5 września 2016

8 Poniedziałek


Jestem dziś dla siebie dobra. Nie tak przesadnie, z wanną, czytaniem książki czy pianką na kawie. Tak umiarkowanie dobra, co oznacza, że się nie zarzynam. Bo to taki pierwszy poniedziałek. Po wakacjach, po rodzinnym urlopie. Z innym stanem dzieci. Za oknem zachmurzenie i mam ochotę wywlec z wszystkich szaf ubrania i ostatecznie pożegnać lato. Nie robię tego. Bo wywleczenie jest najprostsze. A po godzinie selekcji i układania - przychodzi kryzys i chce się usiąść na kupce zaplamionych t-shirtów i uronić łezkę lub dwie. Mam też ochotę włączyć aparat i przygotować materiał zdjęciowy do wpisu z serii NieKsiążki. Ale tego też nie robię. Mój aparat się psuje i wyłącza się, kiedy mu się tylko podoba. Chowa obiektyw, obraża się pikając coś niezrozumiałego, blokuje przycisk. To nie jest dzień na głaskanie aparatu i mówienie do niego miło. Chciałabym rozstawić się z deską do prasowania, włączyć jakiś durnowaty serial z lektorem i nadrobić zaległości. Prasowaniowe i serialowe. Ale akurat dzisiaj Wojtek uznał, że nie wie, czego chce. A może właśnie dokładnie wie - chce leżeć ze mną na łóżku, spać, ale równocześnie się bawić i śpiewać. I jeść i jeździć rowerem po wersalce. Ja go rozumiem. Ja też chce wszystko i teraz. Mieć wysprzątane, "poblogowane", rzęsy czymś maznąć. A tymczasem zaraz idę po Ewę, a ten rosół gotował się tak krótko! Czy ja mogę go już wyłączyć? I co z nim będzie? Nawet ten plan minimum nie wyszedł najlepiej. Syn ODMAWIAŁ spaceru. Jak już łaskawie się zgodził, wyszedł z wózka na całe 10 minut. Myślicie, że zgodzi się wyjść po siostrę? Bo to już-zaraz... To ja już pójdę. Jeszcze tylko pozdrowię wszystkich tych, którzy - tak jak ja - mają problem z wstąpieniem do partii Nowa Rutyna. Niebawem poznamy jej program, polubimy się i jak już prawie wszystko uda nam się ogarnąć - będzie czas kolejnych wyborów ;) Ahoj, przygodo!

PS Mimo że wygląda na to, że Ewka zjadła kilka Smerfów, Gargamela i jakąś wróżkę - nikt nie ucierpiał. To tylko wata cukrowa.

8 komentarzy:

  1. Bałam się, że Ewa zjadła Elsę, a moja córka nie zdążyła jeszcze zostać fanką. Ufff, co za ulga, że to tylko kolorowa wata cukrowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz - możliwe, że zjadła... Bo ostatnio jakby jej się... odbiło tą Elzą. Od wujka dostała parasolkę z Elzą, Wojtek tymczasem dostał wersję z Minionkami. Ewka podstępnie wcisnęła bratu Elzę i została z żółtymi stworkami. Jest coś na rzeczy.

      Usuń
  2. No cóż, trochę się czuję pozdrowiona przez Ciebie a trochę nie. Mój problem z Nową Rutyną jest taki: mam teraz tyyyle czasu SAMA: jak NAJLEPIEJ wykorzystać ten czas? Które z dziesiątek ważnych spraw to te najważniejsze, którymi powinnam się zająć, zanim dzieci wrócą że szkół?
    Oto jest pytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jarecko, o, Jarecko - trochę Ci zazdroszczę, odrobinę. I - tak, tez mam problem z ustalaniem priorytetów ;) Ściskam!

      Usuń
    2. Halo, halo! Olga, Ty masz na to sposób: rób tylko to co trzeba. Kiedyś tak u siebie napisałaś i ja się tego trzymam za każdym razem jak wpadam w czarna odchłań ustalania priorytetów dnia powszedniego ;)

      Usuń
  3. To chyba jakiś wirus z tym wywlekaniem z szafy. Też dziś miałam wielką ochotę. I też się oparłam. Tu akurat ostatni dzień wakacji. Jutro ochronka otwiera swe wrota (hura!) i kierat wciąga mnie do maszyny losującej (buuuu!). A gdyby mieć tak odrobinę wakacji tylko dla siebie.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A weź nic nie mów ... jestem w trakcie przeprowadzki tz już się przeprowadziliśmy i żyjemy na pudłach .... mam dość wszystkiego .... pudeł, worków i całego bałaganu ... z drugiej strony brakuje mi doby żeby to ogarnąć bo jak wracam z pracy (a teraz jeszcze odbieram dzieci po szkole i przedszkolu) to szczerze mam ochotę siąść i tak chwilę nic nie robić ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja od wczoraj mam rutyne, a od poniedzialku juz te powazna z praca, szkola i przedszkolem. Jak mam do tego wrocic po chorwackiej plazy, spacerach, lodach, ciastach i widokach?!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)