2 sierpnia 2015

6 Coś się kończy...


Na początku pomyślałam, że to rotawirus. Zaczęło się niewinnie. Jakieś torsje wieczorne. Jeden raz, dwa, trzy razy. Dość regularne wymioty. Potem przyszło w końcu apogeum. Cały dzień zwracania. Patrzyłam i oczom nie wierzyłam. Gdzie ono to wszystko mieściło?? To nasze mieszkanie. Pal licho trzy meble na krzyż. Ale książki, ubrania, zabawki, plastyczne przydasie... Przy każdym wejściu z pakunkami na czwarte piętro (74 schodki) starałam się zamyślić tak mocno, by poczuć się odrobinę zaskoczoną, że - o, już trzecie; o, zaraz czwarte. Czasami się udawało...

Nie. To jednak nie rotawirus. Jakieś zaburzenie łaknienia? Obżarstwo? Przez siedem lat nasze mieszkanie objadało się, a jak już nie mogło - chowało pod językiem, wypychało policzki (upychało w doniczkach, nie wypakowywało z tornistra, podrzucało psu sąsiadki...).

Teraz siedzę już TAM. Tam, które ma się stać TU. Ale droga jeszcze daleka. Brakuje mi trochę takiej pewności, że wszystko jest na swoim miejscu. Porządku też mi brakuje. Oswojenia. Przeświadczenia, że te zdjęcie będzie tu, a ten obrazek tam. Przejrzystości, białych ścian (i zielonej!). Płynności w ruchach. Podczas tańca między kuchennymi szafkami.

A tymczasem TU, które musi stać się TAM - posprzątane, wypucowane nawet! Nasze zgrabne kąty będą szukać lokatorów. Jak to? W naszym domu ktoś zamieszka? A jak nie będzie o niego dbał?? Lada dzień zrobię zdjęcia i opublikujemy ogłoszenie. Jeśli znacie jakąś sympatyczną parę, która szuka lokum w Poznaniu... Właśnie się jedno miłe mieszkanie zwolniło. I ponoć właściciele są całkiem w porządku. Tak słyszałam ;)

Ale teraz siedzę TAM. Patrzę na prawdziwą bitwę wzorów, wzorków i wzoreczków. Tapicerowane krzesła, dywan, kanapa. Gryzą się. Zagryzam wargi. Kapę tu, kapę tam. Trochę się przyzwyczaję, ociupinkę zmienię, potem przestawię coś raz i drugi. Oswoję (i "będziemy się nawzajem potrzebować" ;)).

PS Kolaż fot - instagramowe zdjęcia. Już na nowym. TAM, czyli tu. KLIK
PS#2 A jak pomyślę o międzynarodowych przeprowadzkach... Tak, tak o Was myślę! To mi słabo. Mdleję :D


6 komentarzy:

  1. A czy Ty uwierzysz, ze ja sie jeszcze nie przeprowadzilam :) 8 lat tu i zero przeprowadzki :) mama od czasu do czas przesyla pare rzeczy z TAM.
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
  2. Poznajemy kwiatki na tym Rysiu! Niech wam TAM przyjazne będzie.
    Międzynarodowo, kochana, to się człowiek przeprowadza z jednym plecakiem.
    Więcej nie uniesie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miedzynarodowo, to my z dwojka dzieci i dwoma walizkami, a teraz w M1, to mamy tyle gratow, ze tez sie zastanawiam, jak one sie mieszcza. Mam nadzieje, ze niedlugo uda sie je przeniesc na wieksze salony. Najlepszosco w TAM, ani sie nie obejrzysz, a stanie sie TU :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że jak pozmieniasz na swoje kolory to już bardziej TAM będzie TU. A schody może potraktuj jako darmowy fitness? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba nic mnie tak psychicznie nie przememlało jak międzynarodowa przeprowadzka!! Coś okropnego. Wtedy nie tylko wzorki i kolory są obce, ale wszystko co na zewnątrz i dookoła, każdy człowiek, każdy blok, nigdy bym się na to po raz kolejny nie zdecydowała, i delikatnie odradzam tym co sobie planują takie skoki. Ale u Was szybko będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś jest nie tak. Dzieci rodzimy w mniej więcej tym samym czasie (i płcią) i przeprowadzamy się w tym samym czasie ;) Tylko ja akurat po raz pierwszy w życiu jestem teraz u siebie ;) i dzieciaki wreszcie mają gdzie biegać (nawet schody dostały ku trwodze matki - pozabijają się na nich w ciągu tygodnia :P )

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)