14 lipca 2015

Uparcie i skrycie. Och, szycie...



Kocham cię? Kocham cię? E tam. Nie mogę nawet powiedzieć, że cię lubię. Choć, przyznaję, pierwszy raz przy maszynie do szycia to było coś. Dosiadłam byka. Zostałam zrzucona raz, drugi, trzeci... Zerwana nitka, wygięta igła, pomieszane z poplątaniem! Rezygnowałam, wychodziłam i kolejnego dnia znowu rozstawiałam ustrojstwo. Delikatnie naciskałam pedał maszyny, by po chwili zapomnieć o tym, że powinnam jakoś synchronizować tę ciężką nogę i ręce przesuwające materiał. Tak, nie mam prawa jazdy. Nie, nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała.




Oszukiwałam. W podstawówce. Na Zajęciach Praktyczno/Plastyczno-Technicznych*. Jakieś hafty czy inne ściegi były do zaliczenia i delikatnie mówiąc - nie szło mi. Na lnianym prostokącie trzeba było użyć różnych ściegów ręcznych i kiedy koleżanka mamy mi pokazywała - najpierw jeden, drugi, kolejny... To ja wcale się nie wyrywałam, żeby sama kończyć. Wcale! Kiwałam głową, coś tam machnęłam igłą, żeby było krzywiej i zaniosłam szmatkę do szkoły. Cofną mi promocję z klasy do klasy? Przez te ściegi?





Ale maszyna... Maszyna mnie trochę uwiodła. Dopóki, szyjąc spódniczkę dla Ewy, nie zaszyłam pasa. Co znacznie utrudniało noszenie czy choćby przymierzenie tej kreacji... Wtedy uczyłam się pruć. Umiem. Nie lubię. Szycie z maszyną oswajam. Szycie ręczne to zupełnie inna historia. Idę na warsztaty, rzekomo dla Ewy, a tam prowadząca mówi, żeby mamy szybciutko zszyły jakieś szmatki. Najprostszym ściegiem, może być na okrętkę. Zaczynam się pocić. Palce pokłute, plecy mokre, wszyscy już zszyli, ja cierpię (ale z uśmiechem!). Ale się nie poddaję! Z Ewą w brzuchu uszyłam królika, później skarpetkowego kota, lalkę Tosię, dwie spódniczki, ostatnio "pomagałam" Ewie zszyć lalkę - królową... Uparcie i skrycie. Och, szycie...



A ona się wyrywa do szycia. Chce. I co ja mogę? Nie umiem (na razie?) ściegów, maszyna u babci... Na pierwszy ogień poszedł więc zestaw artystyczny. Prezent dla Ewy z okazji Dnia Dziecka. Przyznaję, ze trochę ten prezent przetrzymałam... Trochę pomieszkał w mojej szafie, by zrobić furorę w deszczowy, bardzo deszczowy dzień. Sama nawlekała, szyła, wybierała cekiny, wiązała supełki. Sama, sama, SAMA!




Ewa dostała od sklepu KinderLand24 KLIK
Bardzo, bardzo trafiony! Dziękujemy!
I polecamy :)
(A sowa wyszła jej tak KLIK)

* Jeden z moich braci dostał tróję z ZPT. Za sałatkę. Bo wyżarł połowę składników jeszcze przed lekcją ;)