2 czerwca 2014

19 Dzień Dziecka










Stoję w kuchni, naczynia myję. Przez okno widzę podjeżdżający pod blok lśniący wóz. Srebrny (tyle w temacie marek samochodów ;)). Kilka razy w roku zwracam uwagę na ten widok. Wysiada mały chłopczyk, mieszka gdzieś nad nami. Właśnie spędził dzień z tatą. Z bagażnika wyciąga prezenty. Dużo i duże. Z trudem je unosi. Tata poprawia fajkę w ustach, głaszcze małego po głowie, macha mu i już go nie ma. Nie oceniam, może dla tej rodziny to rozstanie, te spotkania i prezenty są najlepszym rozwiązaniem. Może ten chłopiec czuje się najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Nie wiem. Widzę tylko jeden element układanki. Widzę kilka razy w roku. Zza szyby. Nie oceniam, ale za nic nie zamieniłabym tego na naszą zabałaganioną codzienność. Z kolejką do toalety, z truskawką pod stołem, z naszymi "dorosłymi" ustaleniami i sztamą wychowawczą. Taka to myśl po Dniu Dziecka. Prezenty, goście, kolorowanie, dużo słodkości, w tym pierwsza wata cukrowa. Długi spacer, trochę skoków, lody o smaku Hello Kitty*. A Wy? Jak świętowaliście Dzień Dziecka? :)

* Jak Tramal będzie niegrzeczny, zrobimy z niego lody! I będziem sprzedawać włochate kulki ;)

19 komentarzy:

  1. Sądzę,że lody tramalowe będą co najmniej... ciekawe ;) Ma takie bogate wnętrze przecież!

    OdpowiedzUsuń
  2. My po dwóch dniach z atrakcjami. W sobotę Piknik naukowy, wczoraj przed 12 wyszliśmy z domu a wrócilismy po 19 ;)
    Byliśmy w Kancelarii Premiera, w parku na tyłach mnóstwo rzeczy, nawet teatrzyk był i jakies sprawnosciowe historie. Dmuchańce do skakania, kulki i zjezdzalnia ale ful ludzi, nie stalismy w kolejce.
    Wata za darmo. Zwiedzanie Kancelarii i pamiątkowe foto na fotelu Premiera ;)
    Potem poszliśmy do kafejki na zupę i kawe, a tam animacja i super zabawa, skorzystaliśmy. Były min. duże bańki!
    Potem lody u Grycana, kulka za 1 zł.
    Jula szczęśliwa. Wszystkim chwaliła sie prezentem - plecakiem biedronką o którym marzyła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to u Grycana też była taka promocja? My się na identyczną załapaliśmy w mojej ukochanej cukierni Sowy! Hello Kitty to nie wnikam, ale ja zjadłam smaki (no dobra, przyznam się - 3 kulki! a mogłabym i drugie tyle!): solony karmel, orzechy arachidowe i bezowe. Były GENIALNE :))

      Usuń
    2. nareszcie :) siostro! jak mówię że lubię słony karmel to wszyscy patrzą na mnie jak na kosmitę :)

      Usuń
  3. ojej... Dzień Dziecka w Bullerbyn to taka magia dzieciństwa :) Dzięki za przypomnienie!

    OdpowiedzUsuń
  4. "zabałaganiona codzienność" przykuła moją uwagę! :) u mnie to dopiero jest zabałaganiona codzienność :D jakoś nie mogę się ogarnąć , ale spoko, wierzę, WIEM TO :) że kiedyś nadejdzie ten dzień :)
    A u nas też było całkiem udanie w dzień dziecka. Zorganizowaliśmy Zuzi konkursy i zawody (tylko Zuzi, bo Zosia była zainteresowana jedynie zjadaniem Haribo :P a Basia wiadomo...spała :))
    P.s.solony karmel mnie zaintrygował... mmmm

    OdpowiedzUsuń
  5. Eh ja znam rodzine, gdzie dla dobra ogolu sie rozeszli, a wiekszosci zdaniem dla wygody i z lenistwa i sie do tego niestety ogolu dolaczam.... zal mi dzieci, bo niby dla nich lepiej na przyszlosc, a wystarczylo ciut checi z obu stron tak serio. My czesto z mezem siedzimy i sie zastanawiamy czy to brak checi, czy chec czegos wiecej, bo dzieci okazaly sie zbednym bagazem w przezywaniu zycia.... u niektorych. I wolimy mimo wszystko dzien dziecka z lodami i na koncercie dla nieletnich, na lawce dla nieletnich, i wrocic umazani wszystkim co bylo po drodze. I ostatnio coraz czesciej mamy, ze jestesmy jedyna para tutaj, ktora ma dzieci wsrod znajomych, bo nie odkladalismy na pozniej, na lepsze czasy....
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
  6. A my beztrosko i słodko bardziej niż zwykle :) Hulanie na hulajnodze, czytanie, karuzela i też pierwsza wata cukrowa tak różowa, że buzi się domyć nie dało, no ale niech ma :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do marek samochodów mam tak samo! Jesteśmy w Krakowie, milion aut, jakieś szalone skrzyżowanie:
    - Skręć za tym Volkswagenem !!! - krzyczy Mąż.
    A ja klnę w duchu (i nie tylko) i skręcam w całkiem inną stronę :D no bo co to Volkswagen i jak mam w ciągu
    trzech sekund rozpoznać znaczek ?!

    OdpowiedzUsuń
  8. My pojechaliśmy na targ śniadaniowy. Pyszne jedzonko, ja spróbowałam nawet ciasta z bezą i kurcze przyznać muszę, że pyszne. A tak się wzbraniałam przez źle trafione kiedyś ciasto. Lilka wyszalała się na powietrzu, pobiegała z balonem, "puszczała" bańki ;)
    Mało takiemu małemu dziecku do szczęścia trzeba, ale tak cudowne uczucie ogarnia rodzica jak patrzy na radość dziecka <3 ahhh!

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja córka nie wie, czy to dzień jej, dziecka, czy inny, ale obeszliśmy to jej święto jak należy z pełną dokumentacją foto. Żeby sobie kiedyś sprawdziła, jak rodzice o świętowanie dbają. Lody też były, tylko o mniej wyrafinowanych smakach...
    Wata cukrowa: uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. "Dzień dziecka w Bullerbyn" ostatnio często czytamy u babci:))) Mam trochę inne wydanie ale z takimi samymi ilustracjami tylko jeszcze dodatkowo pokolorowanymi przeze mnie ( jak byłam trochę młodsza oczywiście:)))).

    OdpowiedzUsuń
  11. My grillowaliśmy, jeździliśmy rowerami, szaleliśmy na kocu po prostu spędziliśmy ten dzień razem i to najważniejsze.
    Ps. zabałaganioną codzienność to i my mamy i już chyba się do niej przyzwyczaiłam a co! Można i tak:)

    OdpowiedzUsuń
  12. U was za 1 zł lody a u nas symboliczna złotówka to wejście na termy i radość naszej ryby po pachy
    I pomyśleć ile taki pieniazek moze zdziałać... wspominamy do dziś :)

    Przyznam jednak że słonego karmelu bym spróbowała hihi

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam Bullerbyn !
    U nas w Dzień Dziecka szaleństwo było... trampolina+balony+ czwórka dzidzioli :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Od niedzieli non-stop czytamy "Dzień Dziecka w Bullerbyn". Mateusz uwielbia Bullerbyn, a ja szczerze mówiąc w ogóle nie pamiętam tej książki z dzieciństwa. Pamiętam tylko, że była to pierwsza książka, którą przetrzymałam i dostałam karę z biblioteki ;)
    A nasz Dzień Dziecka? Było ciasto z truskawkami, cała rodzina na naszym małym metrażu, jeden prawie-przedszkolak i dwie szalejące nastolatki, fura prezentów i zabawy w namiocie :) lody też były, ale w zamrażalniku bo o nich zapomnieliśmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas impreza z pojazdami i maszynami - Franek wybiegany padł o 19 i spał calą noc

    OdpowiedzUsuń
  16. U nas Dzień Dziecka w Bullerbyn czytane od 5 rano!
    Bo jak tu spać skoro szykował się taki fajny dzień ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)