń
  8. :) Bardzo pozytywny tekst. Nawet zachęcający do posiadania brzucha nr 2:):)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wojtek na bank będzie bardzo wyluzowanym synem ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. póki co mam tylko jedno dziecko więc za dużo się wypowiedzieć nie mogę, nie mogę porównać ;)
    no każda ciąża pewnie jest inna ale przynajmniej nie jest nudno ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. 'zrypany diamencik' - no com się uśmiała z moim brzuchem to tyle :D:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj jakie prawdziwe. Ja dopiero ok.34 tygodnia ciąży małym chwilę,żeby o niej pomyśleć bo wcześniej jeszcze przeprowadzka dawała w kość. No ale njważniejsze, że przed porodem zdąrzyłam wyprać i wyprasować ciuszki i w miarę miejsc do spania i przewijania przygotować ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tekst genialny! Chylę czoła :) czytam wciąż i śmieję się do siebie jak głupia :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam dokładnie tak samo:)
    W pierwszej ciąży wzystko pod kontrolą i elegancko przygotowane, a druga to był totalny chaos.
    No, ale soryy..:)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Wybaczy, wybaczy- całe szczęście Faceci szybko zapominają:D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ha ha! dobre! :)
    Moja jedyna córka ma teraz taki czas buntowniczy, że odechciewa mi się kolejnego na najbliższe pięć lat... ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Skąd ja to znam :) Ciąża II leci jak szalona, a przygotowania w lesie. A w ciąży I wszystko już w tym czasie zaplanowane, trochę nakupowane. Ale do porodu jakoś się wyrobimy :)
    Nasza Mała będzie miała za to ciuchy po Bracie :) I w sumie to się cieszę, bo przeraża mnie ilośc różu w sklepach!

    OdpowiedzUsuń
  18. :D świetny tekst, choć ja to i tak brzucha numer dwa nie zamierzam posiadać :D ale niektóre punkty, to i przy nr 1 zdarzyło mi się odstawić :D

    OdpowiedzUsuń
  19. A jaki ten przewijak macie? Taki nakładany na łóżeczko? Bo jak tak, to ja po prostu miałam takie a'la prześcieradełka na przewijak, na gumce, są w różnych kolorach dostępne, więc polecam :) Tylko jak na przewijak dziecko się zsiusia, to zetrzesz i już, a z pokrowca trzeba spierać :P

    OdpowiedzUsuń
  20. w drugiej ciąży inaczej się nie da :D i ja podpisuje się pod tym rękami i nogami :)

    OdpowiedzUsuń
  21. hahaha ale się ubawiłam. no i moja droga sorry Wojtek nigdy nie będziesz jedynakiem :P I to akurat jest najpiękniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  22. No co tu dużo pisać- ŻYCIE :D
    Pierwsza ciążą wypieszczona, wychuchana a przy drugiej nie ma już tyle czasu :)
    Nie wiem jak Tobie ale dla mnie druga ciąża minęła w ekspresowym tempie -jakoś nie zdążyłam się nacieszyć tym stanem

    OdpowiedzUsuń
  23. dokladnie tak samo mialam. I ciagle w wyrzutach sumienia zylam. Ani jednej foty z brzucholem, brak snu, i nawet gorzej sie odzywialam...on za to wynagrodzil mi wszystko swa wspanialoscia, szybkim przyjsciem na swiat i stoickim spokojem! Drugie faktycznie ma gorzej, bo jedynakiem nie jest, milosc podzielona pomiedzy 2 jest, co nie znaczy ze jest mniej kochane! Wojtek na szczescie nie bedzie tego pamietal, chyba ze ten post przeczyta :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak dobrze to przeczytać już myślałam że tylko ja w ten sposób przechodzę drugą ciąże.... I ciągle do pracy po pracy biegiem do przedszkola i nie ma czasu nawet pamiętać że w ciąży jestem

    OdpowiedzUsuń
  25. Hej, Wojtek za to masz mase ciotek "internetowych" (no Ewka tez), kibicujemy Ci, abys wyrosl na lobuza i sam wyjadal mamie maslo orzechowe jak sie tylko odwroci ;)
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
  26. Oj znam to, znam! W drugiej ciąży też nie oliwilam brzucha tak pilnie jak w pierwszej. Ale za to do drugiego porodu byłam przygotowana psychicznie i fizycznie. Nie to że przy pierwszym porodzie panikowałam, ale zupełnie nie byłam jakoś na to przygotowana, nie wiedziałam jak wyglądają skurcze parte, a jak lekarka pytała czy je mam, to z nadzieją, że szybciej urodzę, odpowiedziałam, że mam:) Przy drugim poszło już szybko. Ćwiczyłam, relaksowałam się i z wielkim spokojem pojechałam na porodówkę.

    OdpowiedzUsuń
  27. Hahahaha :) takie prawdziwe!!!
    U mnie było tak samo...czasem mam wyrzuty sumienia...no ale jak to ma inaczej wyglądać gdy przy drugiej ciąży masz wymagającego maluszka (jak bylo w moim przypadku) ?! No jak? :)
    Ściskam!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam, że tu piszę. Znalazłam taką stronę, która dzięki rozpromowaniu może pomóc dzieciom. Może ktoś może coś oddać, kupić, przekazać. Tam jest zakładka, chcę pomóc. Może tutaj na blogu dotyczącym dziecka więcej osób to zobaczy ? :) Tegoroczna maturzystka ! :) proszę zerknij : http://www.domydziecka.org/index.php

      Usuń
  28. Wojtek się na pewno nie będzie zamartwiał takimi szczegółami on będzie miał ważniejsze sprawy na głowie :)
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)