6 lipca 2014

Oczekiwanie. Ciąg dalszy

Skoro muszę zabrać pęcherz na spacer, to jest 4.00. Nie ma potrzeby, by zerkać na zegarek. Idę, nieco się kiwam, jak pingwin. Mijam kącik Ewy. Opcje są dwie. Albo leży rozwalona, zimna jak niektórzy (co sztywniejsi) bohaterowie kryminałów, bo przecież przykrywanie się ma w głębokim poważaniu. Albo, jak kilka dni temu, siedzi na łóżku - nieprzytomna, kiwająca się w każdą stronę. - Wszystko dobrze? - pytam szeptem. - Taaak - mruczy wańka-wstańka. - Tam jest poduszka - popycham ją lekko w jedynym słusznym kierunku. Pada i zasypia. 4.40. - WODY! - budzi mnie krzyk Ewki. Daję sobie chwilę, może tylko jej się coś śni... Nie woła więcej, śpi. Za to Wojtek dostał czkawki. Leżę, brzuch mi podskakuje. Zasnę jeszcze?


A może ja błąd zrobiłam? Gadałam z Wojtkiem, a powinnam z macicą? Może powiem jej, że kontrakt się skończył, już dziękujemy, proszę finiszować zadanie, odprawa będzie atrakcyjna? Bo na liczniku 40+1 tc, a tradycji stało się zadość. - Niech pani się umówi na za tydzień, po drodze ktg zrobi. Nie urodzi pani w tym tygodniu. Ale ogólnie wszystko dobrze, po prostu taka pani uroda - uśmiecha się lekarz. A może to dlatego, że mam dwie nowe książki? I Wojtek, łaskawie, czeka aż je przeczytam? Fasolka szparagowa, truskawki, czereśnie, maliny, lody, arbuzy. Korzystam, oczekując.



Ewka maluje. Tu jest Tramal (centralna postać, wiadomo). Tu Ewa, cała w różu. Tata. Mama. Słońce i chmury. - Gdzie Wojtek? - pytam. - W brzuchu - odpowiada. - Zlituj się, to kiedy myślisz, że się urodzi? - próbuję się dowiedzieć. Może WIE. - 14... - rzuca. Już M. zaczyna się cieszyć, że po finale Mundialu, kiedy dodaje: - ...maja. - Ale maj już był - protestuję. - To za rok - stwierdza - o godzinie 12.02. WYOBRAZIŁAM TO SOBIE. Te kolejne miesiące w ciąży i równomierny przyrost wagi mojej i jego. I teraz nie będę mogła zasnąć wieczorem. Ze strachu ;)