3 grudnia 2016

4 Pikotek chce być odkryty


Gdybym miała rozdawać jakieś tytuły, książkom z naszych półek przyznawać nagrody w kategoriach NAJ - to byłaby zdecydowanie NAJdłuższa książka 2016 roku... Siedem metrów książki. Siedmiometrowa ilustracja. Złożona w harmonijkę. 



Nie mogę się powstrzymać i wstawiam tutaj kącik edukacyjny. Taki format - harmonijki, to inaczej leporello, czyli rodzaj publikacji poligraficznej "w postaci arkusza (lub wstęgi) grubego papieru lub kartonu, kilkakrotnie, równolegle, naprzemiennie złamywanego do postaci harmonijki. Format leporello jest stosowany w ulotkach, folderach, programach, prospektach itp."*


W tej definicji jest również napisane, że to publikacja bezoprawowa, tymczasem Pikotek chce być odkryty (autor: Tomasz Samojlik, Wydawnictwo Widnokrąg KLIK) to harmonijka, ale zamknięta w twardej oprawie. I słusznie, bo ta gigantyczna rozkładówka wydrukowana jest na dość cienkim papierze, co powoduje, że na przykład szalonym dwulatkom bym Pikotka nie sprezentowała. I to jedyny problem, jaki mam z tą książką. Że muszę nadzorować jej przeglądanie, gdy Wojtek jest w pobliżu... Czyli problem mam z dwulatkiem, nie z książką ;)



Pikotek to nieznane nauce zwierzątko leśne (trochę większe od jeża, czerwone futerko, długi ogon z pętelką), którego marzeniem jest zostać odkrytym. Przez siedem metrów ilustracji Pikotek wędruje przez las i pyta wszystkich, czy wiedzą kim jest. Można śledzić losy Pikotka, ale nie tylko, bo w lesie wiele się dzieje. Historii mnóstwo, ale słów zero. Zwierzaki rozmawiają za pomocą dymków z piktogramami. Gdyby ktoś narzekał na warunki mieszkaniowe, które uniemożliwiają oglądanie przygód Pikotka - książkę można oglądać w formie rozłożonej lub złożonej - przeglądanie jest bardzo wygodne, tym bardziej, że harmonijka jest zadrukowana jednostronnie. No ale jeśli chce się uzyskać efekt podwójnego ŁAŁ - to lepiej rozłożyć :)


Dodam tylko, że między okładkami Pikotka, mimo że słów brak, kryje się mnóstwo informacji o leśnym życiu i historii do opowiedzenia. Niektóre są bardzo zabawne :)

* za Wikipedią KLIK

PS 3/24 Zdjęcia do trzeciego wpisu z grudniowego cyklu #kalendarzotymze były robione w październiku. Taki tam mały poślizg ;)

4 komentarze:

  1. A ja właśnie zastanawiałam się gdzie śnieg :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale u nas nie ma śniegu :( W ogóle :(

      Usuń
    2. U nas niestety nawet odśnieżarki momentami nie nadążały ... a my niestety uziemieni wirusem w domu i nie możemy się nim nacieszyć ... buu!!! ale za to możemy czytać do woli :D

      Usuń
  2. Dzięki serdeczne za ten wpis - mamy książkę od dawna, ale jeszcze jej nie wyciągnęliśmy - aż do dzisiejszego wpisu i radość w konstruowaniu historii była wielka - świetna do rozgadania maluchów, tworzenia własnych wersji - serdeczne dzięęki za pozytywną inspirację

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)