8 kwietnia 2016

12 Szkoła


Złota, najbardziej złota, błyszcząca i lśniąca rada, jaką mogę dać Wam w temacie szkolnym brzmi następująco: - Odetnijcie się od rad innych. O, po prostu. Jak przyszedł czas zmian i lud (rodzice) odzyskał wolność wyboru (sześcio- czy siedmiolatki do szkoły), to zaczął się młyn. Zewsząd atakowały mnie nagłówki na temat tego, dlaczego sześć lat to dobry wybór na rozpoczęcie przygody ze szkołą. I te drugie - dlaczego właśnie warto poczekać jeszcze jeden rok. Wykrzykniki, dowody, badania, eksperymenty. Zaczęłam wszystkich wypytywać, co zrobią i dlaczego tak, a nie inaczej. To było silniejsze ode mnie, niemal czyhałam na każdego rodzica dziecka, które mi wyglądało na sześciolatka. Wieczorami bolała mnie głowa. Procesor miałam przeciążony tymi wiecznymi analizami! A potem - ciach. Odcięłam się. Jak mogłam zapomnieć, że to nie ma najmniejszego znaczenia, kiedy do szkoły pójdzie Jasiu, Stasiu, Kasia, Zosia? Kalkulować, który rocznik będzie pełniejszy, kiedy to będzie dla mnie wygodniejsze? A wystarczyło uważnie spojrzeć na Ewę. Jej gotowość. Może trochę naiwną, wypełnioną oczekiwaniem na same przyjemności, ale gotowość. Podniesioną głowę, uśmiech i śmiały krok w kierunku kolejnego etapu. Nie wiem, kiedy ona tak dojrzała. Pewnie wczoraj, najdalej przedwczoraj :) A właśnie - wczoraj. Wczoraj miała przesłuchania do szkoły muzycznej. Najpierw trochę się wytarzała z kumpelkami na korytarzu, zmieniając status rajstopek ze śnieżnobiałe na szarawe. Potem napchała buzię zdobycznymi paluszkami. A kiedy z sekretariatu wyszła obca nam pani i wyczytała jej imię i nazwisko, to po prostu poszła. Sukienkę poprawiła, proste plecy, sprężysty krok. Nawet się nie obejrzała. I jak ja mogłam odpowiedzi szukać u wszystkich, ale nie u niej? Tak, Ewa kończy w maju sześć lat,. a we wrześniu zaczyna przygodę ze szkołą. Mamy nadzieję, że z tą którą wybraliśmy wspólnie. W poniedziałek się dowiemy. To nasza wspólna decyzja i nie podpowiem Wam, co Wy macie zrobić. Do wewnątrz patrzcie, do wewnątrz... :)
PS A jutro pokażę Wam, jakie szkolne książki zamieszkały na naszej półce :)

12 komentarzy:

  1. To tak jak ja ;) Już nie pytam innych mam tylko patrzę jak rozwija się Maja. W lipcu skończy 6 lat i we wrześniu pójdzie do szkoły, razem ze starszą siostrą o dwa lata, która też do szkoły poszła jako 6-latka :) Pozdrawiamy jimgirls :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że to napisałaś. Bije z tego wpisu dobra energia i optymizm. Temat jest mi bardzo bliski, ze względu na to, że mam w domu 5 latka i sama jestem nauczycielem w zerówce szkolnej.
    Osobiście przeraża mnie podejście wielu rodziców. Sama jakoś tak odruchowo podpytuję inne mamy, czy ich dzieci pójdą jako 6 czy 7 latki z myślą, kogo ten mój synek będzie miał za kolegów. Ciągle tylko słyszę, że oczywiście, że jako 7 latek i widzę jedynie ogromne oczy i wielkie zdziwienie, że mój syn pójdzie jako 6 latek. Jestem w tym temacie jakimś odludkiem. Czuję wręcz jakąś niechęć z ich strony, choć w żaden sposób nie zabieram głosu, nie wyrażam swojej opinii.

    Nie wyrażam jej, bo każdy rodzic powinien decydować o swoim dziecku sam, ale oni zwykle nie patrzą na swoje dziecko, wypowiadają jedynie jak mantrę zdania typu " nie będę odbierać dziecku dzieciństwa". To bez sensu. Bardzo dobrze zrobiłaś, że popatrzyłaś na córcię.

    Chciałabym, by synek rozpoczął przygodę ze szkołą jako 6 latek, bo po prostu widzę jego wielką ciekawość świata. Wiem, że sobie poradzi.

    Jako nauczyciel, mogę Ci jedynie powiedzieć, że uczyłam w szkolnej zerówce dzieci, które miały 5 lat, a miałam nawet dwoje dzieci w wieku lat 4, już taka końcóweczka. I co ciekawe, najbardziej chłoną wiedzę te młodsze dzieci. Czasami miałam jakieś niewielkie problemy z emocjami dzieci, ale jeśli nauczyciel jest bacznym obserwatorem, to zareaguje szybciutko, by pomóc dziecku jak najszybciej odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości.
    Teraz jestem na urlopie macierzyńskim. Bardzo już tęsknię za uczeniem, za tymi cudnymi dziećmi, które chcą we wszystkim uczestniczyć, uczą stawiać się "pierwszych, szkolnych kroków", chcą się zgłaszać, chcą próbować wszystkiego, co nowe.
    Mam nadzieję, że Ewa trafi na nauczycielkę, która kocha swoją pracę, bo na pewno stworzy dzieciom takie warunki, jakich potrzebują. I to nic, że dzieci w klasie ponad 20. To nic. Bo nauczyciel, który lubi to, co robi, już w pierwszym tygodniu będzie wiedział o swojej klasie wszystko i z pewnością pomoże każdemu dziecku indywidualnie. Tego Wam bardzo życzę!
    Pozdrawiam ciepło,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  3. My tak samo Franka puściliśmy. Miał dwa lata w przedszkolu być, miałam podania pisać....po pół roku wiedzieliśmy, że czas na kolejny etap i nie należy bram zamykać. I co z tego, że teraz najmłodszy w klasie - dosłownie. Daje radę ma z tego przyjemność i to się liczy :) ale mimo wszystko inne realia niż w PL.
    Pozdro Edyta

    OdpowiedzUsuń
  4. To co napisałaś, to sama prawda. Można miesiącami porównywać dostępne opcje, rozmawiać z innymi rodzicami, roztrząsać kwestie psychologiczno-pedagogiczno-organizacyjne, ale sens ma tylko to, co płynie z obserwacji dziecka. Moja córka poszła do pierwszej klasy jako sześciolatka, teraz ma lat 10, jest w 4 klasie i ani razu nie żałowałam podjętej decyzji. Sama zainteresowana w ogóle nie wyobraża sobie, że mogłaby być teraz klasę niżej! Od początku radziła sobie bardzo dobrze w mieszanym środowisku klasowym (8 osób z rocznika 2006 i 18 z 2005). W przypadku córki decyzja wydawała mi się oczywista na długo przed jej wdrożeniem w życie, ale nie wiem, czy w przypadku syna (3,5 roku) będzie podobnie. Na razie wygląda mi na emocjonalnie bardziej kruchego i zdystansowanego, ale jeszcze mamy czas. W każdym razie - będę go z rozmysłem obserwować. Tylko tyle i aż tyle :)
    Powodzenia na szkolnej drodze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo Wy! My w tamtym roku też do szkoły w wieku 6 lat. Słuchając rodziców mam wrażenie, że zostawienie dziecka w przedszkolu jest po prostu dla nich wygodne. Cała reszta to otoczka, która tłumaczy siebie samego. Smutne jest to wmawianie dzieciom, że się nie nadają. Niektórym faktycznie przyda się rok w przedszkolu, ale jeżeli któreś dziecko zostaje w przedszkolu z innych powodów, to fajnie by było nie mówić przy dziecku, że nie idzie, bo się nie nadaje. To niestety zostaje w ich świadomości.

      Usuń
    2. Joasiu o czym tym Ty piszesz?
      To nie jest żadna otoczka. Myslę, że nie jeden rodzic duzo zniesie, aby tylko było lepiej dziecku.
      Moje dziecko poszło jako sześciolatek, bo MUSIAŁO. I różnica między szkołą, a przedszkolem była ogromna. Nie mówię tu o nauce, tylko o sposobie nauki. Dzieci praktycznie ciągle w ławkach. Nie wszystkie dzieci sobie z tym radziły. Oczywiście są różne dzieci. Jedne bardziej gotowe na TAKĄ szkole, inne mniej. Dobre jest to, że teraz rodzice mogą zadecydować. Jak ktoś będzie chciał puścić sześciolatka, to puści, a jak nie, to nie. I tak powinno być. Tylko nie pisz, że rodzice tak robią z wygody, bo to nie prawda, w większości martwią się o swoje dziecko.
      pozdrawiam
      elka

      Usuń
    3. Elu, w większości na pewno tak, sama miałam taki czas, że dosłownie siwiałam zastanawiając się, jak postąpić i rozważając wszystkie za i przeciw. Ale znam również rodzica, który starsze dziecko, mimo że uważał, że jest gotowe, zostawił w przedszkolu, by młodsze miało w ogóle szansę się dostać (+50 punktów za rodzeństwo, jeśli dobrze pamiętam). Nie umiem tego ocenić, bo nie byłam w takiej sytuacji. Tak jak rodzice bliźniaczego rodzeństwa - chłopiec nie jest gotowy, dziewczynka jest. Co mają zrobić? Nie mam pojęcia. I trzeci przykład - rozbrajające wyznanie matki koleżanki Ewy - zostawiam, bo tu mam sprawdzone obiady, znam panie, tak mi wygodniej. Ile ludzi, tyle historii...

      Usuń
  5. Wspaniały wpis! Brawo Ewa! Cudowna z Niej Dziewczynka! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za ten wpis! Ja we wrześniu posyłam mojego pięciolatka do szkolnej zerówki i wszyscy go żałują... Mama pyta: "Naprawdę? Biedny...". Od dobrej koleżanki usłyszałam, że jestem wyrodną matką, że zabieram mu dzieciństwo (sama swojego sześciolatka na drugi rok zostawia w zerówce i była w szoku, że w ogóle o to pytam). A ja widzę, jak Krzysiul się garnie do nauki, jaki jest podekscytowany szkołą i ciekawy świata jak mu się oczy świecą, kiedy pytam, czy chce zrobić jakieś zadanie. I wiem, że większą szkodą byłoby dla niego zostać kolejny rok w przedszkolu. Dobrze przeczytać, że nie tylko ja "okradam dziecko z dzieciństwa" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Argument kradzieży dzieciństwa chyba najbardziej mnie denerwuje... :)

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)