10 października 2016

1 Ojejku!



Ojejku, jestem jak Jejku-Jejku! Cyklicznie* odczuwam pragnienie zmiany. Wiadomo - objawy nasilają się wczesną wiosną, ale do potrzeby zmian nie są mi potrzebne zielone pąki na drzewach... Mając na myśli zmiany - mówię o najbliższym otoczeniu, nie o członkach rodziny, rzecz jasna ;) Patrzę na te bladobeżowe ściany. Są jakie są. Takie były. Wciąż są czyste (szlag!), na razie nie malujemy. Ale ten dywan we wzorki! Moje oczy mają zawał, szczególnie jak w jednym kadrze są wzorki z dywanu, kanapy i obicia krzeseł. Może by tak kapę, pokrowce, no-nie-wiem-gazety? ;)




Jejku-Jejku też potrzebuje zmian i wpada na pomysł, by swój niebieski, pasiasty pokój przemalować. Przyjaciele spieszą mu z pomocą i każdy z nich ma swoją (jedyną i słuszną) propozycję zmian. Bio sugeruje, że pokój powinien być pomarańczowy. Szast-prast i przemalowany. To jednak nie jest ten efekt... Gonia proponuje zieleń, potem Zubi - róż, z kolei Papu zachłannie chce wszystkich kolorów. Podczas gdy w domu Jejku-Jejku rozgrywa się prawdziwa bitwa, ten pospiesznie się ewakuuje. Nie lubi bitew i chyba nie przypadła mu do gustu żadna propozycja kolorystyczna. Wyprowadza się i wykopuje sobie nowy domek. Jakich używa kolorów? Pewnie się domyślacie...



W naszym poprzednim mieszkaniu mieliśmy zieloną ścianę, przy każdym odświeżaniu wnętrza zastanawiałam się nad nowym kolorem. Ostatecznie zawsze wygrywała ta zieleń...  Już tam nie mieszkam, ale ścianę i jej kolor nadal lubię :)





Książeczka Jejku-Jejku chce coś zmienić (tekst i ilustracje: Magali Le Huche, tłumaczenie: Joanna Rzyska, Wydawnictwo Dwie Siostry) ma twardą okładkę, odrobinę grubsze strony i mnóstwo okienek. Taki Wojtek może na przykład ją oglądać tylko wtedy, kiedy czuwam. Raz - nie domyka okienek przy przekładaniu stron i zdarza się, że je zagina, dwa - bywa, że go ponosi... I wtedy roznosi. Znaczy się wyrywa. Już raz mi przyniósł garść okienek z książki (innej, brzydszej ;))... Tak tylko mówię. Że fajne, że ładne, ale delikatne :)


* może nie dokładnie co 30 dni, ale z pewną regularnością ;) 

PS Jutro o 21.00 wystartuje na blogu Garażowa wyprzedaż #3 :) Będą sztywniaczki, będą miękkie strony, jakieś puzzle z Elzą... ;D

1 komentarz:

  1. Baaaardzo mi się podoba! :) poszukać muszę :) a Wojtuś – uroczy! Moja Natka łobuzuje bardzo (wdała się w starszego brata), ale co jakiś czas znika, a znajduję ją przycupniętą nad książkami... Naprawdę potrafi tak wysiedzieć nawet pół godziny (ma rok i 5 msc.) – ale oczywiście też zdarza się, że przychodzi do mnie z okienkami albo co ciekawszym fragmentem książki :P ostatnio oskubała Martusi Kicię Kocię :/ Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)