2 września 2015

15 Upał


O 14.00 wyjść z domu. Żeby spokojne dotrzeć do przedszkola, odebrać Ewkę i spacerem dojść do Młodzieżowego Domu Kultury na zebranie organizacyjne. Co to dla mnie? Pestka. Mnóstwo czasu. Tyle że już po 12.00 plan zaczął się sypać. Wojtek rozdrażniony własną niemocą (na kanapę wejść nie umie, tu się zahaczy, tam się uderzy, sami-wiecie-rozumiecie) wyje. Wyje na rękach, wyje na podłodze, na siedząco, leżąco, stojąco (tak!). Wyjec. Na wycie najlepszy jest sen. Śpi. Ale już 14.00... Jak ja zdążę, jak ja zdążę? Upał, ponad 30 stopni. Budzę go, on nie chce się dobudzić. Wściekły, głodny. Zjada w miarę sprawnie obiad i pędzimy. Stuk, tuk, tuk... Wózek po schodach. Bieg na tramwaj. Cholera, "helmut", wąskie drzwi. Wejdę, nie wejdę. - Przepraszam, może mi pan pomóc? Pan nie usłyszał (oh, really?), pani pomogła. Jedziemy. I wysiadka z tramwaju, jakoś zjechałam. Przedszkole. Wózek przy schodach, Wojtek na ręce. Na drugie piętro. Wspominałam, że ponad 30 stopni? Tup, tup, tup. Do góry. Wojtek nie na rękach, on protestuje całym sobą, włączył nawet sygnał dźwiękowy. No to na podłogę. Plask, plask, plask - raczkuje. Kolana czarne, ręce też. Detal, szczegół, nie widzę tego. Żongluję akurat uwagą. Żeby go nie zdeptali jednak. Bo to pora odbioru dzieci, dorosłych sporo, dzieci rozbiegane. Zezuję, interweniuję. Podpisuję zgody, na odbieranie Ewy z przedszkola, na katechezę, na wycieczki. Bazgrzę okrutnie. Zezuję, interweniuję. I jeszcze podziwiam, bo serce wycięła i pokolorowała, przyniosła mi. - Patrz, mamo, ładne serce? Zagląda mi w oczy. A ja te cholerne zgody podpisuję, zezuję i interweniuję. Upał. Zbiegamy po schodach. Do tramwaju, do tramwaju. Już jesteśmy spóźnione, ale chociaż na chwilę, na koniec zebrania zdążymy. Tramwaj nam ucieka. - Ewka, lecimy na kolejny przystanek, przez dworzec, za zakrętem, tam szybciej złapiemy kolejny - decyduję. Przyspieszamy. Winda, przejście podziemne, winda. Nie ta! Zjeżdżamy na dół. Upał. Wojtek z mokrą głową. Ewa cała czerwona, ale nie narzeka. - Masz, mamo, wodę? Mam. Pije, on pije, ja piję. Biegniemy, uff, jak gorąco! Gdzie ta winda?! - Proszę pani... - słyszę ciche. To do mnie w ogóle? - Proszę pani... Do mnie. Zatrzymujemy się w biegu. Siwiuteńka starsza pani. Z reklamówką. W niej jakaś zmiotka, szufelka. - Czy mogę oprzeć się o wózek? Nie ma siły, jest gorąco, musi dojść na trzeci peron, wsiąść w pociąg, wrócić do domu. - Jasne, proszę, odprowadzimy panią, mamy czas. Podstawiony już. I dużo wolnego miejsca. Na pewno pani, tu jest napisane, że jedzie do Gniezna, że odjazd o 15.41. To ten. Nie, my nigdzie nie jedziemy, wracamy z przedszkola, nie, nie spieszymy się - zapewniam. Powolutku bardzo zbliżamy się do wagonu. Wsiada, w drzwiach się odwraca. - Wiem, że nie powinnam wychodzić, że upał, źle się czuję, ale dziś jest rocznica śmierci mojego dziecka. Musiałam pojechać na cmentarz, musiałam...
Jest upał. A my jesteśmy tak strasznie spóźnieni, że nie wiem, czy warto biec dalej. Ale biegniemy. Razem. Ona taka czerwona, te włosy pod kapelutkiem takie mokre. On w samym body, kolana czarne. Ja taka spocona... Jesteśmy.

15 komentarzy:

  1. Brawo Matka! Brawo człowiek! Wzruszająca historia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo Matka! Brawo człowiek! Wzruszająca historia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna historia.
    I ten matczyny heroizm codzienny, jakby znajomy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama jestem mamą trójki i też czasami jest pod górkę, ale czytając Cię to wzrusz. Wielka jesteś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ostatnie, co chciałam usłyszeć, serio. To żaden heroizm, zatrzymać się, kiedy ktoś prosi o pomoc... Był moment, kiedy chciałam ruszyć, może to nie do mnie, pędzę dalej. Bardzo się cieszę, że jednak się odwróciłam i zobaczyłam w tłumie ludzi (dworzec, przejście podziemne, wszyscy pędzą) Człowieka.

      Usuń
    2. Olga w dzisiejszych czasach to jednak jest heroizm! Umęczyć się można w taki gorąc, z dwójką dzieci, początek roku szkolnego to wszystko jakoś znajome. Ale dostrzec Człowieka w tłumie... Hmm, w tym codziennym zaganianiu nie każdy potrafi. Pan w tramwaju na przykład. Brawo dla Ciebie! :)

      Usuń
  5. Brawoo,podziwiam ja bym się bała z wózkiem w tramwaju - ludzie wiadomo jacy sa raz pomogą a raz nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się sprawdzać na rozkładzie, kiedy są niskopodłogowe, ale nie zawsze zdążę, czasami i tak przyjeżdżają nie takie. Ale bez komunikacji miejskiej sobie życia nie wyobrażam! Raz - nie mam prawa jazdy, dwa - w godzinach szczytu Poznań stoi, ino tramwaje w miarę sprawnie jadą :)

      Usuń
  6. ale się wzruszyłam...tylko Ty tak potrafisz...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, nawet bez tego zakończenia czułam wzruszenie. I to osłupienie na koniec. Bardzo rzadko tak można więcej zobaczyć w tym tu-i-teraz. A jeszcze wspaniale to opisałaś..!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)