2 lipca 2014

I po siódme...

- Wygrałam bon na buty! - piszę do taty. A on mi odpisuje, że wysłałabym lepiej jakiś kupon w końcu i szóstkę trafiła... A może mi pisane są właśnie te małe-duże nagrody w konkursach, które udaje mi się wygrać? :) Takie co odciążają nieco budżet i sprawiają masę radości?


Dziś zdradzę Wam sekret*, jak grać, żeby wygrać. Bo ostatnimi czasy szczęście mi sprzyja i wygrywam całkiem regularnie. Otóż. Mój przepis jest dość prosty. Po pierwsze biorę udział tylko w konkursach, w których naprawdę interesuje mnie nagroda. Nie rzucam się w wir rywalizacji o dwudziestego misia, o drugi tusz do rzęs, o rzeczy, które nawet do końca mi się nie podobają... Nie wyszukuję konkursów. Same mnie znajdują. Blogi, które śledzę, strony, na które zaglądam, polubiony fanpage. Albo zauważę jakiś konkurs, albo go przegapię. Tragedii nie ma :) Po drugie - czytam regulamin. Zawsze. I zadania konkursowego nie wykonuję w pierwszy dzień (po trzecie!), kiedy o konkursie się dowiem. Choć też nie czekam do ostatniego, zwyczajnie daję sobie chwilę do namysłu. Bo zapomniałam wspomnieć, że najbardziej lubię konkursy, które wymagają jakiegokolwiek wysiłku - wypowiedzi, zdjęcia, pracy plastycznej... Nie znoszę konkursów na lajki, tak samo jak tych, w których jest 50 sponsorów i tyle samo stron do polubienia. Po czwarte, jeśli decyduję się wziąć udział w konkursie, zapisuję sobie do kiedy trwa i sprawdzam wyniki. To taka oczywistość. A wciąż obserwuję wpisy, że ktoś się nie zgłosił, że dodatkowe losowanie. A w regulaminie jak byk - kiedy rozwiązanie i że wygrany ma ileś tam dni na podanie adresu, kontakt. I po piąte. Jestem szczera. Nie wymyślam "na siłę", nie kalkuluję, jaka odpowiedź ma szansę na nagrodę, nie wykorzystuję tego samego zdjęcia w dziesiątkach rywalizacji, nie korzystam z dwóch różnych adresów e-mailowych, nie oszukuję. Szanuję pracę organizatorów, spełniam wymagania konkursu lub - jeśli tak nie jest - nie biorę w nim udziału. A jak wygram, cieszę się jak dzieciak. Z okularów z filtrami dla Ewki, z różowych trampek (również dla niej, nic jej nie mówcie, to niespodzianka!), z porządnego laktatora, torebki, z książki, z biletu do teatru czy kina. Po szóste - jeśli nie wygram, co przecież zdarza mi się częściej niż wygrana, nie tworzę teorii spiskowych, nie obrażam się, nie płaczę po kątach. Nie udało się - trudno, widać inne prace były lepsze, ujęły jury czymś innym. Po prostu. No szkoda. Może następnym razem? ;)


A z Was? Jakie typy? Gracie? Jak lubicie grać? Wygrywacie? :)

* Taki to sekret, który sekretem w sumie nie jest, prawda? Bo po siódme - czasami po prostu trzeba mieć odrobinę szczęścia... :)