9 sierpnia 2016

15 Tornister i spółka


Nie miałam tornistra. Dziś się upewniłam, zadzwoniłam do mamy i dopytałam. Miałam plecak - szary, z czerwoną lamówką, na klapie miał wyhaftowanego szopa. Z perspektywy czasu myślę, że był bardzo ładny. Szczególnie jak na tamte czasy, lata osiemdziesiąte. Ale wtedy... Wtedy chciałam mieć fioletowy! Jakiś wystrzałowy, z piórnikiem Z WYPOSAŻENIEM. Najlepiej zagranicznym piórnikiem, z papierkiem imitującym pióro, flamastrami, kredkami, koniecznie rozkładany "na cztery". I pamiętnik na kłódkę, błyszczący. I taki dziennik - taki, jak ma pani - do zabawy w szkołę. I tenisówki z dwiema czy trzema parami kolorowych sznurówek. Koleżanki takie miały. Miały też szampon Pantene (to dopiero był powiew luksusu!) na obozie sportowym. A ja pokrzywowy. I ten szary plecak. Pamiętnik z okładką w niebieskim skaju. Bez kłódki. A piórnika nie pamiętam w ogóle. Tak było, takie czasy. Bywało, że Mikołaj przynosił zwykłe rajstopy, ale i tak było NAJLEPIEJ.




Teraz trwa NAJLEPIEJ Ewy. Jakże inne od tego mojego! Nie musiała czekać do Komunii, by ciotka z zagranicy zlitowała się i kupiła jej wymarzony fioletowy plecak (prawdziwa historia, moja, w plecaku był czerwony misiu w białym szaliku!). Mało tego - w sklepach jest wybór. Choć są też astronomiczne ceny. I ta niepewność, czy oby to potrzebne, czy się sprawdzi, czy się nie znudzi po tygodniu... W sprawie tornistra - dałam jej wolną rękę, równocześnie ustalając kilka bardzo praktycznych zasad. Że ma być lekki, nie za wielki, wygodny, z zapięciem, które nie będzie sprawiać jej problemów. Chciałam, żeby unikała motywów z filmów animowanych, bo te bardzo szybko jej się nudzą. I żeby tornister nie był bardzo jasny (bo doskonale pamiętam, jak szuraliśmy pleckami po korytarzach ;)). Ostatnim kryterium było - żeby babcia nie zbankrutowała. I tyle. Ja zostałam w domu, one poszły.



Wróciła w podskokach... Z tornistrem. Fioletowym. W motylki. I takim samym piórnikiem i saszetką. Czy mi się podoba? Czy to ma znaczenie? Widzę, że nie ma problemów z zakładaniem go na plecy, zdejmowaniem, otwieraniem kieszonek czy głównej komory. Widzę to, bo bawi się nim codziennie. Pakuje się, rozpakowuje, uczy pluszaki, udaje, że odrabia lekcje. Narzeka, że tyle ma zadane! Zwierza się, że na razie nie może nigdzie wyjść, bo musi czytać lekturę. Pakuje strój na gimnastykę do worka. Worek! Też sama wybierała, choć tym razem w sklepie internetowym. Myślałam, że zdecyduje się na kucyka Pony czy jednorożca, ale nie - decyzja zapadła szybko. - Ten, tylko ten z koniem - powiedziała. Nie że doceniła wykonanie czy materiały, uzasadnienie było takie (pisownia oryginalna, dziecko przy klawiaturze): "ten konik jest bardzo  kohany i mily". Skoro tak... ;) Na dodatek worek na żywo wygląda lepiej niż w internetowym sklepie. Lubię go za to połączenie kolorowej bawełny i lnu. Ładny!
 

Zatem pakuje, rozpakowuje, nosi wte i wewte. I sprawdza obecność w dzienniku. Takim NA PRAWDZIWO. Ze skrzydełkiem na nazwiska uczniów. Nieśmiało wpisała tam mnie i swojego tatę, ale nie że na początku - tam zostawiła miejsce na swoje nowe koleżanki, nowych kolegów. Dziennik lekcyjny to prezent od Centrum Edukacji Dziecięcej. Zabawa nim tak naprawdę dopiero przed Ewą, ale najpierw ma okazję dowiedzieć się nieco więcej o szkole. Bo ten dziennik to także książka, która wprowadza Ewę w życie szkoły - znajdziemy tu m.in. informacje o tym, kim jest patron szkoły, jakie są prawa i obowiązki ucznia, czym jest plan lekcji, hospitacje, zebrania rodzicielskie, scenariusze lekcji czy samorząd szkoły. Ale i tak najważniejsze jest to skrzydełko na nazwiska i strony z listami obecności... Przeglądamy, czytamy, odpowiadam na pytania. Wrzesień, zaraz wrzesień! I wszystko przed nami :)





Tornister to Herlitz Midi Fantasy. Szczerze mówiąc miałam nadzieję, że Ewa wybierze coś z nieco mniejszej serii - Smart, ale widać tamte nie skradły jej serca ;) W zestawie z tornistrem był worek, niewielki piórnik z wyposażeniem i kosmetyczka. Trwa akcja promocyjna, dzięki której - za wysłanie zdjęcia tornistra z paragonem - można zdobyć portfelik, fartuszek i worek. Wysłałam, czekam, rzekomo mają 30 dni na wysyłkę. W naszym przypadku został tydzień, zobaczymy.
Worek pochodzi ze sklepu internetowego Emiko. Prócz worków na buty (ten jest moim ulubieńcem, sentymentalna jestem - KLIK), w sprzedaży są także kamizelki odblaskowe, poduszki i ręczniki. Fajne, o wytrzymałości będę mogła się wypowiadać za jakiś czas :)
Mała szkoła. Dziennik lekcyjny. Książka do zabawy w szkołę to pozycja wydana przez Centrum Edukacji Dziecięcej. Autorką tekstów jest Liliana Fabisińska. Dziennik na grubaśną okładkę, jest formatu A4 i ma 64 strony.

15 komentarzy:

  1. Matko pamiętam wybieranie plecaka dla Franka. Niby tysiące, a serio nie ma w czym wybrać. Zdecydowaliśmy się na Ergobag. Cena bankructwo, ale każdy z tych lepszych tutaj to w okolicach bankructwa. Dwa lata używa i jak nowy, teraz zaczyna trzeci. Po cichu liczę, że jak młodszy zacznie szkolną karierę to go przejmie (pewnie luźno go sprzedam jakby co). Czy jestem zadowolona - nie mogli mi powiedzieć, że szwajcarski system dwóch pierwszych klas opiera się "to co noszę ze szkoły i do nie spokojnie zapakuję w plastikową reklamówkę". Większość czasu leży w szkole ;) pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swojego plecaka nie pamiętam, piórnik swego czasu miałam na bogato, bity raczej normalne. Żadnej cioci za granicą. Rodziców potrafiących "wszystko" załatwić. Rodzeństwa brak ;) podstawówkę mimo wszystko niemile wspominam.

      Usuń
    2. A o reszcie pogadałyśmy na prv :*

      Usuń
  2. A sukienka? Skąd sukienka?
    Trzymamy kciuki za Ewę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przed wakacjami kupiłam w H&M, z tej serii za około 20 zł, bawełniane takie są w każdej kolekcji inne :)

      Usuń
  3. Aktualnie szukamy tornistra, niestety połowa tego co w sklepach to się nie nadaje. Gabi przerobila już i zerówkę i pierwszą klasę z plecakami i niestety teraz już nie robią takich plecaków czy tornistrow jak kiedyś, ... wszystko się sypie w połowie semestru. Dla nas jest też ważny środek,sztywne przegrody i kieszonki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie pamiętam jakości "tamtych" plecaków... Pamiętam tylko ich ograniczenie w temacie kolorów ;)

      Usuń
  4. No i się doczekałam, wpisu wyprawkowego:) Na razie temat dla nas odroczony bo Hania zostaje jeszcze w przedszkolu, ale rok minie szybko i trzeba się orientować w temacie.
    Uwielbiam te wszystkie akcesoria szkolne i najchętniej kupowałabym już teraz.
    A swojego plecaka/tornistra nie pamiętam, chyba telefon do mamy będzie konieczny. Piórnika na pewno nie miałam rozkładanego, za to tato dbał żebym zawsze miała enerdowskie pióro na naboje chyba dzięki niemu moje pismo wygląda jako tako;) Natomiast z końcówki I i II klasy pamiętam odbieranie książek z biblioteki na kolejny rok, zaglądanie kto miał je wcześniej (z tyłu była tabelka z nazwiskiem) i zaciekawienia nowymi czytankami. I nowych kolorowych ilustracji bo podręczniki były kolorowe w przeciwieństwie do większości książek dla dzieci dostępnych w połowie lat 80tych. A marzyłam oczywiście o rozkładanym chińskim piórniku z pozytywką i mrugających światełkiem adidasach (jeden chłopak w klasie miał takie). Fajne te wspomnienia:) Pozdrawiam, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W temacie artykułów papierniczych jestem niereformowalne, kupuję więcej niż jestem w stanie zużyć. Mało tego - szkoda mi ich używać ;D

      Usuń
  5. Szkoła! Jezu! Przeraża mnie ten temat od roku. A w domu pięciolatek dopiero, więc teoretycznie szkoła za 2lata. A może za rok? Nie wiem. Mateuszowi 13letnie kuzynki nagadały jaka ta szkoła jest "piękna" i już nie chce iść do pierwszej klasy. Ochrzaniłam je, a teraz muszę nawrócić syna :) Zobaczymy. Słucham opinii innych mam, pani przedszkolanki, obserwuję Mateusza i...nie wiem. Czas pokaże. A na razie szykujemy wyprawkę...niemowlęcą ;)

    Fajnie wygląda ten dziennik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już jestem po fali przerażenia, teraz mamy wspólną falę entuzjazmu ;) Ale to minie, jak już nam zbrzydnie codzienne wstawanie o tej samej porze ;D

      Usuń
  6. ja pierwsze tornistry/plecaki pamiętam jak przez mgłe - dostawaliśmy od Cioci z Niemiec, ale takie szare były, bez motylków. Za to kiedyś, jak to Mama pojechała na wycieczkę zagranicę, to przywiozła mi różowiutki tornister, z rysunkami ganków pełnych kwiatów (full romantic!). 'Powabność i delikatność' jego została zszargana przeze mnie, jak w bocznej kieszonce zostawiłam starą gruszkę na dłuugi czas (i bałam się zajrzeć do kieszeni czy nie wyskoczą z niej potwory gruszkowe). sprawę odkryła Mama i próbowała doczyścić ale ślad zawsze pozostał!

    bardzo podoba mi się jak Ewa może podejmować decyzję :) i ta jej ekscytacja szkołą - bomba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam łakoma, żadne śniadania nie żyły własnym życiem ;D

      Usuń
  7. Ines miala pierwszy Tornister samsonita- uzywany. Pozbylysmy sie go po pierszej klasie, bo co chwile jej sie przestawialy szelki. Do drugiej poszla w scoucie-tez uzywanym. Przezyl trzecia klase i przezyje czwarta (musimy go porzadnie wyszorowac). W Niemczech wiele osob stosuje zasade, ze ten kosmicznie drogi Tornister ma wytrzymac 4 lata, a potem przechodzi sie na plecaki, bo zmiana szkoly nastepuje.
    Za rok czeka nas temat z Adamem. Wiem juz przynajmniej jak to ugryzc :)
    Powodzenia dla Ewy :*

    OdpowiedzUsuń
  8. pamiętam jak w dzieciństwie mama przyniosła jakiś duży brulion z taką zakładką z boku i z tego powodu z siostrą od razu zaadaptowałyśmy go na nasz dziennik szkolny - szykowałyśmy go jakiś czas, ozdabiałyśmy ...
    a potem, oczywiście obie równocześnie ,chciałyśmy uczyć (lalki), sprawdzać obecności i ... wstawiać oceny do dziennika :)
    ech, ależ wspomnienia mnie naszły ...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)