8 listopada 2016

Sezon na Wirusy


Och, gdybym była bardziej przebojowa - wpis o tej książce ukazałby się ponad tydzień temu, kiedy to wirusy różnej maści faktycznie męczyły moją rodzinę. Tyle że one były tak mało spektakularne, takie pospolite, nudne. Żadnej efektownej wysypki, nic nie spuchło i nie swędziało. Ot, niewysoka gorączka i jakieś wymiotki (jak mawia Ewa). Odpuściliśmy zatem prezentowanie książki na rzecz drzemek pod kocem, dogadzania sobie i przedawkowania filmów animowanych. Jak to w chorobie.
Nasze wirusy były nudnawe, ale te Wirusy (tekst: Ewa i Natalia Karpińskie, ilustracje: Joanna Lenart, Wydawnictwo Przygotowalnia) są świetne! No nie na tyle, bym chciała odtwarzać wszystkie w domowych warunkach... Ale czytać o nich, oglądać, jak zmieniają ciało i w końcu wymądrzać się na ich temat każdemu napotkanemu człowiekowi? To możemy zrobić. W drużynie są: różyczka, ospa wietrzna, świnka, choroba bostońska, opryszczka, grypa żołądkowa i odra. Wirusy mówią za siebie. No dosłownie. każdy wirus opowiada o sobie.
Jestem mały, ale bardzo zaraźliwy i wyjątkowo złośliwy. Nazywam się wirus rota, czyli rotawirus. Grypa żołądkowa to moja sprawka. Jeśli masz gorące czoło oraz ręce i nóżki, boli cię głowa i czujesz jakby w twoim brzuszku buszowało stado dzikich słoni, to na pewno się do ciebie przyczepiłem. (...)
Wirusy mówią nam, kiedy atakują, jak poznać, z kim mamy do czynienia, jak przebiega leczenie i co można zrobić, żeby nie zachorować.







Książka jest niewielkich rozmiarów, w twardej oprawie, strony mocowane są na sprężynie. Między zwykłymi kartkami są folie* z nadrukiem, dzięki nim możemy zobaczyć zmiany naszego ciała, które spowodowane są działaniem konkretnych wirusów. Fajne to. Tak jak i pomysł na temat książki. Większość dzieci znajomych (ale i moje, osobiste ;)) lubuje się w opowieściach o chorobach, swoich czy rodziców, im więcej detali, tym większa frajda. Ogromnie się cieszę, że jak do tej pory (tfu, tfuuuu oraz bleee i fuj) uniknęliśmy owsików i wszy ;)


* Taka folia to akurat dla nas nie nowość, mamy upolowaną przez dziadków na Flohmarkcie książkę Die Farbe, gdzie folie pokazują m.in. wynik łączenia kolorów :) 

PS Na stronie wydawnictwa można również kupić wirusy w wersji pluszowej. Nie ma to jak przytulić się przed snem do wirusa bostonki... ;) Są też wirusowe otulacze, koszulki czy torby.