16 sierpnia 2016

4 Dwa pomysły



Przed podróżą pociągiem do Niemiec wpadłam na dwa pomysły. Oba wydawały mi się genialne, nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego straciłam wtedy zdolność racjonalnego myślenia. Księżyc nie taki, zaćmienie chwilowe? Pierwszy pomysł był taki, by do torebki wetknąć książkę Moja Pierwsza Encyklopedia Obrazkowa i zabawiać nią chłopca-który-nie-mówi. Wiecie - zamiast biegania po wagonach - on pokazuje utytłanym (prowiant, dużo prowiantu, wszak to AŻ trzy godziny ;)) paluchem obrazek, ja ochoczo nazywam, co na nim jest. Jest zabawa, jest nauka, może w końcu przemówi jakoś z sensem. To był ten genialny pomysł. Jedyny genialny.



W przerwach między jedzeniem, piciem, skakaniem po siedzeniach, rzucaniem Smerfem po półkach na bagaże i wymuszaniem na innych pasażerach, by zdjęli buty (skoro on siedzi bez) - otwieraliśmy książkę. Kształty, kolory, części ubrań, ciała, rodzina, zwierzęta domowe, pokój dziecięcy i jego zawartość, rozkład pokoi w domu, jedzenie, plac zabaw, pory dnia i pogoda... Czego tam nie ma! Jest co pokazywać. jest co nazywać. Powtarzać wciąż nie chce*



14 rozkładówek a na nich świat. Szczegóły i ogóły. Wszystko na twardych stronach. Kolory żywe, grafiki miłe dla oka mojego, ale i dzieci. Grubaśna książka. Miałam pomysł, żeby policzyć, ile tam można rzeczy wskazać i nazwać, ale... za dużo. Nie da się. Do powiększania zasobu słownictwa, do tworzenia go od zera (uda się, prawda?) - bardzo fajna pozycja.



A ten drugi pomysł? Ten genialny? Wymyśliłam sobie, że zrobię zdjęcia do tego wpisu w pociągu, że będą takie fajne, takie inne, łał, super, ale ekstra. Taaaa. Genialny pomysł, genialny. Udało mi się zrobić jedno zdjęcie. Aparatem w telefonie. Załączam poniżej ;D



* jak myślę o Wojtku i jego mówieniu, czy raczej nie-mówieniu, zawsze przypomina mi się suchar, cytuję (autora nie znam ;)):
Jasio miał już 5 lat, a jeszcze nic nie mówił.
Pewnego dnia mama podaje mu obiad, a Jasiu wrzeszczy:
- A gdzie kompot?!
Mama zdziwiona:
- Jasiu, to ty umiesz mówić?
- Umiem.
- To dlaczego dotąd nic nie mówiłeś?
- Bo zawsze był kompot!

4 komentarze:

  1. Miewam równie genialne pomysły. A później cisza na blogu, bo nie chce mi się kolejnych podejść do zdjęć robić, tzn. tachać książek w plener, przekupywać Mateusza słodyczami, żeby raczył uściąść gdzie matka sobie wymyśliła (nigdy się jeszcze nie udało), biegać za tym wariatem z aparatem itp. No, pomysły wprost genialne ale niemożliwe do zrealizowania z moim dzieckiem. Może drugie będzie bardziej współpracujące.;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aleś mnie ubawiła! :) Fajna pozycja! A jak Wojtko w końcu przemówi, to jaka radość będzie! Dlatego tak zwleka, żeby radość podwójna była ;) U nas z kolei córka nadaje bez najmniejszej przerwy, a prócz tego cwana bestia się zrobiła taka, że ubaw po pachy. Dziś gdy syn z bułkami na śniadanie ze sklepu wrócił i kupił sobie nadprogramowo lizaka (którego nie omieszkał po drodze zjeść!), reprymendę już w przedpokoju dostał, na co siora stanęła, ręce na biodra założyła i nie omieszkała jemu wytknąć: " A Pola gźećna jest!", tak żeby jeszcze od siebie dołożyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Logopedzi zwykle w takich przypadkach pytają o badanie słuchu. Zaglądasz na Głoskę? Moje niemówiące dziecko w wieku 2,5 badał nawet psycholog i niestety nie powiedział mi że to opóźniony rozwój mowy i że należałoby do logopedy i do audiologa... Teraz dziecko ma 8 lat i wreszcie mam diagnozę: zaburzenia centralnego przetwarzania słuchowego. Nie czekaj aż dziecka się "rozgada" bo możesz się nie doczekać. Szukaj dobrego specjalisty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy pod opieką logopedy, który już nam mówił o badaniu słuchu. Spokojnie, biernie nie czekam...

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)