22 maja 2014

Urodziny. Część I. Przygotowania

Prawda jest taka, że to uwielbiam. Od czterech lat Boże Narodzenie obchodzę dwa razy. Są przygotowania, planowanie, wyszukiwanie pomysłów, akcesoriów, pakowanie prezentów, układanie menu. W okolicach dnia zero jestem nerwowa, zmęczona i marudna. Tego dnia mam wory pod oczami, nieumiejętnie pomalowane oko i w panice dobieraną garderobę. Moją. Jej planujemy wcześniej. Aktualnie to moje ulubione święto w całym roku. Urodziny Ewy.


Jeśli zechcecie wykonać proste działanie matematyczne, w którym zmiennymi będzie małe mieszkanie i zazwyczaj słoneczna pogoda, to wynik będzie jednoznaczny. Piknik. Pozostaje wybrać miejsce i zrobić podstawowe zakupy, tzw. bazę. Kilka lat doświadczeń (choć przecież wcale nie tak dużo!) daje mi pewność, gdzie i po co się udać. Ale najpierw...




Zaproszenia! Z roku na rok coraz więcej przy nich robi Ewa :) Rysowała siebie, malowała arkusze, z których wycięłam balony. Smarowała elementy klejem, przyklejała w miejscach, które jej podpowiedziałam. Naklejała serduszka, robiła pieczątki. W tym roku dorzuciłam nowy element - naklejkę ze zdjęciem Ewy. Nie był to główny element zaproszenia, chciałam po prostu sprawdzić, jak wyglądają te naklejki (są dostępne w Rossmannie i w salonach Fotojoker). I powiem Wam, że jestem mile zaskoczona, bo to nie takie zwykłe drukowane naklejki, a raczej dobrej jakości zdjęcie samoprzylepne. Można z nich zrobić (są różne rozmiary, my mieliśmy najmniejsze) całe zaproszenia lub kartki świąteczne. Wystarczy połączyć je z jakimś eleganckim kartonikiem :) Do zapamiętania!





Bardzo podobają mi się dziecięce przyjęcia w pastelowych barwach, z bibułowymi pomponami, eleganckie i subtelne. Ale, jak tak patrzę na naszą blond petardę... No to nie ona! Ona to intensywny kolor, to kropki, to paski, zabawa i rozlany płyn do baniek, to duży hałas, skoki nastroju i balony. Taka jest właśnie. Zatem znowu jej święto to feeria kolorów, inaczej być nie może. A za jakiś czas, jeśli wyrazi taką ochotę, zrobimy przyjęcie tematyczne, na przykład takie KLIK lub takie KLIK. Wspaniałe pomysły i równie świetna realizacja! :)



dekoracje do domu, są dekoracje piknikowe. Dziś pokażę tylko część, bo sporo tego! Choć cokolwiek bym nie zrobiła, jakiegokolwiek łańcucha bym nie skleiła, najważniejsze zawsze są balony... :) Co roku pytacie mnie, czy kupuję hel i skąd te balony. Nie kupuję helu, to zbyt drogie rozwiązanie w przypadku takiej jednej, niewielkiej imprezy. Nie chadzam też na festyny w poszukiwaniu balonów za jedyne 20 zł od sztuki :/ Szukam po prostu w internecie firmy, która sprzedaje balony lub dekoruje balonami różne uroczystości. W Poznaniu jest np. POZ-GAJA Hurtownia Balonów (ul. Piastowska 48, KLIK). Dzwonię, piszę, dowiaduję się o możliwość bardzo detalicznych zakupów (bo Ewka nigdy nie miała więcej niż 7 czy 8 balonów) ;) Zamawiam, odbieram. I to jest cały sekret. Jeśli będziecie tak zamawiać balony nie zapomnijcie zapytać o wzmocnienie balonów specjalnym żelem! Bez żelu balony wytrzymują około 11 godzin, z żelem - kilka dni. O radości na widok dyndających pod sufitem balonów, nie będę wspominać. Oczywista oczywistość ;) 


O ile nie mam nic przeciwko piknikowej zastawie w bajkowe motywy, nie znoszę jej połączenia z pstrokatym obrusem i serwetkami z innej bajki. Oczy mnie wtedy bolą ;) Nie znoszę też tego, jak na modnych animacjach bezczelnie zarabiają "na dzieciaka" producenci, ale to już całkiem inna historia... Z talerzyków i kubków we wzorki podobają mi się na przykład te dostępne w H&M Home, ale sama stawiam na najprostsze jednokolorowe papierowe kubki i talerzyki (dostępne dwie średnice i różne intensywne kolory), które kupuję w Realu. W tym roku postanowiłam zainwestować również w zestaw czterech talerzy plastikowych i zestaw miseczek. Przydadzą się nie tylko podczas urodzinowego pikniku. Tu również postawiłam na intensywne kolory, bez wzorków. Z pomocą przyszła mi seria Solfint i Ikea KLIK, KLIK. Z Ikei są również serwetki w paski.



Obrusy, świeczka, dmuchane literki i wielka czwórka są ze sklepu Xenos KLIK, niestety nie widziałam, żeby miał jakieś oddziały w Polsce...  Obrus w kropki służy nam już... Trzeci rok? Nie zniszczył się, lubię go, to dlaczego miałabym zmieniać? :)



Menu. Oj, ten element spędza mi sen z powiek ;) Kiedy robiłam pierwszy plan, dwa miesiące temu, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Teraz przyszła do nas fala upałów i ze względów bezpieczeństwa, higieny, trwałości... No muszę wszystko jeszcze raz przemyśleć! Jeśli owoce, to w całości, pokrojone bardzo szybko sfermentują. Żadnych kremów, śmietan, mas budyniowych. Zarówno słodkości, jak i inne przekąski muszą należeć do tych suchych. I prostych. Na takich piknikach świetnie sprawdza się ciasto marchewkowe w roli tortu, ciasteczka owsiane, muffiny, sezamki, wytrawne przekąski na jeden chaps, pomidorki, orzeszki. Menu wciąż nie jest gotowe. A ja się pocę, a ja oddycham do papierowej torebki ;)


O ile dwulatkom wystarczyły bańki, trawa i stado dorosłych do wspinania się po nich, tak przy czterolatkach już nie jest tak łatwo. Jakiś plan musi być, choćby na godzinkę. Tradycyjnie będzie chusta klanza (zwana spadochronem), ale i zabawy sportowe. Kręgle z puszek, plastikowe jajko na łyżce, może tunel, biegi... Trochę będę improwizować, może zdążę zrobić medale dla wszystkich. A już na pewno każdy gość wyjdzie z imprezy z sympatycznym drobiazgiem. Dam radę? No powiedzcie - dam?