29 marca 2017

Ekipa z ulicy Awanturników i zgraja z Bullerbyn

W poszukiwaniu dzieciństwa w wersji off-line czy nawet unplugged - sięgam po te dwa pewniaki. Ekipa z ulicy Garncarzy / Awanturników i zgraja z Bullerbyn. Wspólny mianownik - autorka, Astrid Lindgren; Wydawnictwo Nasza Księgarnia; piękne wydania. Coś jest w tych książkach, że się człowiek uśmiecha, jak tylko poczuje ich ciężar w dłoni, dotknie aksamitnej okładki, weźmie głębszy oddech i... zacznie czytać. Dobrze komponują się z kaloszami, ale i ciepłym kocem, chleb z miodem i kubkiem kakao. Czy to może być to modne hygge?




Przygody dzieci z ulicy Awanturników to zbiorowe wydanie dwóch książek: Dzieci z ulicy Awanturników i Lotta z ulicy Awanturników. Całość jest pięknie i kolorowo zilustrowana przez Ilon Wikland. Ekipa z ulicy Awanturników to przede wszystkim trójka rodzeństwa - Lotta, Mia Maria i Jonas. Jak można się domyślać - nie ma nudy. Zabawy jest dużo, a śmiech małych czytelników rozlega się prawie tak samo często, jak skoki ciśnienia u dorosłych, którzy wizualizują sobie swoje dzieci podczas "awanturniczych" psot... Wychylanie się z okna, opuszczanie pociągu podczas podróży do dziadków, wyprowadzka z domu - przy tych pomysłach pocięcie nowego swetra czy serwowanie lemoniady z piaskiem to drobnostka, nieprawdaż? Rozmiar psot - ogromny, ale i takie samo poczucie humoru i ciepło bijące z tych opowieści. Dodatkowo - duża czcionka, spore odstępy między wierszami. Przygody... świetnie nadają się do pierwszego podejścia do samodzielnego czytania gruuubyyych książek.







Dzieci z Bullerbyn to w moim prywatnym rankingu najpiękniejsza książka dla dzieci wydana w 2016. I właściwie na tym mogłabym zakończyć. Jakie to piękne tomisko jest (prawie 300 stron)! Bogato ilustrowane przez Magdę Kozieł-Nowak. Jeśli nie wiecie (czyżby?), to zgraję z Bullerbyn przede wszystkim tworzą: Lisa, Lasse, Bosse, Olle, Britta i Anna. A przy takiej paczce dzieciaków - wiecznie coś się dzieje, czyli znowu - nie ma nudy. Nie ma też potrzeby, by streszczać tu przebieg jakiejkolwiek z  przygód tych dzieciaków. Ogromna przyjemność z codziennej lektury, wielka radość z fenomenalnych ilustracji.








Nie roztrząsam za często, w jakich czasach dorastają moje dzieci, ile się zmieniło, od kiedy to ja wisiałam na trzepaku... Nie załamuję rąk nad laptopami, smartfonami, tabletami i odlotami (nad nimi), ale lubię poszukać dzieciństwa w wersji off-line czy nawet unplugged. Czasami mi się to udaje, szczególnie gdy spędzamy czas z jakąś fantastyczną, "dzieciatą" ekipą. Jeśli jednak mi nie wychodzi - sięgam po te dwa pewniaki. I czytam.