11 sierpnia 2014

Jeden las. Sto drzew.

Niby, gdy się ma problemy z zasypianiem, można liczyć owce. Tudzież barany. Jednak Liczę do 100 nie "czytamy" na dobranoc. Za bardzo boję się, że soczyste kolory podziałają jak dopalacz i Ewka zacznie nocne harce ;) Liczymy zatem w dzień. Strona za stroną. Lub z doskoku. Zależy, jakie mamy zapasy cierpliwości... Czasem kończą tuż po pierwszej dziesiątce, innym razem przekraczamy dwudziestkę. - Dwadzieścia siedem, dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć, dwadzieścia dziesięć, dwadzieścia jedenaście - odlicza poważnie. - Trzydzieści - podpowiadam. - Trzydzieści jedenaście? - dziwi się. 






Taka to książka. Do liczenia. Zaczyna się na lesie. Jednym lesie. Kończy się też na lesie, ale to już jest sto drzew. Po drodze można policzyć naprawdę różne rzeczy, osoby, zwierzęta. Myśliwych, koty, kominy, serpentyny... Każda strona to nowe wyzwanie! A wszystkie w neonowych odcieniach. No nie da się, nie da się zasnąć przy tym liczeniu :)






Liczę do 100, ilustracje: Magali Bardos
Wydawnictwo Babaryba KLIK