20 czerwca 2014

Prawie średniak


- Smakował ci dziś obiad? - rzucam niezobowiązująco. - Tak. Była zupa kluseczkowa - odpowiada. A ja przyglądam się jej bluzeczce - może zdradzi mi, co prócz kluseczek było w miseczce, bo Ewka właśnie skończyła rozmowę na ten temat. - A jak leżakowanie? Udało ci się zasnąć? - no drążę, nudno drążę. Chwila niepewności. - Taak. Zaspałam nawet - mówi. Czyli właściwie nie wiem, czy spała, czy nie. Ale w sumie - co za różnica? ;)



Kasza jaglana z musem morelowym, orzechy włoskie, migdały. Kanapki wiosenne z sałatą i jajkiem, posypane szczypiorkiem. Makaron w sosie serowym z gotowanymi brokułami i marchewką. Rzodkiewka, ogórek świeży, borówki, arbuz, sorbet owocowy. Czy Pani Dorota i Pani Lucyna z przedszkolnej kuchni nie mogłyby pakować dla mnie tych pyszności do termosu obiadowego? Zróżnicowane menu, które kuchnia serwuje przedszkolakom zwyczajnie mnie onieśmiela. A tu buła, buła i truskawki. Taki to nasz babski piknik :)


Rano. - Pa, mamusiu. Będę tęsknić - rzuca i NAWET SIĘ NA MNIE NIE OGLĄDA. Idzie do przedszkola, nie ma czasu na sentymenty. Kto wie, kogo spotka w szatni, gdzie pójdą na spacer i co pysznego zje na drugie śniadanie. Czy będzie bawić się w rodzinę? Lekarza? Czy wróciła Nadia? Czy pojawi się nowy konflikt z Julką? Czy spodoba jej się dzisiaj na rytmice? Czy będzie miała z kim porozmawiać podczas leżakowania? Ta nasza czterolatka. Już prawie średniak. Jeszcze tylko przez tydzień - maluch.



Jak fajnie pod koniec roku przedszkolnego odetchnąć z ulgą. Nie dlatego, że to już koniec. Udało się! Te nasze nerwy, niepokój, wahanie... Przedszkole okazało się wspaniałą przygodą. A mogło być inaczej. Początki wyglądały dobrze. Później pojawił się kryzys, lęk, płacz, obgryzanie paznokci (jej w ciągu dnia, nasze pod osłoną nocy ;)). Wtedy z niepokojem patrzeliśmy na smutną nie-Ewkę. Wystraszeni zmieniliśmy przedszkole. Różnicę było widać już po pierwszym dniu. Każdy kolejny krzyczał nam do ucha, że dobrze zrobiliśmy. A teraz? Teraz zostało jej tylko pięć dni w grupie maluszków... 



- To przyjdą nowe maluchy? A starszaki pójdą do szkoły? A my będziemy średniakami? - dopytuje. - I nie będzie leżakowania! - krzyczy. Ona się cieszy, my się cieszymy. Teraz każdy dzień będzie jeszcze wspanialszy. A przecież niedawno to ona stała na końcu korytarza, przy wieszaczku z myszką, z wielkimi oczyskami. Teraz biegnie w podskokach, zagaduje dzieci, domowe historie wypaplane są WSZYSTKIM (którzy nie uciekną ;)) już minutę po zdjęciu butów. A na dobry koniec roku przedszkolnego, wakacje i jeszcze lepszy początek nowego: - Ten, ten plecak* chcę! Ten z ptakolcem. Co to za kolor ten z boku? - interesuje się. - Musztardowy - mówię. - Myślisz, że będą na mnie mówić MUSZTARDKA?


Już nie przepuszcza wszystkich na zjeżdżalni, już nie boi odezwać się, kiedy ktoś się przepycha, coś jej wyrwie. Odnajduje się w grupie, choć nie jest typem lidera. Potrzebuje czasu, żeby się rozkręcić. Coraz częściej zaskakuje mnie jej odwaga, to jak się przełamuje... Duża zasługa w tym przedszkola, ale i niektórych lektur. O tym jednak będzie w kolejnym wpisie... :)


PLECAK PRZEDSZKOLAKA  OOPS (FB)  //  TERMOS  U KONSERVE  (FB)

* Plecak jest - prócz tego, że musztardowo-różowy i z ptakolcem ;) - wodoodporny, lekki, miękki i MOŻNA GO PRAĆ W PRALCE :) Można go również w odpowiednim miejscu podpisać oraz regulować szelki. Czego chcieć więcej? Za ptakolca w szpilkach dziękuję dystrybutorowi marki Oops w Polsce :) O termosie będzie więcej przy okazji wpisu wyprawkowego...