20 stycznia 2015

18 Pół roku (i zupa zimna)


Miast trenować obroty (jakiekolwiek), pisze doktorat ze zdejmowania skarpet. Tak długo klaszcze stopami, aż osiągnie sukces i radośnie się oślini. Ale żeby nie było - obrócił się. Z brzucha na plecy. Cztery razy. Mam na to świadków! Dwa obroty, kilkudniowy odpoczynek, dwa obroty. Może w przyszłym tygodniu znowu mi będzie dane zobaczyć te jego szalone akrobacje? Można pomyśleć, że łatwo nie jest, bo jest co dźwigać (dane sprzed tygodnia - 7490), ale technika, technika, głupcze! No jeszcze jej nie opanował...


Opanował za to chwyt zwisów skórnych matki (także tych na twarzy), włosów i ubrania. A ja nie do końca opanowałam perfekcyjne obcinanie jego paznokci. Zatem wyobraźcie sobie, jakie miewam wzorki na facjacie - nie są to tygrysie pasy czy gepardzie cętki, ale widać, że mam do czynienia z drapieżcą.



Z Ewą było tak, że po prostu otwierała buzię. Marcheweczka? Proszę bardzo. Ziemniaczek. Ależ oczywiście. Dynia? Dlaczego nie? Tymczasem Wojtek... Cały się trzęsie! Ręce wyciąga, przyciąga do siebie łyżkę, wsadza ją sobie w nos, w policzek, z rozmachem rozmazuje jedzenie po całej twarzy. Niecierpliwi się, skrzeczy, wymaga. Prawdziwa eksplozja CHCENIA. Tu, teraz, natychmiast.
Nadal przede wszystkim jest mlekożercą, ale ziemniakiem, marchewką, dynią czy pasternakiem nie pogardzi. Ależ przygoda! To rozszerzanie diety! I w ogóle - drugie dziecko. Mniej stresu, więcej czystej frajdy. To przy trzecim to chyba sama zabawa zostaje, prawda? ;) 




Przedwczoraj nie mogłam zasnąć. Tak jak pół roku temu. Wtedy wiedziałam, że rano zabierają mnie na porodówkę. PÓŁ ROKU TEMU. Dziś śniło mi się, że ten mały bezzębny człowiek spojrzał na mnie, tak całkiem przytomnie, zamrugał i wycedził dziąsełkami: - Zupa zimna, cienki lód. Droga Kasiu (czyż nie tak zaczynały się listy pisane do "Bravo Girl" czy innego "Naj"?), cóż to może znaczyć?



PS Przygodę z rozszerzaniem diety ubarwia nam plujący marchewką Wojtek i zielony komplet: miseczka + łyżeczka (śliniak z rynienką czeka na bardziej "siedzące" czasy) BEABA (do kupienia między innymi tu KLIK). Pięknie nam ubarwia. Jak tylko Wojciech zrobi zoom i ciekawskim oczkiem wyłuska, że trzymam zieloną miseczkę... Uruchamia trzepotanie. Wszystkimi kończynami :) Dziękujemy!

18 komentarzy:

  1. aach jakie wspomnienia mi uruchomiłaś. Bo Jagoda miała taką samą zieloną łyżeczkę, i taką marchewę nią wcinała i gryzła ją... ech, no gdzieś ją chyba mamy. Jeny pół roku mówisz, jak to możliwe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Leci jak z bicza! Aż by się czasem pauze chciało wcisnąć, a jak te noce przerywane to przewijanie do przodu :D u nas zaraz dyszka, po głowie kulają się myśli o roczku. Najlepszego Wojciechu:* buziaki w udziaki, Baśka ma podobne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chciałam BLW, ale moje dziecię było na starcie nieco oporne, poza tym zaczęliśmy papkami i dziecko się tak rzucało na jedzenie, że przez pierwsze miesiące z normalnego jedzenia jadło rękami tylko kasze, ryż i trochę kluski. Z czasem na szczęście załapała, że jedzenie trzeba najpierw pociamkać, zanim się połknie i od 10m moje dziecię nie potrzebuje mamy z łyżeczką. Taaak, mimo wszystko początki były słodkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Ewą też tak miałam - start z papkami, później więcej samodzielności. Myślę, że i teraz tak będzie :)

      Usuń
  4. już pół roku? matko ależ zleciało :) synek rośnie jak na drożdżach :)
    właśnie zastanawiam się jak to u mnie będzie z drugim dzidziusiem, ale póki co początki ciąży ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ten czas leci..Sama wklejałam ostatnio zdjęcia do albumów, które zresztą na blogu i aż mi żal serce ścisnął że dzieci kiedyś takie malutkie.
    A taką codzienność z dziećmi miło potem wspominać, pierwsze kęsy, niezdarne ruchy, potem kroki. Nawet się nie obejrzysz młody będzie biegał !
    A tak w ogóle to jesteś już na siłach się umówić ? :-) Ostatnio myślałam że tak blisko mieszkamy a jeszcze nie miałyśmy okazji się spotkać.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to jestem na siłach, ale chwilę po przeziębieniu... Ospa zapanowała. Czyli - jestem przez najbliższe dwa tygodnie zajęta? :D A jak już się podniesiemy, to miewasz czas w godzinach "przedszkolnych"? Bo o 18.00 już Wojtka kąpiemy i inne takie ;)

      Usuń
    2. Miewam miewam do końca marca zwłaszcza :-) Póki co też nas wirus dopadł, ale może uda jakiś termin znaleźć że wszyscy będą zdrowi :-)

      Usuń
  6. Własnie, ja to nawet z czystej ciekawości gotowa jestem na trzecie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa motywacja. "To trzecie, to z ciekawości" ;)

      Usuń
  7. ahahaha, uśmialam się!

    M. był tym z serii: otwieram buzię, jem marcheweczkę. jem i nie brudzę siebie ani obecnych tuż obok zbyt mocno.

    za to teraz (nie tak znowu teraz... od ponad roku) stał się ultra-anty-jedzeniowy... i tak oto codziennie biegam z jedzeniem - nie muszę już wieczorem biegać na zimnie, dba o mnie dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pani Olgo, błagam.. także i tak, że to nie to samo! Wysokie standardy zobowiązują!!
    Wierna podczytywaczka, sympatyczka Pani bloga, Ewy i Wojtka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję za zwrócenie uwagi :) Choć musiałam najpierw komentarz przeczytać kilka razy, a potem wpis ;) Czy tak jest lepiej?

      Usuń
  9. o tak, przy drugim to się człowiek delektuje macierzyństwem, nacieszy, zatrzyma, pomyśli a jak coś nie halo to zaśmieje zamiast pod nosem mówić to czy tamto ;) ps. bardzo tu miło, nowych wpisów z niecierpliwością wyczekuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz, że u nas podobnie. Drugie dziecię rzuca się dosłownie na łyżki z jedzeniem:) A i samo konsumuje .. z dużym CHCENIEM :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj zazdroszczę Ci tego Wojtkowego apetytu... KROPKA nie je. Nie przepada, gardzi, może poźniej, dieta-nic. I tylko mamy szuka, gdy głodna. Ech. Trzecie to zabawa, sam fun i boki zrywać. Przy czwartym już Ci wszystko jedno. WOJTAS bossssssssski!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)