11 stycznia 2015

43 Kuchenne rewolucje


Nie jestem jakoś specjalnie odważna. W kuchni. Raczej nie improwizuję - trzymam się przepisu, skrupulatnie odmierzam, pilnuję proporcji, sprawdzam listę składników i żałuję, że w książkach kucharskich czy na blogach kulinarnych nie ma zdjęć surowego ciasta. Nigdy nie mam pewności... Czy to tak miało wyglądać? Czy to się upiecze? Czy to normalne?




Mam zeszyt, do którego przepisuję sprawdzone już przeze mnie przepisy. Przed wypróbowaniem nowego - długo zbieram się na odwagę. Jeśli robię ciasto, to musi być coś prostego. Nie dla mnie wieloetapowe przygotowania, różnorodne warstwy, skomplikowane przepisy. Szczególnie, że powierzchni roboczej to ja mam w kuchni z 60 cm... I jaki ja bałagan robię, kiedy gotuję lub piekę! WSZYSTKIE łyżki mam brudne :) Większość miseczek. Blat, kuchenka, zlew - parada naczyń. Kuchenny karnawał. Tłoczno tam bardzo.



Jak mi coś posmakuje, pytam o przepis. Dużo pytam. Dostaję wysypki, kiedy słyszę o proporcjach na oko. Normalnie alergię mam na taką odpowiedź! ;) I który to rok już tłumaczę mamie, żeby mi nie opowiadała przepisów? Że ja nie zapamiętam, muszę mieć zapisany, bo inaczej nie skorzystam...
Dlatego u mnie proste ciasteczka, ciasta, które robi się w jednej misce, muffiny.



A Ewa? No ona chce wsypywać składniki, mieszać, ugniatać, wycinać i DEKOROWAĆ (wyjadając lukier, posypki, czekoladę...). Garnie się do tego, jak chyba większość dzieci. Ona się garnie, ja po cichu cierpię :) Raz - sama nie jestem zbyt pewna siebie w kuchni i dodatkowe zadanie, którym jest nadzór nad szaloną czterolatką podnosi mi ciśnienie. Ciastka się przypalają. Ona wycina. Wiecie jak, prawda? Na rozwałkowanym placku ciasta przykłada foremkę na samym środku. Na nic moje tłumaczenia, że lepiej przy krawędzi, żeby się więcej zmieściło. Wałkuję przez to kilkanaście razy to samo ciasto. To, które powinno być schłodzone, bo ciepłe lepi się do wałka, rąk, blatu (gdzie miałabym trzymać stolnicę!?)... 




À propos ciasta - temat ugniatania. Czytam u doświadczonych blogerek kulinarnych, że ciasto kruche to trzeba wyrabiać krótko i szybko. Tymczasem... Jakże przyjemna jest zabawa ciastem! Liczę do 10. Do 100. Ona wyrabia... Wyrabia. Wałkuje. Wycina. Dekoruje. Ja przypalam. Się uśmiecham, choć trochę tik nerwowy mam. I szczękościsk. Dobrze, że wszystko mija przy konsumpcji naszych wypieków... Czy bardzo jestem złą matką, że czasem wolę coś upiec, kiedy jej nie ma? Albo kiedy z kuchni zadaję niewystarczająco głośno pytania: - Piekę ciasteczka? Chcesz piec ze mną? - licząc, że nie usłyszy? :D Jakie jest Wasze pieczenie z dziećmi? 



PS Forma na muffiny, papierowe papilotki, stempel (moje pierwsze doświadczenia!) i foremki to prezent od sklepu Mein Cupcake KLIK. Nie wiem, skąd wiedzieli, że - prócz książek i akcesoriów papierniczych - najbardziej kręcą mnie formy KLIK i foremki do wycinania KLIK. No uwielbiam! Mimo mojego schorzenia... Pokraczność kuchenna to się chyba nazywa, ta choroba ;)

43 komentarze:

  1. Grunt to odważyć się na przekraczanie swoich barier i próbować nowego. A jak już okoliczności nie sprzyjają, to sie dopiero nazywa odwaga! Następny level osiągniesz jak już Wojtek zakuma, co Wy tam tak w tej kuchni...
    Wyszło smakowicie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. och! mam tak samo! identycznie! mój młodszy sam czasami proponuje, żeby coś ugnieść, ukręcić, a ja mu pozwalam, bo to sensoryka itd, a najchętniej w nocy bym piekła... no kropka w kropkę! :) i proste przepisy, i zeszyt z wypróbowanymi, no... ten post to cała ja! :D piąteczka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja Cię rozumiem!! Foremki na środku placka, międlenie cały czas tego samego kawałka, że rozłazi się w placach, niewystarczające przyciskanie foremki itp itd. I ten kolosalny wysiłek, żeby trzymać język za zębami, który powoduje, że pieczenie najzwyklejszych ciasteczek staje się megawyczerpujące.....

    PS co do przepisów - od 6 lat (średnio raz na 3 tygodnie) piekę chleb na zakwasie, według tego samego przepisu. Ten przepis za każdym razem leży na blacie i PRZYNAJMNIEJ sprawdzam, czy nic nie pomyliłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nie mam dzieci a podobnie wygląda u mnie pieczenie :) właśnie pozmywałam wszystkie łyżki, noże a taaaakie proste ciasto robiłam. i co chwilę z podejrzliwością spoglądam na piekarnik - będzie zakalec czy nie? ;-)

    pozdrowienia Pstryku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był? Był zakalec? Kamyku?
      PS Ja i tak zjadam. ZAWSZE :)

      Usuń
  5. Znam to - u nas jest identycznie - mąka fruwa, bo jej sie wysypało i w tym cieście siedzieć, gmerać, memlać... Też lubię, ale ona lubi do kwadratu :-) Więc kruche ciasteczka - no kiepsko... I tak, to wykrawanie z samego środka... Kocham z nią urzędować w kuchni ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja aktualnie zbieram się w sobie, coby mój wałek z wzorkami wypróbować - ale jak pomyślę właśnie, że Jula mi będzie chciała pomagać to tak dalej się zbieram w sobie i zbieram i zbieram...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbowałaś? Jakoś nic na FB nie widziałam :D

      Usuń
  7. U nas wszystko dookoła uglagrane! Stół, synuś, buzia, spodnie swetereczek, fartuszek za dużo nie pomaga, bo Bartek sprytne dziecięcie jest! A Wasze Ciacha wyglądają super! Foremka z liskiem the best! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak robimy ciasto kruche na jabłecznik to gniecie córka i gniecie i gniecie i ostatnio zeszło jej z 20min i nie mogłam pomagać bo Ty mamo zaraz mi skleisz kulę i nie będzie co gnieść. Jabłecznik i tak znika nawet jak kruchy spód jest twardawy :). A ciasteczka zawsze są sypkie i kruche (taki przepis).. nawet jak długo gniecie, bo przecież wyrabianie ciasta jest super i ona zrobi to najlepiej. Wycinania po swojemu ( na środku z boku czasem dwa razy jedno ciastko). Ale przecież to ona je będzie zjadać i cały lukier do dekoracji przy malowaniu ciastek. Więc jak mam chęci i siłę to wtedy proponuję "pieczemy ciasteczka ?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest. Trzeba mieć składniki, chęci, siłę i CZAS :)

      Usuń
  9. My w tym roku spróbowaliśmy robienia pierników pierwszy raz w życiu (ja i babcia Klu), na szczęście mała jeszcze za mało kumata i bardziej ją zajmowało podjadanie ciasta niż inne prace. Piekliśmy, gdy poszła spać w ciągu dnia, a potem wspólnie ozdabialiśmy. Jeszcze zrobimy powtórkę, jak babcia wróci z wczasów, bo sama bym chyba wybuchła piekarnik (mamy stary, gazowy, 40letni, z popsutym termometrem, więc wszystko trzeba "na oko").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie, dla własnej wygody, część pierników piekę i dekoruję sama, a z Ewką tylko z fragmentu ciasta. Mało to ekonomiczne ze względu na podwójne rozgrzewanie piekarnika, ale za to mniej stresu dla mnie ;)

      Usuń
  10. ja też, ja też uwielbiam proste przepisy! właśnie wyciągnęłam z piekarnika najprostsze z możliwych ciastka owsiane, w których najtrudniejszym elementem produkcji jest roztopienie masła ;) a jak w przepisie jest tekst "nie mieszaj zbyt dokładnie, ciasto ma być grudkowate" to od razu w to wchodzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też taki opis brzmi zachęcająco ;)

      Usuń
  11. Zazdroszczę ponad wszystko "skrupulatności" w kuchni, bo ja jeszcze w życiu nic nie uklepałam według przepisu. Zawsze po swojemu, zawsze na oko :) a ile do kosza (świadoma przyczyny) wyrzuciłam! Mam dwóch synków (2,5 i 1,5) więc...hm, także tak, także ten...może za 5 lat ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2,5 to już można zatrudniać do wrzucania składników... A potem odsyłać do zabawek ;D

      Usuń
  12. A ja lubię eksperymentować, chociaż ostatnio głównie szukam czegoś pod kątem dzieci żeby ich podniebienia zadowolić, a wybredne ostatnio bardzo są. A przepisy zmieniam często dodając coś , dosypując, czasami niekoniecznie na korzyść, ale cóż tak to bywa.
    Pierniczki uwielbiamy moje dzieci już chcą żebyśmy piekli kolejne bo świąteczne dawno zjedzone. Ale póki co powstały ciasteczka czekoladowe, a dziś chałka i paluchy serowe o czym zresztą na blogu :-) Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam z chłopcami piec, gotować a i oni chętnie mi pomagają, jak sam Matteo mówi będzie Szefem Kuchni :)

    OdpowiedzUsuń
  14. aaaa jakbym o sobie momentami czytała. "na oko" jak płachta na byka, grr! oprócz tego miliard rozterek czy właśnie ciasto wygląda jak powinno czy te coś tam o, to dziwne, to normalne czy nie bardzo? panikuję dużo przy pieczeniu (w gotowaniu szaleję, czasem za bardzo;p), ale kiedy piekę.. trzymam się przepisu jak barierki na bujającym statku. wszystko domierzam do milimetra.. no i wtedy najlepiej mi samej w tej kuchni ;) kiedy chcę z M. to wybieram bardzo proste przepisy. ogólnie nie robiłam jeszcze nic ultra trudnego, ale czasem daję się ponieść... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja piec uwielbiam z przepisem czy z głowy - mamy takie ciasta, które robimy na oko - wiem też, że mało jest produktów, których zastąpić się nie da i te kombinowane wypieki bywają fajniejsze często niż przepisowe. Co do grupowego działania - z jednym pomocnikiem jest super, gorzej jak więcej pomocników chce pomagać i nie chcą się dzielić ani mikserem, ani mieszakiem, ani wałkiem... Zaczynają się wrzaski, dochodzi do rękoczynów i wtedy ja dochodzę do punktu, że mam ochotę grzebnąć tym, co mam pod ręką albo w ręce i krzyknąć pocałujcie mnie w... ciasta nie będzie! Zdarzało się, że zamykałam się w toalecie, żeby emocje ostygły...A że kuchnia mała u nas, to z przyzwyczajenia działamy tak (czytaj ja działam), żeby szkód było jak najmniej i sterty garów też ;) uściski! m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w toalecie emocje stygną bardzo szybko, nie mamy tam zbyt wysokiej temperatury ;D

      Usuń
  16. Haha, ja mam wrażenie, że z czasem stałam się bardziej pewna siebie i pozwalam sobie na improwizacje czasem choć nie zawsze udane. Ale również nie pamiętam przepisów, wszystko muszę mieć zapisane, żeby coś zrobić. Na oko to jedynie robię naleśniki, no nie jeszcze placki jaglane. Ale to już kwestia wprawy :) ale moi mali pomocnicy niestety szybko się nudzą i tracą cierplowość do mojego tłumaczenia, że tak... a jak już są w grupie to w ogóle totalny anarchia!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja też z tych niewiernych Tomaszów - co muszą mieć zaklęcie przed sobą- aczkolwiek łapię się na tym że często nie trzyma się sztywno przepisu i improwizuje - ze skutkiem różnym....u mnie od niedawna chłopaki się garna do pieczenia ciast - a z mamą to raczej pierdu/pierdu - ciasteczka, mufinki, babeczki :))) no odkurzacz zawsze idzie ruch po wszytki :)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam podobnie jak Ty wątpliwości co do tego czy ciasto dobrze wygląda i ma odpowiednia konsystencję zanim wleje je do formy czy tez rozwałkuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostatnio nawet lubię, Matylda oczywiście pomaga ale ja z tych co pieką na oko więc czy będzie co jeść jest kwestią przypadku

    OdpowiedzUsuń
  20. "Czy to tak miało wyglądać? Czy to się upiecze? Czy to normalne?"- mam tak samo! I powierzchnię blatu roboczego, zeszyt z przepisami i bałagan w czasie tworzenia (pieczenia) też. Stolnicy i miejsca na nią również nie posiadam! A Dziecko moje? tak, tak, wycina na środku, wałkuję miliard razy. Ale najgorsze jest dekorowanie. Zaciskam zęby tak straszne mocno gdy chlapie lukrem wszędzie i posypuje tak hojnie cukiereczkami, że kształt ciasteczka ciężko potem odgadnąć... Ale wyrzucając sobie od najgorszych matek- zęby zaciskam i wytrzymuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, mnie też jej lukrowanie dobija :D Ale NIC nie mówię, NIC ;D

      Usuń
  21. Odpowiedzi
    1. No jest... Mają też filie w innych państwach i sklepy w innych językach :D W Polsce na razie brak.

      Usuń
  22. Cudne foremki, cudny stempel :)
    Krzysiul uwielbia ze mną gotować (uwielbia też książkę "O Marynie, która się zakucharzyła" - tytuł własny ;) ). Wsypuje, dolewa, miesza, odlicza. Wycinamy tylko pierniczki, na co dzień nam się nie chce ;) Ale ja kocham gotować - według przepisów i nie tylko - i mam nadzieję zarazić tą miłością moje dzieci. I z Krzysiulem też uwielbiam, dla mnie to świetna forma na spędzenie razem czasu. Po czytaniu chyba moja ulubiona :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja lubię piec, nie boję się tego, i często robię coś z dziećmi, oni pchają się do wszystkiego i kłócą o to kto wsypuje a kto włącza mikser... ale tez łapię się na tym, że mówię szeptem: robię surówkę, kto pomoże?, albo część pierniczków robię w nocy, sama, kładąc foremkę obok foremki a nie na środku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to! Też część przygotowuję, gdy jej nie ma w pobliżu :D

      Usuń
  24. Ja też zwolenniczką sprawdzonych przepisów jestem i rzadko kiedy improwizuję w kuchni. Ta foremka z sówką jest świetna!

    OdpowiedzUsuń
  25. ja też się trzymam przepisu, ale jak mam już sprawdzone to robię na oko :D nie szaleję i nie improwizuję , nie wymyślam sama, raczej zmieniam jak coś mi nie pasuje w przepisie.
    a pieczenie z dziećmi...oł jeeea! jak tylko usłyszą mikser to same lecą :D jak muchy! choć nie raz wolałabym sama coś zrobić szybciej i czysciej :D ale nie ma co, no dopuszczam te moje babeczki do kuchni, no bo jak... niech się uczą, niech próbują :D dobrze, że to lubią i się garną , trzeba korzystać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No! Bo jak ja "skończą"! I będą kuchnię oswajać po 30 urodzinach :D

      Usuń
  26. To jest ciekawa wewnętrzna sprzeczność. Trzymać się ściśle przepisów, a realizując je siać dokoła chaos okrutny :) Mam tak i ja. Czy miejsca do roboty jest 60 cm, czy 180 to zawsze każdy centymetr zajęty. Tu miseczka, tu łyżeczka, a tu jeszcze dziesięć innych. Tak, jak Ty cenię prostotę i wielowarstwowe ciasta budzą moje wielkie zdziwienie, no bo komu by się tak chciało i kto by to potrafił? Trochę bardziej niż dziwią, bawią mnie takie ciasta, co to mają sto warstw i jeszcze sklepowe ciastka w środku :) Natomiast co do udziału małoletniego w procesie preparowania potraw, to mój trzy i pół latek, co ponad blat jeszcze brodą nie sięga, jak tylko słyszy, że coś mam zamiar w kuchni kombinować, bez względu na to, czy to zupa, czy muffiny bananowe, staje tyłem do oparcia krzesła, łapie je specjalistycznym chwytem i suuuunie do blatu. Wskakuje, hyc i już mam pomocnika. Strasznie się szarogęsi :)

    OdpowiedzUsuń
  27. U nas pieczenie to fruwająca mąka, ugniatanie ciasta tyle ile się chce i co więcej sprawia nam to wielką frajdę! Całej trójce :) U nas dzień bez upichcenia czegoś wspólnie to dzień stracony! :) Zapraszamy do nas, może przełamiesz swoje "niechęci" ? :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Takie pieczenie z dziećmi to dla mnie już sentymentalna sprawa. Wyrosły. Tym chętniej oglądam cudze fotorelacje:) Moją miarą w kuchni jest peerelowska szklanka, nie znoszę wag.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam przepisy odmierzane szklanką! I ważę niechętnie... Prędzej sobie na mililitry w necie przeliczę, bo mam taką miarkę :D

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)