24 września 2014

33 Czasem słońce, czasem deszcz


Ale zamilkłam! Ale! A przecież cały czas mówię: - Ewa. Ewa. Ewa. Nie tak mocno. Ewa. Ewa. Ewa. Ewa! Za blisko. Nie tak mocno. Ewa. Zostaw Wojtka. Ewa. Zostaw Wojtka... No mówię Wam - gadam i gadam. A ona? Głuchota wybiórcza. Szeptem powiem, dwa kilometry od niej, że czekolada jest na stole i wtedy na pewno usłyszy, na stówę. Tymczasem codziennie:  - Ewa. Ewa. Ewa. Nie tak mocno. Ewa. Ewa. Ewa. Ewa! Za blisko. Nie tak mocno. Ewa. Zostaw Wojtka. Ewa. Zostaw Wojtka... I nic. Jak o ścianę. Niewidzialne pole magnetyczne między nimi. Ona wpada do domu i leci go przytulać. Po swojemu. On nie protestuje. Nie protestuje przez mniej więcej 10 sekund. Potem prezentuje dziąsła, bynajmniej nie w uśmiechu. I zaczyna skrzeczeć. - Ewa. Ewa. Ewa. Nie tak mocno. Ewa. Ewa. Ewa. Ewa! Za blisko. Nie tak mocno. Ewa. Zostaw Wojtka. Ewa. Zostaw Wojtka...
Popołudnia są takie. Gderające, syczące, o dwa słowa za ciężkie. Pamiętam, że bałam się połogu. Tymczasem nie ciąża, nie poród, nie połóg... Najbardziej dobija mnie niedoczas dla Ewki. I ten cholerny brak cierpliwości. Ona cała jest wołaniem o uwagę, ja wręcz przeciwnie - wołam o chwilę ciszy. A kiedy cisza nadchodzi - myślę o tym, co znowu zrobiłam nie tak. I obiecuję sobie, że od jutra będę lepsza. Tymczasem: - Ewa. Ewa. Ewa. Nie tak mocno. Ewa. Ewa. Ewa. Ewa! Za blisko. Nie tak mocno. Ewa. Zostaw Wojtka. Ewa. Zostaw Wojtka...
I jeszcze ten smutek nieutulony, ten żal. Za każdym kamyczkiem, który wrzuciła do morza. Za nakrętkami, które ma zanieść do specjalnego pojemnika. Za etykietą z butelki, którą ja bezmyślnie wyrzuciłam. Oczy pełne łez. Szloch. - Ale ja będę tęsknić. Tak mi szkoda! - woła przez łzy.
Ale że co? Trochę szaro to wygląda? Pesymistycznie? Ależ! Róż to tylko na większości dziewczynek z grupy przedszkolnej Ewy. W wydaniu od stóp do głów. ;) U nas pełna tęcza. Ja aktualnie jestem raczej skalą szarości, ale codzienność wciąż odmieniamy w każdym kolorze. Także w różu. Który idealnie komponuje się właśnie z szarością.
I kiedy ja się miotam, kiedy nic nie wiem, kiedy dla siebie czasu już nie mam w ogóle - ona rysuje naszą rodzinę. Każdy z kokardą na głowie! Pełno kwiatów, jabłoń, dom... Szaleństwo! A nad nami tęcza. I deszcz. I słońce. Jakie to prawdziwe...




33 komentarze:

  1. Dokładnie...jakie to prawdziwe...
    Czytam co u Ciebie...i porównuję do tego co u mnie...bo u mnie aktualnie tak: "Olek oddaj jej to, Jula oddaj mu to" "Julka nie bij go!" "Olek nie bij jej"i tak w kółko...morza! nie! Oceanu! cierpliwości potrzebuję.....Życzę tego Tobie i sobie...
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas dokładnie tak samo....Wiktoria zostaw Franulka...nie zabieraj mu auta...weź sobie drugie...nie ciągnij go za rękę tak mocno...Franuś nie rzucaj klockami, nie ciągnij za włosy...nie wchodz na stół....itp itd...oj dobrze że włosy farbuję bi tych siwych nie widać:P

      Usuń
  2. Ło Matko! Olgo! Jak ja Cie rozumiem. Mam chyba to samo. I tak to ziarenko w głowie, że chyba nie daje rady jako podwójna mama! Ale gadam, z innymi mamami razy dwa. Ponoć normalne. Przeminie. Podciągam nosem. Odganiam złe myśli j jedziemy czołgami przez chmury i deszcz...przecież minie. Ja na to mówię sinusoida macierzyństwa teraz jesteśmy tam niżej...ale to jesieni wina, przesilenie jakieś:) Trzymajcie się ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Się zgadza, jota w jotę, jak w mordę strzelił! ;)
    Trzeba przetrwać...jakoś...i nie zwariować ;)
    Trzymaki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Duuuużo cierpliwości i trochę czasu dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z doświadczenia to nic nie powiem... ale z podwójnych mam znajomych widzę, że to norma zwyczajna. Tylko nie wpadaj w poczucie winy, no bo nie da się wciąż z anielską cierpliwością pitu pitu... A i tak chodzi o to, żeby minusy nie przysłoniły tych plusów. Piękny rysunek. Ściskam mocno. I oczywiście, że zazdroszczę tego 'podwójnego' chaosu :)
    PS. A Ty wiesz, że J ostatnio rysować nie chce. No praktycznie nic... ale jak już coś skrobnie choćby na zaparowanej kabinie w łazience, to cuuda nieziemskie... Ale nie zmuszam. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mam 4 dzieci(17,15 11,6).Od 15 lat mówię więc:nie tak mocno,wolniej,ciszej,nie tym tonem,CENZURALNIEJ!!!TO już tak zostanie,zdaje mi się...

    OdpowiedzUsuń
  7. "Podwójnych" doświadczeń nie mam, nie umiem nic poradzić. Mogę tylko napisać, że dzielna Mama z Ciebie i że takie dołki zdarzają się w każdym domu. Ważne, by nie pozwolić im zawładnąć codziennością. Dużo spokoju życzę i odpoczynku. Z nowymi siłami każdy dzień będzie bardziej tęczowy niż deszczowy. Pozdrawiam wraz z Fiołkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem o czym piszesz. U mnie było dokładnie tak samo. Było. Po słowach Matyldy skierowanych do taty że mama jakaś dziwna jest. Przejrzałam. Zastanowiłam się. Jest lepiej, ja wyluzowałam. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przytulam ciepło! A możesz sobie pozwolić na spacer tylko z Ewa? Bo to uratowało moja relacje z Antkiem, jak pojawiła się Zosia. Tylko nasz czas we dwoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie problematyczne. Chyba że tylko w weekend, kiedy i tak ganiamy całą ferajną i jest dobrze. Ech, wiem, wiem, planowałam takie dziewczyńskie wypady, nie przewidziałam jednak, że pomiędzy 17.00 a 19.00 Wojciech będzie najbardziej wymagający i GŁODNY ;)

      Usuń
  10. Jak ja to dobrze znam !:) - dokładnie tymi słowy znam to jakbym sama napisała ... choć u nas różnica wieku była o pare lat większa, niewiele to zmienia ... wciąż mamy ten 'problem' niedoczasu, rywalizacji o uwagę , a rysunek - cudny ♥ jakbym oglądała mojej Kini radosną twórczość te pare lat temu :) Pozdrawiam cieplutko i cierpliwości morza życzę :)!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj i u mnie najgorszy ten brak cierpliwości - a ona chce przecież tylko pomóc, przytulić, ukochać, zrobić sama...

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja nie mam pojęcia o czym piszesz ;) Jako mama jedynaka mogę napisać tylko: Zazdroszczę!
    A rysunek świetny! Te kokardy...boskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. U nas było tak przez moment, towarzyszyły temu 30 stopniowe upały i kolki córki. Możesz sobie wyobrazić..A teraz! Sielsko! Tymek nie jest przesadnie zainteresowany Polą, uwielbia ją, kocha, próbuje angażować w swoje zabawy, ale wszystko z umiarem. Jest naprawdę BARDZO dobrze. Tego i Wam życzę i myślę, że z czasem tak właśnie będzie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja po roku choć nadal słychać "
    Wojtuś uważaj na Ale, Wojtuś nie zabieraj je wszystkiego
    Alusia nie przeszkadzaj Wojtkowi
    To generalnie można powiedzieć że idziemy w stronę światła i że czas dla siebie mam (są to minuty - kwadransy przy dobrych wiatrach ale są :)
    Siły i dużo słońca za oknem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. true true true... trafiłaś w sedno! i u mnie podobnie jest czasem! u mnie doładowaniem siły i cierpliwości jest ...spowiedź :) na mnie to działa :D
    Prędzej czy później znajdziesz czas tylko dla siebie... Potrzeba matką wynalazku, czy jak to szło :) pojawi się potrzeba to i czas się znajdzie :)
    Nie jesteś sama w tym odczuciu i stanie :) nie jedna mama Ci piątkę przybije i wesprze, a jutro... może być zawsze lepiej :) ( no albo gorzej, ale trzymajmy się pierwszej wersji ;)) Nie jesteś sama :* ściskam!
    Rysunek cudny! niech dodaje skrzydeł! :*****

    OdpowiedzUsuń
  16. Znamy to az nadto dobrze ale aktualnie usilujemy sie odnalezc w sytuacji gdy mlodszy jest mobilny i wkracza na teren starszego i to jest hardcore.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pierwsze miesiące w powiększonej rodzinie zawsze są ciężkie. Każda mam to przechodzi ale za jakiś czas będzie super zobaczysz!
    A czas z czasem się znajdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Przerobilismy, przerabiamy do teraz! Nawet dzisiaj byla scysja ogromna, bo ja zmeczona, ta od progu z krzykiem, pobili sie zaraz i w ogole i w szczegole.
    Buziaki wiec i sile sle i rozowe okulary dla mamy Olgi :*

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja z innej strony (bo doświadczeń brak) napiszę - jak Ty pięknie formułujesz myśli! Szczere, piękne wyznanie.

    OdpowiedzUsuń
  21. "zespół słuchu selektywnego" ;) może nasilać się z wiekiem ;)
    ściskam mocno, ma.

    OdpowiedzUsuń
  22. "Mam tak samo jak Ty"... nanana;)
    Balam sie przyjscia tego Drugiego, ze nie bede umiala pokochac jak tego Pierwszego, a tu nagle ZONK. Bo to takie malutkie, slodziudkie, bezbronne... kochany maluszek, a Pola nagle jakas wielka sie stala, za glosna, za duzo gadajaca, za mocno podskakujaca. Wystraszylam sie troche... Ale kazdy dzien jakos prostuje te uklady i juz duzo lepiej w tej rodzinnej ukladance. Choc wyrzut czasem jakis sie pojawia... Wazne, ze dzieciaki sie lubia:) zobaczysz, im Wojtek bedzie silniejszy i bardziej komunikatywny, tym bedzie smiesznej:) Oczywiscie do momentu kiedy zacznie wszystko psuc i zabierac Starszej Sis. Well, to jeszcze przed nami, poki co celebrujemy chwile, ze "on jest taki slodki do miziania i kiziania" (jak mowi Pola) Pozdrawiajki!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ewka, śliczne drzewko!
    Olga, a wiesz co to jest odrabianie lekcji z tym starszym jak to małe akurat nie posiedzi, a ten starszy się ociąga, przedłuża, mała głodnieje, marudzi. Znikąd pomocy, a wieczór się zbliża i wszyscy coraz bardziej zmęczeni... I tak to już jest. Staram się dawać z siebie ile mogę jednak o sobie niezapominakąc. Nie żałuje chwik tylko we dwoje, doceniam te wspólne - tak pięknie uczą tolerancji. Trzeba tylko pamiętać o prawach starszaka i zamienić NIE tak mocno na: przytul ją o tak, delikatnie :)
    Buziak, Olga!

    OdpowiedzUsuń
  24. Tak już chyba musi być..trochę się z tym pogodziłam i próbuje się nie katować wyrzutami. Czasem słońce, czasem deszcz - true story. Musimy przetrwać :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo 'mój' ten Twój post :)
    Nigdy nie sądziłam że przy dwójce dzieci człowiek się robi gderliwy. A jednak! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. czytam sytuacje z naszego domu jakies 7 miesiecy temu! no bo fajnie ze tak gocha sie rodzenstwo ale czy trzeba go tak mocno tulic i paluchy mu wkladac do oka... u nas to minelo. Antonowka sie oswoil, przyzwyczail. Nowe stalo sie chlebem powszednim. i tylko czasem gdy ten ma miec drzemke, drugi wskakuje mu do lozka. i tylko czasem jeden sie czyms bawi a drugi mu to wyrwie, bo bo bo... tak! z miesiaca na miesiac powolutku intensywnosc wzrasta, bo ich apetyt rosnie w miare jedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. .. jakie to prawdziwe ..... ale minie .. straci na intensywności choć gderać będziesz już zawsze :)))) Obserwuję to u siebie ( u dziewczynek 4,5 i 10 ) i u mojej mamy u dziewczynki 34 :))))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)