15 listopada 2016

17 Księżniczki, kucyki, magiczne zwierzątka

Do trzeciego roku życia Ewy miałam stuprocentową kontrolę nad jej półką z książkami. Taki był ze mnie strażnik książek. Za wybory w 95 procentach odpowiadałam ja, pozostałe typy... też zazwyczaj miałam pod kontrolą. Choć przyznaję - mało kto miał odwagę kupować Ewie książkę. Strach się wychylać, skoro strażnik czuwa ;)
A potem przyszło przedszkole, grupa rówieśników, więcej reklam telewizyjnych, gazetek reklamowych itp. Świat wyciągnął łapska po moją Ewę, a ja znoszę to zmniejszą lub większą pokorą. I robię swoje. Kiedy ona wypożycza kolejną część przygód jakiegoś magicznego zwierzątka, ja chwytam np. Babcię na jabłoni. Książki czytamy dwie. Jej i moją. Ona opowiada, co polecają jej koleżanki, ja zostawiam na ławie coś, co mi wpadło w oko. Przejdzie obojętnie? Nie, nie przejdzie. Weźmie, otworzy, podczyta, poogląda. Robię swoje.





Tymczasem My Little Pony wciąż na tapecie. Bardziej figurki i artykuły papiernicze, mniej animowany serial czy komiks (no dobra, nie przyznałam się jej, że są również komiksy). Kupuje raz w miesiącu magazyn, za swoje pieniądze. Pilnuje, kiedy pojawia się nowy numer i bierze udział w konkursach plastycznych (nic nie wygrywa, ale nie traci nadziei). Jej kolekcja figurek to mieszanina dodatków do magazynu "Mój Kucyk Pony" i te, które ukazały się w serii Teczka z prezentem. A teraz... Teraz ma My Little Pony Kalendarz 2017. I ten 2016 zupełnie jej już zbrzydł! ;)






Kartkuje, czyta opisy świąt (bo tam są takie specjalne, związane z byciem kucykiem, wiecie-rozumiecie ;)), planuje, co tam będzie zapisywać, czyta ciekawostki i porady. Cienka okładka, niewielki, poręczny format. Oczekuje na biurku na akcję - wpisywanie urodzin i imienin i na swoją kolej - na razie aktualnym pozostaje kalendarz z ilustracjami Rotraut Susanne Berner. Ja w jej wieku nie miałam żadnego kalendarza, a potem to już kilka lat Kalendarz Szalonego Małolata, kto pamięta?






Z kolei Złotą księgą bajek do słuchania. Księżniczki* to ja dwie pieczenie na jednym ogniu. A może nawet i trzy. Trochę nadrabiamy te disnejowskie panny, bo okazuje się, że nie widziałyśmy wszystkich filmów animowanych związanych z księżniczkami. Zatem to nawet dobrze, że opowieści w tej książce takie oszczędne, takie hasłowe nawet. Wybaczamy, szczególnie, że w wersji audio słuchamy je w wykonaniu Anny Dymnej i Marii Seweryn. Znaczy się ja słuchałam raz, ona włącza sobie regularnie. Włącza i otwiera książkę. A ja wtedy myk, a ja wtedy na paluszkach... ;)
Dość gruby, ale niewielki kwadrat, okładka zintegrowana. Zawiera sześć bajek związanych z księżniczkami - do oglądania, czytania i słuchania (do książki dołączona jest płyta CD).





  * pierwszy raz mam problem ze znalezieniem konkretnej książki w sklepie wydawnictwa. Tym razem linkuje do czytam.pl

PS Wpis dedykuję wszystkim, którzy piszą do mnie wiadomości, że moje dzieci to same takie mądre książki, takie ładne, a ich... kicz, plastik, fantastik ;) Taaa. Jasne. Róbcie swoje, jako i ja robię :)

17 komentarzy:

  1. :))) moja Marta na szczęście jeszcze nieświadoma istnienia księżniczek, Disneya czy kucyków... za to Krzyś... ło matko, pożal się Boże! Wojownicy, ninjago... niektórych nazw nie wspomnę, niestety Lego idzie (i pociąga dzieciaki) w złym kierunku... Mody jednak mijają, co jakiś czas przychodzi Krzyś do mnie i mówi, że coś tam przestało mu się podobać, a... a Erich Kastner trwa, i Lindgren, i Papuzińska :)) pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninjago wciąż przede mną ;) Póki co Wojtek wpatrzony w siostrę i namiętnie podbiera jej Pony :D I tak, to prawda, moda modą, a dobra literatura i tak się obroni (a jak sama nie - to strażnik czuwa ;)).

      Usuń
  2. Kalendarz Szalonego Małolata - w wakacje wywaliłam 8.... Szkoda było, ale jak poczytałam co niektóre listy i inne to mi się włos na głowie zjeżył 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję, że wszystkie wywaliłam kilka lat temu ;D

      Usuń
  3. Kalendarz Szalonego Małolata... Ojessssu jakie wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudny wpis! Mimo kucyków dalej Was kocham :) i zapodaje szczęśliwa anegdotkę: otóż mój starszak, starszy od Ewy o 2 mce, chodzi jeszcze do przedszkola. Takiego fajnego, co to dużo różności zapodaje. No i ten starszak ma koleżankę najulubieńszą z takiej zajefajnej czytająco-muzycznej rodziny. I te dzieci sobie lektury podpowiadają, ale takie w rodzaju "dla Ewy 0-3" czyli same smaczki wydawnicze. (a my, matki, równolegle, z nimi hehe) I tu następuje anegdotka o tym, że ta starszakowa koleżanka ofiarowała (!!!) jego siostrze (= mojej czteroletniej córce) suknię Elzy z krainy lody, taką wymarzoną jak nie wiem. Sie pytam, normalnie, zatkana - ale o czym marzy w takim razie darująca? A, żeby jej starszak jakąś książkę pożyczył...
    Pożyczył, a jakże. Cztery :). Przez 3 dni je starannie wybierał, żeby w gust trafiły.
    Ale Lego Ninjago też ma, i do czytania i do naklejania. I Księgę potworów Nexo Knights i inne szajsy. I rzucił się dziś wygłodniały na "Narnię z biblioteki :))))). Także jest dla tego młodego naszego pokolenia nadzieja! Nie cała nasza praca na marne! :D
    Uściski
    /Gośka

    OdpowiedzUsuń
  5. och kalendarz Szalonego Małolata oj wyrzuciłam kiedyś ale zanim to zrobiłam za głowę się złapałam ( serio można tak samej siebie nie poznać :P)
    MOje mają 6 i 8 lat młodsza wierna Basi choć nie powiem sięga po Elmera jak sobie przypomni :). Starsza niestety już poszła w świat MLP, Violetty i Soy Luny więc jakby rzec doskonale cie rozumiem. Chociaż jest nadzieja bo marzy jej się na półce własna kolekcja Narni a nie wypożyczona z bioblioteki

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że mam gdzieś jeszcze Kalendarz Szalonego Małolata.. z początku lat 90tych. Boję się nawet liczyć ile to lat temu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja 6latka za to ostro w horrory idzie ;) No monster, no fun ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kalendarz Szalonego Małolata! Miałam 4 albo 5. Mam je do dzisiaj wypełnione... Boże, jak mnie policzki palą ze wstydu jak do nich teraz zaglądam i czytam swoje notatki! :)

    A na półce mojego Grzesia pojawiły się jakieś pojedyncze wypociny Spidermanowe... czytamy czasem, a w głowie mam tylko jedną myśl "Ludzie, jakie to żenująco głupie" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam Kalendarz Szalonego Małolata, miałam wszystkie, kochałam całym sercem!!! Nauczył mnie tolerancji, szerszego postrzegania świata, tego, żeby nie oceniać zanim się kogoś dogłębnie nie pozna. Czemu już go nie ma??
    U nas królują Pet Shopki, ale kucyki te z dają rade ;) Co do czytelnictwa, to za przeproszeniem rzygam już Holly Webb i serią "Zaopiekuj się mną" :) Piąta książka z tej serii od września.... A na półce czeka "Karolcia" i jej koralik i pierwsza część Harrego Pottera :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Radzę nie przyznawać się, że są komiksy, bo one zostały stworzone raczej bardziej dla dorosłych, niźli dla dzieci. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  11. tak, kalendarz szalonego małolata także pamiętam. tłumaczyłam w nim po swojemu piosenki pearl jam. hihi. no comment.
    moja 2,5-letnia Aniela nie wie skąd są i co znaczą koniki.ale dwa egzemplarze swoje posiada (dzięki o dzięki rodzino). zawieruszyły się kiedyś w koszu z pluszakami i moja mała szuka i szuka.widzę, że coraz bardziej poirytowana.wreszcie powaznym głosem pyta: mamo, gdzie są moje opony??!!
    także tego...

    OdpowiedzUsuń
  12. Kalendarz Szalonego Malolata!!!!!!!!! Powiało młodością....;)

    OdpowiedzUsuń
  13. MLP jest git! Mniej przemocy niż w Ninjago :P Wiem, bo moi 11 i 7 latki oglądają i to, i to i na MLP zaśmiewają się po pachy, a na Ninjago nie wiem, bo oglądają w swojej norze ;) Mówiłam, że mam dzieci tylko rodzaju męskiego? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jedenastolatek jest fanem MLP, a więc spokojnie ;)

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)