22 czerwca 2014

Rzecz o odwadze


Popełniłam masę błędów wychowawczych. A to dopiero początek! Najpierw chciałam, żeby Ewa umiała podzielić się symboliczną foremką w piaskownicy. Później, gdy - na poligonie zwanym placem zabaw - zauważyłam, że jej potrzeby znalazły się na ostatnim miejscu i właściwie wszyscy są ważniejsi od niej - chciałam to jakoś odkręcić. Włączyć jej przycisk asertywności. Sprawić, by chociaż zaprotestowała, gdy kolejne dziecko bez ceregieli wpycha się przed nią na zjeżdżalnię. Zdarzało się, że kompletne bzdury mówiłam. Klęska, przyznaję się do klęski. A chciałam dobrze...


Gdybym przeczytała więcej mądrych książek... Ale nie przeczytałam. Raz - jak wybrać te najlepsze lektury, dwa - jak nie zwariować od często wykluczających się teorii, trzy - to i tak nie uchroniłoby mnie przed popełnieniem masy błędów wychowawczych. Zatem może - gdybym bardziej zaufała jej i sobie? Lepiej. Chyba lepiej. Choć wokół mnóstwo rodziców celebrujących niezależność swojego dziecka, odpuszczających jakiekolwiek reakcje na jego zachowanie. I ja bym tak nie umiała. Nie zgadzam się na przemoc, na to by jedno dziecko stale doprowadzało do płaczu inne. Wybieram unik. Inny plac zabaw. Oj, zatem nie jestem również zbyt dobra w konfrontacji. I czego ja wymagam od Ewki? :)


Długo bym mogła. Tak o moich błędach mówić, zamęczać się tym, jaki miewam wpływ na nią. Mam wrażenie, graniczące z pewnością, że sporo z Was przyznałoby się do tego samego. Jak nie na forum, to gdzieś w cztery oczy, podczas rozmowy z przyjaciółką, z mężem, w bliskim gronie (o, jakiś czas temu dyskutowałyśmy w komentarzach u Kaczki, wtedy tematem przewodnim było - czy da się nauczyć dziecka walki o swoje?). Ale ja dziś nie o tym miałam. Miało być o tym, kto może pomóc dziecku, gdy na zajęciach z muzykoterapii wystraszy się wilka, z kim warto je zapoznać, gdy podczas zabawy w grupie stale jest z boku, kto może sprawić, że zupełnie inaczej spojrzymy na kwestię odwagi... No kto? Nusia. I Albert. Niestety nie mogę zagwarantować, że lektury (czytane choćby przez 20 minut dziennie i codziennie ;)) rozwiążą wszystkie Wasze problemy. Ale na pewno warto spróbować...



Nusia to miss ostrożności - wszak świat pełen jest niebezpieczeństw! Zawsze gdzieś z boku, z dala od szalejącej przedszkolnej grupy. Boi się. Boi się przeskoczyć przez rów, boi się pogłaskać psa, boi się dotknąć tłustego robaka. Podczas jednej z przedszkolnych wycieczek traci z oczu grupę i zostaje sama. W lesie! W lesie pełnym wilków! A zapada zmrok... Bez wchodzenia w szczegóły fabuły - spotkanie ją odmienia (wilki też ;)). Coś, co wydawało się przerażające, wcale takie nie było. Jak łatwo sądzić kogoś po pozorach! A skoro wilki wcale nie były takie straszne, to i może Nusia wcale nie jest taka bojaźliwa?





Albert się nie bije. Męczy się nawet podczas zabawowych przepychanek z tatą. W zerówce poddaje się natychmiast, gdy zaczyna się konflikt. Inne dzieci podejrzewają, że nie potrafi się bić, że jego ręce są słabe. A Albert po prostu nie lubi się bić, nie robi uników, by zadowolić dorosłych, by pokazać, że jest grzeczniejszy czy mądrzejszy. Nie lubi! Tymczasem w zerówce pojawia się troje nowych uczniów. Ta trójka naprawdę lubi przepychanki! A jedną z ich ofiar staje się Albert! Ale... Pod koniec dnia nowi rozmawiają o tym, jaki to Albert jest odważny. Co się zmieniło? Czy Albert użył swoich piąstek? A może wcale nie trzeba się bić, by wykazać się odwagą? :)





Nusia i wilki, tekst i ilustracje: Pija Lindenbaum
Czy jesteś tchórzem, Albercie?, tekst i ilustracje: Gunilla Bergström
tłumaczenie: Katarzyna Skalska


A Wy? Jakie znacie tytuły związane z tematem odwagi, pokonywaniem lęków? A może z przemocą? Do głowy przychodzi mi jeszcze inna część Alberta - Albert i potwór (Gunilla Bergstrom, Wydawnictwo Zakamarki). A także tytuł - Laszlo boi się ciemności (Lemony Snicket, Jon Klassen, Wydawnictwo Filia). Ale że tych książek nie mam, to i za dużo powiedzieć nie mogę... Jeśli macie swoje typy, śmiało podzielcie się nimi w komentarzach :)