23 marca 2015

8 7 życzeń (Książka dla Dzieci i Młodzieży)


Umówiłyśmy się, że najpierw odwiedzimy każde stoisko i Ewa pokaże mi, którymi książkami jest zainteresowana. Ja będę notować. Później miałyśmy usiąść, zjeść różowe M&M'sy (edycja na Wielkanoc, dzięki, N!), napić się wody i ustalić, które tytuły kupimy. I tak też się stało :) Świetny wspólny czas, ale i lekcja kupowania - takiego bez amoku, szaleństwa w oku, pośpiechu.
Zaraz przy wejściu było stoisko Zakamarków, a tam... seria Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai. I pozamiatane ;) Od razu kazała zapisać Tajemnicę hotelu, a potem, kiedy siedziałyśmy przy stoliku, powiedziała: - Na pewno kupimy Tajemnicę... Na pewno! Kupiłyśmy. Uwierzycie, że planowałam kupić jedną książkę dla Wojtka i jedną dla Ewy. Kogo ja chciałam oszukać... :D

Tytułem podsumowania - życzeniowo. Może ktoś przeczyta, może komuś się przyda taka garść spostrzeżeń gościa targów. W przyszłości chciałabym, żeby:
- przy wejściu każdy chętny mógł pobrać mapkę z oznaczonymi stoiskami wszystkich wydawnictw. Rewersem mapki powinna być tabelka, w której oznaczyć można numer interesującego nas stoiska i tytuły, które nam wpadły w oko. 
- nie było wysokich stołów/lady lub były ze zróżnicowaną wysokością. Te stoiska, które były duże i była możliwość podejścia do każdej półki - świetnie! Ewa podchodziła, sięgała po co chciała, oglądała (m.in. Papilon tak miał). Nie wszyscy mieli jednak tak dużą powierzchnię targową i ok - to trudne - zmieścić książki, kasę, plakaty, ulotki, jakąś butelkę wody czy torebkę z telefonem. Rozumiem. Ale podnoszenie co dwa metry dziecka, które waży prawie 19 kg, by mogło zobaczyć, co leży na stole? Auć. Bolało. Wydawnictwo Dwie Siostry część stołów miało wysoką, ale jakieś sztywniaczki czy inne propozycje dla młodszych (nie wszystkie) poukładane były na niższym stole - dobre rozwiązanie. 
- na terenie MTP, w każdym pawilonie, był dostęp do przewijaka i/czy miejsca, w którym można nakarmić malucha. Pierwszego dnia, z Wojtkiem w nosidle, zapytałam o przewijak i choć doceniam propozycję sympatycznych pań sprzątających, że mogę skorzystać z ich pokoju socjalnego... To jednak dobrze by było zauważyć, że rodzice małych dzieci czasem wychodzą z domu. Z dziećmi. Zdarza im się ;) I również są potencjalnymi klientami firm wystawiających się m.in. podczas Targów Książka dla Dzieci i Młodzieży czy Happy Baby.
- na stoiskach wydawnictw/sklepów nie było cukierków. Nie dlatego, że boję się o zęby czy nawyki żywieniowe dzieci. Nie dlatego, że uważam, że cukier to zło. Kiedy Ewa zaczęła oglądać okładki książek na półkach jednego ze stoisk i już miała wskazać, który tytuł chce poznać bliżej... bach! dostała cukierka. Tak się zdekoncentrowała, że właściwie już nie chciała żadnej książki oglądać, tylko jak najszybciej rozwinąć ten cholerny papierek i zjeść tego cukierka! ;) A że był z rodzaju klejącego zapychacza... Konsumowała go długo. Stojąc gdzieś z boku, o oglądanych książkach zapomniała. Czy kupiłyśmy jakąś książkę tego wydawnictwa? Czy w ogóle miałam ochotę tam wracać? Ano nie. 
- odwiedzający targi rodzice, nie traktowali tego wydarzenia w kategorii okazji do podrzucenia dziecka przy stoliku animatorów i szybkiego oddalenia się w kierunku... jakimkolwiek. Ja to się czepiam, co? :) Nie wiem, może się mylę, ale często miałam wrażenie, że celem jest balonik, kolorowanka odbita na ksero, jakikolwiek gratis. Ok, nikt nikogo nie zmusza do kupna książek, ale żeby tak w ogóle na nie nie spojrzeć?
- była możliwość wcześniejszego e-mailowego zapisania się na zestaw katalogów/ulotek informacyjnych wydawnictw. To już luksus, wiem. To wymagałoby idealnej współpracy organizatorów targów z wystawiającymi i później chociaż minimalnego zaangażowania w rozpropagowanie informacji o takiej możliwości. Ja bym chętnie skorzystała i odebrała zestaw katalogów, bo co zobaczę podczas imprezy to jedno, a jak wnikliwie przyjrzę się ofercie konkretnych wydawnictw, w domu, na spokojnie... To już zupełnie inna bajka. Część katalogów mam, ale myślę, że sporo mnie w tym książkowym amoku ominęło. 
- M. wziął w przyszłym roku urlop w targowy piątek, żebym mogła spędzić cały dzień na samotnym buszowaniu wśród książek... :)

Niezależnie jednak od życzeń - to była fajna impreza, mimo że korzystaliśmy z niej tylko dwa dni (piątek i niedziela). A Ewa, podczas podróży powrotnej, wyglądała tak:


PS W niedzielę byłam skupiona na wyborach Ewy, ale... Na prawo, na lewo - okiem rzucałam. I wypatrzyłam jeszcze nowsze i starsze:



MEDIA RODZINA Basałyk i Psotka idą do pracy KLIK
MEDIA RODZINA W kieszonce KLIK
FORMAT Historyjki na raz KLIK
JEDNOŚĆ Calineczka KLIK
GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL (WILGA) Zbuduj sama, zbuduj sam. Moje Zoo KLIK 

8 komentarzy:

  1. Mamy małe doświadczenie z targami, bo w Hola takich cudów nie było. A we Wroc byłyśmy już dwa razy no w ciągu roku, to dużo. I jak pierwszy raz mi się podobało- bo taka nowość i świetne warsztaty z Evą Susso i Asa Lind- i też we dwoje nas było plus J, więc coś zobaczyłam. Tak drugi raz już nie było tak fajnie. Ścisk, tłok i drożyzna. Jagoda marudząca itd. Już nie pamiętam jak się stoiska prezentowały, bo głównie pamiętam tłum i myśl, że jednak mimo wszystko wybieram opcje zakupów online. Choć wiadomo do czego księgarnie online prowadza... I tak mam mieszane uczucie. Bo z jednej strony doceniam, a z drugiej nie wiem czy pójdziemy po raz trzeci. Może na warsztaty tylko? Buziaki (siedem? wow!)

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram Twoje "postulaty" :) My byliśmy w piątek i szybko zrezygnowałam z podnoszenia co chwilę na dłuższą chwilę swojego "klocka". Poza tym ciężko się ogląda książki trzymając na rękach dziecko.
    I cukierków też bym wolała, żeby nie było - zwłaszcza twardych landrynek, których się boję dawać 3-latkowi, żeby się nie zadławił :(
    Ale poza tymi drobiazgami też byliśmy bardzo zadowoleni z targów :) Mam wrażenie z roku na rok są coraz lepsze. Albo po prostu dzięki temu, że dziecko rośnie, mamy coraz większy wybór książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. My mieliśmy tylko pooglądać, a ostatecznie bez 2 książek nie dało się wyjsć. Ja jestem zdecydowaną fanką zakupów online (różnica w cenie kolosalna..), samo oglądanie i macanie by mi wystarczyło. ;) Calineczkę i Historyjki na raz również mam dopisane do listy życzeń. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Olgo, powinnaś zostać organizatorką targów. Dla mnie wszystkie Twoje postulaty to oczywistość i czytając ze zdziwieniem pytałam "a tak nie było"? Po Twojej relacji napaliłam się mimo wszystko i mam nadzieję, że za rok uda nam się przyjechać. W końcu Berlin to nie koniec świata, a byłaby okazja, żeby się obkupić na zapas. W Niemczech nie mamy często okazji do kupowania polskich książek i przeważają te niemieckie, co mnie trochę boli. Udanego tygodnia i przespanych nocy życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U siebie dopisałam swoje... Do Twoich siedmiu życzeń dodałabym jeszcze jedno: obyśmy się tam za rok spotkały! A może tak zorganizujemy książkowe poznański spotkania! Nie ma rzeczy niemożliwych! (A tak mi się wyrwało...)

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację w każdym punkcie. Szczególnie te cholerne cukierki mnie denerwują, każdy chce być miłym wujciem/ciocią i wręczyć memu stworowi jakiś słodki ulepek z górą barwników i innych E. Mógłby się jeden z drugim czasem zastanowić, dyskretnie zapytać rodzica, czy można, ale nie, pchać się od razu do dziecięcia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewka obłędna, z targów wracająca. Uwielbiam to zdjęcie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Achhh te baloniki i cukierki. Juz widze Antka. Jesli udaloby mi sie zaciekawic go stoiskiem a tu bummmm masz balonik. Dowidzenia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)