18 sierpnia 2014

Miesiąc


Zważ, Wojciechu. Przypomnij sobie. Gdy ona będzie piszczeć nad Twym uchem. Tupać przy kołysce. Gdy będzie głaskać Cię tak, że niemal oczy z orbit Ci wyskoczą. Gdy zamiecie swoim lokiem Twoją twarz. Po raz setny. Zważ, przypomnij sobie. Że nie tylko obrazki dla Ciebie miała. Nie tylko piżamkę z autkiem (z której nota bene wyrosłeś ZANIM zmusili Cię do opuszczenia mojego brzucha). Ona dała Ci rodziców, którzy jakby mniej panikują. Tak ogólnie. Mniej, niż kilka lat wcześniej. Bardziej wyluzowanych, mimo wszystko - lepiej zorganizowanych, spokojniejszych. Przecież gdyby nie Ewka - nie bylibyśmy tacy...



Tymczasem jutro mija miesiąc. Jego. Jej w roli siostry. Nas w roli podwójnych rodziców. Tramala, który wypiera fakt, że w domu pojawiło się kolejne dziecko... ;) Z jednej strony - kurczowo trzymam się wspomnienia kopniaków w prawą stronę brzucha. Na wyświetlaczu telefonu komórkowego oglądam filmik, na którym widać falującą skórę brzucha, pod jej powierzchnią - on. Naprawdę? Był tam? A nie tu? Od zawsze? Z drugiej - zdarza mi się podskoczyć, z zaskoczenia. Wchodzę z kuchni do pokoju i w kołysce widzę dziecko. Potrafi mnie to zaskoczyć. Ten widok. Mimo że to już miesiąc. A to Wojtek tylko. Drzemie sobie.



Nie porównuje się dzieci. Ależ! Nie sposób nie porównywać! Choć nie mam na myśli porównywania wartościującego, rozpoczynającego smutną rywalizację. Ot, po prostu - zauważamy różnice, wspominamy, opowiadamy Ewie jak to było, kiedy ona była taka malutka. Jak pierwszych kąpieli nie znosiła, jak preferowała spacery przy hałaśliwych ulicach, a wózek nie mógł się zatrzymać choćby na minutkę. A tymczasem ona wisi nad kołyską, na łóżku szuka miejsca jak najbliżej jego głowy. Przydusza go czasem ręką, przeszkadza, gdy on akurat próbuje zasnąć. Nie zdarza jej się to w złości. Tak swoje uczucia okazuje. Miłość. Dość... dobitnie pokazuje mu, że go kocha :) Miesiąc. Już i dopiero. Taki spokojny czas. Nie spodziewałam się...